Dzisiaj

Adrian Fyda: Co by było, gdyby Chrystus nie zmartwychwstał?

(Fot. Pixabay)

Podczas prac archeologicznych w Jerozolimie dr Sharon Golban natrafia na niezwykłe znalezisko: w grobowcu należącym do zamożnego człowieka odkrywa szkielet noszący ślady ukrzyżowania. To zaskakujące, ponieważ na taką karę skazywano zazwyczaj najuboższych, a ich ciał nie składano w bogatych grobowcach, a po prostu je palono. Z czasem pojawiają się kolejne tropy – obrażenia czaszki, złota moneta z wizerunkiem Juliusza Cezara oraz naczynie datowane na 32. rok po Chrystusie. Punktem kulminacyjnym jest odnalezienie tabliczki z hebrajskim napisem „Melek Yehudayai” – „Król Żydów”.

Brzmi jak odkrycie, które mogłoby wstrząsnąć fundamentami chrześcijaństwa. I właśnie na tym opiera się fabuła książki „The Body” Richarda Bena Sapira oraz filmu pod tym samym tytułem. To jednak jedynie fikcja – ostatecznie okazuje się, że odnalezione kości należały do chrześcijanina, który zginął podczas pierwszej wojny żydowsko-rzymskiej.

Ta literacka wizja prowokuje jednak do głębszej refleksji: co by było, gdyby Chrystus rzeczywiście nie zmartwychwstał? Jak wyglądałby świat, gdyby z historii usunąć ten jeden dzień – a w zasadzie, jedną noc, w której dokonało się przejście Chrystusa ze śmierci do życia?

Wesprzyj nas już teraz!

Na to pytanie odpowiada w swoich rozważaniach papież Benedykt XVI w książce „Jezus z Nazaretu”:

Gdyby [Zmartwychwstanie Chrystusa] zostało usunięte, nadal można by z chrześcijańskiej tradycji złożyć pewien zbiór interesujących idei o Bogu i człowieku, o ludzkim istnieniu i jego obowiązkach – pewien rodzaj religijnego światopoglądu; ale sama wiara chrześcijańska byłaby martwa. Jezus byłby nieudanym przywódcą religijnym, który mimo porażki pozostaje wielki i może skłaniać nas do refleksji. Pozostałby jednak jedynie człowiekiem. (…) Nie byłby już kryterium (…) Bylibyśmy sami.[1]

Z papieskich słów jasno wynika, że bez Zmartwychwstania Chrystusa nie byłoby chrześcijaństwa, a przynajmniej nie jako prawdziwej religii. Możliwe, że niektórzy nadal podążaliby za Chrystusem jako nauczycielem moralnym, jako przykładem dobrego życia, ale większość ludzi na świecie nawet by o Nim nie usłyszała. To nie Jego nauczanie bowiem uczyniło Go wyjątkowym; nie Jego cuda. Nawet nie wskrzeszanie innych z martwych – bo przecież prorocy Starego Testamentu także potrafili to czynić.

Tym, co uczyniło Go wyjątkowym, był fakt, że własną mocą przeszedł ze śmierci do życia – a to może uczynić tylko Bóg. A zatem, gdyby nie zmartwychwstał, trudno byłoby nam uwierzyć w Jego boskość. Co prawda wielokrotnie mówił o sobie jako o Synu Bożym i podkreślał swoją jedność z Ojcem – lecz czy same deklaracje wystarczyłyby, by rozwiać wątpliwości? Dopiero Zmartwychwstanie nadaje tym słowom ostateczną wiarygodność.

Św. Paweł mówi w 1 Liście do Koryntian: Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, próżne jest nasze przepowiadanie i próżna jest także wasza wiara. Okazujemy się nawet fałszywymi świadkami Boga, skoro zaświadczyliśmy, że Bóg wskrzesił Chrystusa (1 Kor 15,14-15).

Z pewnością bez Zmartwychwstania Chrystusa nie byłoby ani wiary chrześcijańskiej, ani Kościoła katolickiego. Nie zaistniałoby też całe dobro, które wraz z nimi pojawiło się na świecie. Ile szpitali nosi imiona świętych? Ile sierocińców prowadzą siostry zakonne? Ile szkół zostało założonych przez księży lub mnichów? Jeszcze kilkaset lat temu to właśnie Kościół katolicki jako jedyny troszczył się o ubogich, chorych i najsłabszych — bez niego byliby oni pozostawieni sami sobie. A przecież i Kościoła katolickiego nie byłoby, gdyby nie Zmartwychwstanie Chrystusa.

Jeszcze bardziej poruszająca dla nas, katolików, jest prawda, że gdyby Chrystus nie zmartwychwstał, nie byłby żywo obecny w Najświętszej Eucharystii. Jego ciało nadal spoczywałoby w grobie, a dusza pozostawałaby w piekłach, czyli Otchłani, do której zstąpił. Nie doszłoby do ponownego zjednoczenia duszy i ciała – a więc nie mielibyśmy żywego, eucharystycznego Chrystusa obecnego w tabernakulach na całym świecie.

Ile razy przychodzimy do kościoła tylko po to, by trwać w obecności Pana – rozmawiać z Nim, dzielić się tym, co nosimy w sercu? Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że Bóg jest wszędzie, że nas widzi i słyszy, że możemy zwracać się do Niego w każdym miejscu. A jednak w Eucharystii, w tabernakulum, Chrystus jest obecny w sposób rzeczywisty, i możemy trwać przy Nim w szczególny sposób. Tak jak Matka Teresa z Kalkuty, która rozpoczynała każdy dzień od godziny spędzonej przed Najświętszym Sakramentem, czerpiąc z tej obecności siłę do swojej posługi miłosierdzia pośród chorych i ubogich. Bez Zmartwychwstania Chrystusa nie byłoby to możliwe, ponieważ nie byłby on prawdziwie obecny w tabernakulum. Bylibyśmy sami.

Wreszcie Zmartwychwstanie Chrystusa jest dla nas znakiem nadziei na nasze przyszłe zmartwychwstanie. To punkt odniesienia, ku któremu możemy kierować nasze myśli, wiedząc, że życie ziemskie nie stanowi kresu wszystkiego. Nabiera to szczególnego znaczenia pośród trudów i doświadczeń codzienności, gdy oczekujemy życia, które nie przeminie. Oczekujemy kresu czasów, kiedy nasze ciała powstaną z martwych – a Zmartwychwstanie Chrystusa było pierwszą zapowiedzią i zapoczątkowaniem tej rzeczywistości.

Co więcej, gdy powstał z martwych, Jego ciało było już wolne od wszelkich niedoskonałości — stało się ciałem uwielbionym. Takie też będą ciała sprawiedliwych, którzy powstaną razem z Nim. Ta prawda umacnia naszą nadzieję i nadaje nowy kierunek naszemu życiu, jak przypomina św. Paweł: Jeśli więc razem z Chrystusem powstaliście z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus, zasiadając po prawicy Boga. (Kol 3,1).

Myśl o tym, co by było, gdyby ciało Chrystusa nadal spoczywało gdzieś w grobie w Jerozolimie, może budzić lęk. W tej historii jest jednak dobra nowina: nie musimy obawiać się, że kiedykolwiek odnajdziemy Jego kości. Chrystus naprawdę zmartwychwstał i świadczy o tym Pismo Święte. Choć sam pusty grób nie stanowi ostatecznego dowodu Jego Zmartwychwstania, to świadectwo tych, którzy Go widzieli, nie pozostawia wątpliwości, że nie ma Go już wśród umarłych.

Święta Maria Magdalena, dwaj uczniowie w drodze do Emaus, święty Piotr oraz pozostali Apostołowie – wszyscy Go widzieli. Nie spotkali ducha ani złudzenia; to był On, rzeczywiście obecny pośród nich. Święty Tomasz nawet dotknął Jego rąk i przebitego boku, a więc doświadczył na własne oczy i ręce, że żywy Chrystus jest prawdziwie obecny w swoim ciele.

Na koniec warto wrócić do fikcyjnej historii, wspomnianej na początku artykułu. Jej bohater, ks. Matt Gutierrez, mimo napotykanych wątpliwości nie traci wiary. W jednym z kluczowych momentów mówi: „Wiem, że Chrystus żyje, bo rozmawiałem z Nim dziś rano na modlitwie”.

I być może właśnie w tym zdaniu – prostym, osobistym – kryje się pewność silniejsza niż jakiekolwiek hipotezy naukowców czy historyków.

Adrian Fyda

[1]  Benedykt XVI: Jezus z Nazaretu, 9.1. 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie