Niedzielne wybory parlamentarne na Węgrzech wzbudzają ogromne zainteresowanie. Wynika to nie tylko z wielostronnej chęci obalenia ekipy Fideszu na czele z Victorem Orbánem, od blisko 16 lat dominującym na scenie politycznej i jednocześnie przysparzającym sporo problemów unijnym eurokratom. Są one także testem dla środowisk kładących nacisk na politykę tożsamościową oraz dla stworzonego przez Orbána systemu, w którym trudno jest pokonać w wyborach partię rządzącą.
Przy okazji kampanii wyborczej można obserwować starcie dwóch sił prowadzących wojnę kognitywną, wykorzystujących najnowsze technologie „sztucznej inteligencji” i podsłuchy wywiadowcze. W przypadku tych ostatnich sugeruje się nawet, że istotną rolę odegrała Polska.
Przewaga TISZY czy wyrównany wyścig?
Wesprzyj nas już teraz!
Pomimo wielu optymistycznych prognoz wieszczących zwycięstwo opozycyjnej partii TISZA, w rzeczywistości mamy po raz pierwszy od ponad dekady wyrównany wyścig. Ekipa byłego członka Fideszu Pétera Magyara, chociaż utrzymuje blisko 10-punktową przewagę w sondażach jej sprzyjających, zdaje sobie sprawę, że nie przełoży się to na ostateczną wysoką wygraną i ilość mandatów w parlamencie. Wynika to nie tylko z zawyżania sondaży, ale z samego faktu zmodyfikowanego przed laty mieszanego systemu wyborczego, który faworyzuje rządzące ugrupowanie Orbána.
Niemożność uzyskania przez TISZ-ę aż dwóch trzecich mandatów w jednoizbowym Zgromadzeniu Narodowym nie pozwoli na głęboki demontaż instytucji państwa, o jakim marzą przeciwnicy Fideszu, Kijów i Bruksela.
Dlatego co niektórzy realistyczni analitycy – obok entuzjastów Magyara – już tonują nadzieję na zwycięstwo i sugerują, co powinna zrobić Komisja Europejska, aby pognębić Węgry pod ewentualnym dalszym przywództwem Orbána.
Tak, czy inaczej, ostatecznie o wynikach wyborów, które zostaną przeprowadzone 12 kwietnia, zadecydują sami Węgrzy. Ale o tym, co się będzie działo po elekcji, już niekoniecznie.
Ostra kampania wyborcza
W doniesieniach głównych ośrodków medialnych z całego świata można się spotkać z licznymi sugestiami, jakoby ekipa Fideszu dopuszczała się manipulacji, a Stany Zjednoczone i Rosja ingerowały w wybory.
Rządzący premier Węgier rzeczywiście uzyskał wsparcie od wpływowych członków administracji Donalda Trumpa, w tym od sekretarza stanu Marco Rubio, który gościł w Budapeszcie w lutym, a ostatnio od wiceprezydenta J.D. Vance’a, który we wtorek mówił, że chce pomóc Viktorowi Orbánowi „w jak największym stopniu” i chwalił go za wiodący głos w kwestiach energetyki oraz suwerenności w Europie.
Vance określił Orbána mianem „najważniejszego lidera w Europie” w kwestii bezpieczeństwa energetycznego, przekonując, że inni europejscy przywódcy mogliby się sporo nauczyć od Węgier. Mówił także o zacieśnieniu współpracy między obu krajami w takich obszarach jak technologia i „sztuczna inteligencja”. Jednocześnie wiceprezydent USA podkreślił, że sojusz z Orbánem to element szerszych działań na rzecz obrony cywilizacji zachodniej, wyrażający się w polityce prorodzinnej, w ochronie wolności słowa, zapewnieniu bezpieczeństwa energetycznego i suwerenności narodowej.
Vance chwalił Orbána za dążenie do pokoju w wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Jednocześnie zaatakował „brukselskich biurokratów” za niebywałą ingerencję zagraniczną w wybory. Wstrzymanie unijnych płatności w wysokości około 20 mld euro, podważanie niezależności energetycznej Węgier, w tym domniemana współpraca Brukseli z Kijowem w tym zakresie, miały osłabić gospodarkę i pomóc opozycji w wygraniu wyborów.
Sugestie te znajdują odzwierciedlenie w akcji plakatowej ekipy rządzącej. Obkleiła ona Budapeszt sztucznie wygenerowanymi obrazami przedstawiającymi Magyara w otoczeniu szefowej KE Ursuli von der Leyen i prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego albo przedstawiające ukraińskiego przywódcę z szelmowskim uśmiechem i podpisem ostrzegającym, żeby Zełenski nie był ostatnim, który będzie się śmiał.
Z kampanii Fideszu płynie przekaz, że władze w Brukseli i prezydent Ukrainy to najwięksi wrogowie suwerenności państwa, działający w zmowie i na szkodę Węgier.
Orbán zdecydował się także na bezprecedensową akcję, zatrzymując na początku marca konwój ukraińskiego państwowego Oszczadbanku. Przewoził on 40 mln dolarów i złoto z Austrii. Siedmiu pracowników tej instytucji zostało oskarżonych o pranie brudnych pieniędzy. Kijów zarzucił Budapesztowi „bandytyzm” i bezpodstawne zatrzymanie oraz „porwanie” pracowników. Ostatecznie, po interwencji konsularnej zatrzymani wrócili na Ukrainę, ale pieniądze pozostały na Węgrzech.
Premier Orbán powiązał tę sprawę z blokowaniem dostaw ropy na Węgry wskutek awarii rurociągu „Przyjaźń” na Ukrainie i zwlekania z jego naprawą, na co rzekomo miała naciskać Bruksela. Chociaż Kijów zapewnił, że za wstrzymanie dostaw surowca odpowiada Moskwa, która miała uszkodzić rurociąg w związku prowadzonymi działaniami wojennymi, Orbán nie przyjął tego do wiadomości. Uważa, że to Kijów pomaga Brukseli w wywieraniu presji na Budapeszt przed wyborami. Perturbacje z brakiem dostaw surowców energetycznych miałyby bowiem skłonić wyborców do zagłosowania na opozycję.
Do tego incydentu, który przyczynił się do pogorszenia i tak już napiętych relacji miedzy Ukrainą i Węgrami – chociaż żona Viktora Orbána zasłynęła między innymi z tego, że w pierwszych dniach pełnoskalowej agresji rosyjskiej na Ukrainę poprowadziła, niemal jako żywa tarcza, konwój pomocy humanitarnej dla ludności ukraińskiej – dołożył się kolejny skandal.
Tydzień przed głosowaniem prezydent Serbii Aleksandar Vučić poinformował, że śledczy odkryli materiały wybuchowe o „niszczycielskiej sile rażenia” w pobliżu Trešnjevaca na terenie północnej Serbii. Miejsce to położone jest niedaleko kluczowego gazociągu Balkan Stream – przedłużenia czarnomorskiego gazociągu TurkStream – którym rosyjski gaz ziemny trafia na Węgry. Od dostaw gazu tym rurociągiem uzależnione są dostawy do zwykłych gospodarstw domowych.
Szef serbskiego wywiadu wojskowego mówił o domniemanym odkryciu dwóch plecaków wypełnionych materiałami wybuchowymi i detonatorami. Zasugerowano, że przeszkolony przez wojsko imigrant miał planować operację sabotażową na krytyczną infrastrukturę energetyczną kraju.
Premier Węgier skonstatował, że „Ukraina od lat próbuje odciąć Europę od rosyjskiej energii”. Pisał na Facebooku po nadzwyczajnym posiedzeniu Rady Obrony: „Rosyjski odcinek TurkStream jest również pod ciągłym atakiem militarnym. Działania Ukrainy stanowią dla Węgier zagrożenie dla życia”.
Wpis Orbána wskazywał również na dokonany w 2022 roku sabotaż gazociągu Nord Stream, łączącego Rosję z Europą przez Niemcy. Kijów zaprzeczył, że planował podobną akcję w Serbii, sugerując, że Moskwa właśnie przeprowadziła operację „pod fałszywą flagą”, by wzmocnić poparcie społeczne dla premiera Węgier.
Szef rządu w Budapeszcie znany jest z tego, że wielokrotnie sprzeciwiał się sankcjom UE wobec Rosji po jej inwazji na Ukrainę przed 4 laty. Wzywał do naprawy stosunków Brukseli z Moskwą i opóźnił wysyłanie pomocy unijnej dla Kijowa. Do tego dochodzą inne historyczne zaszłości. Przekładają się one na gorsze relacje między obu krajami.
Z pewnością zarówno Ukrainie, jak i Brukseli zależy na odsunięciu Orbána od władzy.
Bruksela ingeruje w wybory
Na początku marca Komisja Europejska po raz kolejny rozpoczęła proces ingerencji w wybory na Węgrzech. Posłużyła się mechanizmami walki z rzekomą „dezinformacją” za pośrednictwem skandalicznego unijnego rozporządzenia cenzorskiego – Aktu o usługach cyfrowych (DSA) i innych pokrewnych regulacji, ograniczających możliwości korzystania z przedwyborczych reklam politycznych.
Uruchomiono mechanizm „szybkiego reagowania”. Pozwala on „zaufanym podmiotom sygnalizującym”, notabene finansowanym z unijnych dotacji, na wgląd w system algorytmiczny dużych wyszukiwarek i platform internetowych oraz żądania usuwania wybranych przekazów, które te podmioty (chodzi o samozwańcze organizacje fact-checkingowe) uznają za mis-, mal- lub dezinformację.
Wprowadzony środek ma obowiązywać do tygodnia po wyborach na Węgrzech. Nie ma wątpliwości, że mechanizm reagowania KE to uzurpatorska reakcja o podłożu politycznym. To ingerencja w politykę wewnętrzną państwa członkowskiego.
Jeszcze w marcu rzecznik Komisji Europejskiej informował, że duże platformy – w tym TikTok i Meta – będą współpracować z „weryfikatorami faktów” i organizacjami społeczeństwa obywatelskiego, aby „szybko sygnalizować” potencjalne zagraniczne ingerencje oraz kampanie dezinformacyjne w okresie poprzedzającym wybory.
System szybkiego reagowania zapewnia Brukseli potężne narzędzie do kształtowania przepływu informacji w kluczowym okresie kampanii wyborczej. System ten wykorzystano do bezpodstawnego unieważnienia wyborów w Rumunii i osadzenia u władzy kandydata prounijnego. Podobnie, mechanizm stosowano w Mołdawii i próbowano wykorzystać w Polsce. Bez wątpienia system cyfrowej cenzury/moderacji, który działa w Europie właśnie za pośrednictwem DSA, pozwala unijnym instytucjom nie tylko wymuszać od platform internetowych – pod groźbą wysokich grzywien – usuwanie wybranych postów, reklam, degradowanie treści i skrywanie ich w czeluściach internetu, ale także przeprowadzać własne operacje wpływu.
Rola Anne Applebaum
Ambicje wpływania na wynik głosowania na Węgrzech ma sieć organizacji medialnych, nie tylko tych dotowanych przez unijne instytucje oraz progresywne fundacje z Ameryki.
Istotną rolę w tym względzie odgrywa zagorzała przeciwniczka Victora Orbána, żona obecnego ministra spraw zagranicznych Polski Radosława Sikorskiego, Anne Applebaum. Od wielu lat krytykuje ona węgierskiego przywódcę i rządy jego partii Fidesz, przedstawiając go jako przykład autorytarnego lidera wewnątrz Unii Europejskiej; lidera, który niszczy demokrację w Europie. Applebaum sugeruje, że Orbán zniweczył pluralizm mediów, podporządkował sądownictwo i zmanipulował system wyborczy, tworząc w praktyce państwo jednopartyjne, w którym trudno przegrać wybory. Ponadto jest antyukraiński i prorosyjski. Publicystka uchodząca za ważnego doradcę byłej ekipy Joe Bidena w USA, autorka tekstów publikowanych w „The Atlantic” i „The Washington Post” – gazecie, która stale ujawnia przecieki wywiadowcze, prowadząc wojnę kognitywną – insynuowała istnienie tajnych porozumień z Putinem oraz zainteresowanie Orbána ukraińskim Zakarpaciem.
Applebaum ubolewa, że Orbán stał się wzorem dla niektórych środowisk prawicowych, w tym amerykańskiej MAGA. Mają go one podziwiać za stworzenie systemu pozwalającego utrzymać władzę za wszelką cenę.
Czy polskie służby ingerowały w wybory?
Ostatnio były czeski wiceminister spraw zagranicznych prof. Petr Drulák w artykule dla szwajcarskiego portalu informacyjnego Globalbridge zasugerował, że za podsłuchami głośnych rozmów ministra spraw zagranicznych Węgier Pétera Szijjártó z jego rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem mogą stać polskie służby wywiadowcze. Nagrania zostały ujawnione w „The Washington Post”. Sugeruje się nawet, że miała w tym swój udział żona Sikorskiego. Czeski polityk pisze także, że co prawda w sumie cały szereg „sojuszniczych” zagranicznych służb wywiadowczych znalazłby motyw w aferze podsłuchowej, by zakłócić nadchodzące wybory parlamentarne na Węgrzech, jednak „lewicowy rząd polski mógł mieć największy interes w zdyskredytowaniu rządu węgierskiego”.
„The Washington Post” posunął się do stwierdzenia, że Péter Szijjártó stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy. Miał bowiem rzekomo regularnie informować Siergieja Ławrowa o postępach negocjacji unijnych w różnych kwestiach.
Zdaniem prof. Druláka, nie musimy dokładnie wiedzieć, o czym Szijjártó i Ławrow rozmawiają przez telefon, by dostrzec oczywisty absurd tych informacji. Czech oburza się, że ujawnienie konwersacji między szefami dyplomacji węgierskiej i rosyjskiej de facto jest atakiem nie tyle na ministra rządu Orbána, co na samą komunikację dyplomatyczną.
Profesor twierdzi, że według dziennikarzy, węgierski minister rzekomo dopuścił się przecieków podczas regularnych posiedzeń Rady ds. Zagranicznych. „To kompletna bzdura. Wielokrotnie brałem udział w tych spotkaniach w przeszłości. Odbywają się one w jednym dużym pomieszczeniu, gdzie ministrowie państw członkowskich UE spotykają się z Wysokim Przedstawicielem ds. Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa przy okrągłym stole. Innymi słowy, te spotkania nie mają na celu wymiany żadnych wrażliwych informacji; wszyscy o tym wiedzą i wszyscy do nich podchodzą w odpowiedni sposób” – komentuje były czeski dyplomata.
Jego zdaniem, twierdzenia, że Rosja uzyskuje tajne informacje z Brukseli, ponieważ węgierski minister dzwoni do swojego rosyjskiego odpowiednika z posiedzenia Rady, jest „szalone”.
Niemniej taka afera jest rozdmuchiwana przez „Politico” i podsycana przez polskich przedstawicieli władzy, w tym premiera Donalda Tuska.
Czech sugeruje, że tymczasem „prawdziwym skandalem” nie jest to, co zostało powiedziane między Ławrowem a Szijjártó, ale fakt, że „ktoś podsłuchuje jego telefon komórkowy i przekazuje informacje dziennikarzom, aby wpłynąć na wybory”. A najbardziej prawdopodobnym winowajcą jest „sojuszniczy” wywiad, wskazując najprawdopodobniej na polskie służby.
Węgierscy analitycy zastanawiają się więc, jaką rolę tak naprawdę pełni Radosław Sikorski i jego żona, która aktywnie zaangażowała się w obalenie rządów Orbána na Węgrzech?
Niewątpliwie, premier Tusk i jego minister spraw zagranicznych Sikorski należą do najostrzejszych krytyków Węgier. I natychmiast zareagowali na domniemany skandal, publicznie potępiając nie tylko Szijjártó, ale i polityków Orbána w ogóle, także za umowę o współpracy z Rosją.
Były czeski dyplomata nie wyklucza roli „nieuczciwych elementów amerykańskich służb wywiadowczych”. Wskazuje się bowiem na dziennik „The Washington Post”, który od dawna ma być tubą propagandową amerykańskiego deep state (głębokiego państwa). Regularnie bowiem wykorzystuje „kontrolowane przecieki” z amerykańskich agencji wywiadowczych. Ekipie Trumpa do tej pory nie udało się „uporządkować spraw” w tym zakresie.
Czech uważa, że skandal związany z upublicznieniem rozmowy dwóch ministrów spraw zagranicznych podważa komunikację dyplomatyczną opierającą się na poufności. Dyplomaci w tego typu komunikacji dzielą się z partnerem informacjami, których nie mogą publicznie ujawnić. Bez poufności nie ma zaufania, a zatem nie ma dyplomacji.
Prof. Drulák spodziewa się, że w nadchodzących dniach mogą pojawić się kolejne rewelacje dotyczące podsłuchów telefonicznych, które ze swej natury będą obciążające dla osób zaangażowanych w rozmowy.
Co jeszcze „wyjdzie” z pewnością dowiemy się w najbliższych dniach nie tylko przed samymi wyborami, ale także po nich.
Wpływowe ośrodki analityczne przygotowują się na dalsze rządy Fideszu
Mimo stosowania przez obie strony różnych przedwyborczych „chwytów” warto jednak zdawać sobie sprawę, że wpływowe ośrodki analityczne już przygotowują się do reakcji na wyniki głosowania – gdyby jednak nie poszły tak jak wieszczą media głównego nurtu, kreujące rzeczywistość pomyślną dla opozycji.
Berliński ośrodek Jacques Delors Centre zwołał specjalne spotkanie po wyborach w celu omówienia scenariuszy dla Europy, zaznaczając, że wybory 12 kwietnia będą miały reperkusje dla całej Unii Europejskiej, w tym dla zdolności Brukseli do działania oraz spójności UE.
Węgry za Orbána wielokrotnie blokowały ważne decyzje, w tym reformę polityki migracyjnej czy przystąpienie Szwecji do NATO. Nawet po ratyfikacji przez Turcję ostatecznie zatwierdziły akces tego państwa dopiero na początku marca obecnego roku. W 2023 r. Orbán opuścił ostentacyjnie salę obrad z udziałem szefów państw i rządów UE, aby uniemożliwić rozpoczęcie negocjacji akcesyjnych z Ukrainą i Mołdawią. Zawetował także pilnie procedowany pakiet pomocy UE dla Ukrainy o wartości 50 miliardów euro. Porozumienie w tej sprawie udało się osiągnąć dopiero na specjalnym szczycie zwołanym w tym celu 1 lutego.
Przywódca Węgier wykorzystuje weto jako środek nacisku w celu skłonienia Komisji Europejskiej i innych państw członkowskich do uwolnienia funduszy zablokowanych z powodu naruszania zasad praworządności.
Rząd Orbána ma znacząco ograniczać możliwości działania UE poprzez swoje blokady. I chociaż w Radzie Europejskiej zawsze w końcu dochodził do porozumienia, to jednak następowało to późno i często miało swoją cenę.
Bruksela obawia się, że gdyby ostatecznie odblokowała zamrożone fundusze dla Węgier, może powstać wrażenie, że UE jest gotowa na wielokrotne ustępstwa, jeśli chodzi o egzekwowanie zasad praworządności. Z kolei zbyt długie wstrzymywanie transferów pieniędzy akcesyjnych może podważyć gotowość innych państw do przekazywania coraz większej liczby kompetencji unijnym biurokratom i zaciągania wspólnych pożyczek.
Dlatego tak ważne jest, aby udało się wreszcie odsunąć od władzy ekipę Orbána. Magyar, europoseł związany z Europejską Partią Ludową, zobowiązał się bowiem do poprawienia relacji z unijnymi instytucjami. Bruksela nie ma długoterminowej strategii postępowania z państwem członkowskim, takim jak Węgry. Nie ma także możliwości wykluczenia poszczególnych państw z UE wbrew ich woli. Próbuje więc łączyć presję ekonomiczną z jednością polityczną. Jeśli jednak więcej stolic poszłoby drogą Budapesztu, możliwości działania unijnych biurokratów dramatycznie kurczyłyby się. Dlatego tak ważne jest dla brukselskich eurokratów wybieranie prounijnych polityków.
O wyborach decydują wyborcy
Premier Orbán powtarza, że żadne wybory nie są rozstrzygnięte, dopóki nie zadecydują o nich ludzie. W wywiadzie dla prowadzącego program Ultrahang, Tamása Király’ego, węgierski przywódca zaznaczył, że nadchodzące głosowanie pozostają otwartą rywalizacją. Argumentował, iż mówienie tak, jakby wynik był już przesądzony, jest wyrazem braku szacunku dla wyborców.
Orbán zapewnił, że strona rządząca nabrała rozpędu w końcowej fazie kampanii. Jak argumentował, partie rządzące zazwyczaj wchodzą w decydującą fazę później niż ich konkurenci, ponieważ muszą jednocześnie rządzić państwem i prowadzić przedwyborczą walkę. Jego zdaniem, ten spóźniony impuls właśnie nadszedł. Dodał, że rosnące znaczenie sfery cyfrowej stworzyło nowe i wciąż niepewne środowisko polityczne.
Według premiera Orbána, nie jest jasne, jak bardzo polityka internetowa odzwierciedla rzeczywiste nastroje społeczne, ponieważ są to pierwsze wybory, w których przestrzeń wirtualna tak głęboko splotła się z samą kampanią.
Patrząc w przyszłość, szef rządu ostrzegł, że Europa stoi obecnie w obliczu nie tylko kryzysu energetycznego, ale także szerszego kryzysu finansowego, napędzanego rosnącymi kosztami kredytów i refinansowaniem wcześniejszego zadłużenia przy znacznie wyższych stopach procentowych. Może to przynieść poważny wstrząs gospodarczy i Węgry muszą przygotować się na niego.
Chociaż zastrzegł, że jego partia przygotowuje się do zwycięstwa, to jednak o wyborach decydują obywatele, a nie komentarze czy zaufanie polityczne.
Pośród obywateli są zarówno tacy, którzy są zadowoleni z tych rządów, gdyż się bezpośrednimi beneficjentami etatystycznej polityki, faworyzującej określone grupy, jak i rozczarowani, głównie młodzi ludzie z dużych miast, którzy oczekują zmiany. Nawet nie chodzi o to, że są zachwyceni TISZĄ i Magyarem uwikłanym w skandale obyczajowe, lecz uważają, że w obecnej sytuacji jest on jedynym, który może stanąć na drodze Orbána.
Węgrzy, podobnie jak obywatele innych krajów europejskich, borykają się z coraz wyższymi kosztami życia w związku ze zbrojeniami i pomocą udzielaną Ukrainie, ale także z powodu spowolnienia ekonomicznego i dodatkowo skomplikowanej sytuacji wywołanej m.in. wojną na Bliskim Wschodzie. Podobnie, jak inni mieszkańcy Europy, chcieliby spokojnego i dostatniego życia, ale sytuacja się komplikuje i nawet pojawienie się u władzy nowej ekipy, bynajmniej nie spowoduje natychmiast radykalnej poprawy. Stąd TISZA przyznaje, że będzie kontynuować w niektórych obszarach dotychczasową politykę, w tym nie zamierza rezygnować z dostaw surowców energetycznych z Rosji przynajmniej do 2035 r. Ma zachować większy sceptycyzm wobec działań Ukrainy i obecnego przywódcy, ale od razu zamierza polepszyć relacje z Brukselą, aby jak najszybciej odblokować zamrożone fundusze. Będzie, podobnie jak w Polsce, starać się demontować system zbudowany przez Orbána, zastrzegając jednak, że trudno będzie osiągnąć szybko efekty. Proces miałby trwać latami.
Skomplikowany system wyborczy, który faworyzuje Fidesz
Czy wygra opozycja? Atlantic Council, podobnie jak kilka innych ośrodków zaczyna wyłamywać się z narracji o pewnym zwycięstwie TISZY, wskazując, by nie skreślać jeszcze Orbána. Eva Mulholland w artykule z 2 kwietnia zamieszczonym na stronie Atlantic Council zaznacza, że „węgierska opozycja będzie miała trudne zadanie 12 kwietnia”.
„Nadchodzące wybory na Węgrzech są niezwykle wyrównane, a lider opozycji Péter Magyar stanowi dla premiera Viktora Orbána pierwsze poważne wyzwanie od lat. Pomimo przewagi w sondażach partii TISZA Magyara, węgierski system wyborczy faworyzuje Fidesz Orbána poprzez podział okręgów wyborczych i mechanizm zwiększający udział największej partii w liczbie mandatów” – czytamy.
Autorka uważa, że mogą pojawić się także nieprawidłowości wyborcze, a ponadto wpływy USA i Rosji w okresie poprzedzającym wybory.
Nie ma jednak wątpliwości, że Péter Magyar, „były członek rządzącej partii Fidesz, a obecnie działacz opozycji, jest pierwszym od piętnastu lat prawdziwym kontrkandydatem premiera Viktora Orbána”. Wielu przywódców w całej Europie ma liczyć po cichu na porażkę obozu rządzącego.
Autorka wyjaśnia, jak działa „unikalny” mieszany system wyborczy na Węgrzech. Tamtejsze Zgromadzenie Narodowe składa się ze 199 deputowanych wybieranych w mieszanym systemie większościowym, w którym uprawnieni oddają dwa głosy. W wyniku pierwszego obsadza się 106 mandatów (okręgi jednomandatowe, wygrywa kandydat z największą liczbą głosów). W drugim głosowaniu obsadza się pozostałe 93 miejsca. Są to głosy oddawane na listy partyjne. W tym systemie wykorzystuje się sumę głosów oddanych na przegranych kandydatów oraz niewykorzystanych głosów oddanych na zwycięskich kandydatów poprzez mechanizm „głosów nadwyżkowych”. Nie odrzuca się głosów oddanych na przegranych kandydatów, jak to ma miejsce w większości systemów mieszanych, lecz dodaje się je do ogólnej liczby głosów oddanych na listy partyjne.
Innymi słowy, partia, która wygra w okręgach jednomandatowych otrzyma również dodatkowe głosy na listach partyjnych.
Przykładowo Fidesz zdobył 68% miejsc w parlamencie w 2022 roku, chociaż poparło go około 53% wyborców.
Dlatego też TISZA potrzebuje wygrać z Fideszem, uzyskując co najmniej sześcioprocentową przewagę, by mieć większość parlamentarną. A jeśli partia rzeczywiście chciałaby zdemontować system wprowadzony przez ekipę Orbána, potrzebowałaby zwyciężyć, mając aż dwie trzecie poparcia społeczeństwa.
Przewaga sondażowa wynosząca w granicach 10 punktów nie wystarczy.
Dodatkowo, węgierski system wyborczy uległ przekształceniu po uzyskaniu kwalifikowanej większości w parlamencie przez Fidesz w 2010 roku. Rząd zmienił podział okręgów wyborczych. Opozycja niejako została „upchana” w większych okręgach miejskich. Jednocześnie powstały dodatkowe, mniejsze okręgi wiejskie, gdzie silnym poparciem cieszy się Fidesz. Miało to pomóc partii rządzącej utrzymać kwalifikowaną większość w 2014 roku, przy zdobyciu 70% miejsc w parlamencie, chociaż na ugrupowanie Orbána zagłosowało mniej niż 45% wyborców.
Oprócz tych, wprowadzonych przez Fidesz systemowych zmian, które mają faworyzować ich rządy, wskazuje się na inne profrekwencyjne działania rządu poprzez pośredników, którzy oferują dowóz do urn wyborczych, a także angażowanie diaspory i głosowanie korespondencyjne.
Jeszcze innym wyzwaniem jest odmienny obraz prezentowany przez pracownie badawcze sprzyjające TISZY i sondaże, na których polega Orbán. Według tych drugich, to Fidesz, a nie TISZA ma mieć kilkuprocentową przewagę.
Faktem jest natomiast to, że etatystyczna polityka Fideszu i ostentacyjny styl życia osób powiązanych z obecną władzą odpycha od Orbána przynajmniej 30 procent wyborców.
Chociaż – jak podpowiada Atlantic Council – odejście obecnego premiera 12 kwietnia nie jest pewne, to jednak sugeruje się, że UE nie powinna liczyć na przegraną obecnego premiera Węgier. W celu „przezwyciężenia impasu politycznego” powinna natomiast już teraz „rozważyć nałożenie surowszych kar na Budapeszt za ciągłe blokowanie działań Brukseli”.
Lisa Martin z Lowy Institute napisała 8 kwietnia, że „Unia Europejska będzie musiała grać ostro, jeśli Viktor Orbán zostanie ponownie wybrany”. Analityk obawia się, że wyniki sondaży mogą nie odzwierciedlać prawdy, ponieważ wielu uboższych Węgrów może nie posiadać telefonów komórkowych i nie brać udziału w badaniach opinii publicznej. Z kolei intensywna kampania opozycji na wsiach także może nie przynieść efektów.
Martin utrzymuje, że Węgry to najbardziej skorumpowany kraj w UE. Źródłem tych rewelacji jest Indeks Percepcji Korupcji z 2025 roku, sporządzony przez organizację Transparency International. Zmiana jest jak najbardziej potrzebna, lecz „jeśli chodzi o poprzednie wybory (2022, 2018 i 2014), korzystne sondaże dla opozycji nie przełożyły się łatwo na zmiany polityczne ze względu na sfałszowane zasady wyborcze, gerrymandering, krajobraz medialny kontrolowany przez grupy interesów oraz kupowanie głosów na obszarach wiejskich”.
Badaczka przywołuje artykuł żony Sikorskiego z „The Atlantic” o wyborach, które mają być „pierwszą postrealistyczną kampanią polityczną”. Dodaje, że jeśli Magyar odniesie „cudowne zwycięstwo”, może to być „punkt zwrotny” w relacjach między Budapesztem a Brukselą. Jednak „zadanie rządzenia może być trudne – Orbán pozostawi po sobie pułapki dzięki sieci sojuszników osadzonych na najwyższych stanowiskach w całym społeczeństwie”. Dlatego „UE będzie musiała być gotowa do podjęcia działań, jeśli partia Orbána utrzyma władzę i będzie nadal rządzić”. Mówi się o większej presji finansowej, większym poleganiu na „koalicjach chętnych” i zawieszeniu prawa głosu Węgier.
„EUobserver” snuje 5 scenariuszy po wyborach, zaznaczając, że bez dwóch trzecich mandatów w parlamencie TISZA nie będzie w stanie „zdemontować nieliberalnego systemu środkami prawnymi”. Co więcej, „wygrana TISZY w żadnym wypadku nie oznacza natychmiastowej zmiany. Konieczne będzie zwołanie nowego parlamentu, a prezydent republiki, lojalny wobec Fideszu, może opóźnić udzielenie partii mandatu do utworzenia rządu”.
Nawet po zwycięstwie opozycji, obywatele nie odczują szybko zmiany, której pożądają.
Analityk Róbert László z Political Capital Institute sugeruje, że chociażby TISZA zdobyła więcej głosów ogółem, to zwycięzcą zostanie Fidesz.
Według analizy przeprowadzonej przez wiedeński Instytut Regionu Dunaju i Europy Środkowej, jedynym realnym zagrożeniem dla Fideszu byłoby uzyskanie przez TISZĘ większości dwóch trzecich głosów. „We wszystkich innych scenariuszach pozycja Fideszu pozostaje w dużej mierze bezpieczna” – podkreślono.
Zsuzsanna Végh pisząca na stronie justsecurity.org sugeruje, że wybory na Węgrzech mogą położyć kres rządom Orbána, ale nie położą kresu jego władzy.
Autorka wskazuje przy tym, że są one niezwykle ważne, gdyż dotyczą tego, czy „polityczna transformacja może przynieść znaczące zmiany demokratyczne po długotrwałym zawłaszczaniu państwa”. Będzie to „rzadki, realny test wytrzymałości, sprawdzający, jak odporne są zakorzenione systemy nieliberalne”.
„Po 2010 roku Fidesz przekształcił Węgry z liberalnej demokracji w autokrację wyborczą, wykorzystując swoją parlamentarną większość kwalifikowaną do przekształcenia systemu politycznego w sposób, który zachowuje zewnętrzne pozory demokracji, jednocześnie systematycznie ją podważając. Erozja demokracji opiera się na kilku wzajemnie się wzmacniających filarach.
Po pierwsze, przejęcie instytucjonalne zapewniło kontrolę polityczną nad kluczowymi organami państwa, w tym Trybunałem Konstytucyjnym, prokuraturą i organami regulacyjnymi.
Po drugie, system wyborczy został przeprojektowany tak, aby faworyzować największą partię, łącząc system głosowania większościowego z systemem kompensacyjnym, który wzmacnia przewagę zwycięzcy – szczególnie w przypadku rozdrobnionej opozycji.
Po trzecie, przejęcie mediów zmieniło środowisko informacyjne: media publiczne znalazły się pod kontrolą partii, media prywatne są zdominowane przez media prorządowe, a media niezależne borykają się z problemami finansowymi i presją polityczną.
Tym zmianom strukturalnym towarzyszyła strategia polityczna trwałej polaryzacji. Rząd ujmował politykę w kategoriach egzystencjalnych, mobilizując wyborców za pomocą narracji o zagrożeniach zewnętrznych – czy to ze strony migrantów, instytucji Unii Europejskiej w Brukseli, czy ostatnio Ukrainy, którą rząd oskarża o ingerencję w wybory na Węgrzech w celu wsparcia opozycji i stwarzania bezpośredniego zagrożenia dla bezpieczeństwa energetycznego kraju. W przeciwieństwie do większości sojuszników z UE, rząd aktywnie sprzeciwiał się pomocy dla Ukrainy, utrzymując jednocześnie bliskie stosunki z Rosją nawet po rozpoczęciu w 2022 roku pełnej inwazji na Ukrainę” – pisze autorka. Dodaje, że dzisiaj „partia TISZA jest oskarżana o spiskowanie z Ukrainą w celu obalenia Fideszu”.
Péter Magyar, były polityk Fideszu, który odwrócił się od partii na początku 2024 roku po aferze, w której jego była żona, minister sprawiedliwości Judit Varga zrezygnowała ze stanowiska w związku z ułaskawieniem skazanego pomocnika pedofila, miał wykorzystać oburzenie społeczne wywołane skandalem. Unikał wciągania w polaryzujące narracje i skupił się na demaskowaniu korupcji oraz hipokryzji elity rządzącej. To podejście miało przyczynić się do osłabienia zdolności Fideszu do dominowania w polityce. Potwierdzałoby to, że rządzący ulegli pysze, pozwalając sobie na ostentacyjne działania wobec części wyborców.
TISZA miała także zainwestować znaczne środki w budowanie ogólnokrajowej obecności politycznej, rozwijając aktywne grupy lokalne – tzw. Wyspy TISZY – zdolne do mobilizacji przeciwko Fideszowi w 106 okręgach jednomandatowych.
Czy te działania i wsparcie mediów głównego nurtu na świecie, a także Brukseli pomoże największej opozycyjnej partii na Węgrzech w pokonaniu nie tylko Fideszu, ale także jego lojalistów ulokowanych w wielu instytucjach?
Takie pytanie zadaje sobie coraz więcej analityków, wskazując na urząd prezydenta, Trybunał Konstytucyjny, Bank Narodowy i prokuraturę.
W razie zwycięstwa TISZY, nowy rząd wiosną przyszłego roku będzie potrzebował zgody Rady Fiskalnej – organu złożonego ze zwolenników Fideszu, prezesów Banku Narodowego, Państwowej Izby Kontroli i samej Rady Fiskalnej – by przyjąć kolejny roczny budżet kraju do marca 2027 roku. W razie odmowy poparcia, prezydent może rozwiązać parlament i ogłosić przedterminowe wybory.
W niedzielę Węgrzy zadecydują więc, czy rzeczywiście chcą zmiany i związanych z tym perturbacji, czy też „świętego spokoju” i utrzymania rządów Fideszu z całym jego dobrodziejstwem, z wszystkimi zaletami, jak i wadami.
Agnieszka Stelmach