17 marca 2026

Decyzją naczalstwa frontu rewolucji edukacyjnej „Pan Tadeusz” zniknął z listy lektur. Czy w ślad za podpisem towarzyszki Nowackiej, kierującej Resortem Zaćmienia Narodowego, Polacy powstaną do sprzeciwu? A może czas, byśmy zaczęli spotykać się na tajnych kompletach? W takich czy innych okolicznościach, zadajmy pytanie: DLACZEGO warto sięgnąć po narodowy epos Adama Mickiewicza?

Nie jest tajemnicą, że polska szkoła – nawet przed „drugim” Tuskiem i Barbarą N. – nie była najlepszym miejscem dla rozbudzenia w dzieciach i młodzieży zamiłowania do mowy ojczystej i narodowej literatury. Wspólne czytanie jako element domowego obyczaju jest tu pierwszym i najważniejszym czynnikiem. Fakt ten nie pomniejsza jednak skali nieprzyjaznej działalności prowadzonej przez decydentów i nie czyni mniej ważnym pytania o wartość usuniętego z listy lektur poematu Mickiewicza.

Wartość literacka „Pana Tadeusza”

Wesprzyj nas już teraz!

Stanisław hr. Tarnowski, przedstawiciel katolickiego i konserwatywnego środowiska krakowskich Stańczyków, określił „Pana Tadeusza” „epopeją najdoskonalszą w świecie chrześcijańskim”. Podobnie uważał już wcześniej wybitny katolicki intelektualista Julian Klaczko, który pisał, że spod ręki Adamowej wyszedł poemat na miarę „Odysei”: jedyny w świecie chrześcijańskim, a nawet starożytnym, który „Homerem nie jest, ale się do Homera zbliża”.

Do opinii własnych dodajmy słowa niemieckiego pisarza Wilhelma Häringa, który pisał: To najnowsze dzieło Mickiewicza jest doskonałym poematem epickim, dziełem, którego forma jest nam obca, ale istota odpowiada najsurowszym wymogom stawianym przez naszą krytykę estetyczną eposowi, a mianowicie jego najwyższej, a według innych jedynej odmianie. Pan Tadeusz przynosi bowiem pełny zamknięty obraz określonego narodu i jego specyficznych cech w określonej epoce; ciągłą interesującą akcję z bogatymi epizodami, z równie ciekawym, jak i pouczającym spojrzeniem wstecz na historyczną przeszłość; mistrzowskie soczyste i pełne opisy miejsc, stosunków; zwyczajów; plastyczny obraz martwej, jak i żywej natury i do tego charakterystykę tak odważną, trafną, uzależnioną od nastroju. I dodawał, że „w istnieniu tego poematu znajduje dowód, że można jeszcze dziś tworzyć epopeje”.

Tych kilka zdań tłumaczy światowy sukces „Pana Tadeusza”, który został przetłumaczony na 34 języki i wciąż powstają nowe przekłady na kilku kontynentach. Nie jest to oczywiście argument koronny, gdyż ludzka chwała jest jak kwiat polny (mówiąc Izajaszem), ale to właśnie Adam Mickiewicz najbardziej przyczynił się do wyniesienia polskiej literatury do światowej wielkości, zanim uczynił to Henryk Sienkiewicz.

„Quo vadis” przetłumaczono na 57 języków. Wydaje się, że to dużo więcej, ale weźmy pod uwagę kilka różnic działających na korzyść Sienkiewicza: pisał prozą, którą łatwiej zrozumieć i przełożyć, pisał o temacie uniwersalnym, jakim było krzewienie chrześcijaństwa, a akcja działa się w starożytnym Rzymie, a nie w litewskim zaścianku, ponadto pisał sto lat później, w czasach, gdy była już Nagroda Nobla i wszystkie marketingowe mechanizmy z nią związane, pomijając sam fakt upowszechnienia czytelnictwa. Jeżeli weźmiemy poprawkę na te czynniki, widzimy skalę doceniania „Pana Tadeusza” nie tylko w Polsce, ale i na świecie.

„Pan Tadeusz” to opowieść, której bohaterem jest Polska, a jej cechą najważniejszą, wzruszająco oryginalną jest piękno (jak wyznaje autor: Dziś piękność twą w całej ozdobie / Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie). Złośliwi twierdzili, że to epos bez bohatera, bo przecież postacią tytułową nie jest żaden z wodzów, wojowników czy królów, ale drobnoszlachecki everyman otoczony korowodem swojskich, sympatycznych, ale bynajmniej nie pierwszoplanowych w naszych dziejach postaci. Sam Mickiewicz – jak konstatował hrabia Tarnowski – „nie myślał stworzyć coś tak wielkiego, jak stworzył”, a niepowtarzalna wartość „Pana Tadeusza” na tym polega, że sama dusza polska jest jego i krasą i wielkością.

Wartość wychowawcza „Pana Tadeusza”

Tak Mickiewicz pisał do Antoniego Edwarda Odyńca: „Tadeusza” wczoraj skończyłem! Pieśni ogromnych dwanaście. Wiele marności, wiele też dobrego: będziesz czytał. Co tam najlepsze, to obrazki z natury kreślone naszego kraju i naszych obyczajów domowych. Jest więc w „Panu Tadeuszu”, jak sam autor zaświadcza, sporo wątków, które bynajmniej nie są tam do naśladowania, ale raczej do wyciągnięcia wniosków moralnych. Na ich czoło wysuwa się niewątpliwie rola Telimeny jako naszej domorosłej femme fatale oraz pokusa, jakiej w tym względzie doświadcza Tadeusz. W końcu jednak uczucie z niskich pobudek zrodzone ustępuje czystemu afektowi do Zosi, która zostaje jego prawowitą żoną.

Ale pomijając tych kilka wątków „płochych”, czy też świadczących o małostkowości i wybujałej ambicji polskiej szlachty (jak spór o Kusego i Sokoła), jest „Pan Tadeusz” pełen wątków i pięknych (opisy przyrody, zwyczajów, kresowej wrażliwości), i mądrych (wspaniałe przemowy Sędziego i Podkomorzego o obyczajach młodzieży), i głęboko katolickich (postać księdza Robaka i jego spowiedź w księdze X), szczególnie biorąc pod uwagę, że „Pana Tadeusza” tworzył Mickiewicz po swoim nawróceniu, w latach szczerej i konsekwentnej katolickiej ortodoksji (więcej na temat temat pisał w tekście Mickiewicz katolicki – wyrwana karta z życiorysu Wieszcza). 

Karty „Pana Tadeusza” wypełnia ta mądrość, która nie jest popisana w księgach, a której siła spoczywa w przekazywanej z ojca na syna tradycji. Tę mądrość niepisaną geniusz Adama ubrał w słowa proste, czerstwe, pełne słońca i kolorów, a przede wszystkim pulsujące żywym uczuciem narodowym – czyniąc z nich niezrównaną Arkę Przymierza, która wzniosłe treści intelektualne czyni dostępnymi zmysłowo, trafiając w całej pełni swego bogactwa do naszej duchowo-cielesnej, ludzkiej istoty. Długo można by pisać o walorach „Pana Tadeusza”, również czysto poznawczych, skoro przekazuje on tak wiele zasad i dobrych cech naszego narodowego charakteru, które trudniej wyczytać z podręcznika do historii.

Jest wreszcie coś jeszcze, czego tak desperacko potrzebujemy w naszej refleksji nad historią: we wspomnianej przemowie Podkomorzego wybrzmiewa ściśle katolicki pogląd historiozoficzny, mianowicie, że tragedia rozbiorów nie jest jakimś przypadkiem zrządzonym wyłącznie przez złą wolę trzech mocarstw, ale że jego właściwym moralnym powodem jest upadek obyczajów Polaków, nas samych, owa „zapustna swawola”, która poprzedziła zaproszenie (!) wojsk rosyjskich na tereny Rzeczypospolitej. Pogląd ten powraca u Ojców Zmartwychwstańców (członków zakonu faktycznie, choć nie formalnie, założonego przez Adama Mickiewicza) i we wszystkich późniejszych katolickich i konserwatywnych środowiskach, które miały świadomość, że dzieło odrodzenia Polski należy zacząć przede wszystkim od szczerego mea culpa.

Trudno wyrazić w kilku akapitach bieżącego komentarza politycznego wszystkie powody, dla których „Pan Tadeusz” powinien być lekturą każdego Polaka chcącego zachować świadomość o trudnych dziejach naszego narodu, ale nie poprzestać na stwierdzeniu, że „polskość to nienormalność”. Bodaj największą zaletą poematu jest pod tym względem właśnie to, że o polskości opowiada w sposób jasny, piękny i pełen miłości. Nie dekonstruuje, ale też nie usprawiedliwia grzechów i błędów, a jeżeli dokonuje pewnej estetycznej „idealizacji” to tylko na tyle, na ile wymaga tego miłość do własnego domu, do wspomnień z dzieciństwa, do tego, co w nas najlepsze.

Czy zatem Barbara Nowacka popełniła zbrodnię na duszy i ciele narodu polskiego? Tak, ale czy dotkną nas skutki tej zbrodni – to już zależy od nas. Sama autorka tych barbarzyńskich zmian (pamiętajmy, że pod młot poszło również „W pustyni i w puszczy” z superego każdego młodego Polaka – Stasiem Tarkowskim) zauważyła, że młodzież w większości sięgała po streszczenia i opracowania. Może się więc okazać, że – jak to w podobnych przypadkach bywa – że Pan Bóg wyprowadzi dobro ze zła, a Polacy – o ile pozostało w nas coś z tej zdrowej przekory (?) – sięgną po „Pana Tadeusza” właśnie dlatego, że został usunięty z listy lektur. Co daj Boże, dla pożytku nas wszystkich i na pohybel władzy, dla której nienawiść do wszystkiego, co polskie, jest niczym anty-gwiazda spowijająca przewodnim mrokiem jej intencje i działania.

Filip Obara

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(161)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie