Dzisiaj

Jeszcze w zeszłym roku Alberto Ravagnani spędzał Wielki Czwartek na wzór samego Chrystusa i apostołów, zebranych w wieczerniku. Stał za ołtarzem, sprawując święte obrzędy. Rozdawał Ciało Zbawiciela. Być może obmywał stopy wiernym. Dziś? Dziś… jest sobą. Jest wolny i odzyskał „zatraconą” tożsamość. Tak przynajmniej sądzi jeszcze do niedawna najpopularniejszy ksiądz Włoch. Teraz już 32–letni mężczyzna nie mówi o sobie „don”. Po raz pierwszy od lat będzie świętował Wielkanoc poza stanem kapłańskim.

To było głośne odejście. Media w kraju i zagranicą odbyły już szereg wywiadów z Alberto Ravagnanim, odkąd ogłosił, że zamierza odejść ze stanu kapłańskiego, niedawno dopełniając już wszystkich formalności. Niektóre z opublikowanych rozmów z byłym duchownym noszą szokujące tytuły. „Porzuciłem kapłaństwo, bo chciałem uprawiać seks” – streszcza powody rezygnacji kapłana portal Times News.

Gdyby 32-letni ex-duchowny rzeczywiście tak wyjaśniał porzucenie życia konsekrowanego, trzeba by uznać jego szczerość za wręcz rozbrajającą. Ten do niedawna jeszcze szalenie popularny w mediach społecznościowych duszpasterz rzeczywiście przyznał się do problemów z zachowaniem ślubu czystości. I mimo, że obecnie podważa nawet zasadność celibatu, to ma o swoim „wyborze” znacznie więcej do powiedzenia.

Wesprzyj nas już teraz!

Wybór światowego księdza

„Wybór”. Właśnie pod takim tytułem Alberto Ravagnani wydał książkę poświęconą decyzji o powrocie do stanu świeckiego, jaka w roli prawdziwej rewelacji trafiła na rynek księgarski Italii. Nie „dezercja”, czy „upadek”, ale „wybór”.

Sięgnięcie po to słowo wiele mówi o przekonaniach autora. 32-letni mężczyzna rzeczywiście sądzi, że podjął świadomą – ba! – właściwą decyzję, porzucając kapłaństwo. O przyczynach, jakie go do niej skłoniły zdążył już szeroko opowiedzieć w mediach. Odkąd „zrzucił sutannę” udziela bowiem wywiadu za wywiadem. 

Z tych wielu rozmów wyłania się w zasadzie spójny obraz powodów decyzji Ravagnaniego. Za odejściem medialnego wcześniej kapłana stoi wieloaspektowy zestaw zastrzeżeń co do zasad życia księdza. Ostatecznie scalone są one w jedno kluczowe przekonanie. Były duchowny uważa, że jego rola oddalała go od ludzi. Wraz z porzuceniem związanej ze stanem kleryckim dyscypliny – jak uważa – będzie on teraz w stanie przełamać ten dystans i skuteczniej prowadzić wartościową działalność. Dotychczas specyficzny stosunek między nim a ludźmi miał skutecznie ograniczać te możliwości. Kreowały go m.in. etykieta relacji ze świeckimi, strój duchowny, a nade wszystko właśnie zasada celibatu. Przez nią, w opinii Ravagnaniego, laikat postrzega księży jako niecielesne, „anielskie” istoty.

