Wyjście Polski z systemu ETS oznaczałoby wyjście Polski z Unii Europejskiej -podkreśliła w poniedziałek minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska, odnosząc się do słów kandydata PiS na premiera Przemysława Czarnka. Według niej, na takie rozwiązanie nie godzą się obywatele i polski rząd.
Europejski System Handlu Emisjami to jeden z głównych mechanizmów UE, które teoretycznie mają na celu ograniczenie emisji gazów cieplarnianych i walkę ze zmianami klimatu. ETS działa na zasadzie limitów emisji i handlu uprawnieniami.
Wesprzyj nas już teraz!
Podczas sobotniej konwencji PiS w Krakowie kandydat tej partii na premiera Przemysław Czarnek mówił, że przedstawiciele „silnego państwa” powinni pojechać do Brukseli i wypowiedzieć m.in. unijny system ETS, odnawialne źródła energii czy Zielony Ład. – Nie mamy waszego miksu energetycznego, nie mamy żadnego Zielonego Ładu, nie mamy żadnych OZE – sroze. My mamy nasz miks węglowy, bo mamy nasze bogactwa naturalne i wara wam od nich. My mamy nasz węgiel – deklarował polityk, choć gdy ważyła się kwestia podpisania Zielonego Ładu, prezes PiS Jarosław Kaczyński przekonywał w maju 2021, że nie przyjmując go, Polska znalazłaby się „na marginesie”. Obecnie jednak, w przeciwieństwie do tamtej sytuacji, ugrupowanie to znajduje się w opozycji i chętnie z tego korzysta.
Hennig-Kloska była pytana przez dziennikarzy w poniedziałek w Gnieźnie, czy Polska może opuścić system ETS, który jak już dziś wiadomo, oznacza dla naszego kraju arcypotężne koszty. – Wyjście Polski z systemu ETS oznacza wyjście Polski z Unii Europejskiej. Z tego co wiem, nie ma na to ani zgody Polek i Polaków, ani rządu. Nie ma i nie będzie. Oczywiście politykę europejską trzeba zmieniać tak, żeby była bardziej dopasowana do naszych potrzeb. I dokładnie to robimy – przekonywała.
Minister dodała, że jako szefowa resortu środowiska od dwóch lat stara się zmienić dyrektywę ETS2, która – jak przyznała – ma dotknąć m.in. gospodarstwa domowe.
– Chcemy zmniejszyć wpływ tej dyrektywy, na ich rachunki, oraz oddalić w czasie [wejście systemu ETS2], by mieć więcej czasu na transformację tych gospodarstw domowych, inwestując w wymianę źródeł ciepła, np. tzw. kopciuchów. Komisja Europejska w połowie tego roku ma przedstawić zmianę legislacyjną, która przemodeluje i będzie rewizją ETS2. Czekamy na ten dokument, by włączyć w prace nad nim – obiecywała.
Minister była też pytana o medialne deklaracje Przemysława Czarnka, który przyznał, iż prywatnie posiada instalację fotowoltaiczną kupioną dzięki systemowi państwowego wsparcia. Polityk powiedział, że od czasu inwestycji w panele płaci mniejsze rachunki za prąd, ale jednocześnie wyraził przekonanie, że instalacja PV nie jest w końcowym bilansie opłacalna.
– Baron węglowy ma solarny dach. Taką hipokryzję dzisiaj się prezentuje, że z jednej strony sam czerpie, pan kandydat Czarnek, zyski z zielonej transformacji, zyski z OZE, by obniżyć domowe rachunki za prąd dla swojego gospodarstwa domowego, a innym mówi, że to się nie opłaca – ripostowała szefowa MKiŚ. Jak podkreśliła, kandydaci na premierów powinni działać „nie wbrew logice, nie wbrew ekonomii”, tylko „zgodnie z matematyką”.
Czarnek w poniedziałek w Radiu Zet pytany, czy to prawda, że ma na swoim dachu zainstalowane „OZE – sroze” odparł: – Tak, mówiłem o tym wyraźnie, wielokrotnie i bazowałem również na swoim doświadczeniu. Kandydat PiS na premiera zaznaczył, że fotowoltaika, choć jest mniej inwazyjna niż wiatraki, to jednak kompletnie nieopłacalna. Dopytywany, czy będzie konsekwentny i zdemontuje panele ze swojego dachu, odpowiedział twierdząco. – Będę demontował panele ze swojego dachu w pewnej perspektywie, dlatego że one w ogóle nie byłyby potrzebne, gdyby energia bazowała na tym, co mamy – podkreślił polityk PiS
Stwierdził też, że OZE tylko przyczynia się do wysokich cen energii w Polsce. – Kiedy fotowoltaika produkuje mi w ogóle prąd, to i tak wszystkie nasze elektrownie muszą być w pełnej gotowości, i tak za nie wszyscy płacimy. To jest bez sensu, to jest „OZE – sroze” – dodał.
5 marca kraje Unii Europejskiej ostatecznie zatwierdziły nowy cel klimatyczny, zakładający redukcję emisji gazów cieplarnianych o 90 proc. do 2040 roku w stosunku do poziomu z 1990 r. Zatwierdzono również roczne opóźnienie wejścia w życie systemu ETS2, który przewiduje objęcie transportu i budownictwa pozwoleniami na emisję CO2. Zamiast w 2027 roku, system ten zacznie obowiązywać rok później, co politycy obozu Donalda Tuska ogłaszali jako wielki sukces negocjacyjny.
Źródła: PAP, PCh24.pl
RoM