Tom Homan, który w administracji Donalda Trumpa zajmuje się sprawami granicy, zdecydowanie odrzuca krytykę ze strony amerykańskich biskupów. Jak mówi, po prostu nie rozumieją problemu imigracji.
Amerykańscy biskupi od dawna ostro krytykują administrację Donalda Trumpa za jej politykę migracyjną. Uważają, że deportacje są prowadzone na zbyt szeroką skalę, co sprawia, że z kraju wyrzucani są też pokojowo nastawieni ludzie, którzy chcieli spokojnie żyć i pracować w USA.
Spór wokół tej sprawy rozgorzał 12 kwietnia, kiedy prezydent Donald Trump opublikował na łamach „Truth Social” wpis krytykujący papieża Leona XIV. Zarzucał mu niezrozumienie polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych, ale negatywnie ocenił też jego postawę w sprawie migracji.
Wesprzyj nas już teraz!
Tom Homan uważa, że zarzuty biskupów są bezpodstawne. Jego zdaniem, hierarchowie nie mają po prostu wystarczającej wiedzy.
– Całe życie jestem katolikiem. Chciałbym, żeby nie zajmowali się imigracją. Nie rozumieją, o czym mówią. Gdyby rozumieli, do jakich bestialstw dochodzi na otwartej granicy, zmieniliby zdanie – powiedział.
Jak podkreślił, chciałby osobiście porozmawiać o tej sprawie z kardynałami i papieżem. Mógłby im wyjaśnić, na czym polega cały problem. Bezpieczna granica, podkreślił, ratuje życie.
– Zajmuję się tym od 40 lat – zaznaczył. Homan powiedział, że kartele zajmują się handlem ludźmi i narkotyków; ludzie oddają gangsterom oszczędności całego życia, by zostać przerzuceni przez granicę. Jak dodał, według statystyk aż 31 proc. kobiet, które przekraczają granicę, zostaje zgwałconych.
Za prezydentury Joe Bidena podczas takiej podróży miało zginąć 4000 osób, podkreślił. Z kolei aż 250 tysięcy Amerykanów zmarło z powodu używania fentanylu, który kartele przerzucają przez granicę.
Źródło: lifesitenews
Pach