28 lipca 2020

Austria: rząd pracuje nad ustawą w sprawie „mowy nienawiści” w sieci

(źródło: pixabay.com)

Austriacki rząd wzorem niemieckiego wypowiedział wojnę „nielegalnym treściom w Internecie”. Chce, by platformy internetowe identyfikowały i natychmiastowo usuwały treści wymierzone przeciwko imigrantom, „mniejszościom  seksualnym” czy niektórym religiom.

 

Chociaż wciąż brakuje wielu szczegółów dot. działań austriackiego rządu, wzorem wydaje się być niemiecka ustawa o egzekwowaniu prawa w sieci (NetzDG). Krytycy obawiają się nadmiernego blokowania materiałów i ubocznych szkód.

 

Wiedeń nie chce czekać na wytyczne Brukseli dot. walki z nienawiścią w Internecie. Na kilka miesięcy przed przedstawieniem przez Komisję propozycji ustawy o usługach cyfrowych (DSA) – ma to nastąpić jesienią br. – w ramach której platformy internetowe mają zostać uregulowane, rząd Austrii chce opracować własną regulacje.

 

Proponuje się, by zobowiązać platformy internetowe do usuwania „nielegalnych treści” w określonym czasie. Ponadto wszystkie zainteresowane firmy mają wyznaczyć własnych przedstawicieli, którzy będą mogli przyjmować skargi i kary. Ustawa ma być rozpatrzona już w przyszłym tygodniu i została przesłana jako projekt do partnera koalicyjnego Zielonych w czwartek 23 lipca. Pracuje nad nią minister sprawiedliwości.

 

Prace toczą się w szybkim tempie, „wręcz w pospiechu” jak mówił Thomas Lohninger, szef organizacji pozarządowej zajmującej się polityką sieciową epicenter.works.

 

Lohninger co do zasady nie sprzeciwia się prawnym regulacjom dotyczącym moderowania treści na platformach i twierdzi, że „mowa nienawiści” w Internecie jest pilnym problemem, wymagającym rozwiązania. Wciąż brakuje jednak wielu szczegółów dotyczących austriackiego projektu, ale to, co już wiadomo, przyprawia Lohningera o „ból brzucha”. W najgorszym przypadku widzi dwa zagrożenia: nadmierne blokowanie treści w sieci i nadmierne obciążenie dla małych firm.

 

Prawo austriackie opiera się na niemieckiej ustawie NetzDG. Użytkownicy mogą zgłaszać potencjalnie nielegalne treści, a platformy muszą następnie zdecydować, czy są one „oczywiście nielegalne.” Jeśli tak, to dany materiał powinien zniknąć z Internetu w ciągu 24 godzin od zgłoszenia.

 

Ustawa NetzDG nie definiuje na nowo, co jest nielegalne, a co nie. Jej celem jest jedynie lepsze egzekwowanie istniejącego prawa, jak sama nazwa wskazuje.

Jednak firmy same decydują w wyznaczonym terminie, czy treść jest nielegalna. Dopiero później sądy mogą sprawdzić, czy platforma miała prawo usunąć dany materiał z sieci.

„Nielegalne treści” mają zwłaszcza obejmować materiały krytyczne wobec migrantów. Na czele austriackiego ministerstwa sprawiedliwości stoi Alma Zadić, która wywodzi się ze środowiska migracyjnego. Minister zaczęła otrzymywać groźby śmierci i zalecenie powrotu do domu do Bośni.

Krytycy zwracają uwagę, że w obawie przed wysokimi karami platformy w Niemczech wolą usuwać za dużo materiałów,  co budzi obawy o wolność słowa. Zarówno Lohninger, jak i rzeczniczka ds. polityki cyfrowej SPÖ, Katharina Kucharowits, obawiają się, że to samo zagraża teraz Austrii.

 

Lohninger podkreśla, że niemieckie doświadczenie potwierdziło jego obawy dot. ograniczania wolności wypowiedzi, a co gorsza – gromadzenia danych „tylnymi drzwiami.” Portale społecznościowe muszą nie tylko usuwać potencjalnie przestępcze treści, ale także zgłaszać ich autorów do Federalnego Urzędu Kryminalnego (BKA).

 

Druga poważna obawa Lohningera nie wynika z podobieństwa do ustawy NetzDG, ale raczej z fundamentalnej różnicy. Podczas gdy niemieckie rozporządzenie dotyczy tylko mediów społecznościowych, rząd austriacki najwyraźniej planuje objąć nim wszystkie platformy zawierające treści generowane przez użytkowników.

 

I tak, fora informacyjne lub Wikipedia – również byłyby objęte rozporządzeniem. Takie platformy musiałyby znacznie zwiększyć swoje działy moderacji, aby usuwać zgłoszone treści w wyznaczonym terminie. Lohninger obawia się, że dla wielu z tych firm byłoby to niemożliwe do opanowania i mogłoby doprowadzić do ich likwidacji. Dlatego zaleca ustanowienie jako kryterium progu obrotów na przykład na poziomie 750 mln euro rocznie.

 

Chociaż nie ma prawnie uznanej definicji „mowy nienawiści” podciąga się pod nią umieszczanie „szkodliwych treści,” których celem jest atak na osoby lub grupy. Obejmuje ona wszystkie formy wypowiedzi, w tym formę pisemną, gesty czy komentarze zamieszczane na platformach społecznościowych.

 

Często wskazuje się, że tzw. mowa nienawiści jest wymierzona w mniejszości, w tym kobiety, członków tzw. mniejszości seksualnych, osób o specjalnych potrzebach i / lub obcokrajowców. Dodatkowo uderza w niektóre religie, rasę lub ideologie.

 

Podnosi się, że „mowa nienawiści” zagraża jednostce lub grupie i wzywa do agresywnego zachowania. W 2016 r. Facebook, Google, Microsoft i Twitter uzgodniły kodeks postępowania UE, zgodnie z którym powinny usuwać  „nielegalne treści” z nienawiści – czytaj: krytyczne wobec działań pewnych grup – w ciągu 24 godzin od opublikowania. Niemcy są jednym z krajów, w których „mowa nienawiści” może być ścigana w sprawach o zniesławienie, podżeganie i zniewagę.

 

W proponowanych regulacjach dot. tzw. mowy nienawiści bardziej chodzi o uniemożliwienie krytyki i w ogóle poruszania pewnych kwestii w przestrzeni publicznej np. dot. ideologii gender, informowania o przestępstwach migrantów itp., ponieważ nie służy to budowania „spójności społecznej”.

 

Rada Europy uznaje za „mowę nienawiści” „wszystkie formy ekspresji, które rozpowszechniają, podżegają, wspierają lub usprawiedliwiają nienawiść rasową, religijną, ksenofobię, antysemityzm lub inne formy nienawiści wynikające z nietolerancji, łącznie z nietolerancją wyrażoną za pomocą agresywnego nacjonalizmu i etnocentryzmu, dyskryminacją i wrogością wobec przedstawicieli mniejszości, imigrantów i osób obcego pochodzenia”.

 

W żadnym z obowiązujących w Polsce przepisów nie ma legalnej definicji „mowy nienawiści.” Kodeks karny uznaje za takie akty (art. 256) „znieważanie lub nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym, rasowym, etnicznym lub wyznaniowym”.

 

Nie ma w naszym kraju przepisu mówiącego o ochronie przed „mową nienawiści” z powodu „orientacji psychoseksualnej” czy „tożsamości płciowej.” Konwencja stambulska, o której wypowiedzenie toczy się spór, miałaby umożliwić zmiany w kodeksie karnym w tym zakresie.

 

Źródło: euractiv.com / dw.com

AS

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie