W czwartek 12 lutego w diecezji Sosnowca opublikowany raport specjalnej komisji, która badała przypadki wykorzystywania seksualnego nieletnich. Zidentyfikowano 50 ofiar oraz 29 sprawców, z czego 23 to księża.
O raporcie mówił w rozmowie z Bogdanem Rymanowski ordynariusz diecezji, bp Artur Ważny. Został skierowany do Sosnowca w 2024 roku, po odejściu bp. Grzegorza Kaszaka na skutek ujawnienia licznych skandali moralnych. Bp Artur Ważny od początku zapowiadał chęć oczyszczenia diecezji poprzez przygotowanie raportów, czego pierwszy etap nastąpił właśnie 12 lutego.
W rozmowie biskup powiedział, że komisja dotarła do około 50 skrzywdzonych osób, ale niewykluczone, że faktycznie było ich więcej. Wielu ludzi dopiero po wielu latach decyduje się na to, by mówić o tym, co ich spotkało, a niektórzy nie robią tego wcale.
Wesprzyj nas już teraz!
– Wielu się dziwi, jak to możliwe, że dopiero teraz te osoby się budzą, zarzucając im oskarżania nieprawdziwe czy chęć zysków, które mogą z tego tytułu uzyskać. Ale jeśli się zna dynamikę tego cierpienia, to człowiek się nie dziwi. To jest taka trauma, to są takie sytuacje, konteksty, które sprawiają, że te osoby po wielu, wielu latach, jeśli się odważą, to próbują to robić. Muszą też znaleźć obok siebie osoby, które im w tym pomogą i znaleźć adres bezpieczny – powiedział biskup. Jak dodał, o cierpieniu tych ludzi często nie wiedzą nawet najbliżsi, bo ofiary są sparaliżowane przez wstyd.
Ordynariusz Sosnowca został zapytany o to, jak to możliwe, że niekiedy krzywdzenie trwało przez długie lata. W jednym przypadku chodzi aż o 22 lat działalności księdza.
– To jest trochę to, o czym często mówił papież Franciszek, jakby negatywne pokłosie klerykalizmu, czyli traktowania księdza jako wyjątkowej osoby w społeczności lokalnej, parafialnej. Takie całkowite niedowierzanie, że ksiądz może coś złego zrobić, taka pełna ufność – stwierdził.
Biskup tłumaczył też, dlaczego zrezygnowano z podania nazwisk sprawców. – Przede wszystkim chodzi o to, żeby nie identyfikować osób skrzywdzonych. Często to są lokalne środowiska – powiedział. Część osób skrzywdzonych nie życzy sobie identyfikacji i jakichkolwiek kontaktów z nimi, dlatego w Sosnowcu zdecydowano, żeby to uszanować.
Ordynariusz sosnowiecki podkreślił też, że być może analogiczne raporty powstaną w innych diecezjach. W jego ocenie biskupi powoli przekonują się do konieczności podjęcia takich działań. Sądzi, że przykład raportu sosnowieckiego może zachęcić innych do naśladownictwa: choć raporty są bolesne i zawstydzające, to dają także oczyszczenie.
– Ja ciągle mówię na Episkopacie, żeby się odważyć, bo prawda w miłości głoszona nie zabije, a prawdę mogą wziąć w swoje ręce inni – powiedział, sugerując, że to Konferencja Episkopatu Polski powinna zdecydować się na przygotowanie ogólnopolskiego raportu, który stworzyłaby niezależna komisja.
– Ja miałem takie doświadczenie, że do kurii dwukrotnie, a raz do sądu biskupiego weszła prokuratura i nie miałem na to żadnego wpływu, powołując się na prawo i wzięli sobie dokumenty, które chcieli – dodał.
– Potrzebujemy właśnie wziąć w swoje ręce te dokumenty i dać ludziom odpowiedzialnym, którzy to opiszą zgodnie z kontekstem historycznym, prawnym, tak jak to zrobiła komisja – podkreślił bp Artur Ważny.
Hierarcha powiedział też, że niektórzy skrzywdzeni oczekują odszkodowań. Zwykle wypracowuje się je na drodze ugody przedsądowej. Chodzi o kwoty rzędu kilkuset tysięcy złotych.
Biskup nie chciał mówić o odpowiedzialności swojego poprzednika na urzędzie, bp. Grzegorza Kaszaka. – Nie wiem, na ile to było bezpośrednio związane z jego odpowiedzialnością, bo czasem to jest tak, że pracownicy pewne rzeczy tam podejmują. No więc zobaczymy, jak to wygląda. Jeśli będą jakieś wskazania, to będziemy reagować odpowiednio, chociaż ja nie mam żadnych prerogatyw, żeby sądzić biskupa – powiedział.
Zamiast o konkretnych ludziach, którzy tworzyli system zamiatania problemu pod dywan, wolał mówić o problemie społecznym. Według biskupa jako społeczeństwo myśleliśmy, że trauma związana z krzywdą seksualną „to jest jakiś incydent, że to jest jakaś jednorazowa sytuacja i jak przeniesiemy kogoś do innej miejscowości, to sprawa zniknie”. Zdaniem hierarchy dziś wiemy już, że jest zupełnie inaczej, ale dawniej myślano, że „to taki moralny incydent, a jak [sprawca] pójdzie gdzie indziej, to przestanie”.
Zapytany o celibat, stwierdził, że nie ma powiązania między bezżennością księży a skandalami seksualnymi. – W normalnej sytuacji życia kapłańskiego, celibat jest darem. U zdrowego mężczyzny jest to kontrolowane. Ostatnio nawet słuchałem jednego z takich fachowców, który mówi, że paradoksalnie więcej nadużyć jest wśród nawet, że przepraszam, ale to powiem, bo on to powiedział, wśród wspólnot protestanckich, wśród pastorów, którzy są żonaci niż wśród celibatariuszy. Na to są pewne badania, więc sam celibat nie jest problemem – podkreślił.
Źródło: youtube
Pach