Podobne przekonania zaczęły kiełkować w duchownym pod wpływem jego pracy z młodzieżą. Nim porzucił kapłaństwo, to właśnie w niej się specjalizował. Były ksiądz nagrywał cieszące się setkami tysięcy wyświetleń na Instagramie materiały. Charakter tworzonych przez Alberto Ravagnaniego treści nieodmiennie odpowiada powodom zwątpienia w sens kapłańskiej drogi. Materiały były zdecydowanie „nieformalne”. Ksiądz widoczny był na nich w świeckim stroju, czy nagrywał relacje wspólnych ćwiczeń ze „sportowo” ubranymi kobietami…

Podobny rodzaj treści miał, według zamierzeń duchownego, gwarantować mu bliższy kontakt z młodzieżą. Paradoksalnie to chyba bardziej pewna grupa młodych uformowała myślenie ks. Alberto Ravagnaniego, zamiast skorzystać z jego formacji. To właśnie na tym etapie swojej posługi doszedł do przekonania, że tak on, jak i Kościół, muszą „ewoluować”. Odejście z kapłaństwa to swoiste ukoronowanie tego procesu, u którego fundamentu leży przekonanie, że jako ksiądz Alberto Ravagnani był dla swojej młodzieży zbyt obcy, daleki i niezrozumiały. Wszystko miało się zmienić po przejściu do stanu świeckiego, otwierający bardziej płodny rozdział jego działalności.

Teraz, w pierwszy Wielki Czwartek po opuszczeniu kapłaństwa, były „Don Alberto” ma wyjątkową okazję do konfrontacji swoich przekonań z rzeczywistością. Czy zbliżył się do ludzi, stając się przez to dla nich kimś ważniejszym?

W pierwszy dzień Triduum Paschalnego ludzie garną się do świątyń. Przed świętami Wielkanocnymi będą klękać u kratek konfesjonału w nadziei na odpuszczenie win. W czasie podniosłych celebracji będą wyczekiwać gestów kapłana, który składając Najświętszą Ofiarę sprowadzi dla wiernych owoce Męki Pańskiej. 

Można by zapytać – kto w tym paschalnym czasie jest im bliższy, niż kapłan? Kto ma im teraz do zaoferowania więcej, niż szafarz nadnaturalnych dóbr? Kto ma dla nich coś równie cennego, jak duchowny odpuszczający grzechy i sprawujący świętą Ofiarę?

Nieobecny fundament

To zastanawiające, że w wypowiedziach Ravagnaniego tak rzadko pojawia się kwestia sakramentów. Czy naprawdę sądzi, że jako świecki lider duchowy przyczyni się do większego dobra, niż szafarz nadprzyrodzonych skarbów? Jeśli tak – to z całą pewnością nigdy nie poświęcił należytej refleksji godności obrzędów, które sam przecież sprawował.

Pytania, które nasuwa odejście ze stanu kapłańskiego ks. Alberto Ravagnaniego postanowiliśmy zadać ks. Bartłomiejowi Wajdzie z krakowskiej parafii pw. Zesłania Ducha Świętego. Zapytaliśmy polskiego księdza, czy i w jego perspektywie kapłaństwo oddziela od ludu oraz czy dystans między osobami konsekrowanymi, a świeckimi jest czymś niewłaściwym. Jego odpowiedzi wiele mówią o źródłach kryzysu byłego duchownego z Włoch. 

I – Jak odbiera ksiądz swoje relacje ze świeckimi? Czy, jak twierdzą niektóry, stan kapłański „oddala” od wiernych i utrudnia nawiązywanie z nimi więzi?

To, czy stan kapłański „oddala” od wiernych zależy od kapłana i od wiernych. Natomiast kapłan musi pamiętać, że „z ludzi został wzięty i dla ludzi ustanowiony”. To powoduje, że jako kapłan, gdybym oddalił się od „zwykłych” wiernych, wówczas moja posługa kapłańska straciłaby w dużej mierze sens. Żeby jednak nie popaść w drugą skrajność, tj. bycie takim samym jak wierni świeccy, trzeba przywołać dalsze zdanie z Listu do Hebrajczyków: „dla ludzi ustanowiony w tym, co odnosi się do Boga, aby składał dary i ofiary za grzechy”. Ja staram się mieć „normalne” stosunki ze świeckimi: pracuję w szkole, uczę religii, idąc ulicą zamienię z kimś znajomym kilka słów, spotykam się z małżeństwami i rodzinami, odwiedzam chorych, ale równocześnie raczej nie przechodzę na „ty”, pozwalam pocałować moją dłoń, jeśli ktoś chce i noszę sutannę zawsze.

II – Czy księża powinni świadomie „przekraczać dystans” istniejący między nimi, a wiernymi, aby owocnie posługiwać i prowadzić wiernych? Czy takie gesty, jak rezygnacja ze stroju duchownego, zbliżają?

Uważam, że rezygnacja ze stroju duchownego to najgorsze, co można zrobić. Kapłan jest kapłanem 24 godziny na dobę: jest nim nie tylko przy ołtarzu i w konfesjonale, ale także w restauracji czy parku. Jeżeli my jako duchowni nie nosimy stroju duchownego, to ludzie zaczynają nas traktować jako zwykłych ludzi, w sensie: takich przeciętnych, wtopionych w tłum, a przecież kapłan ma być przewodnikiem, pasterzem i – jak mówi forma święceń kapłańskich – „pociągać ludzi do poprawy obyczajów”. „Przekraczanie dystansu” jest wyrażeniem wieloznacznym, dlatego nie da się odpowiedzieć na nie jednoznacznie „tak” lub „nie”.


III – Czy z tendencją upodabniania się kapłanów do świeckich w wizerunku i stylu życia wiążą się jakieś zagrożenia? Jakie?

Oczywiście, że tak. Jeśli kapłan zapomni, że jest kapłanem, to zacznie chcieć tego, czego chcą ludzie świeccy. Niekoniecznie dotyczy to rzeczy złych: przykładowo normalne jest, że większość ludzi się żeni, ma dzieci, zajmuje się pracą, a potem zarobione pieniądze przeznacza np. na wakacje z dziećmi itd. W takim pędzie życia nie jest możliwa dłuższa modlitwa w takim zwykłym powszednim dniu. Kapłan oczywiście też ma prawo odpocząć, nabrać sił, ale jego głównym zadaniem jest jednak się modlić, być z Bogiem. Jeśli zacznie upodabniać się do świeckich, przestanie się modlić tyle, ile powinien, a stąd już tylko krok do porzucenia kapłaństwa: czy to praktycznie czy formalnie nie ma większego znaczenia.

IV – Co zdaniem księdza powinno szczególnie cechować życie kapłana?

Życie kapłana powinno cechować życie modlitwy i stała gotowość do posługi dla zbawienia bliźnich. Kult Boga znajduje wyraz w godnym sprawowaniu przez kapłana Najświętszej Ofiary, a miłość bliźniego w sprawowaniu Sakramentów (zwłaszcza Pokuty) oraz w nauczaniu katolickiej wiary. Reszta jest dodatkiem.

Na wzór katedry

Czy to właśnie nie odpowiedniego spojrzenia na własną rolę zabrakło w wypadku Alberto Ravagnaniego? Czy modlitwa i nadprzyrodzoność nie zajmowały w jego codziennym życiu zbyt pośledniego miejsca? To pytania, które warto zadać w odniesieniu do całego Kościoła Powszechnego. Być może podobne kryzysy rodzą się przez zbytni napór współczesnych zgoła świeckich oczekiwań względem duchownych? Możliwe, że przeceniamy wagę medialnych sukcesów i znajdowania wspólnego języka z laicką współczesnością formułując wizję „dobrego księdza”.

Obawy o dalsze utwierdzenie tych światowych oczekiwań wobec duchownych wywołała m.in. publikacja przez czwartą grupę roboczą synodu o synodalności propozycji zmian w formacji seminaryjnej. Zgodnie z nią pewnej przebudowy doczekać ma się wyznaczające ramy formacji seminaryjnej ratio fundamentalis. Synodalne gremium sugeruje, by kształcenie księży czyniło z nich „mistrzów” synodalnego słuchania – bliskich ludowi i unikających wszelkiej formy klerykalizmu. Bardzo niewiele w tym dokumencie pada słów o sakramentach. Zdecydowanie paradygmatem, jaki ma naznaczyć synodalne kapłaństwo, jest nawiązywanie bliskich relacji ze świeckimi, zbliżenie duchownych do wyzwań świeckiego życia, wreszcie polecenie, by kapłani poświęcali uwagę darom i charyzmatom ludu Bożego w poszukiwaniu miejsca ich realizacji w Kościele.

