„Jako feministka rzadko radzę kobietom, by zamilkły. Dziś robię wyjątek” – napisała Natalia Waloch, publicystka rewolucyjnego organu „Wysokie Obcasy” po wywiadzie Marty Nawrockiej dla TVN24.
W niezbyt długim tekście można znaleźć między innymi takie określenia użyte wobec pierwszej damy i jej wypowiedzi: „pytania, o których było wiadomo, że będą dla Nawrockiej trudne”; „uczucie zażenowania”, „katastrofalny występ”, „niezgrabna, niegramatyczna, chaotyczna”; „czuć było, że czyta z promptera w głowie; „prawdopodobnie byłaby w stanie wypaść dużo lepiej, gdyby pozwolono jej być sobą: dziewczyną z gdańskiego blokowiska, która zbiegiem okoliczności znalazła się na stanowisku, na które nie jest gotowa”; „zupełnie spanikowała”, „sztywno, bez pasji, jak uczennica, która wykuła mało interesujący ją temat na prezentację”; „klisza taka, jaką widzimy w sondach ulicznych”; „jej własny styl pozostawia wiele do życzenia”; „rozumiem już, dlaczego jej instagram składa się tylko ze zmontowanych rolek”; „Jakby była celebrytką u Kuby Wojewódzkiego”; „nie da rady wyciąć jednej sensownej rolki, która by Martę Nawrocką postawiła w dobrym świetle”; „Pałac Prezydencki to za wysokie progi dla ludzi takich jak państwo Nawroccy”.
Wesprzyj nas już teraz!
Cóż za pasja, nagromadzenie emocji, bolszewicki zapał! Gdy „płoną lasy”, czas porzucić wszelkie konwenanse, a nawet pro-kobiecy paradygmat, nie mówiąc już o elementarnym szacunku dla najwyższego urzędu w państwie.
Publicystka WO podsumowała swój utwór następująco: „„Jako feministka rzadko radzę kobietom, by zamilkły. Dziś robię wyjątek”.
Czytając ów tekst na internetowej stronie „Wyborczej” natrafia się na link do innego artykułu zamieszczonego kiedyś w tej gazecie. Pochodzi on z początku kadencji obecnego prezydenta i nosi tytuł: „Pierwsza dama Marta Nawrocka: lojalna żona i matka trojga dzieci. Obroni kobiety czy zamilknie?”. Oczywiście, fraza „obroni kobiety” padła tu w jednoznacznym kontekście. Widać, że środowisko „Wysokich Obcasów” tylko takie dwie opcje rezerwuje dla małżonki prezydenta Polski: ma ona agitować za zabijaniem dzieci nienarodzonych albo siedzieć cicho.
W tekście zadeklarowanej bojowniczki o „prawa kobiet” ujawnił się nawet lekki pokoleniowy konflikt na pokładzie GW. Swoje zdanie odrębne na temat kwestii, czy pani Nawrocka rzeczywiście ma prawo wygłaszać swoje opinie, czy też ma jednak zamknąć usta, opublikowała zaraz weteranka gazety, Agnieszka Kublik.
Rewolucja się nie zatrzymuje, tylko musi eskalować, to jasne. Chociaż – patrząc z boku – teoretycznie dla wojowniczego feminizmu osoba, która zatrzymuje się w pół drogi w kwestii obrony życia (np. połowiczne poparcie Marty Nawrockiej dla in vitro czy brak odpowiedzi na pytanie o aborcję w przypadku ciąży z gwałtu), nie powinna być tak bezwzględnie werbalnie poniewierana. Bądź co bądź, wcale nie gwarantuje klarownego opowiedzenia się za prawicowymi wartościami. A w przypadku żony prezydenta utożsamianego z ideami konserwatywnymi, to już jest coś.
Jednak tu przekaz „Wysokich Obcasów” brzmi bardzo wyraźnie: „Chcemy drugiej Jolanty Kwaśniewskiej albo Marii Kaczyńskiej. Maszerujesz z nami albo czeka cię medialny lincz”.
Tak może napisać kobiecie – choćby i pierwszej damie – tylko inna kobieta, ale też nie każda, a jedynie… feministka.
RoM