15 marca we Francji odbyła się pierwsza tura wyborów samorządowych. Zgłoszono 49 908 list w prawie 35 000 francuskich gminach. Do uzyskania zwycięstwa w tej fazie wyborów trzeba było zdobyć ponad 50% głosów. Dogrywka odbędzie się 22 marca i wezmą w niej udział listy kandydatów, którzy przekroczyli próg 10%. TW teorii, bo w przedwyborczym tygodniu trwa blokowanie list przez popieranie bliskich politycznie rywali z I tury, wycofywanie się na rzecz sojuszników politycznych, itp. Obecne wybory odbierane są jako najważniejszy test przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi i ten aspekt dominował w kampanii, zwłaszcza w dużych miastach. 50 miast, w tym Paryż, Nicea, Lille, Bordeaux, ale i daleka Numea, stało się więc poligonem rozgrywki o prezydenturę.
Frekwencja wyniosła w niedzielę 56%, co stanowi spadek o ponad siedem punktów procentowych w porównaniu z rokiem 2014, ale jest to o ponad 11 punktów procentowych więcej, niż w „roku covida” – 2020.
Liderzy partii zadowoleni
Wesprzyj nas już teraz!
Zaraz po ogłoszeniu wyników, skrajnie lewicowa Zbuntowana Francja (LFI) ogłosiła, że „wyciąga pomocną dłoń” do innych list, aby utworzyć „front antyfaszystowski tam, gdzie prawica i skrajna prawica stanowią zagrożenie”. Jednak tworzenie „frontu antyfaszystowskiego” z LFI nie było łatwe, bo partia ta jest oskarżana m.in. o antysemickie postawy, wspieranie islamizmu, a ciąży na niej także sprawa linczu na studencie dokonanym przez bojówkę „Młodej Gwardii Antyfaszystowskiej”, którą utworzył poseł tej partii Arnaud. W zabójstwie brali zresztą udział jego asystenci parlamentarni. Dlatego inne partie lewicy zaczęły zachowywać dystans wobec LFI, ,awet bojkotu. Arytmetyka wyborcza robi jednak swoje i poza Paryżem i np. Marsylią do takich sojuszy z LFI doszło.
Lider Partii Zieloych, Marine Tondelier, także wzywała do „wyeliminowania prawicy i skrajnej prawicy” w drugiej turze wyborów. Olivier Faure z Partii Socjalistycznej najpierw pochwalił się, że 350 merostw będzie „socjalistycznych”, ale dodał, że „nie będzie żadnego porozumienia na poziomie krajowym pomiędzy Partią Socjalistyczną a La France Insoumise (LFI)”. „Strategia Jeana-Luca Mélenchona, polegająca na kreowaniu konfliktu, osiągnęła swoje granice ” – dodał Pierwszy Sekretarz PS. Dzień później mówił już tylko, że nie przewiduje sojuszy ze Zbuntowaną Francją „na poziomie krajowym”, ale lokalna współpraca to co innego, bo „niestety, skrajna prawica nadal czyni znaczące postępy i wszczepia swój jad na całej prawicy, która staje się coraz mniej republikańska”. Doszło więc „tradycyjnie” do współpracy wszystkich partii lewicowych i teraz swój rewolucyjny „jad” na całej lewicy rozsiewa LFI.
Centrolewica wspierająca prezydenta Macrona ma pewne powody do zadowolenia. Zdobyła wiele merostw, ale były to raczej wynik osobistej popularności niektórych polityków. Na przykład w Hawrze wygrał b. premier Edouard Philippe (Horizonte), ktory uzyskał znacznie lepszy wynik niż oczekiwano (43,8%). Ten polityk ma zamiar kandydować na prezydenta. Sekretarz generalny Renaissance, Gabriel Attal stwierdził jednak po pierwszej turze, że „żaden bezpośredni ani pośredni sojusz ze skrajnie lewicową LFI, ani ze skrajną prawicą nie będzie możliwy”.
Po stronie centroprawicy, Bruno Retailleau, przewodniczący Partii Republikańskiej, z zadowoleniem przyjął wyniki i wyjaśniał, że w prawie co drugiej gminie liczącej ponad 9000 mieszkańców, zwyciężył kandydat Partii Republikańskiej, więc „prawica nie tylko utrzymuje swoją pozycję, ale wręcz się umacnia”. Były minister spraw wewnętrznych wezwał wyborców do nie oddawania „żadnego głosu na LFI” w drugiej turze. Apelował, by nie wspierać także żadnego kandydata lewicy „socjalistów, komunistów i ekologów, którzy sprzymierzyli się z La France Insoumise” . „Hańba tym, którzy popierają partię, która nie ma w sobie nic z republikanizmu ” – mówił polityk.
Po prawej stronie Marine Le Pen mówiła o „dużym zwycięstwie” Zjednoczenia Narodowego (RN): „w wielu gminach, nie tylko w miastach, w których już rządzilismy, Zjednoczenie Narodowe wygrało już w pierwszej turze. Wszędzie zrobiliśmy postępy z realną szansą na zwycięstwo 22 marca w drugiej turze”.
Lokalne sukcesy Zjednoczenia Narodowego
Rzeczywiście RN ma kilka powodów do zadowolenia. W „regionie Var zajaśniała ogromna nadzieja” – cieszyła się rzecznik tej partii się Laure Lavalette, która wygrała w Tulonie z wynikiem 39,4% głosów. Steve Briois, mer Hénin-Beaumont został ponownie wybrany i zdobył aż 78% głosów. Reelekcja kandydata narodowego – Davida Rachline’a miała miejsce także we np. we Fréjus (51,33%), czy w Perpignan (Pireneje Wschodnie), gdzie urzędujący mer ze Zjednoczenia Narodowego, Louis Aliot, zdobył 51,4%. W wielu miastach kandydaci RN są w czołówce. W Nimes kandydaci Komunistów i Zjednoczonego Zgromadzenia Narodowego toczą wyrównaną walkę zdobywając 30,5% głosów, a na trzecim miejscu jest lista Republikanów z wynikiem 19,5%.
Ciekawa jest sytuacja w Nicei. To test dla centroprawicy. Dawny lider Rrepublikanów, Eric Ciotti, który zdecydował się na współpracę z Le Pen i został wyrzucony z partii, prowadzi w Nicei z dużą przewagą (41,5%) nad kandydatem Republikanów Christianem Estrosim (31,8%). W tym mieście dwie listy lewicowe (Juliette Chesnel-Le Roux ze związku lewicy i Mireille Damiano z LFI) miały po około 10% poparcia. Dogrywka będzie więc ciekawa.
Duże miasta. Czy Paryż pozostanie bastionem socjalistów?
Jednak w największych miastach nic nie jest przesądzone. „Dogrywki” w Paryżu, Lyonie, Strasburgu i Marsylii są polem ostrej bitwy i roszad przed II turą. W stolicy wygrała lewicowa lista Socjalistów i Zielonych Emmanuela Grégoire z wynikiem 37,98%. Na drugim miejscu jest centrowa Rachida Dati z wynikiem 25,46%. Do II tury zakwalifikowała się też kandydatka skrajnej lewicy z LFI, Sophia Chikirou (11,72%), centrolewicowa lista Pierre-Yvesa Bournazela (11,34%), który zapewne wesprze Dati i lista Sarah Knafo związanej z prawicową partią Rekonkwista (10,4%). Paryż od wielu lat przesunął się na lewo, ale po wieloletnich rządach socjalistki Anne Hidalgo, Dati ma pewne szanse na jego „odbicie”. Wejście do II tury z wynikiem ponad 10% Knafo też jest jej dużym sukcesem, a ona sama mówiła, że „nasze głosy mogą zapewnić zwycięstwo prawicy, bo nie możemy pozwolić, by ta szansa nam umknęła. Chcę zwycięstwa nad lewicą, a głosy centrum tu nie wystarczą”. Kandydatka LFI w Paryżu chce z kolei utworzyć „antyfaszystowski front” z kandydatem Partii Socjalistycznej przez połączenie list, co dla Gregoire’a może być problematyczne. Na razie tej oferty nie przyjął.
Burmistrz z Partii Zielonych Pierre Hurmic nieznacznie prowadzi w Bordeaux (27,6%). Thomas Cazenave, kandydat prezydenckiego Renesansu zdobył tu w I turze 25,5%. Do II tury wszedł też niezależny kandydat centrowy Philippe Dessertine (20,1%).
W Nantes wygrała urzędująca socjalistyczna mer miasta Johanna Rolland, liderka zjednoczonej listy lewicowej (bez La France Insoumise). Dostała 35% głosów i nieznacznie pokonała niezależnego kandydata centroprawicowego Foulquesa Chombarta de Lauwe (33,1%).
Franck Allisio (RN) z kolei ocenił, że „wiatr zmian i nadziei zawiał w Marsylii”. Chociaż wygrała tu lewicowa lista socjalisty Benoit Peyana (36,7%), ale z niewielką przewagą nad listą Zjednoczenia Narodowego pilotowaną przez Allisio (35,02%). Trzecie miejsce ma lista centroprawicy – 12,4%, a czwarte lista LFI – 11.94%. Także układ wyjątkowo ciekawy.
Zieloni mogą już zapomnieć o Strasburgu, gdzie przez ostatnie lata dokonywali swoich ekologicznych „eksperymentów”. Tam socjalistka Catherine Trautmann zajęła pierwsze miejsce (25,1%), a za nią znalazł się kandydat Republikanów Jean-Philippe Vetter, który zdobył 23%. Urzędujący mer z Partii Zielonych (EELV), Jeanne Barseghian uzyskała zaledwie 18,8% głosów.
W Clermont-Ferrand centroprawica zwyciężyła w pierwszej turze, po stu latach socjalistycznej hegemonii w tym mieście. Kandydat Republikanów, Julien Bony, uzyskał 33,9% głosów i wyprzedził urzędującego socjalistycznego burmistrza, Oliviera Bianchiego (29,9%).
Niespodzianka miała miejsce w Lyonie, gdzie Jean-Michel Aulas (popierany przez Republikanów i prezydencką Renaissance) uzyskał wynik ex aequo z kandydatem Partii Zielonych i urzędującym burmistrzem Grégorym Doucetem – po +37,5% głosów.
Złożona sytuacja będzie w Lille, gdzie wygrał Arnaud Deslandes (PS), ale z wynikiem zaledwie 25,5% głosów. Wyprzedził listę Lahouary Addouche z LFI (25%), Stéphane’a Baly’ego (Zieloni – 17,2%), Violette Spillebout (Renaissance – 12%) i Matthieu Valeta (RN – 10,5%).
Ciekawostki wyborcze
Wybory przyniosły kilka ciekawostek. W podparyskim i imigranckim Saint-Denis wygrał reprezentujący „różnorodność” miasta, islamista i kandydat LFI – Bally Bagayoko. W pierwszej turze zdobył 50,7% głosów. Wchodząc do urzędu nie omieszkał krytykom pokazać „gestu Kozakiewicza”…
W Béziers, Robert Ménard (niezależna prawica) uzyskał reelekcję na trzecią kadencję mera, wygrywając w pierwszej turze z ponad 60% głosów. Po raz pierwszy jednak wystawiono przeciw niemu kandydata Zjednoczenia Narodowego, Juliena Gabarrona, który nie uzyskał nawet 10% głosów. „Dla Zjednoczenia Narodowego to dobra lekcja” – mówił Robert Ménard i dodał, że „próbowano na nim zemsty, ale nie rozumie, dlaczego mieliby się z nim nie zgadzać”. W latach 2014 i 2020 Robert Ménard został wybrany dzięki wsparciu Frontu Narodowego, a następnie Zjednoczenia Narodowego.
Ciekawa sytuacja jest w dawnym mieście papieskim – Awinionie. Tam aż czterech kandydatów zakwalifikowało się do drugiej tury. Olivier Galzi (niezależna prawica) zdobył 27% głosów, wyprzedzając Anne-Sophie Rigault ze Zjednoczenia Narodowego – 25,5%. Tuż za nią znalazł się kandydat Partii Socjalistycznej David Fournier (19,8%).
Wybory potwierdzają daleko idącą polaryzację sceny politycznej Francji i coraz większe poparcie dla najbardziej wyrazistych opcji politycznych. Podziały na lewicy okazały się do pokonania w obliczu „wspólnego wroga” i dalej dochodzi do tworzenia „zapór republikańskich” przeciw partii Marine Le Pen. Ta partia jednak coraz mocniej wrasta w pejzaż samorządowy, do niedawna niedostępny dla RN ze względu na większościową ordynację wyborczą. Szklany sufit został tu przebity, a obecne wezwania do tworzenia „frontu antyfaszystowskiego” wskazują raczej na coraz większą radykalizację lewicy i jej odklejenie do rzeczywistości, niż na realne możliwości odwrócenia pewnego zwrotu politycznego we Francji.
Bogdan Dobosz