„Priorytetem jest przeżycie” – powiedział ks. Gabriel Romanelli, opisując aktualną sytuację mieszkańców Strefy Gazy. Gaza jest „zniszczona, starta w proch przez wojnę”, wygląda jak po przejściu „prawdziwego tsunami”, dodaje proboszcz katolickiej parafii Świętej Rodziny.
Kapłan tłumaczy, że „kiedy pomoc jest niewystarczająca, rodzi się kryzys humanitarny i tragedia”.
„To naprawdę jest jak tsunami. Tak, jakby po katastrofie nikt nic nie zrobił. Nic, nic. To powoduje jeszcze większe szkody” – alarmuje argentyński duchowny.
Wesprzyj nas już teraz!
Parafia Świętej Rodziny wciąż pozostaje schronieniem dla setek osób, w tym uchodźców, osób starszych i chorych. „Słychać strzały, wybuchy, często podczas naszych modlitw. Słyszymy również bombardowania, które nie są już tak intensywne jak kiedyś. Niektóre rodziny zaczęły wyjeżdżać” – relacjonuje ks. Romanelli. Jednocześnie parafialna szkoła przyjmuje nowych uczniów, myśli się o powiększeniu przedszkola, o co proszą rodziny.
Obok potrzeb materialnych, widać potrzeby duchowe i relacyjne. Na czas Wielkiego Postu wzmożono „apostolstwo telefoniczne” (rozmowy telefoniczne, czaty, wysyłanie wiadomości), o którym z doświadczenia wiadomo, że „przynosi wiele owoców”. Pozwala to pozostać blisko tych, którzy próbują poskładać swoje życie na nowo, gdy „ludzie muszą wszystko odbudowywać od zera, a raczej od mniej niż zera”.
Duchowny ubolewa, że do Strefy Gazy nie są wpuszczane wielkie transporty z pomocą humanitarną, a te które docierają, nie pokrywają olbrzymich potrzeb mieszkańców. Wywołuje to ich zniechęcenie. Ceny szybują w górę.
„Generatory, prąd, woda pitna, gaz, internet. Olej napędowy sięgał już 30-35 euro za litr; teraz cena spadła do około 10, ale wciąż jest bardzo drogi” – relacjonuje kapłan. Aby mogły działać generatory prądu, „niektórzy mieszają olej napędowy z przeterminowanym olejem spożywczym, nawet z oliwą z oliwek lub słonecznika”. Inni produkują paliwa metodami chałupniczymi, „niszcząc silniki”. Litr oleju silnikowego może dziś kosztować w Gazie ponad 150 dolarów.
Aby zapewnić sobie przetrwanie, priorytetem jest żywność, woda i lekarstwa, bo bez nich się umiera. Ale ludzie potrzebują też minimum energii elektrycznej. Kupują więc panele słoneczne, nawet uszkodzone czy przebite pociskami, jednak baterie do nich są prawie nieosiągalne. Na dodatek brakuje gotówki, której banki nie wypłacają, ograniczając się do innych operacji finansowych.
Proboszcz nie ukrywa swego zmęczenia, gdyż „czasami ilość sytuacji nie do opanowania przyprawia o zawrót głowy”. Ale kieruje się poczuciem odpowiedzialności. „Będziemy sądzeni z miłości. Wiara bez uczynków jest martwa. Jeśli nie żyjemy miłosierdziem, to na co nam wiara?” – pyta retorycznie, dodając, że „trzeba żyć miłosierdziem, pomagać, a nie zamykać się w swoich problemach”, „myśleć o innych, o głodnych i spragnionych, o ubogich, o bezdomnych”.
KAI / oprac. PR