Dzisiaj

Nieodwracalną konsekwencją trwającej wojny na Bliskim Wschodzie może być to, że stracimy jedną z najstarszych społeczności chrześcijańskich na świecie, która nadal posługuje się językiem aramejskim. Na ten dramatyczny scenariusz wskazuje Dilan Adamat, założyciel stowarzyszenia „The Return” i mieszkaniec Irbilu.

Iracki Kurdystan znajduje się w samym środku konfliktu między Stanami Zjednoczonymi, Izraelem i Iranem, mimo że nie jest w niego bezpośrednio zaangażowany. Jest jednak celem ataków ze względy na interesy obu stron związane z tym terytorium.

Atak dronów miał miejsce m.in. w Irbilu, gdzie zbombardowano budynki należące do Kościoła chaldejskiego, na szczęście obyło się bez ofiar. Drony używane są przez siły irańskie, które prowadzą operację przeciwko grupom kurdyjskim w półautonomicznym regionie irackiego Kurdystanu. – W przeciwieństwie do poprzednich konfliktów, takich jak walka z Państwem Islamskim, obecnie nie ma jasnej linii frontu, nie ma miejsca, gdzie można by się schronić – wskazuje Dilan Adamat.

Wesprzyj nas już teraz!

Założyciel stowarzyszenia „The Return”, które wspiera irackich chrześcijan z diaspory pragnących powrócić do swojej ojczyzny po latach islamskich prześladowań, wskazuje, że ludzie boją, ponieważ ataki są przypadkowe, a pociski mogą spaść wszędzie. Mężczyzna, należący do aramejskiej wspólnoty irackich chrześcijan, podkreśla, że szczególnie narażona na ataki jest Ankawa. – Jest to największa enklawa chrześcijańska w Iraku i prawdopodobnie w całym Bliskim Wschodzie, położona kilkaset metrów od amerykańskiej bazy wojskowej na międzynarodowym lotnisku w Irbilu – mówi Dilan Adamat.

Mieszkańcy irackiego Kurdystanu przyzwyczajeni są do kryzysów i wojen. – Wiemy, jak się dostosować, jak żyć bez prądu, gdy go brakuje. Życie toczy się dalej, mieszkańcy, choć oczywiście nie są zadowoleni z tego, co się dzieje, są spokojniejsi, niż można by to sobie wyobrazić, widzi się ludzi idących normalnie do pracy, do supermarketów, do restauracji – relacjonuje mężczyzna. Podkreśla, że wszyscy obserwują rozwój sytuacji i czekają na to, co wydarzy się w najbliższych dniach lub tygodniach. – To nie jest nasza wojna, ale mimo to jesteśmy w nią zaangażowani, jesteśmy celem obu stron, ponieważ obie strony mają swoje interesy na naszym terytorium – wyjaśnia Adamat.

Chrześcijanie w regionie czują się zmęczeni kolejnymi konfliktami i powoli zaczynają się poddawać. – Żadna z tych wojen – między Iranem a Irakiem, o Kuwejt, wojna z 2003 roku, walka z Państwem Islamskim – nie była naszą wojną. Wszystkie są motywowane sprawami, które nie mają nic wspólnego z irackimi chrześcijanami. A jednak w ciągu ostatnich 25 lat straciliśmy 90 proc. naszej populacji. Ci, którzy tu zostali, nie mają już zbytniej nadziei – podkreśla Dilan Adamat. Mężczyzna, który powrócił do Iraku po upadku Państwa Islamskiego, wyznaje, że obawia się utraty nadziei przez chrześcijan, bo powoli ma to już miejsce. – Konsekwencje będą straszne, ponieważ stracimy jedną z pierwszych wspólnot chrześcijańskich na świecie, wspólnotę, która nadal posługuje się językiem aramejskim. Obecnie w kraju pozostało nas tylko 130 tys. pośród 36 mln mieszkańców. Ten konflikt tylko zwiększy emigrację i ryzyko zaniku irackiej wspólnoty chrześcijańskiej – wyznaje Dilan Adamat.

Źródło: KAI

Kryzys humanitarny na Bliskim Wschodzie. Salezjanie pomagają ofiarom żydowsko-amerykańskiej agresji

MSZ: już 8 tys. Polaków opuściło Bliski Wschód

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij

Udostępnij przez

Cel na 2026 rok

Zatrzymaj ideologiczną rewolucję. Twoje wsparcie to głos za Polską chrześcijańską!

mamy: 69 216 zł cel: 500 000 zł
14%
wybierz kwotę:
Wspieram