Niedawno wybrany mer miasteczka Saint-Denis, położonego na północ od Paryża, postanowił wszcząć proces stopniowego rozbrajania policji. W odpowiedzi na zamiar włodarza dziesiątki funkcjonariuszy myślą o przeniesieniu się na inne posterunki. Zapowiedzi mera budzą poważne obawy o bezpieczeństwo w jednym z najbardziej wymagających regionów Francji, zamieszkiwanym w znacznym stopniu przez migrantów.
Na początku marca br. Bally Bagayoko z partii La France Insoumise (LFI) wygrał wybory samorządowe już w pierwszej turze. Mężczyzna zasugerował niedawno, że pracownicy samorządowi, którzy nie podzielają jego programu politycznego, „naturalnie” odejdą.
Bagayoko obecnie kieruje gminą zamieszkiwaną przez około 150 000 mieszkańców w Seine-Saint-Denis. Kilka dni temu zapowiedział oficjalnie w programie „4V” stacji France 2, że zamierza rozbroić policję. – Rozpoczniemy proces rozbrojenia, ale nie będzie to natychmiastowe działanie – oznajmił.
Wesprzyj nas już teraz!
W pierwszej kolejności mer chce się pozbyć wyrzutni kulek obronnych LBD (Lanceur de Balles de Défense). Są to gumowe pociski kinetyczne „niezabijające”, których używa się do kontroli i tłumienia zamieszek. Stosowano je na przykład podczas protestów „żółtych kamizelek” w 2023 r. w połączeniu z granatami ogłuszającymi i łzawiącymi.
Wystrzelenie kul, np. kaliber 40, powoduje czasami dramatyczne konsekwencje.
Mer nie będzie „na razie” wycofywał broni palnej, ale ma być opracowana „nowa doktryna” działania służb.
W związku z tymi zapowiedziami – jak podają różne źródła – od 70 do 90 funkcjonariuszy policji z liczącej 150 osób jednostce złożyło już wnioski o przeniesienie lub zadeklarowało zamiar odejścia.
Z pracy chce zrezygnować szef policji – wraz z kilkoma zastępcami – mianowany jeszcze przez poprzedniego socjalistycznego burmistrza Mathieu Hanotina. Obawiają się oni wysyłania do tłumienia zamieszek „z długopisem i gwizdkiem”.
Związki zawodowe uważają, że zapowiedzi mera to „dar dla przestępców”. Zaapelowały do funkcjonariuszy, by „opuszczali gminy zarządzane przez LFI”.
Chociaż nowy włodarz Saint-Denis obiecał, że nie będzie nikogo wyrzucał z pracy, to jednak wyraził przekonanie, że ci, którzy nie zgadzają się z jego programem politycznym i tak odejdą. Urzędnicy państwowi są bowiem „przede wszystkim ludźmi, którzy reagują na rozkazy polityczne”, deklarował.
Na te słowa zareagował minister ds. działań publicznych i księgowości, David Amiel. Polityk wysłał już bezpośredni list do Bagayoko, przypominając mu, iż „żaden organ miejski nie może zgodnie z prawem sugerować, że sytuacja, przydział lub dalsze zatrudnienie lokalnych urzędników może zależeć od ich rzeczywistego lub domniemanego poparcia dla poglądów politycznych władz samorządowych”.
Minister ostrzegł, że próba odsunięcia urzędników z przyczyn politycznych będzie „skażona nielegalnością” i może zostać zawieszona lub unieważniona przez sądy administracyjne. Może to być kwalifikowane jako nękanie lub dyskryminacja.
Nowy burmistrz Nieci, Eric Ciotti, już wyraził gotowość przyjęcia funkcjonariuszy z Saint-Denis.
Bagayoko – w związku z reakcjami napływającymi z całego kraju – zreflektował się i zaczął uspokajać mieszkańców, zapewniając, że Saint-Denis zachowa „silną, opartą na bliskości policję” i że wszelkie zmiany będą wprowadzane w porozumieniu z personelem i opinią publiczną.
Partia LFI, która stara się pozyskać przychylność migrantów na przedmieściach Francji, prowadzi przemyślaną strategię, prąc do władzy. W regionie Seine-Saint-Denis LFI zbudowała solidną bazę, kładąc nacisk na retorykę antydyskryminacyjną i krytykę „przemocowego systemu”. Walki migrantów z funkcjonariuszami mają wynikać z ubóstwa, wykluczenia i rasizmu instytucjonalnego, a nie z indywidualnej przestępczości.
LFI pozycjonuje się jako obrońca młodzieży z przedmieść przed „rasistowską” policją. Wspiera także sprawę palestyńską. Partia zyskuje coraz większe poparcie w dzielnicach ze znaczną liczbą migrantów, gdzie tradycyjne poparcie dla socjalistów i komunistów załamały się.
Źródło: brusselssignal.eu
AS