Dzisiaj

Bogdan Chazan: Edukacja zdrowotna – krytyczna analiza nowego przedmiotu oraz podręcznika dla nauczycieli

(fot. PCh24TV)

Poniższy tekst jest oparty na szczegółowej analizie Rozporządzeń Ministra Edukacji zawierających aktualnie obowiązujące podstawy programowe kształcenia ogólnego dla szkół podstawowych i liceów odnoszące się do tzw. edukacji zdrowotnej oraz na treści podręcznika dla nauczycieli tego przedmiotu.

Edukacja zdrowotna w okresie nauki szkolnej to najbardziej opłacalna, długofalowa inwestycja w zdrowie społeczeństwa. Jest też podstawowym prawem każdego dziecka; zdrowy uczeń prawidłowo rozwija się fizycznie, psychicznie i emocjonalnie, lepiej się uczy. Program takiego przedmiotu powinien zawierać promocję wśród uczniów zachowań i postaw sprzyjających zdrowiu. To profilaktyka pierwotna, najbardziej skuteczna. Powinno się tam znaleźć kształcenie odpowiednich nawyków i umiejętności oraz troska o zdrowie. Czy lektura podstaw programowych do szkół podstawowych i średnich może prowadzić do wniosku, że edukacja zdrowotna osiąga takie cele ? Moim zdaniem – nie.

W podstawie programowej czytamy : „Celem edukacji jest podejmowanie działań wspierających zdrowie we wszystkich jego wymiarach (tj. fizycznym, psychicznym, społecznym, seksualnym i środowiskowym) na wszystkich etapach życia”.

Wesprzyj nas już teraz!

Taki podział zagadnień związanych ze zdrowiem to błąd logiczny nazywany w logice błędem pomieszania porządków i kryteriów, przykład podziału nie będący rozłącznym. Suma części w każdym podziale musi równać się całości. Tutaj człony podziału nakładają się na siebie. Jeżeli jest brane pod uwagę zdrowie seksualne, to powinno być również – według tych samych kryteriów podziału na organy ciała – brane pod uwagę zdrowie sercowo-naczyniowe, pokarmowe, oddechowe, narządu ruchu. Jeżeli zdrowie środowiskowe, to powinno być i genetyczne. Jeżeli społeczne, to i indywidualne. Skąd takie wyróżnienie jednego, płciowego układu organizmu młodego człowieka? Czy jest on rzeczywiście najbardziej kluczowy w rozwoju? Bez macicy kobieta przeżyje, bez płuc – nie. To tak, jakby napisać, że ludzie dzielą się na blondynów, wysokich i dzieci.

Nie wprowadzono natomiast do programu ważnego pojęcia zdrowia prokreacyjnego. Temu celowi ostatecznie służą narządy płciowe, pociąg seksualny został pomyślany przez naturę w celu zachowania gatunku. Zdrowie prokreacyjne ma znaczenie w dorosłym życiu, ale może ulec nieodwracalnym uszkodzeniom w młodym wieku wskutek nieodpowiedzialnych zachowań.

Moduł klimatyczny jest bardzo wyeksponowany we wszystkich podstawach programowych, obejmuje najwięcej przedmiotów, bo aż 6, jak żaden inny. Również w części dotyczącej edukacji zdrowotnej jest go bardzo dużo. To jakaś klimatyczna bezsensowna aberracja, mająca znaczenie w moim przekonaniu wyłącznie propagandowe. Mamy do czynienia z nowomową [którą doskonale pamiętam z dzieciństwa] oraz z czymś, co można nazwać „nową religią” – klimatyzmem, który wprowadza się do szkół na miejsce wypieranego przedmiotu, jakim jest religia.

Chodzi o „Umiejętność – rozpoznawania sytuacji zagrażających życiu i zdrowiu, w tym wynikających z degradacji środowiska naturalnego i zmiany klimatu, i reagowanie na nie”. Jak uczeń ma reagować na zmiany środowiska czy klimatu? Może tylko cieplej lub bardziej lekko się ubierać. Do tego wniosku żaden program nie jest potrzebny. „Uczeń wspiera działania na rzecz zrównoważonego rozwoju” – to przykład typowej nowomowy.

Przejdźmy do innych spraw obecnych w podstawie programowej edukacji zdrowotnej. „Uczeń wyjaśnia, czym jest nadwaga i otyłość oraz omawia, na czym polega ich profilaktyka”. Bardzo słusznie, otyłość czyni ogromne spustoszenia w zdrowiu populacji. Ale nie wspomina się ani słowem o zbyt malej wadze ciała, którą również często się spotyka wskutek rygorystycznych diet i zbyt intensywnych ćwiczeń fizycznych, czasem w rezultacie jadłowstrętu psychicznego. Może to prowadzić do bardzo poważnych zaburzeń rozwoju zwłaszcza dziewcząt, zaburzeń hormonalnych, osteoporozy, w przyszłości do niepłodności.

Mowa jest w programie o zapobieganiu najczęstszym chorobom cywilizacyjnym i zakaźnym. Zupełnie natomiast pominięto bardzo liczne inne choroby, niemające podłoża cywilizacyjnego ani zakaźnego, którym też można i należy zapobiegać.

Używa się w podstawie programowej edukacji zdrowotnej pojęcia: norma medyczna. Jest ono stosowane w medycynie do oceny prawidłowości wyników badań laboratoryjnych, w tym przypadku trzeba byłoby mówić o normie fizjologicznej.

Dalej czytamy, że „Uczeń identyfikuje zmiany dotyczące dojrzewania należące do normy medycznej, w tym różne tempo wzrostu, zmianę sylwetki, nocne polucje, powiększenie piersi, mutację, wzmożone pocenie się”. Ma tutaj miejsce pomieszanie objawów u dziewcząt i chłopców, które wymienia się w jednym zdaniu. To bardzo utrudnia czytelnikowi orientację w przekazie, odzwierciedla zamęt, jaki w postrzeganiu płci wdarł się do głów pracowników MEN. Można wnioskować o następującej intencji twórców programu – nie należy oddzielać objawów dojrzewania obu płci, ponieważ nie wiadomo jeszcze, do jakiej płci dziecko zgłosi swój akces w przyszłości.

W podręczniku dla nauczycieli edukacji zdrowotnej czytamy: „Pleć to subiektywne odczucie, coś, z czymś się identyfikujemy”. Moim zdaniem płeć to obiektywne zjawisko, z wyjątkiem rzadko występujących sytuacji chorobowych, niebudzące wątpliwości. Wystarczy chwila, aby zdiagnozować, jaką mamy biologiczną, a więc prawdziwą płeć.

W podstawach programowych często możemy przeczytać o okropnych stereotypach, z którymi trzeba walczyć w imię postępu. W edukacji zdrowotnej – oczywiście o płciowych. Wydawałoby się, że kulturowo i zwyczajowo przyjęte zachowania w wielu obszarach, w tym w sferze seksualnej, mają znaczenie pozytywne dla rozwoju dziecka i jego zdrowia. Mam tutaj na myśli naturalny wstyd, kierowanie się uczuciem i zdrowym rozsądkiem, dobrem drugiego człowieka. Tymczasem tutaj forsuje się zasadę, że ze stereotypami walczymy, proponując zamiast nich egoistyczne dążenie do własnej satysfakcji, o czym tak często tu się pisze i co jest podstawowym według programu celem tzw. zdrowia seksualnego uczniów i uczennic.

„Wyjaśnia się pojęcie seksualności; omawia się umiejętność tworzenia satysfakcjonujących relacji”, których jedynym warunkiem jest świadoma zgoda. Tych relacji w podstawie programowej nie wiąże z miłością, małżeństwem, mogą być udziałem wszystkich i wszędzie, w jakichkolwiek, dowolnych kombinacjach, mam nadzieję, że tylko osobowych.

Uczeń „omawia zagadnienie odpowiedzialnego i satysfakcjonującego życia seksualnego oraz wymienia, formy aktywności seksualnej”; a więc zakłada się, że uczennica czy uczeń będą angażować się w relacje seksualne, co więcej – ich zachowania seksualne mają być różnorodne.

Natomiast w podręczniku dla nauczycieli edukacji zdrowotnej możemy przeczytać, że „masturbacja to normalny sposób poznawania własnego ciała i regulowania napięcia”. Moim zdaniem, raczej indukowania dewiacji czy napędzania młodocianych klientów do przemysłu pornograficznego.

O normach etycznych ani kulturowych nie wspomina się wcale, traktując je jako szkodliwe stereotypy. Trzeba podkreślić, że każde zaangażowanie w dzieciństwie w sferę seksualną to nienormalność, możliwość problemów z prawem, przyczyna zaburzeń zdrowia fizycznego (stanów zapalnych, nowotworów), zaburzeń zdrowia psychicznego, moralnej deprawacji i późniejszych zakłóceń zdrowia prokreacyjnego (np. niepłodność). Jakakolwiek forma aktywności seksualnej w wieku uczniowskim jest szkodliwa. W jej rezultacie dochodzić może również do poważnych konsekwencji duchowych, moralnych i społecznych.

Uczeń „opisuje zaburzenia i dysfunkcje seksualne, przyczyny zaburzeń libido, omawia czynniki wpływające na jakość życia seksualnego”. O jakim życiu seksualnym można mówić w odniesieniu do dzieci? Czy sprawą szkoły jest udzielanie porad w zakresie jakości życia seksualnego ?

Następny cytat: „Uczeń omawia kwestie prawne i społeczne związane z przynależnością do grupy osób LGBTQ+” i następny: „Należy omówić pojęcie orientacji psychoseksualnej i kierunki jej rozwoju”. Orientacja psychoseksualna nie ulega procesom rozwoju! To tak jakby ktoś napisał o zmianach orientacji ucznia co do stron świata: wschód zaczyna być mylony z zachodem. Byłby to wtedy problem psychiatryczny lub neurologiczny. A w podręczniku czytamy: „Rozmaite orientacje seksualne to coś całkowicie naturalnego i normalnego”.

Tak, takie sytuacje się zdarzają, ale bardzo rzadko. Przekazywanie dzieciom „wiedzy” o możliwej zmianie prawidłowej orientacji seksualnej to indoktrynacja, sztuczne wywoływanie problemu. Jego nagłaśnianie, działalność sprowadzanych do szkół organizacji promujących zabawę, jaką można mieć ze zmiany płci, prowadzi do tragicznych następstw. Istnieje groźba pojawienia się rzeczywistych zaburzeń tożsamości płciowej, jak samospełniającej się przepowiedni, lokalnych epidemii pomysłów korekty płci, na przykład: podawania hormonów, operacji wycięcia piersi ze wszystkimi tragicznymi następstwami dla zdrowia fizycznego, ciężkich chorób (zaburzenia dojrzewania mózgu, zakrzepy i zatory, udary mózgu, cukrzyca, nowotwory, ciężkie powikłania po operacjach plastycznych, trwała impotencja i niepłodność) oraz zdrowia psychicznego: depresja, samobójstwa.

A co mówi na ten temat podręcznik? „Tranzycja to poprawa jakości życia i coś, co trzeba uszanować”.

W proponowanym modelu edukacji seksualnej zupełnie pomija się możliwość powstania nowego życia w następstwie tak szeroko omawianej, różnorodnej aktywności seksualnej. Nie ma ani słowa o bardzo ważnych sprawach, jakimi są: godność osoby przeciwnej płci, godność ludzkiego ciała, życia na wszystkich jego etapach, począwszy od momentu zapłodnienia. Ich pominięcie spowoduje brak szacunku dla koleżanki czy kolegi w szkole jako osoby, dla matki spodziewającej się urodzenia dziecka, dla dziecka, które w niej już jest.

Zamiast pojęcia „zdrowie seksualne” należałoby używać sformułowania: wychowanie w aspekcie płci. Problemem jest to, że omawiana podstawa programowa nie ma nic wspólnego z wychowaniem, nie prowadzi ku dojrzałemu człowieczeństwu. Seksualność ma być omawiana w szkołach w oderwaniu od trwałych relacji, miłości, odpowiedzialności, a uwaga dzieci ma być skupiana na egoistycznie pojmowanej własnej przyjemności. Dominuje podejście mechaniczne, odrywające sprawy płci od elementów piękna, miłości.

Nie ma w programie ani słowa o monitorowaniu oznak płodności w cyklu miesiączkowym. Neguje się ważny fakt, że ich obserwacja i wczesne reagowanie w przypadkach nieprawidłowości naturalnych objawów płodności ma bardzo duże znaczenie w trosce o zdrowie i przyszłą płodność, we wczesnym rozpoznawaniu różnych chorób u miesiączkujących kobiet. Wiedza nabyta w szkole na ten temat mogłaby się bardzo przydać w późniejszym, dorosłym życiu.

W programie czytamy dalej: „Uczeń charakteryzuje metody antykoncepcji (mechaniczne, hormonalne, chemiczne, naturalne), mechanizm ich działania i kryteria wyboru odpowiedniej metody”. Naturalne metody rozpoznawania płodności nie należą do pojęcia antykoncepcji. To logiczny błąd. Nie wpisano do programu ważnego zagadnienia szkodliwych następstw antykoncepcji.

Antykoncepcja hormonalna nie dodaje zdrowia. Przeciwnie, może być przyczyną otyłości, depresji psychicznej, w rezultacie jej stosowania może dojść do poważnych powikłań zdrowotnych (nadciśnienia tętniczego, cukrzycy, zapalenia żył, żylaków, raka piersi, szyjki macicy) czasem do zgonu młodej kobiety (zawał serca, udar mózgu). Trzeba też wspomnieć o możliwych odległych następstwach w postaci zaburzeń płodności. Należy również informować młodych ludzi, że hormonalne środki antykoncepcyjne zapobiegają ciąży również za pośrednictwem mechanizmu utrudniania implantacji zarodka w macicy, co prowadzi do śmierci człowieka, istoty ludzkiej na początku jego życia. Środki antykoncepcyjne wywierają niekorzystny wpływ na środowisko, powodując zjawisko feminizacji u zwierząt i obserwowane poważne i ciągle postępujące zmniejszenie płodności mężczyzn. Propagowanie w szkołach stosowania antykoncepcji będzie prowadzić do nieuporządkowanych relacji seksualnych, przedwczesnej inicjacji, której skutki poniosą oboje, a zwłaszcza uczennica.

Nie ma w programie informacji o szkodliwych następstwach tej przedwczesnej inicjacji seksualnej. Jest ona przyczyną chorób przenoszonych drogą płciową, aborcji z jej konsekwencjami dla zdrowia fizycznego i psychicznego, problemów z nauką, zdrowiem psychicznym. Z badań naukowych wynika, że odłożenie inicjacji seksualnej na wiek po 18 roku życia, 20 lat później poprawia o 50% trwałość małżeństwa, zwiększa stopień wykształcenia, łączy się z wyższymi o 20 % dochodami.

Przedwczesna inicjacja seksualna wynikać może z obecnego podejścia w szkołach do edukacji seksualnej, jak do „niesmacznego miksu biologii z wychowaniem fizycznym, by zaspokoić fizyczną potrzebę. Tam, gdzie intymność jest największa, tam najbardziej się odsłaniamy. Jeżeli bierze się seksualność w oderwaniu, wymontowuje się ją, wydziera z całości, to pozbawia się całego sensu i znaczenia. To bardzo łatwa przyczyna bolesnych zranień i depresji” – pisał Jan Maciejewski w „Plus Minus”, dodatku „Rzeczpospolitej”. W takim wydaniu jest według niego przysposobieniem do złodziejskiego fachu, instrukcją „jak okraść drugiego człowieka z poczucia godności i odebrać możliwość usłyszenia kilku słów, których już żadne inne później nie zastąpią”. Wyznania miłości. „Tych słów nie zastąpią również późniejsze wieloletnie spotkania z psychoterapeutą”. „Piękno zdobyte za wcześnie okazuje się kiczem, bolesnym (z bólem fizycznym włącznie) rozczarowaniem”.

Nic nie napisano w podstawach programowych o koniecznej trosce o przyszłą płodność, o kluczowym dla przyszłości młodych ludzi przygotowaniu ich do przyszłych ról ojca i matki po założeniu rodziny. Natomiast dużo uwagi autorzy podstaw przywiązują do przedstawienia spraw związanych z przyszłą prokreacją w negatywnym świetle. Na przykład, poruszając temat depresji przypisują ją wyłącznie do ciąży i porodu, innych jej przyczyn już nie wymieniają. Rezultatem takiego antywychowawczego podejścia będzie niechętny stosunek w przyszłości do trwałych relacji, niepłodność zamierzona lub nie, mniejsza liczba małżeństw i rodzących się dzieci i pogłębienie katastrofy demograficznej.

W programie nauczania mówi się, że „Uczeń z szacunkiem formułuje komunikaty dotyczące decyzji innych osób związanych z życiem rodzinnym, partnerskim i rodzicielskim, w tym dotyczące decyzji o związku formalnym, nieformalnym, niepozostawaniu w związku, separacji”. Proszę zwrócić uwagę, że nie pada tutaj słowo małżeństwo, co najwyżej „satysfakcjonujący związek” . Nie padają słowa miłość, mąż, żona. Słowo rodzina jest wymieniane bardzo rzadko. Sugeruje się w ten sposób, że wszystkie rodzaje związków są równie dobre. Ignoruje się fakt, że niektóre rodzaje związków czy niepozostawanie w związku mają negatywny wpływ na dzieci, na ich prawidłowy rozwój.

Celem edukacji seksualnej w wersji proponowanej przez MEN nie jest wychowanie dzieci i młodzieży, jak w przyszłości poruszać się w pięknym i wrażliwym obszarze ludzkich relacji, ale produkcja odczłowieczonych robotów, dla których najważniejsze są satysfakcjonujące, ale tylko mnie samego (samą) relacje określane jako „aktywność seksualna”.

Celem tak pojmowanej edukacji ma być budowanie nowego człowieka, wyznawcy lewicowych ideologii, który będzie ulegał egoistycznym zachciankom i popędom, by zapewnić swój „dobrostan” na krótką metę. W dalszej perspektywie oznaczać to będzie pogorszenie zdrowia społeczeństwa, zwłaszcza zdrowia prokreacyjnego, i wiele innych negatywnych następstw. W niektórych fragmentach program edukacji seksualnej robi wrażenie instrukcji deprawacji, seksualizacji polskich dzieci, pozbawiania ich naturalnej wrażliwości i wstydu. Rodzice mogą się w tym nie orientować przekonani, że edukacja zdrowotna zawiera wyłącznie dobre, pożyteczne treści. Niestety, nie tylko takie.

Analiza podstaw programowych w zakresie edukacji zdrowotnej prowadzi do kilku wniosków:

1. Brakuje w podstawach programowych słów: miłość, czułość, małżeństwo, ojcostwo, macierzyństwo, wiara, Polska, rodzina. Świadczy to o manipulacyjnym charakterze edukacji. Słowa te w życiu występują, i to bardzo często, z programu nauczania zostały wyeliminowane w sposób tendencyjny i sztuczny, w oderwaniu od prawdziwego życia.
2. Odseparowanie w wychowaniu młodych ludzi seksualności od miłości, małżeństwa, rodziny to poważny błąd. Jakakolwiek aktywność seksualna w tym wieku to zjawisko niepożądane. A opowiadanie dzieciom o możliwości rozwoju płynnej orientacji seksualnej to świadome działanie na niekorzyść ich zdrowia fizycznego i psychicznego.
3. Takie wychowanie dzieci i młodzieży, narzucanie im jedynie słusznych poglądów i sposobu życia naraża na niebezpieczeństwo rozwój i zdrowie dzieci, będzie utrudniać w przyszłości tworzenie szczęśliwych rodzin, przyczyni się do pogłębienia katastrofy demograficznej, pogorszenia zdrowia następnych pokoleń, między innymi do zwiększenia częstości depresji, zmniejszenia optymizmu życiowego.
4. Konieczne jest przekazywanie młodym ludziom w odpowiednim okresie ich życia i w odpowiedniej formie informacji na temat ich potencjału rozrodczego, możliwości przekazywania życia, sposobów rozpoznawania płodności, troski o nią. Edukacja prozdrowotna pojmowana jako część wychowania prowadzącego ku dorosłości. powinna być powiązana z ludzką płciowością, z jej funkcją więziotwórczą i rodzicielską.
5. Bardzo istotne jest wychowywanie młodego pokolenia w duchu wspierania rodziny, uwzględniania wzorców kobiecości i męskości, funkcjonowania rodzin w atmosferze miłości i wspólnej odpowiedzialności oraz promowanie międzypokoleniowej transmisji wartości rodzinnych zamiast skrajnego indywidualizmu, nihilizmu i relatywizmu, prowadzących do degradacji człowieczeństwa.
6. Nadużywanie klimatyzmu, jego postulowana obecność w większości przedmiotów, w tym w edukacji zdrowotnej, świadczy o skrajnie ideologicznym podejściu autorów programów nauczania.
7. Edukacja zdrowotna w wersji proponowanej przez MEN jest edukacją antyzdrowotną, nasycona jest lewicową ideologią sprzeczną z ogólnoludzkimi wartościami oraz nowomową charakterystyczną dla słusznie minionych czasów, które doskonale pamiętam.
8. Przekazuje wiedzę w sposób wybiórczy i zmanipulowany, nie kształtuje w pożądany sposób umiejętności, postaw sprzyjających zdrowiu, nie będzie pomagać uczniom w podejmowaniu odpowiedzialnych decyzji. Nie realizuje więc w sposób właściwy prawa dziecka do edukacji zdrowotnej. Dzieci nie mogą być zmuszane do uczestniczenia w niej wbrew woli rodziców.

O Autorze:
Prof. Bogdan Chazan –   lekarz, profesor nauk medycznych, specjalista z zakresu ginekologii i położnictwa, były wykładowca Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, wieloletni dyrektor Kliniki Położnictwa i Ginekologii Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie oraz dyrektor ginekologiczno-położniczego Szpitala Specjalistycznego im. Świętej Rodziny w Warszawie. Były Krajowy Konsultant w Dziedzinie Położnictwa i Ginekologii, propagator położnictwa ukierunkowanego na potrzeby rodzin. Prześladowany za swoją bezkompromisową postawę w obronie życia od chwili poczęcia. Recenzent podręczników Ministerstwa Edukacji Narodowej do przedmiotu „Wychowanie do życia w rodzinie”. Zaangażowany w pracę organizacji MaterCare International niosącej pomoc dla matek i dzieci w Afryce.

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie