Dzisiaj

Łukasz Warzecha: Ewangeliczna opowieść pod lupą nauki

(Fot. Pixabay)

Czy Ewangelie można czytać jak reportaż zgodny z najnowszą wiedzą naukową? Coraz więcej wskazuje na to, że tak. Gdy spojrzeć na opowieść o ostatnich dniach Jezusa nie tylko przez pryzmat teologii, ale także psychologii, polityki czy medycyny, zaskakuje jej niezwykła spójność z tym, co wiemy dzisiaj o człowieku i świecie. To, co powstało dwa tysiące lat temu, okazuje się zadziwiająco „nowoczesne” – jakby autorzy Ewangelii wyprzedzili swoją epokę.

Ewangelie można odczytywać na tysiąc sposobów. Jeden z nich wydaje się przywoływany względnie rzadko, przynajmniej w najpopularniejszym dyskursie, choć istnieje na ten temat ogromna literatura. Otóż jeśli ktoś zainteresował się kiedyś tym, jak zdarzenia opisywane przez czterech ewangelistów widzi współczesna nauka – takie jej dziedziny jak psychologia, psychologia społeczna, socjologia polityki, politologia, medycyna, kryminalistyka, a na koniec archeologia – mógł być zaskoczony. W Święta Wielkanocne siłą rzeczy większość przesłań, także ze strony Kościoła, skupia się na teologicznym aspekcie Zmartwychwstania – nic dziwnego. Tymczasem jeśli nieco zmienić optykę i zacząć się przyglądać opowieści o ostatnich dniach Chrystusa na ziemi, wspomniane dziedziny nauki pokażą nam, że opowieść ta jest całkowicie spójna, logiczna i zgadza się ze współczesnymi osiągnięciami tych nauk. Podkreślmy: współczesnymi. Gdy Ewangelie tworzono, nikt nie wyobrażał sobie psychologii czy politologii w ich obecnym wydaniu. A jednak po dwóch tysiącleciach opowieści Jana, Mateusza, Łukasza i Marka okazują się doskonale zgadzać ze współczesnymi kryteriami. Okazują się stuprocentowo wiarygodne, gdy weryfikuje się je obecnymi instrumentami badawczymi. To jeden z najmocniejszych argumentów za ich autentycznością, nauka opisuje bowiem zjawiska, które występowały już w tamtym czasie, natomiast tworzona wtedy literatura, szczególnie apologetyczna – a więc mająca na celu wychwalenie przede wszystkim jakiejś osoby – prawdziwe mechanizmy naciągała, fałszowała lub ignorowała. Inaczej mówiąc – gdyby celem ewangelistów było stworzenie oszukańczej agitki sławiącej Jezusa, a nie głoszenie prawdy i Słowa, byłaby ona napisana całkiem inaczej.

Oto kilka przykładów.

Wesprzyj nas już teraz!

Intryga uczonych w piśmie przeciwko Jezusowi ma oczywiście swój wymiar duchowy. Ale była to jednocześnie jak najbardziej intryga polityczna przeciwko człowiekowi, którego kasta przywódców żydowskich uznała za swojego politycznego rywala – niesłusznie. Żydowscy kapłani operowali po prostu na innym poziomie rozumienia niż Chrystus.

Jeśli spojrzeć na tę historię oczami współczesnego analityka polityki, wszystko się tam zgadza. Mamy próbę wzajemnego podrzucenia sobie „gorącego kartofla”, jakim okazuje się Chrystus, rozgrywającą się pomiędzy prefektem Judei Piłatem a władzą lokalną, czyli Sanhedrynem i Herodem Antypasem. To sytuacja bardzo typowa dla politycznych gierek, w których przedmiotem bezwzględnego obrotu jest często sprawiedliwość czy prawda, a w tym przypadku – życie Niewinnego. Na tę grę trzeba nałożyć skomplikowane polityczne tło z buntowniczymi nastrojami w Judei, z Piłatem balansującym pomiędzy koniecznością zadowolenia Rzymu a niedoprowadzeniem do otwartego buntu miejscowej ludności. Tak widziana historia Jezusa jest pasjonującą opowieścią o tym, jak w trybach wielkiej polityki i walki o wpływy, zachowanie swojej pozycji i rząd dusz przestają się liczyć sprawiedliwość i prawda. Pytanie Piłata „Quid est veritas?”, skierowane do Jezusa w trakcie przesłuchania, ale właściwie jak gdyby rzucone w przestrzeń bez oczekiwania odpowiedzi, jest najlepszym podsumowaniem. W gruncie rzeczy scena ta ukazuje jak w soczewce odwieczne dylematy polityki i polityków.

Reakcja tłumu, któremu Piłat prezentuje możliwość uwolnienia Jezusa lub Barabasza, jest z kolei możliwa do wytłumaczenia na tle wydarzeń historycznych i reguł psychologii. W sytuacji narastających nastrojów buntowniczych i działających w Judei ówczesnych żydowskich terrorystów, przeprowadzających od czasu do czasu zamachy na rzymskiego okupanta, żydzi łączyli w osobie oczekiwanego Mesjasza wątek przywódcy religijnego z politycznym. Ulokowano zatem w Jezusie duże nadzieje, w znacznej części nie rozumiejąc Jego przesłania lub ignorując jego część – co jest absolutnie spójne z regułami psychologii społecznej. Chrystusowi patrzący w kategoriach bieżącej sytuacji żydzi zaczęli przypisywać cechy i intencje, od których On wręcz się odżegnywał. Jego zatrzymanie przy – jak to widział tłum – Jego własnej bierności i bez próby wzniecenia buntu zostało uznane za zdradę narodowowyzwoleńczych ideałów. Nie rozumiano, że chodzi tu o coś znacznie większego niż lokalny bunt na peryferiach imperium.

Barabasz był zapewne mordercą, ale – jak od kilku już dekad dowodzą specjaliści badający tekst Ewangelii, a ewentualność tę uwzględniał także Benedykt XVI – bardzo prawdopodobne, iż był nim w imię właśnie żydowskiego terroryzmu narodowowyzwoleńczego. W sytuacji, gdy tłum ostentacyjnie wrogi Rzymianom dostał do wyboru Jezusa, który nie spełnił pokładanych w Nim nadziei na obalenie rzymskiej władzy siłą, oraz „człowieka czynu”, za jakiego można było uznawać Barabasza – wybrał tego ostatniego. Ten wybór ma oczywiście swój teologiczny sens, ale ma też jak najbardziej sens w kategoriach logiki tłumu i polityki. Ostatecznie to oczywiście Jezus wygrał – obalił rzymski system od środka, poprzez chrześcijaństwo.

Podobne względy mogły kierować Judaszem, który również mógł być zawiedziony postawą swojego przywódcy. Pojawiające się dzisiaj hipotezy mówią między innymi o tym, że nasyłając na Jezusa obławę, miał nadzieję na wywołanie jego gwałtownej reakcji i początek buntu przeciwko Rzymianom. To oczywiście niejedyny trop, bo innym uzasadnieniem mogła być chociażby zwykła chciwość, a motywacji Judasza znać nie możemy. Jedno wydaje się pewne: podłożem jego czynu było kompletne niezrozumienie Jezusowego przesłania i roli.

Po Zmartwychwstaniu Jezus ukazuje się najpierw Marii Magdalenie, następnie dwóm uczniom, zmierzającym do Emaus. W pierwszej chwili nie poznaje Go ani ona, ani oni. I znów – abstrahując od teologicznego sensu odmienności Jezusa zmartwychwstałego – jest to absolutnie spójne z naszą dzisiejszą wiedzą o tym, jak działa ludzki umysł. Wszystkie te osoby były zaledwie kilka dni wcześniej bezpośrednimi świadkami traumatycznego widowiska, w trakcie którego ich przyjaciel, nauczyciel, przywódca ich grupy został w skrajnie okrutny sposób zamęczony na śmierć. Ta śmierć nie ulegała żadnej wątpliwości. Ludzki umysł działa zaś w ten sposób, że odfiltrowuje to, co z automatu zostaje uznane za niemożliwe, aby nie atakować nas nadmierną liczbą bodźców. Jeżeli wszystkie te osoby widziały, jak Jezus umiera, ich umysły – niezależnie od tego, jak głębokie było ich duchowe przygotowanie – zadziałały w sposób racjonalny: „zaznaczyły” przy postaci Jezusa pozycję „martwy”. Dlatego, gdy On stanął przed nimi, został uznany a to za ogrodnika, a to za nieznajomego. Znów: ma to oczywiście swój sens teologiczny, ale jest też precyzyjnie spójne z tym, jak wiemy dzisiaj, że działa ludzki mózg.

To również kolejny dowód na autentyczność ewangelicznej relacji, ponieważ propagandowa literatura tamtego czasu nigdy nie wyznaczałaby kobiety na pierwszego świadka Zmartwychwstania, a także nigdy nie opisywałaby sytuacji takich jak strach uczniów, owocujący ich ucieczką z Jerozolimy, czy ich naturalne ludzkie wątpliwości, słabości, zachwiania. Relacje ewangelistów są wręcz „reporterskie”, w swojej istocie bliższe naszym zasadom opisywania rzeczywistości niż tym z przełomu er.

Wreszcie sama Męka Pańska, jeśli przyjrzeć się jej z punktu widzenia kryminalistyki i medycyny sądowej, okazuje się doskonale przemyślanym przez Rzymian mechanizmem niewyobrażalnej kaźni. Jak się okazuje, każdy wymieniony w Ewangeliach element i epizod ma swoje wytłumaczenie medyczne. Na przykład zjawisko „krwawego potu” z Ogrójca to hematohydrozja – rzadko występująca reakcja organizmu na ekstremalny stres, gdy pękają naczynia włosowate w sąsiedztwie gruczołów potowych. Koronowanie cierniem to w istocie nie żart, ale wyszukana tortura, związana z podrażnieniem czułej siatki nerwów pod skórą czaszki. Rzymska chłosta była w zasadzie rodzajem egzekucji, bo szansa przeżycia po tak głębokich uszkodzeniach skóry i organów wewnętrznych (na końcach rzemieni flagrum instalowano haczyki, ostre kości zwierzęce bądź ołowiane ciężarki) była minimalna, ale zarazem skazaniec miał jeszcze móc donieść swoją belkę krzyżową (patibulum) na nieodległe (kilkaset metrów) miejsce kaźni ostatecznej, co również medycyna tłumaczy wynikającymi ze stresu wyrzutami adrenaliny, chwilowo maskującymi niewyobrażalny ból po chłoście. Nauka opisała już dawno mechanizm egzekucji poprzez ukrzyżowanie, której ostatecznym skutkiem było uduszenie się skazańca z powodu niemożliwości unoszenia się, w celu dokonania wydechu, na przebitych nadgarstkach (nie dłoniach!) i stopach prawdopodobnie przybitych z boku pionowej belki poprzez pięty. W płucach zaczynał więc zalegać dwutlenek węgla i ukrzyżowany konał z braku tlenu. „Woda i krew”, które wypłynęły z boku Jezusa po przebiciu włócznią, również mają swoje medyczne wyjaśnienie – to wysięk osierdziowy, stan związany z traumatyczną kondycją organizmu, utrudniający w skrajnym stopniu pracę serca.

Dodać trzeba, że biblijne opisy pasują w stu procentach do śladów, jakie utrwalone zostały na Całunie Turyńskim. Wiemy już, jak mógł powstać zapisany na nim negatyw męskiej postaci – współczesna nauka była w stanie uzyskać identyczny efekt za pomocą lasera o ogromnej energii, pracującego przez ułamki milisekund. I tylko w ten sposób. Niezbadane pozostaje, jak tego typu efekt miałby zostać osiągnięty z użyciem narzędzi dostępnych w I wieku (z tego czasu pochodzi płótno).

Powiedzieć można, że Ewangelie wyprzedziły swój czas. Dwa tysiące lat temu napisano je tak, jakby tworzono je dzisiaj, mając do dyspozycji obecne instrumentarium nauk społecznych i ścisłych. Zapisano w nich procesy, których logikę i prawdziwość jesteśmy w stanie ocenić dopiero dzisiaj. Ta ocena wypada jednoznacznie pozytywnie.

Łukasz Warzecha

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij

Udostępnij przez

Cel na 2026 rok

Zatrzymaj ideologiczną rewolucję. Twoje wsparcie to głos za Polską chrześcijańską!

mamy: 83 240 zł cel: 500 000 zł
17%
wybierz kwotę:
Wspieram