Wskazania grupy roboczej wyraźnie nawiązują do obrazu kapłana zasłuchanego w życie otaczających go świeckich, pod każdym względem bliskiego ich doświadczeniu. Pytanie jednak – czy w naszych czasach podobnych duchownych rzeczywiście brakuje? A może brak właśnie księży nieco oddalonych od ziemskich spraw – wpatrzonych w niebo i pociągających ku niemu innych– z pewną ignorancją dla spraw tego świata?

Zdaniem niektórych komentatorów wizja zaproponowana przez grupę roboczą niezbyt pokrywa się ze wskazaniami, jakie na temat tożsamości kapłana wyłożył niedawno Ojciec Święty Leon XIV. Podczas ujmującej przemowy do duchownych diecezji Madrytu papież zdystansował się otwarcie od prób redefinicji sensu życia kapłańskiego. Wskazał wyraźnie, że w odpowiedzi na zamęt doczesności księża powinni być skierowani „ku górze”.

Papież wskazał madrycką katedrę jako alegorię życia duchownych. Z jednej strony świątynia nie wybija się ponad wieżowce, rzucając się w oczy, ale z drugiej przyciąga uwagę na tle świeckiej architektury. Podobnie zwyczaje osób konsekrowanych nie mogą czynić ich całkowicie dopasowanymi i wtopionymi w lud, zaznaczał Leon XIV. „Jego życie ma być widoczne, spójne i zgodne, choć nie zawsze będzie rozumiane”, wskazywał postawę wzorowego kapłana papież.

Nie chodzi o to, by wynaleźć nowe modele [kapłaństwa – red.] lub redefiniować tożsamość, którą otrzymaliśmy, ale wrócić do głoszenia kapłaństwa w jego najbardziej autentycznym centrum, bycia Alter Christus – mówił papież. – Kochani synowie, sprawujcie sakramenty z godnością i wiarą, wiedzą, że to, co one sprowadzają, to prawdziwa siła budująca Kościół i ostateczny cel naszej posługi. (…) Na ołtarzu, waszymi rękoma, uobecnia się ofiara Chrystusa w najdonioślejszym zadaniu powierzonym ludzkim dłoniom. (…) Bądźcie adoratorami, ludźmi głębokiej modlitwy i uczcie tego samego swój lud – wezwał Ojciec Święty.

Nic dodać, nic ująć. Kapłaństwo oparte o na takich zasadach ma fundament, na którym może się wznosić. A równocześnie opokę, na którą może prowadzić również wiernych. Ostatecznie oddalenie od spraw światowych w jakiejś mierze pozostaje koniecznością w życiu chrześcijanina. Żyjemy wszak „na świecie, ale nie dla świata” i „używając go, jak byśmy nie używali”. Doprawdy trudno zachować wierność tej różnicy, bez pewnej pogardy dla wszystkiego co przemijające.

Czy takie skupienie na nadprzyrodzoności w wypadku kapłanów: a więc głoszeniu świętej nauki, kulcie i modlitwie oddala od ludzi? Z całą pewnością nie od tych, którzy widzą w sakramentach źródło niebieskich łask, a w liturgii szczyt życia chrześcijańskiego. Na tę górę wysoką może wprowadzić nas przecież wyłącznie wyświęcony szafarz. Co z tymi wiernymi, którzy trwają w Kościele, ale ich aspiracje są przede wszystkim doczesne, a przekonania światowe? Rzeczywiście, kapłaństwo skupione na nadprzyrodzoności oddala od nich z pewnością. Czy tą perspektywą naprawdę chcemy się jednak sugerować?

Filip Adamus

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(3)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie