Prawa tzw. gejów zastąpiły prawa czarnoskórych i kobiet jako symbol amerykańskiej wolności. Pisze o tym Scott Yenor na łamach „First Things”. Jak pokonać strategię, której używają tęczowi rewolucjoniści?
Artykuł Yenora ukazał się po polsku w ramach inicjatywy Ordo Iuris Cywilizacja.
„Tęczowa flaga, zwana „flagą Dumy” (Pride flag), jest sztandarem postępowej Ameryki. Zanim została rozwinięta, większość gejów pozostawała w ukryciu. Wraz z nadejściem Dumy wyszli z ukrycia i stali się „widoczni i dumni”. Z czasem „duma gejowska” stała się tak samo amerykańska jak baseball, apple pie i Deklaracja Niepodległości. Choć ruch praw obywatelskich (civil rights movement) pozostaje trwałym elementem oficjalnej mitologii narodu, to w znacznym stopniu prawa gejów zastąpiły prawa czarnoskórych i kobiet jako wielki symbol amerykańskiej wolności” – pisze Yenor.
Wesprzyj nas już teraz!
„Przyczyn jest wiele. Geje należą do klasy mieszczańskiej. Są tacy jak reszta z nas ‒ jak chłopak z sąsiedztwa, różniący się jedynie preferencją seksualną. Bogaty biały mężczyzna nie może stać się czarny. Ale jego syn może być homoseksualistą. Niektóre kobiety są lesbijkami; niektórzy homoseksualiści są czarnoskórzy. „Wyzwolenie gejów” jest dla wszystkich ‒ bogatych i biednych, czarnych i białych, mężczyzn i kobiet” – dodaje.
„Co więcej, „wyzwolenie gejów” obiecuje znacznie więcej niż prawa obywatelskie dla czarnoskórych i kobiet. Prawo do określania związku osób tej samej płci „małżeństwem” jest znacznie bardziej radykalne niż prawo do głosowania czy prawo do wolności od dyskryminacji w zatrudnieniu lub mieszkalnictwie. Tęczowa flaga stanowi dla Amerykanów wyraz nowego porządku: państwo przyznaje to, czego odmawia natura. Możemy wymyślać nowe sposoby życia wbrew najdawniejszym normom. Ani natura, ani historia nie mogą nas ograniczać. To oszałamiająca wizja wolności. Lśni ona jaśniej nawet niż słowa Deklaracji Niepodległości ‒ dlatego dziś spalenie tęczowej flagi wywołuje większe oburzenie niż spalenie flagi amerykańskiej” – zaznacza.
Autor zwraca uwagę, że pierwsza fala rewolucji homoseksualnej była oparta o obsceniczność i wyuzdanie. Po krótkim czasie przyniosło to klęskę. „Jako strategia obsceniczność zawierała jednakże poważne niejednoznaczności. Z jednej strony obsceniczni geje odmawiali kłamania na temat swojego stylu życia. Przeciwstawiali swoją dewiację rzekomo skostniałej i ogłupiającej kulturze głównego nurtu. Postrzegali siebie jako wywrotowe oddziały szturmowe, agentów rewolucji. Z drugiej strony chcieli jednak w jakiś sposób uznania ze strony tegoż mainstreamu, który starali się nieustannie uczynić bardziej queerowym. Ich skargi na dyskryminację i żądania akceptacji pozostawały w napięciu z ich autoportretem jako śmiałych wywrotowców. Ich istnienie jako „Innego” zakładało dalszą dominację głównego nurtu, a jednak pragnęli oni mainstreamu, który akceptowałby drag queens, pedofilów, lesbijki butch oraz wszelkiego rodzaju innych odmieńców czy dziwaków (weirdo) — nie jako „normalnych” ludzi, którzy akurat uprawiają seks homoseksualny, lecz jako dziwaków” – czytamy w tekście.
„Pierwsza fala gejowskiego wyzwolenia poniosła porażkę. Ameryka nie stała się bardziej queerowa. Aktywiści gejowscy zostali zmuszeni do zmiany strategii. Zaczęli przedstawiać homoseksualność jako niewielkie odstępstwo od mieszczańskiego życia. Tak narodziła się druga fala gejowskiego wyzwolenia, która pomniejszała znaczenie queerowości” – stwierdził Yenor.
Dlatego rewolucjoniści homoseksualni opracowali nową strategię. Postawiono na zwyczajność – na to, by bycie gejem stało się czymś wręcz nudnym.
„To zadziałało. Dziwacy pozostali w cieniu, a ruch zaczął być definiowany przez „normalnych” gejów. Hollywood dało nam w 1993 roku film „Philadelphia”, ściśle trzymający się wytycznych Kirka i Madsena. Homofobi w filmie są okrutnymi, uprzedzonymi kłamcami, być może tłumiącymi własne homoseksualne pragnienia. Chorujący na AIDS bohater, grany przez Toma Hanksa, nigdy nie całuje swojego partnera, granego przez Antonia Banderasa. Para zostaje ukazana jako cierpiąca i mająca wzbudzać współczucie widzów” – stwierdził Yenor.
„Strategia drugiej fali okazała się oszałamiająco skuteczna. W latach bezpośrednio po zapadnięciu rozstrzygniętego przewagą jednego głosu wyroku w sprawie Obergefell niewielu przedstawicieli prawicy odważyło się choćby półgłosem mówić o jego uchyleniu” – dodał.
Wreszcie nadeszła trzecia fala…
„[…] w ostatnich dekadach, druga fala gejowskiego wyzwolenia ustępuje miejsca trzeciej fali ‒ takiej, która dąży do usankcjonowania pełnego wachlarza dewiacji seksualnych. Transwestyci wyszli z szafy. Część środowisk akademickich próbowała wprowadzić do głównego nurtu pedofilów określanych jako minor-attracted persons (dosł. „osoby odczuwające pociąg do nieletnich”). Pedagogika queer przeniknęła do szkół podstawowych, a drag queens czytają dzieciom w bibliotekach publicznych” – napisał. „Uczestnicy dawnej, konfrontacyjnej rewolucji praw gejów zostali odsunięci na bok w czasie, gdy przekształcano opinię publiczną. Teraz, w trzeciej fali, uznają, że droga jest wolna. Wychodzą do przestrzeni publicznej i celebrują seksualną dziwaczność („inność”). W ten sposób nawiązują do pierwszej fali queer i jej afirmacji najbardziej skrajnych form dewiacji” – dodał.
W jaki sposób pokonać strategię trzeciej fali rewolucji, o tym Yenor pisze w dalszej części tekstu. Zachęcamy do lektury całości na stronie Instytutu Ordo Iuris – tutaj.
Źródło: ordoiuris.pl
Pach