W dzisiejszych czasach Kościół doświadcza jednej z największych duchowych epidemii, czyli niemal powszechnego zamętu i dezorientacji doktrynalnej, które stanowią poważne zagrożenie dla zdrowia duchowego i zbawienia wiecznego tak wielu dusz. Jednocześnie należy nie tracić z oczu szeroko rozpowszechnionej apatii w sprawowaniu Magisterium na różnych poziomach hierarchii kościelnej we współczesnym świecie. Jest to w dużej mierze spowodowane niewypełnianiem apostolskiego obowiązku dotyczącego wszystkich członków hierarchii – zgodnie z tym, co stwierdza Sobór Watykański II – „czujnego strzeżenia przed wszelkimi błędami, które zagrażają owczarni”. (Lumen gentium, 25). Nasze czasy charakteryzują się głębokim duchowym pragnieniem wiernych katolików z całego świata, aby potwierdzić te prawdy, które są przesłaniane, podważane i odrzucane z powodu jednych z najbardziej niebezpiecznych błędów naszych czasów. Taka sytuacja wymaga pilnego i konkretnego rozwiązania. Biskupi winni pamiętać o następujących ponadczasowych słowach św. papieża Grzegorza Wielkiego: „Niech nasz język nie ustaje w napominaniu, a skoro pełnimy urząd biskupi, niech nasze milczenie nie stanie się powodem naszego potępienia przed trybunałem sprawiedliwego Sędziego. (…) Ludzie powierzeni naszej opiece odwracają się od Boga, a my milczymy. Żyją w grzechu, a my nie wyciągamy ręki, aby ich napomnieć” (Homilie na Ewangelie 17: 3. 14).
W roku1966, a zatem rok po zakończeniu Soboru Watykańskiego II, kardynał Ottaviani, ówczesny prefekt Kongregacji Nauki Wiary, zwrócił się do wszystkich biskupów z prośbą o wykorzenienie lub przynajmniej przeciwdziałanie głównym błędom i herezjom naszych czasów. Oto zaś najważniejsze błędy i herezje, które wymienił kardynał Ottaviani: 1) Odwoływanie się do Pisma Świętego przy celowym pomijaniu Tradycji. W ten sposób ogranicza się jednak rolę i siłę inspiracji biblijnej oraz jej nieomylność, porzucając słuszne pojęcie prawdziwej wartości tekstów historycznych. 2) Formuły dogmatyczne podlegające ewolucji historycznej, nawet do tego stopnia, że ich obiektywne znaczenie może ulec zmianie. 3) Odmowa uznania prawdy obiektywnej, absolutnej, stabilnej i niezmiennej, podporządkowywanie wszystkiego pewnemu relatywizmowi pod pretekstem, że każda prawda koniecznie podlega ewolucji zależnie od sumienia i historii. 4) Jezus Chrystus zostaje zredukowany do roli zwykłego człowieka, który w pewnym momencie uświadomił sobie swoją boskość jako Syn Boży. Jego narodziny z dziewicy, cuda i samo zmartwychwstanie są uznawane jedynie za pewne koncepcje lub mity, a nie za fakty historyczne. 5) Teoria, zgodnie z którą transsubstancjacja nie zmienia chleba i wina w Ciało i Krew Pana Jezusa Chrystusa, ale po prostu nadaje im nowe znaczenie, a Msza staje się przede wszystkim braterskim posiłkiem lub agapą, tracąc swe pierwotne znaczenie jako Ofiara. 6) Teoria, która mówi, że sakrament pokuty jest środkiem pojednania z Kościołem, pomijając koncepcję pojednania grzesznika z Bogiem, którego obraził swoimi grzechami. 7) Praktyczne zaprzeczenie grzechu pierworodnego. 8) Odrzucenie obiektywnych kryteriów moralności, nieuznawanie prawa naturalnego, popieranie zasadności tzw. etyki sytuacyjnej (tj. twierdzenie, że decyzje moralne powinny opierać się na konkretnym kontekście sytuacji, a nie na uniwersalnych normach). 9) Działania ekumeniczne, które naruszają prawdę o jedności wiary i Kościoła, podsycając zgubny irenizm [błędne kreowanie fałszywej jedności między różnymi Kościołami, skupiając się na podobieństwach, a nie na różnicach doktrynalnych] oraz indyferentyzm wobec prawd zawsze niepodważalnych i niezmiennych.
Kiedy profesor Dietrich von Hildebrand spotkał się z Pawłem VI latem 1965 roku – jeszcze przed zakończeniem Soboru – błagał go o wydanie miłosiernej anatemy potępiającej błędy i herezje. Paweł VI uznał jednak, że byłoby to „nieco zbyt surowe” i postanowił tego nie robić (zob. wywiad z dr Alice von Hildebrand, Latin Mass Magazine, lato 2001). Jednak jedyną drogą naprzód byłoby właśnie miłosierne potępienie błędów i herezji, jak powiedział profesor Dietrich von Hildebrand, wskazując na źródło problemu już kilkadziesiąt lat temu i stwierdzając, że przedkładanie jedności nad prawdę odgrywa kluczową rolę w kryzysie Kościoła naszych czasów, ponieważ Kościół Chrystusowy – święty, rzymski, katolicki i apostolski – opiera się na tej fundamentalnej zasadzie: absolutnym prymacie boskiej prawdy, czyli prymacie samego Boga (Miłosierna anatema (Roman Catholic Books: 1993), 1). Podjąłem próbę odpowiedzi na tę pilną potrzebę w mojej książce „Ucieczka od herezji”.
Wesprzyj nas już teraz!
Profesor Dietrich von Hildebrand powiedział: „Anatema wyklucza osobę wyznającą herezje ze wspólnoty Kościoła, jeśli nie wyrzeknie się ona swoich błędów. Ale właśnie z tego powodu jest to akt największej miłości wobec wszystkich wiernych, porównywalny z zapobieganiem zarażeniu niebezpieczną chorobą niezliczonej liczby ludzi. Izolując nosiciela infekcji, chronimy zdrowie fizyczne innych; poprzez anatemę chronimy ich zdrowie duchowe. Co więcej: zerwanie komunii z heretykiem w żadnym wypadku nie oznacza, że nasz obowiązek miłości wobec niego ustaje. Nie, Kościół modli się również za heretyków; prawdziwy katolik, który osobiście zna jakiegoś heretyka, modli się za niego żarliwie i nigdy nie przestaje udzielać mu wszelkiej pomocy. Św. Jan, wielki apostoł miłości, powiedział: „Jeśliby ktoś mówił: «Miłuję Boga», a brata swego nienawidził, jest kłamcą,” (I Jn. 4:20). Jednak rzekł również: „Jeśli ktoś przychodzi do was i nie przynosi tej nauki, nie przyjmujcie go do domu [.]” (2 Jn. 1:10), (zob. Miłosierna anatema, 5–6).
Od czasów apostołów, którzy ogłosili „anatemę” przeciwko herezji, tak jak uczynił to św. Paweł w Liście do Galatów 1: 8-9), począwszy od Pierwszego Soboru Powszechnego w Nicei w 325 r. aż do 1958 r. (śmierć Piusa XII), Magisterium Kościoła sprzeciwiało się herezjom we wszystkich ich formach, zawsze za pomocą jasno sformułowanych wyroków anatemy. Potępienie herezji jest aktem miłosierdzia, aktem mającym na celu dobro drugiego człowieka ze względu na Boga. Zdrowie duszy jest ważniejsze niż zdrowie ciała. Anatema jest więc aktem miłosierdzia, ponieważ ratuje niezliczone dusze przed zaraźliwym źródłem wiecznego potępienia, tak samo jak kwarantanna może uratować niezliczone rzesze ludzi przed śmiertelną chorobą, która zagraża wiecznemu zbawieniu niezliczonych wiernych. Powodem, dla którego Kościół w epoce nowożytnej aż do 1958 r. sprzeciwiał się liberalizmowi nie mniej niż protestantyzmowi, był fakt, że modernizm i protestantyzm stanowią zasadniczo ten sam błąd: obalenie wiary katolickiej i Chrystusa Króla oraz wywyższenie indywidualnego sumienia nawet ponad samą rzeczywistość (co w najbardziej uderzający sposób widać w tak zwanej ideologii gender lub ideologii LGBTQ). Nie ma większego zagrożenia niż zaraźliwa trucizna herezji. W czasach nowożytnych Kościół katolicki znajdował się pod niemal ciągłą presją, aby dostosować się do rewolucji protestanckiej i liberalnej.
Tak zwane „lekarstwo miłosierdzia” i choroba grzechu pierworodnego. W 1962 roku papież Jan XXIII wprowadził podejście duszpasterskie odmienne od miłosierdzia anatemy: tak zwane „lekarstwo miłosierdzia”. Papież Jan XXIII i większość jego następców byli przekonani, że ze względu na postępującą sekularyzację anatema nie jest już skuteczna w nawracaniu przeciwników i zapewnianiu bezpieczeństwa wiernym. Kościół powinien powstrzymać się od stosowania anatemy i zamiast tego starać się przedstawiać prawdę wiary bez potępiania. Co więcej, ludzkość osiągnęła – pomimo odrzucenia wiary – pewien postęp, co w zadziwiający sposób stwierdził Jan XXIII. Papież Jan XXIII cieszył się, że ludzkość poczyniła postęp w kierunku „nowego porządku” tak bardzo, że wygłosił niebywałą opinię, iż „ludzie z natury skłonni są potępiać [własne błędy]” [papież Jan XXIII, wystąpienie Gaudet Mater Ecclesia, Paź. 11, 1962]. Zaś dokument Gaudium et Spes Soboru Watykańskiego II mówi, że należy założyć, iż jesteśmy świadkami radykalnie „nowej ery w dziejach ludzkości” (Gaudium et Spes, 54), a tym samym konieczne staje się nowe spojrzenie. Jednak ta pewność zbyt łatwo stopiła się z zapomnieniem o grzechu pierworodnym, prowadząc do przesadnego nacisku na naturalizm, rodzaj neo-pelagianizmu. Z drugiej strony, miłosierność anatemy opierała się na zdecydowanym podkreśleniu, że człowiek rzeczywiście zmaga się z ciężarem grzechu pierworodnego – jego wola jest osłabiona, intelekt przyćmiony, a on sam skłonny do zła i błędów. Głównym twierdzeniem modernizmu było założenie, że ludzkość nie została dotknięta grzechem pierworodnym. Zakaźna choroba herezji to po prostu wirus, który pogłębia istniejący stan grzechu pierworodnego, chorobę, z którą każdy człowiek się rodzi. Optymizm i naiwność papieża Jana XXIII i Soboru Watykańskiego II dotyczące nowej epoki człowieka, w której nie potrzebował on miłosierdzia anatemy, zdawały się sugerować, że człowiek odmienił swój naturalny stan choroby i skłonności do zła i osiągnął stan lepszego zdrowia. Von Hildebrand obnażył jego niedorzeczność, głosząc, że „jedynie Chrystus zasadniczo zmienił historię” oraz że: … Terminy takie jak człowiek XIX wieku lub człowiek współczesny są niejednoznaczne. Nie istnieje takie uniwersalne pojęcie; istnieją jedynie trendy intelektualne i kulturowe, które przejściowo osiągają dominację. Idea współczesnego człowieka jako normy, do której wszyscy powinniśmy się dostosować, jest albo zwodnicza, albo pozbawiona znaczenia. Nawet jeśli rozumie się go jedynie jako nosiciela tymczasowo dominującej mentalności, współczesny człowiek nigdy nie może być dla nas normą [.] … W historii nie ma żadnej zamkniętej, jednorodnej epoki; nie ma też „człowieka współczesnego”: człowiek pozostaje zawsze taki sam w swojej podstawowej strukturze, przeznaczeniu, potencjale, pragnieniach i zagrożeniach moralnych; i jest to prawdą pomimo wszystkich zewnętrznych zmian, które zachodzą w zewnętrznych warunkach jego życia. W metafizycznej i moralnej sytuacji człowieka nastąpiła i wciąż obowiązuje tylko jedna zasadnicza zmiana historyczna: nadejście Chrystusa i zbawienie ludzkości oraz pojednanie z Bogiem poprzez śmierć Chrystusa na krzyżu”. [Dietrich von Hildebrand, Trojan Horse in the City of God (1967), 153, 157].
Tak więc, podobnie jak Syllabus papieża Piusa IX z 1864 r. kontynuował dobroczynność piętnowania, tak papież Jan XXIII i Sobór Watykański II postępowali wbrew temu, nie szukając miłosierdzia piętnowania, ale nierealistycznego „miłosierdzia” pojednania. Jeśli rzeczywiście człowiek zmienił się tak radykalnie, jak twierdzili i sugerowali papież Jan XXIII i Sobór Watykański II, konieczne było nowe podejście. Zamiast potępienia – pojednanie. Mimo to istniała nadzieja, że skoro człowiek zignorował potępienie, takie pojednanie przyniesie nową wiosnę wiary i nawrócenia dla współczesnego człowieka. Podejście to okazało się porażką, nie przyniosło oczekiwanej odnowy na oczach wszystkich, nie nadeszła wiosna Kościoła, przeciwnie – była to wiosna, która nigdy nie nadeszła. Dlaczego Sobór Watykański II nie przyniósł wiosny Kościoła? Ponieważ choroba została błędnie zdiagnozowana przez papieża Jana XXIII i dominującą frakcję podczas Soboru Watykańskiego II, która nie chciała słuchać głosów mądrzejszych ludzi ostrzegających przed chorobą grzechu pierworodnego i zarazą herezji. Dzięki Bogu, po zaledwie kilku pokoleniach ta fałszywa „medycyna miłosierdzia” nie przekonuje już młodzieży, która coraz częściej zwraca się ku tradycyjnej wierze i tradycyjnej liturgii. Jednak starsze pokolenie, posiadające wciąż władzę biskupią, nadal trzyma się fałszywej „medycyny miłosierdzia”, mając nadzieję na tę wiosnę, która nigdy nie nadeszła.
Chcąc pozostać wiernym wierze katolickiej w pełnie jej treści oraz głosić ją i jej bronić, katolik zawsze będzie celem ataków. Święty John Henry Newman powiedział: „Nie wiemy, co nas czeka, dopóki nie osiągniemy swojego celu; jesteśmy zaangażowani w wielkie, radosne dzieło, ale proporcjonalnie do łaski Boga rośnie zaciekłość Jego wrogów. Powitali nas tak, jak lew wita swoją ofiarę. Być może z czasem przyzwyczają się do tego, że się pojawiliśmy, ale niewykluczone, że staną się jeszcze bardziej zirytowani”. Nie jest wolą Boga, aby wielkie błogosławieństwa spływały bez uprzedniego złożenia ofiary w postaci wielkich cierpień. Jeśli prawda ma być szeroko rozpowszechniona wśród tego ludu, jak możemy marzyć, jak możemy mieć nadzieję, że jej głoszeniu nie będą towarzyszyły próby i trudności? O, wiaro katolicka, jakże jesteś solidna, jakże silna! Jakże głęboko zakorzeniona, jakże mocno oparta na solidnej skale! Niebo i ziemia przeminą, ale ty nigdy nie przeminiesz!
Bp Athanasius Schneider
Wykład został wygłoszony w Krakowie 3.02.2026 r.
„Ucieczka od herezji” biskupa Schneidera – z ruchomych piasków dialogu na skałę objawienia