Wielki Czwartek otwiera święte Triduum. Wprowadza nas w tajemnicę miłości, która nie cofa się przed niczym. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa był to dzień pojednania grzeszników z Kościołem. Pokutnicy wracali do wspólnoty. Odprawiano trzy Msze: pojednania, poświęcenia olejów i wieczorną dla ludu. To przypomnienie, że bez pojednania nie ma prawdziwej Paschy. Nie można zasiąść do stołu Pana z sercem zamkniętym – przypomina ks. Mateusz Szerszeń CSMA. Jak postrzegają ten dzień duchowni? Zapytaliśmy ich o to.
Jezusa, który w Eucharystii przychodzi do nas jako Chrystus, można przyjąć albo odrzucić
Wesprzyj nas już teraz!
Bp dr Arkadiusz Okroj
Gromadzimy się na Mszy świętej Wieczerzy Pańskiej – w czasach, w których wielu straciło ostrość widzenia. Dotyczy to między innymi rozumienia Kościoła, Eucharystii. Dla większości z nas człowiekiem, który uczył nas Kościoła, który wprowadzał nas w tajemnicę Eucharystii – był święty Jan Paweł II. Dzisiaj przypada dwudziesta pierwsza rocznica jego przejścia do domu Ojca. On przez wszystkie lata swojego pontyfikatu – gromadził świat przy stole ołtarza. Wędrował, pielgrzymował – i gromadził ludzi różnych kultur, biednych i bogatych, mężczyzn i kobiety, starych i młodych – przy jednym stole ołtarza.
W ten sposób formował również nas – Polaków. Starał się nas odwiedzać ze swoim słowem systematycznie. Za każdym razem gromadził nas na Eucharystii: przy stole Słowa i ołtarza.
Zostawił nam bardzo mocny, ponadczasowy przekaz – utkany z dziewięciu pielgrzymek – podczas których uczył nas: wiary, Chrystusa, wprowadzał w tajemnicę Kościoła i Eucharystii.
Wielki Czwartek to czas, gdy muszę zdecydować
O. dr Marcin Ciechanowski OSPPE
Refleksje nad Wielkim Czwartkiem koncentrują się wokół trzech fundamentalnych rzeczywistości: znaku umycia nóg (mandatum), ustanowienia Eucharystii oraz samotności Jezusa w Ogrójcu, które razem objawiają Boga jako sługę człowieka.
Jezus wywraca do góry nogami ludzkie pojęcie władzy i godności, wykonując czynność zarezerwowaną dla niewolników. „Mandatum” nie jest jedynie pobożnym teatrem ani jednorazowym gestem z przeszłości, lecz objawieniem tego, jak Bóg postępuje wobec nas zawsze – klęka u naszych brudnych stóp, aby nas obmyć z brudu grzechów i przywrócić nam udział w swoim życiu. Zastanawiam się nad autentycznością moich gestów, zwłaszcza gdy przystępuję do Komunii Świętej, która powinna być jak „pocałunek Boga”, a nie jak bezmyślne „kasowanie biletu” do raju.
Kto choć raz w życiu nie doświadczy Chrystusa klęczącego u swoich nóg, ten nigdy nie będzie w stanie budować Kościoła opartego na służbie, lecz zawsze znajdzie motyw, by egzekwować nad innymi swoją wyższość. W Ewangelii wg św. Jana ten gest zastępuje opis ustanowienia Eucharystii, co stanowi najważniejszy komentarz do sakramentu ołtarza: Eucharystia ma sens tylko wtedy, gdy prowadzi do konkretnego czynu miłości i służby względem braci.
Kolejnym nurtem czwartkowych refleksji jest ustanowienie kapłaństwa, które nie jest formą władzy, lecz sposobem życia polegającym na oddawaniu siebie innym. Jako kapłan w Wielki Czwartek słyszę od Jezusa surową zapowiedź: „Wszyscy zwątpicie we Mnie”, co przypomina mi o kruchości moich ludzkich deklaracji i potrzebie nieustannego czuwania.
Wielki Czwartek kończy się wstrząsającym znakiem obnażenia ołtarza, który symbolizuje Jezusa odartego z szat, opuszczonego przez wszystkich i wydanego na śmierć. Patrząc na „goły” ołtarz, widzę siebie jako tego, który ucieka, zostawiając Boga samego. Zdrada Judasza nie była odległym faktem, lecz jest realnym niebezpieczeństwem dla każdego, kto zasiada do stołu Pańskiego, a potem wychodzi w ciemność własnych interesów. Ten dzień stawia mnie w samym centrum przedziwnego paradoksu, gdzie najgłębsza bliskość Boga zderza się z najbardziej bolesną zdradą człowieka.
Wielki Czwartek to czas, gdy muszę zdecydować, czy chcę przylgnąć do piersi Jezusa jak Jan, czy uciec w ciemność jak Judasz, tracąc z oczu jedynego sternika mojej łodzi.
Święta Uczta – Wielki Czwartek
Ks. prof. dr hab. Janusz Królikowski
„Bóg jest nieogarnioną Potęgą pozostawania w ukryciu” – François Varillon.
Wielki Czwartek jest dla nas dniem ustanowienia Eucharystii przez Pana i przekazania jej Kościołowi. To wielkie wydarzenie miało miejsce w nocy, kiedy został wydany. Od tamtego czasu Kościół celebruje na całym świecie, „od wschodu do zachodu słońca”, świętą Ucztę.
Znaczenie tej świętej Uczty jest nieogarnione. Gromadzimy się wokół jednego stołu – ołtarza, wyznając już w ten sposób, że jesteśmy zjednoczeni w wierze i miłości jako jedna autentyczna rodzina. Na mocy wiary wiemy, że Pan obiecał wszystkim, że będzie obecny w łonie takiej wspólnoty i tajemniczo staje pośród jej członków, gdy sprawujemy Jego Pamiątkę. W tej wspólnocie jest kontynuowane się głoszenie Jego śmierci aż do chwili, w której powróci – tej śmierci, która obdarza nas przebaczeniem oraz przekazuje nam życie, tej śmierci, która dotyczy każdego z nas, którzy jesteśmy ubogimi stworzeniami wystawionymi w ciągu całego życia na umieranie, obejmujące nas swoim nieogarnionym zasięgiem. Zostaje zastawiona Uczta, która ukazuje się jako przeniknięta świętem życia wiecznego, do którego kierujemy z nadzieją nasz wzrok.
Pod postaciami chleba i wina, znakami nośnymi i rzeczywistymi Jego Ciała i Jego Krwi, Jego samo-wydania, udziela się nam ten, który łączy wszystkich w „jedno”, którym jest Kościół, wspólnota wierzących i miłujących, Jego Ciało. Na tej świętej Uczcie jest głoszone i odbija się echem Słowo skierowane do nas przez Boga, w którym słowo życia wiecznego staje się świetlistą obecnością jaśniejącą w ciemnościach. Celebrując powierzoną sobie Ofiarę, Kościół ofiaruje Bogu jako swój własny dar Tego, który raz na zawsze ofiarował się za ludzkość – za nas.
Celebracja liturgiczna świętej Uczty, widziana jako pochodząca od Boga i od Chrystusa, zawiera to, co głosi, udziela tego, co wyraża, widziana zaś od naszej strony znajduje swoją ostateczną weryfikację i swoje pełne wypełnienie jedynie wtedy, gdy jest celebrowana przez nas jako zewnętrzny wyraz tej komunii, jaka aktualizuje się w codziennej rzeczywistości życia ziemskiego. Przepowiadamy i celebrujemy w czasie Mszy świętej śmierć Pana dla naszego zbawienia, gdy idziemy na spotkanie tej śmierci z powierzeniem się i niezachwianą nadzieją, akceptując ją w tej konfiguracji, jaką przyjmuje w życiu codziennym, naznaczonym przez rozgoryczenie, ból i cierpienie. Tylko wychodząc od pełnego przyjęcia naszego powszedniego życia możemy dojść do drugiego życia, które otwiera się przed nami w świętej Uczcie Pana, będącej źródłem naszego zbawienia.
Wielki Czwartek to dzień bliskości
Ks. prof. dr hab. Leszek Szewczyk
Wielki Czwartek dla mnie to dzień bliskości, której symbolem jest stół. Przy tym stole Bóg siada z człowiekiem jak przyjaciel. W Eucharystii odkrywam Boga, który nie odchodzi, lecz zostaje – cichy, ukryty, wierny. To właśnie ten dzień dotyka samej istoty mojej kapłańskiej tożsamości. Jest nie tylko wspomnieniem Wieczernika, ale chwilą, w której na nowo słyszę słowa: „To czyńcie na moją pamiątkę”. Czuję wtedy wdzięczność, ale i ciężar daru, który mnie przekracza – bo Eucharystia, którą sprawuję, nie jest „moja”, lecz została mi powierzona.
Wielki Czwartek rodzi we mnie wdzięczność, ale też pytanie: czy potrafię kochać w taki sposób? Czy umiem być dla innych tak obecny, jak On jest dla mnie? Ten dzień obnaża to, co we mnie jeszcze niedojrzałe, a jednocześnie daje nadzieję – On nie cofa daru, nawet jeśli wie o mojej słabości. W ciszy Wieczernika odkrywam, że kapłaństwo rodzi się i trwa nie z powodu doskonałości, ale z bliskości z Nim – i że tylko tam może się nieustannie odnawiać.
Wielki Czwartek to nie teatr, ale szkoła chrześcijaństwa
Ks. Łukasz Brus
Jednym z największych niebezpieczeństw związanych z liturgią Wielkiego Czwartku jest potraktowanie jej jako religijnego przedstawienia. Kościół odgrywa gesty Jezusa, wierni je oglądają, wzruszają się, a potem wracają do życia, które niewiele się zmienia. Taki sposób przeżywania jest jednak głęboko sprzeczny z sensem tego dnia.
Wielki Czwartek nie został dany po to, by raz do roku podziwiać niezwykłe znaki. Został dany po to, by zdemaskować nasze fałszywe wyobrażenia o Bogu, o miłości, o Kościele i o nas samych.
Po pierwsze, demaskuje fałszywy obraz Boga. Bóg nie panuje jak tyran. Króluje, służąc.
Po drugie, demaskuje fałszywy obraz człowieka. Człowiek nie zbawia się własną doskonałością, lecz pozwalając się kochać w swojej biedzie. Po trzecie, demaskuje fałszywy obraz kapłaństwa i Kościoła. To, co święte, nie jest uprzywilejowaną strefą władzy, ale przestrzenią służby. Po czwarte, demaskuje fałszywy obraz miłości. Kochać naprawdę to nie tylko podziwiać to, co piękne, lecz pozostać wiernym także wobec tego, co trudne, niewygodne i poranione.
Dlatego Wielki Czwartek jest szkołą chrześcijaństwa w najczystszej postaci. Uczy, że łaska poprzedza wysiłek. Że Eucharystia nie jest religijnym dodatkiem do życia, ale jego centrum. Że bez miłosierdzia nie ma udziału w Chrystusie. Że nie ma wiary bez zgody na własną kruchość. Że świętość nie polega na pozorach nieskazitelności, ale na przyjęciu Boga, który klęka przed człowiekiem.
I może właśnie to jest najbardziej niewygodne. Bo łatwiej jest zachwycić się pięknem liturgii niż naprawdę pozwolić Jezusowi umyć sobie nogi. Łatwiej adorować Eucharystię niż przyjąć, że jej logika domaga się przemiany relacji. Łatwiej wzruszyć się Getsemani niż uznać, że sami potrzebujemy przyjaciół i sami nieraz zawodzimy jako przyjaciele.
Wielki Czwartek nie jest więc dniem estetycznych przeżyć religijnych. Jest dniem prawdy.
Wielki Czwartek dniem dziękczynienia i rachunku sumienia
Jarosław M. Górka OCD
„Nosimy ten skarb w naczyniach glinianych…”. Osobiście Wielki Czwartek jest dla mnie dniem dziękczynienia za niezasłużony dar powołania kapłańskiego i jednocześnie dniem rachunku sumienia: jak ja ten dar przeżywam, jak na niego odpowiadam, jak wypełniam powierzone mi posłannictwo? To dla mnie dzień zatrzymania się – pomimo przygotowań liturgicznych i innych – i dzień stanięcia w prawdzie. O pięknie i kruchości i pęknięciach mojego kapłaństwa. Choć oczywiście to przede wszystkim dzień ustanowienia Najświętszego Sakramentu, moja myśl i serce zatrzymują się dziś szczególnie nad tajemnicą sakramentalnego kapłaństwa. I w czasie udziału w liturgiach – tak w katedrze, jak i w parafii – staję wobec pytania: jak pięknie DZIŚ, w Polsce XXI w. przeżywać moje kapłaństwo? „Gdy diabeł chce nas przesiać jak pszenicę”? Odpowiedź znajduję zawsze w bezcennych, intymnych, cichych chwilach wieczoru, przy tradycyjnie zwanej „ciemnicy”. Osobiście ten czas przenosi mnie bardziej jednak do Getsemani, gdzie Mistrz prosi, by z Nim czuwać, by z Nim być. Tam w tym czuwaniu, pomimo zmęczenia, zawsze znajduję tę samą odpowiedź: najpierw ze Mną BĄDŹ. Wszystko inne będzie ci dodane.
Wielki Czwartek jest dniem modlitwy za kapłanów
Ks. Mateusz Szerszeń CSMA
Wielki Czwartek otwiera święte Triduum. Wprowadza nas w tajemnicę miłości, która nie cofa się przed niczym. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa był to dzień pojednania grzeszników z Kościołem. Pokutnicy wracali do wspólnoty. Odprawiano trzy Msze: pojednania, poświęcenia olejów i wieczorną dla ludu. To przypomnienie, że bez pojednania nie ma prawdziwej Paschy. Nie można zasiąść do stołu Pana z sercem zamkniętym.
W Wielki Czwartek Ewangelia mówi jasno: „Jezus, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował”. To jest klucz do zrozumienia tego dnia. To nie był przypadek. Jezus wiedział, że nadeszła Jego godzina. Zapowiadał ją wielokrotnie. Pierwszy raz mówił o niej w Kanie Galilejskiej. Wiedział, że od Ojca wyszedł i do Ojca wraca. Wiedział także, że w sercu Judasza zapadła decyzja zdrady. A jednak nie przerywa wieczerzy. Nie wywraca stołu. Nie zamyka się w bólu.
On wstaje. Zdejmuje szaty. Przepasuje się prześcieradłem. Klęka przed uczniami. To obraz Boga, który służy człowiekowi. Bóg nie krępuje się przed człowiekiem. Bóg nigdy się nami nie brzydzi. Scena obmycia nóg jest wzruszająca. Pan i Nauczyciel pochyla się nad brudem swoich uczniów. Muszą pokazać swoje zmęczone nogi. Przeszli z Mistrzem spory kawałek świata. Piotr protestuje. Nie rozumie co się dzieje. My także często nie rozumiemy, że prawdziwa wielkość rodzi się w uniżeniu.
Jezus mówi: „jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną”. To zaproszenie do przyjęcia miłości, która zbawia. Wielki Czwartek uczy, że chrześcijaństwo nie jest sposobem na sprawowanie władzy. Jest drogą służby. Ostatni staje się pierwszym w oczach Boga. Tego wieczoru dzieje się coś zupełnie nowego. Jezus celebruje żydowską Paschę, ale nadaje jej nowy sens. Chleb staje się Jego Ciałem. Wino staje się Jego Krwią. Niektórzy musieli być zgorszeni tymi słowami. Czy uwierzyli w te słowa?
Na oczach apostołów rodzą się dwa wielkie sakramenty: Eucharystia i kapłaństwo. Eucharystia jest sakramentem Jego realnej obecności. To nie jest tylko symbol. To nie wspomnienie. To On sam, żywy i prawdziwy Bóg. Kończy się widzialna obecność Jezusa, ale zaczyna się Jego obecność sakramentalna. W taki sposób jest z nami do dziś w niemalże każdym zakątku świata.
Tej jednej nocy otrzymujemy dostęp do owoców całej Jego męki. Jego Ciało spożywamy jako zadatek życia wiecznego. Krew jako napój nieśmiertelności. Wyrosło przed nami nowe drzewo życia.
Jezus mówi do Apostołów: „czy rozumiecie, co wam uczyniłem?”. To pytanie pozostaje aktualne. Kapłaństwo nie jest dla zaszczytu. Ma być służbą. Nie jest władzą nad innymi. Jest odpowiedzialnością za innych. Bo kto kocha czuje się odpowiedzialny za tych, których mu powierzono pod opiekę.
Kapłan ma klękać. Ma umywać nogi. Ma prowadzić do stołu Eucharystii. Ma oddawać życie. Dlatego Wielki Czwartek jest dniem modlitwy za kapłanów.
not. Marta Dybińska