Nie ma wystarczająco mocnych i przekonujących dowodów na to, że sztuczna inteligencja wywiera negatywny wpływ na rynek pracy – czytamy w poniedziałkowym „Pulsie Biznesu”.
W ostatnich miesiącach narracja w mediach podąża w jednym kierunku — sztuczna inteligencja stanowi coraz większe zagrożenie dla ludzkiej pracy. AI doprowadzi do katastrofy gospodarczej, a wypowiedzi liderów Doliny Krzemowej przekonujących świat, że kolejne zawody (prawnicy, programiści, księgowi) z czasem zostaną w stu procentach zautomatyzowane przez zaawansowane modele językowe – czytamy w „Pulsie Biznesu”
Autorzy Anthropic dzielą amerykański rynek pracy na zawody wysoce podatne na automatyzację przez AI (głównie prace umysłowe) oraz mniej podatne (głównie prace fizyczne) i porównują stopę bezrobocia w obu grupach. Co się okazuje?
W obu klastrach bezrobocie podąża bardzo podobną ścieżką – nie widać, by ludzie wykonujący pracę, którą można teoretycznie łatwo zautomatyzować, tracili zatrudnienie szybciej niż pracownicy mniej wrażliwi na obecny postęp technologiczny. Co istotne, stopa bezrobocia w tej pierwszej grupie jest wciąż niższa – podaje „PB”.
Jeżeli już szukać analogii do znanych narracji, to ten obraz bliższy jest wizji technooptymistów niż katastrofistów — AI jako źródło nowych możliwości, które podnosi produktywność, dochody i dobrobyt bez masowej destrukcji miejsc pracy. Zmiana jest może nie tak spektakularna, jak wieszczą najbardziej entuzjastyczni zwolennicy tej technologii, ale na dziś kierunek wydaje się bardziej pozytywny aniżeli negatywny – czytamy w „PB”.
Źródło: PAP ![]()