Żołnierze Niezłomni to dzieci niezłomnych rodziców, którzy najpierw walczyli o niepodległą Polskę, a kiedy ona już zaistniała, w trudach i znojach budowali II Rzeczpospolitą. Swoich synów i córki wychowali na polskich patriotów, co dobitnie zostało udowodnione podczas II wojny światowej i w okresie powojennych walk z siłami komunistycznych barbarzyńców. Jedną z wielu tysięcy rodzin, które dały Polsce niezłomnych obrońców, byli Marcinkiewiczowie z ziemi sokólskiej. Właśnie od nich pochodził Józef, genialny twórca fundamentów nowoczesnej matematyki i informatyki – patriota zamordowany podczas zbrodni katyńskiej.
„Rodzice Niepodległej”
Wesprzyj nas już teraz!
Klemens i Aleksandra (z domu Chodakiewicz) Marcinkiewiczowie, rodzice Józefa i czworga podobnych mu patriotów, przyszli na świat w drugiej połowie XIX wieku. Oboje pochodzili z rodów szlacheckich, zubożałych wskutek represji za udział w Powstaniu Styczniowym. Po ślubie zamieszkali w kolonii wsi Rudawka, położonej na puszczańskim uroczysku zwanym „Cimoszka”, niedaleko miejscowości Janów (obecnie woj. podlaskie). Klemens, chcąc zapewnić lepszy byt swojej rodzinie, przez kilka lat przebywał na emigracji zarobkowej w Stanach Zjednoczonych. Po powrocie kupił około 40 hektarów ziemi na terenie leżącym bliżej Janowa. Tam Marcinkiewiczowie wybudowali murowany dom, stylizowany na dworek szlachecki.
Marcinkiewiczowie już podczas zaborów prowadzili działalność konspiracyjną, urządzając w swoim domu tajne nauczanie. Prowadzili wiejskie gospodarstwo, znali więc trud pracy na roli. Klemens w nawale prac potrafił znaleźć czas na działalność społeczną, która usprawniała życie na wsi. Wraz z grupą gospodarzy zorganizował pierwszy w okolicy skup mleka. Równie pożytecznym jego pomysłem było założenie polskiej, spółdzielczej Kasy Stefczyka w Janowie. W rodzinnym domu znajdowała się też biblioteka, z której okoliczni mieszkańcy mogli wypożyczać książki – głównie o tematyce patriotycznej, historycznej, naukowej oraz religijnej.
Wraz z wybuchem II wojny światowej skończyły się czasy wolności. Rodzina Marcinkiewiczów została zakwalifikowana przez Rosjan jako skrajnie niebezpieczna dla ZSRS. Klemensa i Aleksandrę Sowieci aresztowali, pomimo wcześniejszych ostrzeżeń ze strony AK. Czworo dorosłych dzieci uciekło do puszczy. Rodzice sami uparli się zostać, uważając że okupanci uszanują ich sędziwy, 80-letni wiek i dadzą im spokój.
Jednak mściwi barbarzyńcy nie szanują żadnych praw ani zasad. Zapakowali małżeństwo oraz wielu innych Polaków do bydlęcych wagonów i wieźli aż do Uzbekistanu. Marcinkiewiczów osadzono w obozie pracy, w którym ludzie „marli jak muchy”, gdyż ulokowano ich w „Dolinie śmierci” jak nazywają tamto miejsce Uzbecy. Latem temperatura w tej krzemowej niecce sięga 83 stopni Celsjusza.
Tam zakończyła się kalwaria małżeństwa Marcinkiewiczów. Dobry Bóg zabrał ich do siebie tego samego dnia, jedynego takiego w ciągu roku – Wigilię Bożego Narodzenia '1941.
Do tej pory nie wiadomo, gdzie pochowane są ich ciała. Symboliczny grób mają na cmentarzu w Janowie, na terenie rodzinnej parafii pod wezwaniem świętego Jerzego. Jest to również umowne miejsce spoczynku ich syna Józefa, ofiary zbrodni katyńskiej. Fundatorem pomnika był ksiądz Józef (1882 – 1968), rodzony brat Klemensa, wzorowy kapłan, powojenny proboszcz parafii św. Antoniego w Sokółce, znanej dziś na całym świecie z powodu Cudu Eucharystycznego, który miał miejsce w tamtejszym kościele.
„Niezłomne dzieci Niepodległej”
Stanisława (1903 – data śmierci nieznana)
Najstarsza z dzieci Klemensa i Aleksandry Marcinkiewicz. Po ukończeniu gimnazjum w Białymstoku rozpoczęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Podczas studiów poślubiła Kazimierza Lewickiego, który był pilotem 2. pułku w Krakowie. Zamieszkali w Grodnie. Urodziło im się dwoje dzieci. Brali udział w obronie miasta. Stanisławie udało się zbiec z dziećmi do rodzinnego domu koło Rudawki. Kazimierz dwa razy trafiał do sowieckiej niewoli i dwa razy z niej uciekł. W końcu rodzina połączyła się w domu Marcinkiewiczów. Małżonkowie nie zaprzestali walki. W roku 1941 zostali zaprzysiężeni do Armii Krajowej. Stanisława zajmowała się wydawaniem podziemnej prasy i pocztą konspiracyjną. Po wojnie razem z mężem prowadziła tajne nauczanie. Podczas amnestii w roku 1947 nie ujawnili się jako żołnierze AK i to ich uratowało. UB deptało im jednak po piętach, co zmusiło ich do ukrycia się na ziemiach odzyskanych.
Mieczysław (1904 – data śmierci nieznana)
Najstarszy syn Klemensa i Aleksandry to Mieczysław. Bierze on udział w kampanii wrześniowej. Później wraca na gospodarstwo, ale długo tam nie zabawia. Z racji tego, że ściga go NKWD, przedziera się na teren Prus Wschodnich (okupacja niemiecka), gdzie pracuje jako robotnik. Ponownie powraca na ojcowiznę, kiedy Niemcy atakują ZSRS i zajmują Kresy. Oficjalnie prowadzi gospodarstwo, potajemnie intensywnie działa w Związku Walki Zbrojnej, a później w AK. Jest nieuchwytny dla NKWD i UB. W roku 1946 ubecy spodziewają się „nakryć” go w domu, ale Mieczysław znów się im wymyka. Wówczas niemal śmiertelnie katują jego żonę. Dopiero wtedy małżonkowie opuszczają rodzinną siedzibę i w ten sposób ratują życie. Zaszywają się, jak wielu żołnierzy podziemia, na tzw. ziemiach odzyskanych (koło Opola) i tam mieszkają aż do śmierci.
Edward (1908 – 1985)
Brat Mieczysława – Edward również wdrożył w życie szkołę patriotyzmu odebraną w domu. Po ukończeniu studiów pedagogicznych zaliczył podchorążówkę, którą opuścił w stopniu porucznika. We wrześniu 1939 roku został zmobilizowany. O tym, że nie podzielił losu swego brata Józefa, zdecydowało jedynie to, iż został internowany przez Litwinów koło Wilna i tam był przetrzymywany z innymi polskimi żołnierzami w obozie jenieckim. Sowieci przewieźli ich do Kozielska już po zakończeniu zbrodni katyńskiej, a stamtąd wywieźli na Sybir. Tam znowu los uśmiecha się do Edwarda – zostaje on zwolniony ze śmiercionośnego łagru na mocy amnestii i trafia do armii generała Andersa. Jako oficer 5. Kresowej Dywizji Piechoty bierze udział w zdobyciu Monte Cassino. Porucznik Edward Marcinkiewicz zostaje poważnie ranny podczas decydującego natarcia. Po wyzdrowieniu pozostaje na emigracji we Włoszech, a później w Szwajcarii.
Józef (1910 – 1940)
Najbardziej znanym dzieckiem Klemensa i Aleksandry jest geniusz matematyki – Józef Marcinkiewicz, który po skończeniu szkoły powszechnej w Rudawce uczył się w białostockim gimnazjum, a następnie pod kierunkiem słynnego profesora Antoniego Zygmunda studiował matematykę na wileńskim Uniwersytecie im. Stefana Batorego. Mistrz tak oto pisał o swoim podopiecznym: „jego rozwój naukowy był tak szybki, a oryginalność pomysłów tak wielka, że w niektórych działach mojej własnej specjalności mogę się uważać jedynie za jego ucznia”.
Po studiach Józef Marcinkiewicz dołączył na rok do 5. Pułku Piechoty Legionów w Wilnie i ukończył Dywizyjny Kurs Podchorążych Rezerwy z wynikiem celującym oraz bardzo dobrą opinią wystawioną mu przez zwierzchników. Do czasu wybuchu wojny jego kariera naukowa rozwijała się nadzwyczaj szybko. Nie zmarnował ani jednego dnia swojego krótkiego, ale jakże owocnego życia. W ciągu sześciu lat pokonał drogę od magistra do profesora. Napisał i opublikował ponad 50 wybitnych i odkrywczych prac, które są obecnie podstawą nowoczesnej matematyki i informatyki.
Jeszcze w lipcu 1939 roku przebywał na stażu naukowym w Londynie. W sierpniu, kiedy wiadomo już było, że wojna lada chwila wybuchnie, wrócił do kraju. W Anglii próbowano go nakłonić do pozostania tam lub emigracji do USA, on jednak tak odpowiedział: „Jako patriota i syn Polski, nigdy nie będę uchylał się od służby Ojczyźnie, tym bardziej w tak trudnym czasie jak czas wojny”. Zgłosił się do wojska w Wilnie i tam został zmobilizowany jako oficer 35. Rezerwowej Dywizji Piechoty. Brał udział w obronie Lwowa. Po kapitulacji miasta (22 września 1939 r.) został wzięty do niewoli sowieckiej. Był przetrzymywany w obozie starobielskim. Jego personalia zostały zapisane w księdze cmentarnej oficerów polskich zamordowanych podczas zbrodni katyńskiej w Charkowie.
Kazimierz (1913 – 1946)
Najmłodszy z rodzeństwa. Kiedy wrogowie podstępnie z obu stron zaatakowali Ojczyznę, studiował prawo w Warszawie. Tak jak jego bracia, do wojny był bojowo przygotowany, gdyż ukończył kurs podchorążych w Grodnie. Został zmobilizowany we lwowskiej jednostce wojskowej. Zaciekle walczył z Sowietami o to miasto, jednak siły komunistów były bez porównania większe. Podobnie jak bracia Józef i Edward, trafił do ruskiej niewoli, jednak jemu udało się uciec.
Wrócił w rodzinne strony i razem z siostrą Stanisławą, jej mężem oraz bratem Mieczysławem, podczas wojny i po jej zakończeniu ostro działali razem w AK, a później AKO. Już w roku 1945 zorganizował w Janowie prywatne gimnazjum i został jego dyrektorem. Wówczas UB wydało na niego wyrok. Rok później funkcjonariusze podłej bezpieki przyszli po Kazimierza do domu w Janowie, należącym do innego żołnierza podziemia. Marcinkiewicz przygotowywał tam przemówienie, które miał wygłosić podczas zakazanych przez komunistów, a jednak obchodzonych tego dnia w Janowie uroczystości trzeciomajowych. Kiedy ubecy dobijali się do drzwi, wyskoczył przez okno i próbował zbiec. Dosięgły go kule wystrzelone z karabinu moskiewskiego sługusa, który zaczaił się na balkonie posterunku MO. Ubecy nie pozwolili nikomu udzielić pomocy rannemu. Kazimierz, zanim skonał, wyszeptał cicho: „Niech żyje Polska”.
Adam Białous