Mądrość bowiem tego świata jest głupstwem u Boga…. (1 Kor 3,19).
Powyższy cytat z Pisma Świętego doskonale służy jako epigraf do Króla Leara Szekspira i jako epigram, który uosabia najgłębsze znaczenie tej sztuki. Cały dramat paradoksalnie igra ze skrajną otchłanią, jaka oddziela mądrość tego świata od tej innej mądrości – rozsądku świętości – którą świat postrzega jako szaleństwo. Skoro tak, to powinniśmy zwracać szczególną uwagę na „głupstwo” tej sztuki. Jakiego rodzaju jest to głupstwo? Czy to mądrość tego świata, która jest głupstwem u Boga? Czy też to szaleństwo świętego głupstwa, które odwraca się plecami do zwyczajów tego świata?
Aksjomatyczne znaczenie takiego „głupstwa” podkreślił sam Szekspir w osobie Hamleta, gdy Książę Danii poucza aktora reżyserującego dramat w dramacie, w którym Hamlet ma nadzieję „pochwycić sumienie Króla”, że słowa błaznów (głupców)[1] i klaunów nie powinny być traktowane z mniejszą powagą niż słowa innych postaci:
Wesprzyj nas już teraz!
I niechaj ci, którzy grają u was błaznów, mówią jedynie to, co dla nich napisano. Gdyż zdarzają się pomiędzy nimi i tacy, którzy wybuchają śmiechem, aby doprowadzić także do śmiechu bezmyślną część widowni, choć równocześnie ma zostać wypowiedziana jakaś kwestia niezbędna dla sztuki. Jest to łajdactwo ukazujące jak najbardziej żałosną pychę w błaźnie, który się tego dopuszcza[2].
Innymi słowy, mówiąc wprost: należy zważać na słowa błaznów, ponieważ mogą przekazywać pod przykrywką fanaberii coś z najgłębszych prawd sztuki.
Posłuszny naleganiu Szekspira, byśmy zważali na mądrość błazna (głupca), byłem zszokowany tym, że z inscenizacji Króla Leara na lokalnym chrześcijańskim uniwersytecie, którą obejrzałem w tym tygodniu, wykreślono niektóre z najważniejszych wersów z całej dramatu, bez wątpienia zgodnie z założeniem, że są „głupie”, a więc nieistotne i możliwe do wyrzucenia. Jak na ironię, wykreślone wersy nie należały do wersów światowego głupstwa Błazna, lecz do wersów świętego głupstwa Biednego Tomka (Edgara w przebraniu).
Zaświtało mi, że oglądam ocenzurowaną wersję sztuki, kiedy pominięto kluczowy wers wypowiedziany przez hrabiego Kenta. Wsadzony niesłusznie w dyby, Kent oświadcza: „Jedynie w biedzie zaznasz cudu”. Ten pominięty passus służy jako sygnał do wejścia Edgara, kolejnej ofiary rażącej niesprawiedliwości, który oświadcza: „Edgar jestem nikim”[3]. To Edgar, przebrany za Biednego Tomka, jest czynnikiem, katalizatorem nawrócenia Leara od szaleństwa światowej pychy do przyjęcia pokornej „nicości” ubóstwa. Jak proroczo mówią „anulowane” słowa Kenta, potrzeba doświadczenia „biedy”, by Lear zrozumiał cud rzeczywistości.
Należy uznać za skandal, że większość kluczowych przemów Biednego Tomka, przedstawiających radykalną chrześcijańską mądrość – „głupstwo” Krzyża (1 Kor 1,18) – z tej uniwersyteckiej inscenizacji wykreślono. W porównaniu do tego Błazen wydaje się mówić z niekwestionowanym autorytetem, choć jego dowcip zawsze służy światowej mądrości, która postrzega cierpienie jako coś, czego należy unikać. Mądrość dla Błazna oznacza zdobycie i zachowanie władzy oraz dążenie do komfortu. Należy unikać krzyża, zamiast brać go na siebie i nieść. Dowcip i mądrość Błazna, które dominują w pierwszej połowie sztuki, zostają zastąpione w drugiej jej połowie przez innego „błazna” („głupca”) – Edgara, wygnanego i zamaskowanego pod postacią „Biednego Tomka”.
Różnica między dwoma „błaznami” polega na tym, że mądrość Biednego Tomka jest duchowa, podczas gdy Błazna – materialistyczna. Dlatego Błazen wita przybycie Biednego Toma ze strachem: „Nie wchodź tam, wujku! Mieszka tam jakiś duch. Na pomoc! Na pomoc!” I ponownie Błazen powtarza: „Duch, duch: mówi, że ma na imię biedny Tomek”. Edgar wchodzi, recytując wers z ballady o franciszkanach („Przez ostre głogi [zimny] wiatr zacina”) i narzekając, jak to diabeł, „zły duch”, wiódł go „przez ogień i płomień”. Związek z franciszkanami jest trafny i na pewno nieprzypadkowy, gdyż św. Franciszek był znany jako jongleur de Dieu, kuglarz Boga, lub „głupiec dla Chrystusa”, który słynie z tego, że rozebrał się do naga publicznie i „odkrytą nagością” świadczył o swojej „bezdomnej biedzie”, tak jak uczyni to Lear.
Nic z powyższego nie widać w tej uniwersyteckiej inscenizacji – po prostu usunięto prawie całe radykalne chrześcijaństwo Biednego Tomka. Wersy wypowiadane przez Biednego Tomka w tej zasadniczej scenie dramatu, prowadzącej do nawrócenia Leara, reżyser skreślił. Aby pokazać, w jaki sposób reżyserska cenzura sztuce wyrządziła szkodę i jak ją zniszczyła, przyjrzymy się fragmentom, które wycięto.
Biedny Tomek przeciwstawia się pragmatycznej światowości „mądrości” Błazna wyraźną aluzją do Dekalogu, po której następuje szczere wyznanie grzechu:
Błazen: Ta zimna noc przemieni nas wszystkich w błaznów i szaleńców.
Edgar: Strzeż się złego ducha. Słuchaj rodziców, mów sprawiedliwie, nie przeklinaj, nie cudzołóż z prawowitą małżonką człowieka, nie przykładaj słodkiego serca swego do wspaniałości szat. Tomek zmarzł.
Lear: Kim byłeś?
Edgar: Dworakiem o sercu i umyśle pełnym pychy; włos trefiłem, rękawiczki dam zatykałem za wstążkę kapelusza, służyłem żądzy serca mej pani i spełniałem z nią czyny mroczne; przysięgałem co słowo i łamałem przysięgi przed słodkim obliczem Niebios; należałem do owych, którzy usypiając obmyślają czyny lubieżne, a budziłem się, by je spełniać. Wino ukochałem głęboko, kości serdecznie, a niewiast posiadłem więcej niż Turek; fałsz miałem w sercu, zło w uchu, krew na dłoni; byłem gnuśny jak wieprz, podstępny jak list, żarłoczny jak wilk, wściekły jak pies, drapieżny jak lew. Nie zezwól, aby skrzyp bucików lub szelest jedwabi zaprzedał kobiecie twe biedne serce. Niechaj noga twa nie postanie w burdelu, ręka w wycięciu koszuli niewieściej, pióro na księdze lichwiarza i stawiaj czoło złemu duchowi. Nadał przez głogi wiatr zimny zacina…
„Tomek zmarzł”. Zdrowy rozsądek, widziany jako szaleństwo przez ludzi światowych, został na lodzie, cytując Pismo i wyznając swe grzechy oraz zdobywając mądrość poprzez cierpienie. (Tymczasem szaleństwo, „Pani Suka”, przebywa w cieple zamku Gloustera, stojąc przy ogniu w smrodzie własnej niegodziwości, zepsute dążeniem do komfortu.) Tomek powtarza refren z franciszkańskiej ballady, a Lear, kłuty ostrym głogiem sumienia bardziej niż zimnym wiatrem, naśladuje przykład Biednego Tomka i św. Franciszka, zrywając z siebie szaty i wołając: „Precz, precz, pożyczki!”
Ten kulminacyjny moment sztuki, punkt zwrotny dramatu, chwila, gdy Lear ostatecznie „oszalał”, oczywiście włączono do uniwersyteckiej inscenizacji, ale psychologiczna siła i filozoficzne uzasadnienie tej sceny zostają zamazane przez brak mądrości, która prowadzi Leara do uznania w Biednym Tomku „tego filozofa” lub „uczonego Tebańczyka”. Ten ostatni przypomina słynnego Tejrezjasza, ślepego jasnowidza z greckiej legendy, który bez oczu widzi dużo lepiej niż ci, co mają oczy, by widzieć. Paralela z Biednym Tomkiem, który widzi więcej w „ślepocie” swego „szaleństwa” niż świat w swym „zdrowym rozsądku”, i który w ubóstwie jest bogatszy niż królowie, jest dość jasna. Albo przynajmniej byłaby, gdyby reżyser inscenizacji uniwersyteckiej nie uznał mądrości i moralnej wizji Biednego Tomka za nieistotną.
Po „szaleństwie” religijnego nawrócenia Leara, które można uznać za chrzest jego sumienia, nieochrzczona mądrość Błazna staje się zwykłą głupotą. W konsekwencji Błazen znika z pola widzenia (do tego stopnia, że jego zniknięcie ledwo się zauważa), a Edgar wyłania się w jego miejsce jako chrześcijańskie sumienie Leara. „Książę Ciemności jest dżentelmenem” – głosi Biedny Tomek; a gdy Lear pyta go: „Nad czym rozmyślasz?”, odpowiada: „Jak uciec diabłu i wytłuc robactwo”. Dla nieochrzczonego sumienia Leara te słowa wydawałyby się głupie. Widziałby jedynie ubogą powierzchowność nagiego kloszarda, a nie tego kloszarda głębię mądrości; postrzegałby robactwo jako pchły czy wszy, a nie jako grzechy i występki.
Byłem głęboko rozczarowany tym, że ta głęboka moralna wizja była w inscenizacji, którą oglądałem, nieobecna. Gdyby reżyser zważał na przestrogę Szekspira: niech ci, „którzy grają u was błaznów, mówią jedynie to, co dla nich napisano”; gdyby zdał sobie sprawę, że „ma zostać wypowiedziana jakaś kwestia niezbędna dla sztuki” w słowach, które padają z ust błazna (głupca) lub „szaleńca”; gdyby nie popełnił takiego „łajdactwa” fałszując głęboko chrześcijańską błyskotliwość Szekspira! Gdyby tylko…
Joseph Pearce
Źródło: theimaginativeconservative.org
Tłum. Jan J. Franczak
[1] W j. angielskim słowo „fool” może znaczyć tyle co głupiec lub błazen, stąd w nawiasie podaję czasami też to drugie znaczenie, istotne w eseju Pearce’a (przyp. tłumacza).
[2] Wszystkie cytaty z dzieł Szekspira w tłumaczeniu Macieja Słomczyńskiego (przyp. tłumacza).
[3] W j. angielskim: „Edgar I nothing am”, czyli „Edgar jestem niczym” (przyp. tłumacza).