Ceny biletów szybują w górę, linie odwołują loty. Po sobotnim ataku Izraela i USA na Iran kilkanaście tysięcy obywateli Polski utknęło w popularnych regionach turystycznych na Bliskim Wschodzie. Podczas gdy polskie MSZ nieśmiało organizuje pierwsze przeloty, część „uwięzionych” bierze sprawy we własne ręce.
Izrael wraz ze Stanami Zjednoczonymi zaatakowali Iran w sobotę rano, zabijając w precyzyjnym ataku m.in. głównego przywódcę duchowego Ajatollacha Chameneiego, byłego prezydenta Iranu Mahmuda Ahmadinedżada oraz część dowództwa Gwardii Rewolucyjnej.
W odpowiedzi Teheran uderzył na Tel-Awiw, amerykańskie bazy wojskowe w regionie oraz popularne miejsca turystyczne jak Dubaj. Eksperci tłumaczą, że celem Iranu jest paraliż ruchu turystycznego z Zachodu, co dla sojuszników USA na Bliskim Wschodzie stanowi istotne źródło dochodów. Loty z takich krajów jak Izrael, ZEA czy Liban są odwoływane, a ceny biletów sięgają nawet 20 tys. zł.
Wesprzyj nas już teraz!
Agencja Unii Europejskiej ds. Bezpieczeństwa Lotniczego (EASA) poinformowała w sobotę, że istnieje wysokie ryzyko dla lotnictwa cywilnego w przestrzeni powietrznej zarówno Iranu, jak i państw sąsiednich, w których znajdują się bazy USA. Zaleciła operatorom wstrzymanie się od lotów do 6 marca.
Dzisiaj rząd poinformował, że pierwsi turyści powoli opuszczają region ogarnięty konfliktem. „Ponad 480 polskich obywateli opuściło Izrael, Jordanię i Liban, czyli miejsca „zagrożone bezpośrednio działaniami wojennymi” – poinformował we wtorek premier Donald Tusk. Dodał, że na razie nie ma bezpośredniego zagrożenia dla 14 tys. polskich obywateli w ZEA, ale rząd jest przygotowany logistycznie do ewakuacji.
Permier przekazał, że w systemie ewakuacyjnym Odyseusz zarejestrowanych jest 10 tys. polskich obywateli przebywających w samych ZEA.
W obliczu kryzysu milczy sam Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski. Szef MSZ scedował komunikację w tej sprawie na rzecznika Macieja Wewióra. W dniu ataku sam Sikorski udostępnił na X swoją wypowiedź z 28 lutego, w której apelował, by nie jechać w rejon Bliskiego Wschodu. W ocenie dziennikarza „Interii” Wiktora Świetlika, bierność rządu w tej sprawie może odbić się negatywnymi konsekwencjami dla szefa MSZ.
„Czy pat ze ściąganiem Polaków z Bliskiego Wschodu i rady typu „ukryjcie się” mogą być powtórką ze słynnego „było się ubezpieczyć” Włodzimierza Cimoszewicza, wypowiedzi skierowanej do powodzian, która pogrzebała rządy SDRP (poprzedniczka SLD) w 1997 roku? Do tamtego politycznego nieszczęścia jeszcze daleko, ale konsekwencje mogą być poważne” – sugeruje publicysta.
Źródło: interia.pl / gazetaprawna.pl / PAP
PR