Brytyjska Izba Lordów, Akademia Francuska i Kolegium Kardynalskie to czołowe instytucje arystokratyczne współczesnego świata Zachodu. Przetrwały do dziś pomimo rewolucyjnej zawieruchy. Jednak ich charakter w znacznym stopniu się zmienił.
Wielka Brytania to kraj trudny do jednoznacznej oceny z konserwatywnego punktu widzenia. Z jednej bowiem strony ulega obyczajowej rewolucji i odejściu od religii, co stanowi odległe pokłosie „reformy” anglikańskiej. Z drugiej jednak jest to kraj, który nigdy (może za wyjątkiem niedługiej rewolucji Cromwella (1642-1651) czy quasi-komunistycznego powstania Wata Tylera w 1381) nie przeżył rewolucji społecznej podobnej do komunizmu czy rewolucji francuskiej. Jego mieszkańcy nie lubią radykalnych zmian. W efekcie po dziś dzień przetrwały w nim monarchiczne i arystokratyczne instytucje oraz zwyczaje niespotykane już niemal w zachodnim świecie. Widzieliśmy to podczas pogrzebu księcia Filipa: niezwykle rozbudowany ceremoniał, dopracowane w najdrobniejszych szczegółach stroje, liczne tradycyjne tytuły (w tym „obrońca chrześcijaństwa”), zachowanie skomplikowanej hierarchii. Dla cynika to tylko puste formy. Dla obrońcy tradycji – przetrwalnik cywilizacji chrześcijańskiej. W obliczu wszechobecnej miernoty stanowią jakby blask zachodzącego słońca Christianitas.
Oprócz monarchii typowo arystokratyczną instytucją w Wielkiej Brytanii stanowi Izba Lordów, powstała już w XIV wieku. Choć rewolucyjny rząd Oliveira Cromwella zlikwidował ją w 1649 roku, to przywrócono ją ponownie w 1657 roku. Członkostwo w Izbie można otrzymać dzięki mianowaniu ze strony monarchy lub dziedziczeniu.
Wesprzyj nas już teraz!
Choć Izba Lordów to jedna z najwspanialszych instytucji arystokratycznych współczesnego świata, to nie obroniła się ona przed „postępowymi” zmianami (być może wskutek naśladowania republikańskich młodszych braci z USA). Początkowo „silniejsza” od Izby Gmin, w XIX wieku traciła swe kompetencje na jej rzecz. Następnie już na początku XX stulecia Izbie Lordów pozostawiono jedynie część funkcji sądowniczych i kontrolnych. Z kolei w 1958 roku do Izby Lordów dopuszczono kobiety. Od 2005 roku kobiety mogą pełnić rolę także „lordów duchownych”, co oznacza anglikańskie „biskupki”. Natomiast w 1999 roku za premierostwa Tony’ego Blaira zmniejszono liczbę dziedzicznych lordów do 92 (wcześniej ponad 700). Zaś 10 lat później Izba utraciła nawet uprawnienia sądownicze na rzecz Sądu Najwyższego Zjednoczonego Królestwa.
Izba zachowuje piękny tradycyjny ceremoniał i stanowi pewien (choć już bardziej symboliczny) hamulec dla podejmowanych pod wpływem impulsu i nacisku tłumu decyzji w Izbie Gmin. W rzeczywistości ta rola ogranicza się do odraczania czy skłaniania do ponownego przemyślenia. To zresztą kluczowa rola izb wyższych parlamentu (nawet amerykański Senat jest w pewnym stopniu arystokratyczny, dostają się doń ludzie majętni, a kadencja trwa dłużej). Wyjątkowość Izby Lordów polega jednak na stałej obecności w niej osób dziedziczących tę możliwość, a także „lordów duchowych”. Zresztą Wielka Brytania pozostaje w pewnym stopniu państwem wyznaniowym (oficjalny „Kościół anglikański”).
Dla nieśmiertelności – Akademia Francuska
Francuski kult rozumu kojarzy się z wybrykami rewolucji francuskiej prowadzącej do masowych morderstw. Jednak Akademia Francuska powstała na długo zanim ktoś pomyślał o tworzeniu „Encyklopedii”, pisaniu „Umowy Społecznej” czy rzezaniu wandejskich chłopów. Najstarsza publiczna instytucja naukowa w Europie powstała w 1635 roku z inicjatywy przesławnego kardynała Richelieu. Jej pierwotną rolę stanowi czuwanie nad językiem francuskim. Za sprawą licznych darowizn Akademia stała się zamożną instytucją, co z kolei umożliwiło jej sprawowanie mecenatu, przyznawanie nagród, udzielanie stypendiów. W skład Akademii wchodzi 40 członków (zwanych „nieśmiertelnymi”) wybieranych na dożywocie przez pozostałych. W przypadkach rażącego uchybienia zasadom (na przykład kolaboracji z wrogiem podczas wojny) członek Akademii może zostać karnie wykluczony. Los ten spotkał między innymi marszałka Philippe Pétaina czy nacjonalistę Charlesa Maurrasa. Członkami tego najbardziej chyba elitarnego we Francji grona stawali się naukowcy, badacze, literaturoznawcy, medycy czy ludzie Kościoła. Głównym kryterium są szeroko rozumiane zasługi dla języka francuskiego. Obowiązek czuwania nad językiem francuskim powiązany z pewnym konserwatyzmem Akademii w dobie wszechpotężnej językowej rewolucji i odwracania znaczenia słów nie wszystkim się podoba.
Książęta Kościoła
Jeszcze ważniejszą rolę odgrywa Kolegium Kardynalskie. Powstało w 1150 i już od czasów średniowiecznych odpowiada za wybór papieża. Od XII stulecia kardynałami zaczęto mianować prałatów rezydujących poza Rzymem. O elitarności grona kardynałów świadczy liczba osób wchodzących w jego skład. Między XIII a XV stuleciem nie przekraczała ona 30. Następnie papież Sykstus V ustalił ją na poziomie 70. W okresie przed reformą św. Jana XXIII zdarzało się, że tytuł kardynała przyznawano nie tylko zwykłym księżom, ale nawet świeckim. Nie wiązał się on bowiem ze święceniami, lecz stanowił wyróżnienie o charakterze honorowym. Od wspomnianej reformy jedynie biskupi mogą piastować godność kardynalską (choć bywają od tej zasady wyjątki). Następnie Paweł VI ustanowił maksymalną liczbę kardynałów z prawem do wyboru papieża na 120. Zarządził również, że po osiągnięciu 80 lat kardynałowie tracili prawa do wyboru papieża. Wśród kardynałów również istnieje hierarchia: kardynałowie biskupi, prezbiterzy i diakoni. Chodzi tu o określenia honorowe, gdyż w rzeczywistości wszyscy współcześni kardynałowie są biskupami.
Członkowie Kolegium – także ci mieszkający poza Watykanem, lecz w Rzymie – dysponują prawami obywatelstwa Watykanu. O arystokratycznym charakterze Kolegium Kardynalskiego świadczy przysługujący kardynałom tytuł eminencji. Nazywa się ich także książętami Kościoła. Nie chodzi tu li tylko o określenie zwyczajowe. Należy pamiętać o zasadzie noblesse oblige. Status kardynała zobowiązuje do bohaterstwa w wyznawaniu i obronie wiary aż po męczeństwo, a także do odpowiedniej ogłady intelektualnej i kulturalnej. Tę niezwykłą godność na zdjęciach widzimy na przykładzie postaci kardynała Adama Stefana Sapiehy (będącego akurat również księciem krwi). Dziś niestety nawet tak tradycyjna instytucja jak Kolegium Kardynalskie nie jest wolna od zgubnych wpływów, co dowiódł przykład (byłego już) kardynała McCarricka.
O różnicy między katolikiem a rewolucjonistą
Ceniący tradycję katolik ubolewa nad upadkiem takich instytucji. Jednocześnie potrafi dostrzec to, co wciąż z nich przetrwało do naszych czasów. Jego podziw różni się od podziwu człowieka pysznego dążącego do zawłaszczenia dóbr chrześcijańskiej cywilizacji dla siebie. Różni się też od podziwu rewolucjonisty zamierzającego te dobra zniszczyć w barbarzyńskim szale i diabolicznej negacji. Jest to podziw płynący z pokory. To podziw człowieka cieszącego się, że inni są od niego lepsi, ważniejsi, godniejsi. Taka postawa pozwala społeczeństwom wznosić się na niedostępne dotychczas horyzonty.
Marcin Jendrzejczak