Dzisiaj

Arcyteoria spisku i ostatnie wybielanie Epsteina

(Fot: Vladislav Nekrasov / Zuma Press / Forum)

Kiedy jeszcze dziesięć lat temu ktoś powiedziałby nam, że amerykańskim życiem politycznym rządzi spisek degeneratów i zboczeńców, pewnie kazalibyśmy popukać się takiej osobie w czoło. Tymczasem jak pokazuje sprawa Epsteina, taki „spisek” nie tylko istniał, ale jego skala przechodzi najśmielsze wyobrażenia. Dzisiaj, kiedy prawda wychodzi w końcu na jaw, trwa kolejny etap zagłuszania jej poprzez mylenie tropów, przesycenie informacyjne i forsowanie trzeciorzędnych narracji.

 

W zeszłym tygodniu Departament Sprawiedliwości USA opublikował w końcu długo wyczekiwane materiały dotyczące Jeffreya Epsteina – skazanego milionera, pedofila i stręczyciela, który według oficjalnej wersji wydarzeń, powiesił się w oczekiwaniu na proces. Ponad 3 miliony e-maili, blisko 2 tysiące nagrań wideo i 180 tysięcy zdjęć ukazują historię imperium prostytucji, z którego usług korzystały głównie amerykańskie elity. Wyłaniający się z nich obraz ukazuje przerażającą skalę degeneracji: zawiera handel ludźmi, dziecięcą pornografię, dewiacyjne zachowania seksualne, a nawet zeznania o domniemanych torturach czy morderstwach.

Wesprzyj nas już teraz!

Nie ma sensu przywoływanie w tym miejscu głośnych nazwisk uwikłanych w proceder; wszelkie informacje na ten temat są już ogólnodostępne w internecie. Całą aferę skomentowano również na tysiące sposobów, przy czym większość wyjaśnień przyczynia się bardziej do zwiększania chaosu niż ujawniania prawdziwych źródeł spisku. Pochylanie się wyłącznie nad losem ofiar czy filozofowanie na temat pochodzenia zła, choć oczywiście istotne, nie tłumaczy, dlaczego i w jakim celu w ogóle doszło do powołania międzynarodowej, elitarnej struktury zła.

 

Faza 1: cover-up

Faktem jest, że wiele wpływowych osób w Stanach Zjednoczonych chciało zawczasu „ukręcić łeb” całej sprawie. Niczym w hollywoodzkim thrillerze, zastraszano świadków, wstrzymywano publikacje prasowe, aż w końcu zaczęły pojawiać się trupy. Tak było w przypadku Karen Mulder, królowej wybiegów z lat 90., która po wywiadzie na temat działalności Epsteina najpierw zniknęła z pierwszych stron gazet, a następnie wylądowała w zakładzie psychiatrycznym, gdzie podjęła „próbę samobójczą”.

W 2008 roku skandaliczną ugodą zakończyło się śledztwo na Florydzie, w którym zeznawało 36 dziewczyn, w tym nieletnich. Epstein otrzymał wówczas wyrok zaledwie 18 miesięcy więzienia, z którego odsiedział 13 miesięcy w trybie work release – codziennie wychodził na 12 godzin do pracy i „na konsultacje”. Plea deal zawarł z gwałcicielem prokurator federalny Florydy Alexander Acosta, późniejszy sekretarz pracy w administracji Trumpa (2017-2019). Epsteinowi zapewniono najlepszą obronę w kraju: w sądzie bronili go m.in. Alan Dershowitz, Jack Goldberger, Ken Starr (prowadzący sprawę impeachmentu Billa Clintona) oraz Jay Lefkowitz, specjalny wysłannik prezydenta G. Busha ds. Praw Człowieka w Korei Północnej.

W tym samym czasie swoje śledztwo prowadziła Conchita Sarnoff. Jej książka ujawniająca kulisy procesu została wydana dopiero w 2021 roku. Do tego czasu dziennikarka odbijała się od drzwi wydawców aż 27 razy. Sarnoff przekonuje, że zamieszane w sprawę osoby „pochodziły z Harvardu, Białego Domu i Pałacu Buckingham”. Już wówczas uważała, że „historia Epsteina nie dotyczyła tylko wykorzystywania seksualnego dzieci. Dotyczyła również szantażu i handlu wpływami na najwyższych szczeblach władzy”.

Do czasu zapadnięcia wyroku mainstreamowe media łagodziły wizerunek przestępcy seksualnego; przykładowo „New York Times” przedstawiał go wyłącznie jako „klienta prostytutek”. W 2015 r. stacja ABC News wstrzymała materiał dziennikarki Amy Robach na temat elitarnego kręgu gwałcicieli. Autorka przeprowadziła wówczas wywiad z jedną z pierwszych ofiar Epsteina, Virginią Gauffre. Faworytka finansisty, w którą Epstein „zainwestował” mnóstwo pieniędzy, miała być wielokrotnie wykorzystywana m.in. przez księcia Andrzeja z brytyjskiej rodziny królewskiej. Stacja zarzucała autorce błędy edytorskie, ale – jak tłumaczyła po latach – tak naprawdę nie chciała palić swoich kontaktów w pałacu Buckingham. Gauffre później wywalczyła ugodę od najbliższej współpracownicy Epsteina, Ghislaine Maxwell, a następnie w kolejnym procesie pogrążyła karierę wspomnianego już monarchy. Kobieta została znaleziona martwa w swoim australijskim domu w 2025 roku. Jako oficjalny powód śmierci podano samobójstwo.

Dekadę wcześniej wywiad z nią został opublikowany w mediach społecznościowych. W kontrze największe mainstreamowe media rozpoczęły akcję defamacyjną, wyśmiewając narrację o pedofilskiej siatce miliarderów i polityków. Przez kilka lat przedstawiciele Partii Demokratycznej oraz liberalne molochy medialne – CNN, MSNBC czy „New York Times”, nazywały aferę „internetową teorią spiskową”, fake newsami i prawicową „kampanią dezinformacyjną”. Epstein w tej historii odgrywał rolę co najwyżej zblazowanego arcybogatego zboczeńca, a nie sutenera dysponującego siecią międzynarodowych kontaktów. Zmiana linii redakcyjnej nastąpiła dopiero w 2019 roku, kiedy oficjalnie postawiono Epsteinowi zarzuty prokuratorskie.

Za wykorzystywanie nieletnich, namawianie do czynności seksualnych oraz oferowanie usług swoich „podopiecznych” innym milionerom, groziło mu 45 lat więzienia. Proces miał rozpocząć się w 2020 roku. Na potrzeby śledztwa odtajniono akta sprawy pomiędzy Virginią Gauffre a Ghislaine Maxwell. Dokumenty trafiły na biurko prokuratora 9 sierpnia 2019 r. Dzień później, oficjalnie Jeffrey Epstein został znaleziony martwy w swojej celi. Urzędowo zatwierdzoną przyczyną śmierci do dzisiaj pozostaje samobójstwo.

 

Faza 2: paliwo polityczne

Od tego czasu nawet największe stacje medialne w USA nie były w stanie dłużej ignorować pedofilskiego i elitarnego charakteru całej sprawy. Rozpoczęła się więc polityczna gra z „hakami” w tle. Określenie „teoria spiskowa” zarezerwowano dla narracji sugerującej zlecenie zabójstwa niewygodnego świadka. Lewicowo-liberalny salon zaczął łączyć Epsteina z Donaldem Trumpem oraz imprezami w jego posiadłości Mar-a-Lago na Florydzie. Pozostający wówczas w opozycji Demokraci oskarżali władze o niedofinansowanie systemu więziennictwa, przez co Epstein „wymknął im się po raz ostatni”. W takim duchu powstał również niezwykle popularny serial dokumentalny na Netflixie. Republikanie wskazywali z kolei na obecność Billa Clintona i przedstawicieli liberalnego establishmentu na tzw. Wyspie Uciech oraz w prywatnych samolotach finansisty.     

Sam Donald Trump obiecał ujawnienie materiałów w kampanii wyborczej 2024 roku. Jednak zaledwie kilka miesięcy później prokurator generalna Pam Bondi zaprzeczyła istnieniu „listy klientów”, sięgając po znany już chwyt „teorii spiskowych”. Teraz Trump nazywał żądania ujawnienia akt „spiskiem Demokratów”, co wywołało silny podział w gronie zwolenników MAGA. Prezydent podpisał tzw. Epstein Files Transparency Act dopiero pod presją Kongresu w listopadzie 2025.

 

Faza 3: Mafie, służby, loże

Nawet po odtajnieniu materiałów większość mediów jak ognia unika odpowiedzi na najważniejsze pytanie – w jaki sposób narcystyczny finansista był w stanie zbudować wokół siebie sieć zależności, „zamawiać” żywy towar na całym świecie, i w jakim celu nagrywał osoby uwikłane w proceder. Tematem tabu wciąż pozostaje współpraca Epsteina ze służbami wywiadowczymi, a jeżeli pojawiają się pewne sugestie – jak w przypadku komisji powołanej przez Donalda Tuska – podejrzenia kierowane są głównie w kierunku rosyjskiego KGB.

Tymczasem Jeffrey Epstein urodził się na nowojorskim Brooklynie, w rodzinie żydowskich imigrantów. Jako utalentowany w dziedzinie nauk ścisłych rozpoczął studia matematyczne, jednak szybko rzucił uczelnię by podążyć ścieżką kariery na Wall Street. W latach 80. w biografii finansisty zaczynają pojawiać się nieścisłości. Sam Epstein wspominał swoim przyjaciołom, że „czasami pracuje dla rządów i bardzo bogatych ludzi nad odzyskaniem zdefraudowanych pieniędzy, a czasem miał współpracować z dyktatorami w ukryciu skradzionych pieniędzy”.

Według informacji udostępnionych przez dr. Wojciecha Szewko, osobowe źródło informacji FBI przekonywało w 2020 roku, że Jeffrey Epstein oraz jego promotor i późniejszy obrońca – profesor Harvardu Alan Dershowitz, mieli powiązania z Mossadem. Izraelski trop próbował w kuriozalny sposób tłumaczyć konserwatywny i pro-syjonistyczny influencer Ben Shapiro.

Jeszcze w zeszłym roku popularny komentator przekonywał, że Departament Sprawiedliwości nie chce ujawniać pozostałych akt, ponieważ zawierają wyłącznie dziecięcą pornografię. Okazało się to nieprawdą. Shapiro powołał się również na zapewnienia… byłego premiera Izraela Neftalego Benneta. Jak przekonywał polityk, Mossad nie prowadził aktywnej działalności w USA od 1988 roku. Pokrętnymi tłumaczeniami Shapiro osiągnął efekt odwrotny do zamierzonego i wzbudził jeszcze większe podejrzenia wobec aktywności służb specjalnych.

Tymczasem na podstawie przecieków, jeszcze w listopadzie powstały publikacje sugerujące, że Epstein we współpracy z byłym premierem Ehudem Barakiem ułatwił „podjęcie wysiłków zmierzających do otwarcia nieoficjalnego kanału komunikacji między Izraelem a Kremlem podczas wojny domowej w Syrii”. Z opublikowanych e-maili wynika również, że finansista próbował przejąć rezerwy złota pozostawione w Libii po obaleniu Kaddafiego. Powyższe informacje sugerują wysokie umocowanie Epsteina w nieoficjalnych strukturach izraelskiej władzy.

Nie mniej ciekawą postać stanowi najbliższa współpracownica Epsteina, Ghislaine Maxwell. Jej ojcem był Robert Maxwell – czechosłowacki Żyd, weteran II wojny światowej, późniejszy magnat medialny i członek brytyjskiego parlamentu. Maxwell zginął w tajemniczych okolicznościach w 1991 roku. Na jego pogrzebie obecny był zarówno prezydent jak i premier Izraela, oraz sześciu byłych i ówczesnych szefów służb wywiadowczych. Potentat został pochowany na stokach Góry Oliwnej w Jerozolimie. O szczególnych relacjach, jakie łączyły Maxwella z córką świadczy chociażby fakt, że na jej cześć nazwał jeden ze swych jachtów – Lady Ghislaine.

 

Faza 4: (nie)świadoma dezinformacja

Powyższy, zaledwie niewielki wycinek historii Epsteina każe przynajmniej zastanowić się nad ewentualnością, że pedofilski proceder mógł zostać zainspirowany z zewnątrz. Tymczasem od kilku dni obserwujemy próby insynuowania rzekomo prywatnego charakteru całego przedsięwzięcia, motywowanego jakoby wyłącznie chorą i socjopatyczną naturą inteligentnego pedofila. Trwa karnawał zrzucania odpowiedzialności na nieżyjącego już kozła ofiarnego i jego towarzyszkę, odsiadującą obecnie wyrok 20 lat pozbawienia wolności. Tak jakby autorami wieloletniej intrygi był wyłącznie duet czarnych charakterów – niczym komiksowy Joker i Harley Quinn.

Na polskim podwórku zabrał głos m.in. Tomasz Terlikowski, który sugerował, że „Epstein zbudował wokół siebie system”, służący przede wszystkim zdegenerowanej amerykańskiej oligarchii. Z kolei popularny jezuita o. Grzegorz Kramer stwierdził wprost: „To, kto stoi za Epsteinem jest drugorzędne. Najważniejsze są Ofiary i sprawiedliwość”.

Niestety, podobne podejście to najlepsza droga do ponownego wyciszenia całej sprawy. Domaganie się sprawiedliwości, bez pytania o cel powstania kompromitujących materiałów, utrwala jedynie poczucie bezkarności uwikłanych w proceder. I być może właśnie o to chodzi. Tak jak kiedyś próbowano uciszać sygnalistów, tak dzisiaj sugestie współpracy ze służbami (nie tylko izraelskimi) ponownie traktuje się jako „skrajnie prawicowe teorie spiskowe” lub próbuje przykryć wykorzystując do tego cierpienie ofiar. 

Jednak w odróżnieniu od szermujących pogardliwymi określeniami, do tej pory to właśnie internetowe „szury” miały rację. Tylko z tego powodu wielce nieroztropnym jest odrzucanie kolejnej „teorii spiskowej”. Zwłaszcza, że na ujawnienie czeka jeszcze wiele tysięcy dokumentów, z których publikacją – z jakiegoś powodu – zdecydowano się poczekać.

 

Piotr Relich

 

 

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(1)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie