Mateusz Morawiecki, jak się wydaje, zostanie drugim Szymonem Hołownią. Ale za to takim, który łatwi nie porzuci politycznej kariery. Powstanie Stowarzyszenia Rozwój Plus to być może dla Morawieckiego być albo nie być w polskiej polityce. Ale może też zdecydować o losach PiS Jarosława Kaczyńskiego.
Chyba można już śmiało powiedzieć, że Mateusz Morawiecki postawił pierwszy – i bardzo odważny – krok, na drodze do przejęcia schedy po Jarosławie Kaczyńskim. Jeśli do założonego przez byłego premiera Stowarzyszenia Rozwój Plus dołączy – jak zapowiada jego współpracownik Michał Dworczyk – 50-60 posłów, senatorów i europosłów PiS, to dokona swoistej demonstracji siły, jaką zbudował sobie w Prawie i Sprawiedliwości.
Co ciekawe, ewentualne nowe ugrupowanie Morawieckiego – jeśli takie powstanie na fundamentach rzeczonego stowarzyszenia – wcale nie musi być Kaczyńskiemu wrogie. Jeśli szef PiS zajmie się tym, co lubi najbardziej, czyli szachowaniem prawej strony sceny politycznej, przyda mu się ktoś taki jak Morawiecki, grający już w innej drużynie. Wówczas bowiem Kaczyński zbuduje sobie zdolność koalicyjną i po prawej stronie, i w centrum, czyli zrobi to, czego nie udało mu się dokonać po wyborach w 2023 roku.
Wesprzyj nas już teraz!
Skutkiem takiej szerokie koalicji od Brauna do Morawieckiego będzie rzecz jasna ograniczenie wpływu konserwatywnych poglądów na ewentualny nowy rząd. Morawiecki, rzecz jasna, nie podnosi lewicowych postulatów, ale zdecydowanie ciąży ku bardziej liberalnym poglądom chociażby w kwestii aborcji czy in vitro.
Nowy Hołownia?
Wróćmy jednak do tego, co może się wydarzyć w najbliższym czasie.
Przypomnijmy na porządku, że po wyborach w 2023 roku PiS mógł utrzymać władzę. Potrzebował jednak do tego głosów posłów z Konfederacji i przynajmniej części Trzeciej Drogi. To drugie ugrupowanie, sklecone naprędce przez Szymona Hołownię (Polska2050) i Władysława Kosiniaka-Kamysza (PSL), miało dla PiS kluczowe znaczenie. To dlatego Kaczyński gotów był oddać liderowi PSL fotel premiera.
Nic z tego jednak nie wyszło, a PSL tradycyjnie już zamiast wybrać sojusz z PiS, postawiło na Donalda Tuska. I właśnie ów brak koalicyjnych zdolności okazał się wtedy największą bolączką partii Kaczyńskiego. Choć jej lider uwielbia zakulisowe gry i jest w nich bardzo sprawny, to jednak nie potrafił kupić kluczowych dla ewentualnej rządowej układanki ludowców.
Wiele wskazuje, że w 2027 roku Kaczyński może mieć znacznie bardziej wygodną sytuację. Ostatecznie polityka to także kwestia mapy, a ta niebawem może sprzyjać liderowi PiS. Nawet jeśli KO dokończy konsumpcję Lewicy i wygra kolejne wybory, to właśnie Prawo i Sprawiedliwość może znaleźć się w lepszej sytuacji. A wszystko za sprawą dwóch procesów: ekspansji PiS na elektorat Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej, za sprawą superbroni, jaką ma być w zamierzeniu Przemysław Czarnek oraz sporu z Mateuszem Morawieckim, który właśnie rzucił rękawice swojej macierzystej partii i postanowił założył szeroką ideowo organizację pod nazwą Stowarzyszenie Rozwój Plus.
Jeśli PiS upoluje kilka procent na terenie łowieckim Konfederacji a Morawiecki opuści partię w pokojowych nastrojach, wyprowadzając znaczących polityków i budując ugrupowanie zbliżone profilem do Trzeciej Drogi, PiS może faktycznie sięgnąć po władzę w 2027 roku. W tym scenariuszu Morawiecki stanie się Szymonem Hołownią z – parafrazując klasyka – „Matką Bożą w klapie”.
Dwie niewiadome
W tej piętrowej intrydze zostały nam tylko dwie niewiadome. Po pierwsze, czy Morawiecki naprawdę chce założyć partię czy jedynie licytuje pozycję swoją i swoich ludzi na listach PiS? Były premier wie już doskonale, że jego gwiezdny czas w partii dobiega końca. Jak kiedyś Kaczyński postawił na opcję przejmowania elektoratów Ligi Polski Rodzin i Samoobrony, tak dzisiaj chce przejąć – choćby częściowo – wyborców obydwu Konfederacji. A w grze o ich sympatię nie ma miejsca dla Morawieckiego. Musiał on zatem, o ile poważnie myśli o swojej obecności w polityce, pokazać siłę. A takie demonstracje urządza się dwóch powodów: by uzyskać lepszą pozycję lub pójść na swoje. Czy zatem Morawiecki jest gotowy na tę drugą opcję? Sama nazwa stowarzyszenia wskazuje, że może ono stać się chwytliwą nazwą partii, wszak odpowiada na realną emocję polityczną związaną z rosnącymi aspiracjami Polaków.
I druga kwestia, czy Kaczyński uzna ostatecznie obecność na scenie politycznej nowego, bardziej pisowskiego Szymona Hołowni, czy też – w swoim stylu, jako partyjny patriota – nada mu etykietę zdrajcy z piekła rodem i obłoży klątwą oraz anatemą? Nie sądzę, by bunt Morawieckiego był buntem zaplanowanym, niczym słynna akcja generała Lucjana Żeligowskiego na Litwie. Ale Kaczyński może mimo to uznać racjonalnie, że ambicje Morawieckiego sprzyjają PiS-owi. A zatem: niewiadoma.
W niedawnym wywiadzie udzielonym Dorocie Kani, Kaczyński stwierdził, iż centrum jest dla niego czymś nieokreślonym i w zasadzie ogłosił swoje desinteressement tym kierunkiem. Czy zatem zbuntowany Morawiecki stanie się dla Kaczyńskiego pomocną grupą ekspedycyjną? Wiele na to wskazuje. Były premier niczym Szymon Hołownia może zbudować partię jednych wyborów, ale za to taką, która otworzy mu drogę do dalszej kariery politycznej. Schedę po Kaczyńskim przejmie bowiem nie ten polityk, który zostanie namaszczony, ale ten, który ją sobie wywalczy. I Morawiecki może to zrobić.
Tomasz Figura