10 marca 2015

Amerykanin przeciwny amerykanizacji świata

Ostatni poważny konserwatywny myśliciel polityczny piszący nie tylko o przeszłości i teraźniejszości, ale i o przyszłości, zmarł kilkadziesiąt lat temu. Polacy, którym bliska jest więc konserwatywna szkoła myślenia o polityce i społeczeństwie zerkają co rusz z nadzieją na zachodnich autorów licząc, że gdzieś za wielką wodą ktoś jeszcze myśli inaczej niż szeroko pojęta lewica w skład której wchodzą dziś de facto zarówno chadecy jak i neokonserwatyści. W tej sytuacji może tylko cieszyć, że na polski rynek trafiły pisma Paula Gottfrieda, opublikowane przez Wydawnictwo Wektory.

 

Gottfried w swej ojczyźnie – Stanach Zjednoczonych – traktowany jest jako czarny lud. Jego prognozy są wyciszane, analizy długo nie były traktowane poważnie. Aż do czasów rozwoju internetu, gdy okazało się, że nie da się dłużej blokować poglądów myśliciela określającego siebie mianem paleokonserwatysty. Ów emerytowany profesor Elizabethtown College rozprawia się bowiem z całym amerykańskim establishmentem, szczególną niechęcią darząc neoknserwatystów poprzebieranych w piórka prawicowców. Wyraża też jawną pogardę dla systemu liberalnej demokracji.

Wesprzyj nas już teraz!

 

Wydawnictwo Wektory opublikowało zbiór esejów Gottfrieda zatytułowany „Wojna i Pokój”. To szeroki wybór z prac amerykańskiego historyka, w którym analizuje on zarówno podejście do demokracji, ślepe uwielbienie dla Izraela oraz wszelkie formy zakamuflowanej pod płaszczem prawicowości „jakobińskiej mentalności” dzisiejszych elit a także choćby prądy intelektualne nakazujące uznanie sekularyzmu za filozofię polityczną. To ostatnie byłoby według autora „uderzającym odejściem od historii ludzkości”.

 

Gottfried celnie punktuje też oficjalną amerykańską historiografię zauważając na przykład, że „badanie historii Niemiec zostało w USA zdominowane przez kilku historyków, których hipotez jak dotąd nie poddano krytyce”. Rozważania na ten temat zawarł w eseju pod wszystko mówiącym tytułem „Historia czy histeria”. W brawurowy sposób rozkłada też na łopatki dość powszechne w świecie zachodnim umiłowanie do szerzenia demokracji przy użyciu siły, słynną burkowską „zbrojną doktrynę”. Oto próbka: „Ale, co powinniśmy czynić, gdy inni nie zachwycą się naszymi dobrodziejstwami, pomimo iż wg Busha i „The Weekly Standard” każdy człowiek pragnie naszej odmiany wolności? Niestety, nie ma przekonujących dowodów na to, że wszyscy na świecie pragną naszej demokracji i to nawet w sytuacji, gdy pakistańskie kobiety, po tym jak zostały zgwałcone nie chcą ponosić śmierci jako cudzołożnice. Zwracanie uwagi na to, że niektórzy ludzie brzydzą się pewnymi lokalnymi praktykami jest czymś innym niż wykazywanie, że tradycyjne społeczeństwa są chętne do naśladowania nas politycznie i kulturowo. Twierdzenie, że większość ludzi chciałaby uniknąć cierpienia nie jest tym samym, co twierdzenie, że chcieliby inkorporować cechy naszego nowoczesnego społeczeństwa, poczynając od sekularyzmu, zatomizowanego życia społecznego, wyzwolonych spod kontroli rodziców dzieci, prawa do aborcji i ekshibicjonizmu homoseksualnego trybu życia”.

 

W swej długoletniej karierze Gottfried sięgał po najróżniejsze tematy. Nie omijał również jakże popularnego wśród elit świata zachodniego ekscytowania się różnorakimi mniejszościami. „Zastąpienie Lee i Waszyngtona (…) Kingiem, jako przedmiotem publicznego kultu było sygnałem prawdziwej rewolucji symboli w naszym kraju. Ta rewolucja świadomości nie miała się zatrzymać na czczeniu, jako świętości Kinga lub publicznym obchodzeniu jego urodzin. Każdego stycznia odbywa się orgia bicia się w piersi i pseudochrześcijańskiej pokuty, z każdym rokiem bardziej jazgotliwej i zrobotyzowanej. Istnieje również w Stanach Zjednoczonych relacja między bagatelizowaniem Bożego Narodzenia, które jest redukowane u nas nie mniej niż w Anglii do sezonu świątecznego, a urodzinami Kinga w połowie stycznia, po którym następuje Miesiąc Historii Murzynów, poprzednio zwany lutym”.

 

Do publikacji wydawnictwa Wektory dołączono wstęp autora specjalnie dla polskiej edycji oraz zapis krótkiej rozmowy z nim. Gottfried dość grzecznościowo pokłada nadzieję w naszym regionie, wyrażając przy tym naiwne przeświadczenie, że we wschodnich Europejczykach pozostaje nienaruszone ich dziedzictwo kulturowe i nie wydają się oni być kontrolowani w takim stopniu, co Amerykanie, Niemcy czy Anglicy, przez odgrzewany marksizm kulturowy, który rządzi tamtejszą polityką i szkolnictwem. Wydaje się więc, że świadomość amerykanizacji polskiego społeczeństwa jest jeszcze u autora „Wojny i demokracji” zbyt mała. Na szczęście Polsce Gottfried, pozostający ekspertem od zupełnie innych części świata, nie poświęca wiele miejsca w swych esejach, co czyni lekturę jego prac czynnością odświeżającą i zupełnie przyjemną.

 

A na powrót polskich paleokonserwatystów łajających w poczytnych książkach demokrację, egalitaryzm, neokonserwatyzm i judeoidealizm musimy jeszcze poczekać.

Póki co czytajmy Gottfrieda!

 

Krystian Kratiuk

 

Paul Gottfried, „Wojna i demokracja” (eseje wybrane z lat 1975-2012), wydawnictwo Wektory, Wrocław. 190 stron.

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie