18 maja 2019

Agenci SB w filmie Sekielskiego. Co to oznacza?

(omasz Sekielski fot. Andrzej Hulimka/FORUM)

Trzech księży pokazanych w filmie „Tylko nie mów nikomu”, okazało się współpracownikami SB. Nie brakowało komentatorów, którzy pytali o to, jakie to ma w ogóle znaczenie. No właśnie, jakie?

 

Ksiądz Eugeniusz Makulski, ksiądz Franciszek Cybula i ks. Jan A. – ta trójka duchownych, spośród pięciu przedstawionych w filmie Tomasza Sekielskiego „Tylko nie mów nikomu”, współpracowała z SB. Komentatorzy, poruszeni ujawnionymi w filmie informacjami, nierzadko bagatelizowali ten fakt. Oczywiście nie wszyscy. Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski podkreślił, że degeneracja, jak dotknęła Kościół w czasach komunizmu, przełożyła się też w jakiejś mierze na czasy III RP. Zwrócił uwagę, że walka o lustrację w Kościele była też walką o oczyszczenie Kościoła z negatywnego lobby.

 

Oczywiście nie oznacza to, że istnieje jakaś reguła, która łączy współpracę z SB z bestialstwem wobec najmłodszych. Fakty jednak podpowiadają nam, że mogą istnieć pewne powiązania między umoczeniem we współpracę ze służbami komunistycznymi a moralną degeneracją.

 

Lepiej zorientowani w historii doskonale wiedzą, że w 1985 roku bezpieka przeprowadziła zorganizowaną akcję, mającą na celu szeroką inwigilację osób po kątem ich życia seksualnego, by zebrać haki, pozwalające na skłonienie do współpracy. Operacja ta zyskała gustowne miano „Hiacynt”. I znów można powiedzieć, że to nic nie znaczy, ale może znaczyć wiele. Ówczesny ruch Czesława Kiszczaka uzmysławia nam bowiem to, co zresztą wiadomo od zawsze: służby specjalne bazują przede wszystkim na ludzkich słabościach oraz ich moralnym upadku.

 

Zwrócił na to uwagę prof. Antoni Dudek – o czym zresztą pisaliśmy na PCh24 – podkreślając, iż choć bezpieka „nikogo w pedofilię nie wtrącała” to jednak prowadziła obserwację duchownych, by odnaleźć ich słabości czy kompromitujące materiały.

 

Dowodem, iż nie było to postępowanie typowe wyłącznie dla SB, śledztwo, które kilkanaście lat temu przeprowadził Sylwester Latkowski, a którego efektem był film „Pedofile”. Dziennikarz natrafił na siatki pedofilskie, działające bezkarnie w Warszawie. Związane z nimi były także znane osoby ze świata biznesu, nauki czy polityki. Dziennikarz miał powody, by przypuszczać, iż siatki te mogły być w jakiś sposób kontrolowane przez ówczesne służby. Oskarżenie o pedofilię to zarzut wyjątkowo ciężkiego kalibru, stanowiący dla służb specjalnych znakomity materiał do szantażu.

 

Współpraca z SB nie stanowi oczywiście żadnego usprawiedliwienia ani dla pedofilii, ani dla problemu zepsucia i grzechu wśród niektórych duchownych. Nie stanowi też na pewno żadnego argumentu dla ich ofiar. Ale z pewnością pozwala nam – obserwatorom oraz ludziom zatroskanym o los Kościoła – lepiej zrozumieć jakie zło i grzech toczy krąg kapłanów. I próbować mu lepiej przeciwdziałać. 

 

ged

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie