W sobotę 14 marca kardynał Grzegorz Ryś zainaugurował proces synodalny w krakowskiej archidiecezji, którą niedawno objął. Uroczyste otwarcie tego przedsięwzięcia poprzedziło wielogodzinne spotkanie przedsynodalne z udziałem sekretarza generalnego synodu biskupów, kard. Mario Grecha. W trakcie wydarzenia wyraźnie dała o sobie znać troska lokalnego Kościoła o katolicką doktrynę. Głosów wyrażających przywiązanie do niezmiennej katolickiej nauki było dużo. Na tyle, że goszczący w Krakowie purpurat rodem z Malty wiele czasu poświęcił zapewnieniom, że synodalność nie narusza „ani przecinka” z depozytu wiary. Dla każdego uczciwego obserwatora sygnał był jasny: pragnienie zachowania nienaruszonej doktryny jest realną troską katolików w Krakowie, a chęć ocalenia ortodoksji zdecydowanie nie zaciera się w cieniu oczekiwań na duszpasterskie eksperymenty i ambitne zmiany.
Wymowny początek
Wesprzyj nas już teraz!
Drugi dzień przedsynodalnego spotkania w Archidiecezji Krakowskiej otworzył wspólny brewiarz. Zebrani wraz z kardynałem Grzegorzem Rysiem i kard. Grechem odmówili modlitwę przedpołudniową. Jak wyjaśnił ordynariusz, wybór momentu inauguracji był w pełni świadomy. Tradycyjnie tę porę dnia uważa się bowiem za moment zesłania Ducha Świętego na apostołów. Z tego powodu Liturgia Godzin zawiera w sobie oczekiwanie na prowadzenie przez Trzecią Osobę Boską, tłumaczył metropolita krakowski.
Teksty psalmów, jakie wypowiedzieli zebrani, były wyjątkowo wymowne. Wkrótce zresztą okazały się korespondować z obawami i pragnieniami części obecnych.
„Już czas jest działać Panie, bo pogwałcili Twe prawo. Przeto więcej miłuję Twoje przykazania niż złoto, niż złoto najczystsze. Dlatego uważam za słuszne wszystkie Twe postanowienia, I nienawidzę wszelkiej drogi fałszu”, brzmiały słowa Starego Testamentu.
Synodalność: Powszechne kapłaństwo, zmysł wiary i dogłębne zmiany
Tuż po modlitwie brewiarzowej przyszedł czas na pierwszy z około godzinnych wykładów kard. Mario Grecha. Wedle zapowiedzi, miał on dotyczyć eklezjologii Soboru Watykańskiego II. W rzeczywistości o Vaticanum II mowy było niewiele. Sobór był raczej jedynie przypisem do obszernego powtórzenia treści poświęconych synodalności.
Sekretarz generalny Synodu biskupów skupił się na próbie wyjaśnienia, czym jest synodalność jako „konstytutywny” element natury Kościoła. Podjął ten temat zresztą nieco w stylu polemicznym – odnosząc się do zarzutów padających ze strony krytyków, według których brak temu pojęciu nawet jasnej definicji.
W odpowiedzi, na kanwie dokumentu Międzynarodowej Komisji Teologicznej z 2018 roku purpurat stwierdził, że synodalność należy rozumieć jako „szczególny styl życia i misji Kościoła, wyrażający Jego naturę jako Ludu Bożego podróżującego razem, zebranego na zgromadzeniu, wezwanego przez Jezusa Chrystusa w mocy Ducha Świętego, by głosił Ewangelię”.
W świetle tego zapisu kardynał Grech przestrzegł, by nie postrzegać synodalności jako kategorii wymagającej zaistnienia konkretnych decyzji bądź faktów, ale nade wszystko widzieć ją jako „styl”. Jak mówił – sposób bycia Kościołem. Wobec tego, jego zdaniem, synodalność nie może dotyczyć kosmetycznych zmian czy poprawek, ale musi przeniknąć do głębi kościelną rzeczywistość.
Sztandarową metodą tego przedsięwzięcia ma być nowy podział ról w Kościele, ustanowiony w duchu „zróżnicowanej współodpowiedzialności”. Chodzi w tej zasadzie rzecz jasna o większy stopień zaangażowania wiernych świeckich w kreowanie życia Kościoła.
Naczelną zasadą tego nowego porządku powinno być, zdaniem maltańskiego hierarchy, wyciągnięcie dalej idących konsekwencji z nauczania Soboru Watykańskiego II o roli laikatu i jego udziale w kapłaństwie, na podstawie przyjętego chrztu. W tym zakresie duchowny stwierdzał, że w procesie synodalnym można dostrzec jakieś przedłużenie soboru. W jego ramach wierni mieliby na nowo „odkryć swój chrzest” i śmielej przyjąć i płynący z niego udział w zadaniu „uczenia, uświęcenia i rządzenia”, jakie Pan przekazał Kościołowi. Oznacza to oczywiście w praktyce obejmowanie przez świeckich kolejnych funkcji i zadań w Kościele.
Rozeznanie, które z nich są właściwe wyłącznie dla duchownych obdarzonych władzą święceń, a które mogą być powierzone laikatowi. to – jak podkreślił kard. Grech – „wyzwanie”. Wszak szczególne zadanie w Kościele pełni ustanowiona przez Boga hierarchia. Zdaniem prowadzących spotkanie kardynałów, synodalność nie stanowi dla niej zagrożenia. Purpuraci zaznaczyli, że co do decyzyjności wiernych w kluczowych przedsięwzięciach należy rozróżnić „podejmowanie decyzji” oraz „dochodzenie do decyzji”. W tym drugim przypadku należałoby koniecznie dopuścić współudział laikatu. Pierwsze należałoby jednak ściśle do władzy kościelnej hierarchii.
Rozmowa w duchu – gwarant poprawności?
Metodą rozstrzygania tego i innych zagadnień ma być szczególnie afirmowana przez autorytety synodu zasada „rozmowy w duchu”. Gwoli krótkiego przypomnienia: chodzi o specyficzną metodę dyskusji. Uczestnicy zostają pogrupowani na zespoły, w ramach których każdemu przysługuje takie samo prawo głosu. Rozmówcy dzielą się własną refleksją, a następnie mają ocenić, co z wypowiedzi pozostałych „usłyszeli” i uważają za godne podjęcia. Taka postawa ma pozwolić usłyszeć co „Duch” ma nam do przekazania. A także gwarantować modlitewną atmosferę podczas rozmowy i… prowadzić do podejmowania decyzji na drodze konsensusu. Jak stwierdzał kardynał Grech, osiągnięcie takiej zgodności w ramach tej metody w Kościele daje gwarancję, że „pełni się wolę Bożą”.
Trudno nie unieść powiek ze zdziwienia, spotykając się z takim sformułowaniem. Trzeba więc ukonkretyzować, co kardynał Grech w zasadzie przez nie rozumie.
Duchowny sięgając po encyklikę Evangelii Gaudium papieża Franciszka oraz po Konstytucję Lumen Gentium Soboru Watykańskiego II przywołał wizję „zmysłu wiary” każdego ochrzczonego, jako szczególnej zdolności odnajdywania i odkrywania prawdy objawionej przez wszystkich chrześcijan. Wobec tego daru Lud Boży, jak rzeczywiście uczy sobór – w jedności przekonania z biskupami i papieżem i biskupami jako całość nie popadnie w błąd w sprawach wiary i moralności. Oczywiście, tego „zmysłu wiary” nie wolno rozumieć jako czegoś niezwiązanego z władzą nauczającą i tradycją Kościoła.
Nauka ta miałby w ujęciu kard. Grecha uzasadniać przekonanie, że to, w czym obdarzeni „zmysłem wiary” ochrzczeni osiągną porozumienie z najwyższymi pasterzami i jako cały Kościół proklamują, będzie z pewnością wyrazem boskiej woli.
Trzeba jednak pamiętać, że kategoria zmysłu wiary odnosi się do spraw objawienia, czyli do doktryny. Nigdy nie uczono, jak gdyby dana Kościołowi nieomylność oznaczała pewność co do poprawności ocen programów konkretnych działań. Skąd więc odniesienie tej zasady do przedsięwzięcia synodalnego? Sam kard. Mario Grech kilkakrotnie podczas sobotniego spotkania mówił, że synodalność nie szuka doktrynalnych zmian.
Słowa o roli konsensusu jako gwarancji trafności kard. Grech uzupełnił jednak również odwołaniem do znaczenia władzy hierarchicznej. Purpurat przywołał synod amazoński z 2019 roku, w trakcie którego wszyscy biskupi regionu opowiedzieli się za święceniami kapłańskimi dla viri probati – żonatych mężczyzn. A jednak papież Franciszek nie zgodził się na wprowadzenie podobnego rozwiązania. Jak wskazywał kard. Grech, poza kompromisem potrzeba wiec kogoś, kto będzie „rozeznanie” uczestników synodu zatwierdzał jako właściwe – dla Kościoła powszechnego – Piotra, a dla kościołów lokalnych – ich biskupów.
Zaznaczenie zadania hierarchów jako przewodników i sędziów wyników procesu synodalnego jest oczywiście pozytywne. Mimo wszystko przecież nieomylność papieska i biskupi autorytet nie oznaczają gwarancji owocności i poprawności przyjętych reform synodalnych…
Te zapowiadane dogłębne zmiany, jakie miałby przynieść synod w Archidiecezji Krakowskiej, zarysowano bardzo ogólnie. Był im poświęcony między innymi drugi z wykładów maltańskiego hierarchy. Kard. Grech wskazał pod tym względem na potrzebę dotarcia do parafii i przysposobienia ich do skutecznej odpowiedzi na zmiany okoliczności życiowych współczesnego człowieka.
W wypadku drugiego wystąpienia Sekretarza ostatecznie poruszona treść okazała się zgoła inna od wskazanego przed spotkaniem tematu. Więcej niż o zapisach dokumentu końcowego kard. Mario Grech mówił raczej o roli Kościołów lokalnych w utworzeniu dokumentu i właśnie pewnym „konsensusie”, którego miałby on być owocem. W tym kontekście hierarcha wspominał podpisanie dokumentu końcowego przez papieża Franciszka i zaangażowanie niemal wszystkich diecezji świata we wcześniejsze etapy procesu synodalnego.
Duchowny wskazywał, że rozpoczął się on od Kościołów lokalnych, a jednym z oczekiwań w tym przedsięwzięciu jest nadanie im większej roli. Purpurat wyraził m.in przekonanie, że wiele ważnych rozstrzygnięć soborowych i papieskich w historii Kościoła nigdy nie zostało należycie zastosowanych właśnie z powodu braku odpowiedniego ich przyjęcia przez Kościoły partykularne. Szczególną troską, jak zaznaczył kard. Grech, jest dotarcie do parafii – wspólnot, w których chrześcijanie na co dzień żyją wiarą.
Zdaniem duchownego, wobec zmian warunków bytowych te ostatnie powinny również zmienić swoją organizację. Chodziłoby m.in. o modyfikację terytorialnego charakteru parafii tak, by uwzględniał on zwiększoną mobilność ludzi i pozwalał na kontakt z parafią tam, gdzie naprawdę żyje się na co dzień, a nie wyłącznie mieszka. Parafie mają być również „gościnne” i otwarte dla tych, którzy „nie spełniają tradycyjnych kryteriów przynależności” do nich lub znajdują się na marginesie życia chrześcijańskiego.
Zmysł wiary
Tym, co szczególnie zasługuje na słowo komentarza, jest postawa obecnych podczas spotkania przedsynodalnego wiernych. Zmysł wiary i zaangażowanie ochrzczonych rzeczywiście dały o sobie znać. W sposób pokrzepiający i – miejmy nadzieję – owocny dla krakowskiego Kościoła.
Z pytań zadawanych przez zebranych płynął jednoznaczny wyraz troski o zachowanie ortodoksyjnej nauki Kościoła oraz obawy o trafność wszystkich elementów synodalnego przedsięwzięcia.
W dyskusjach po obu wykładach sekretarza generalnego synodu biskupów wyrażała je zauważalna część pytających. Zastrzeżenia, jakie się pojawiły, dotyczyły m.in. wątpliwości, czy synodalna otwartość nie stanowi aby formy zmniejszania oczekiwań wobec wiernych oraz czy można ufać konsensusowi jako metodzie dochodzenia do prawdy. Jeden z wiernych dociekał, czy tak głębokie osadzenie synodalności w Soborze Watykańskim II jest aby na pewno jej atutem. Zadający to pytanie wskazał, że o Vaticanum II mówimy nieustannie, podczas, gdy o Magisterium przedsoborowym wyjątkowo mało.
Najwyraźniej i najbardziej zdecydowanie troska o ortodoksję wybrzmiała chyba po pytaniu zadanym przez obecnego na sali ks. Dariusza Oko. Odpowiedź maltańskiego hierarchy ujawniła zaś jego dystans wobec tego nastawienia.
Zaangażowany w walkę z „lawendową mafią” duchowny przywołał przykład niemieckiej drogi synodalnej – wskazując na sprzeczne z wiarą postulaty uczestniczących w niej środowisk oraz heterodoksyjne poglądy szerzące się wśród teologów niemieckich. Kapłan pytał, jak upewnić się, że podobne propozycje oraz grupy nie będą się pojawiać w czasie krakowskiego procesu synodalnego.
Odpowiedź purpurata była wielowątkowa… i symptomatyczna. Z jednej strony kard. Grech zaznaczył, że Synodale Weg jest czymś innym niż proces synodalny. Purpurat już wcześniej zaznaczał też, że jeśli w ramach drugiego z wymienionych pojawią się postulaty sprzeczne z doktryną Kościoła, to nie można ich procedować.
Co więcej, Sekretarz Generalny Synodu Biskupów dodał, iż kontrowersja wokół niemieckiej Drogi Synodalnej jest regularnie przedmiotem pytań pod jego adresem ze strony biskupów nigeryjskich – mających jednoznacznie wypowiadać się o błędach Kościoła w Niemczech.
Maltańskiemu kardynałowi wyraźnie daleko jest do podobnego krytycyzmu. Hierarcha stwierdził tyle tylko, że biskupi za Odrą „mają wyzwania” i przywołał odwiedziny luterańskiej delegacji z Niemiec w sekretariacie synodu. Podczas spotkania miał on otrzymać pytanie od gości, jak mogą „pomóc” Kościołowi katolickiemu w Niemczech. Wedle kardynała Grecha, podobnego podejścia brakuje wśród katolików.
Co do heterodoksyjnych postulatów Synodale Weg, zdaniem purpurata najważniejsze jest to, że niemiecki episkopat nie ma intencji zerwania z Rzymem. Duchowny wyraził wiarę, że ostatecznie od komunii z Piotrem biskupi Niemiec się nie odłączą – co miałoby widocznie w jego ocenie łagodzić powagę proponowanych i tolerowanych przez nich błędów.
Sam udział w procesie synodalnym entuzjastów sprzecznych z doktryną propozycji, a nawet wygłaszanie takich tez przez hierarchów, widać nie martwi kardynała. Jak tłumaczył, ze słuchania takich osób może jego zdaniem zrodzić się lepsze zrozumienie ich perspektywy – taką obecność wciąż można więc uznać za cenną.
Czy ta odpowiedź na pewno w pełni doszacowuje powagę problemu? Posłuszeństwo w Kościele dotyczy nie tylko zachowania podległości legalnej władzy – ale również jest wymagane wobec doktryny wiary. Samo przyjęcie sprzecznych z nią poglądów już jest aktem nieposłuszeństwa wobec Boga i Kościoła, przez który poznajemy prawdę objawioną….Nawet jeśli nie przeradza się wprost w zerwanie komunii kościelnej.
Na tym nie koniec. Błędy – o ile pojawiają się na ustach uczestników synodalnego procesu, mogą dokonywać ekspansji. Trafiają do prasy, do innych uczestników – a tym samym gorszą. To nie jest błaha kwestia – ale realne ryzyko podmywania prawdy i osłabiania jej pewności wśród Ludu Bożego. Bez jednoznacznej i ostrej krytyki niebezpiecznych wizji trudno wyobrazić sobie utwierdzenie ortodoksyjnych katolików w wierze.
Ci ostatni podczas sobotniego spotkania przedsynodalnego w Krakowie pokazali, że są. To dzięki ich pytaniom i podnoszonym wątpliwościom przed otwarciem synodu w Archidiecezji Krakowskiej Sekretarz Generalny poświęcił sporo czasu swoich wystąpień przyznając, że: ewangelicznych wymagań oraz zasad moralności chrześcijańskiej nie wolno rozwadniać; że synod nie zamierza zmienić „ani przecinka” w katolickim nauczaniu; że sprzecznych z doktryną koncepcji w synodalnych projektach nie wolno procedować. Każde z tych zapewnień to przecież publiczna deklaracja sekretarza synodu – do której to deklaracji wolno chyba będzie odwołać się uczestnikom diecezjalnego procesu synodalnego.
Obraz ten obserwowało się naprawdę z dużą przyjemnością. Nikt nie mógł wyjść ze spotkania przedsynodalnego z wrażeniem, że dla diecezji krakowskiej ważne są śmiałe plany ambitnych reform, a zachowanie wiary w nieskażonej postaci to zmartwienie drugiego planu. W ten sposób autentyczny zmysł wiary ludu Bożego rzeczywiście dał o sobie znać. Niejako zgodnie ze słowami psalmu z modlitwy brewiarzowej, od której zebrani rozpoczęli zgromadzenie.
„Już czas jest działać Panie, bo pogwałcili Twe prawo. Przeto więcej miłuję twoje przykazania, niż złoto, niż złoto najczystsze. Dlatego uważam za słuszne wszystkie twe postanowienia, I nienawidzę wszelkiej drogi fałszu”. Wymowne: inaczej, niż dla kardynała Grecha w oczach wielu księży i wiernych naszej diecezji udział heterodoksyjnych środowisk w procesie synodalnym nie jest wartością. Budzi niepokój i obawy. Tak jak i skandaliczne postulaty Drogi Synodalnej za Odrą czy „otwartość” Kościoła.
Niebezpieczne wątki:
Oczywiście – na spotkaniu pojawiły się wątki mogące budzić niepokój co do kształtu ich konkretnej realizacji. Jednym z nich jest m.in. wyraźnie zapowiedziany przez krakowskiego metropolitę ekumeniczny wymiar procesu synodalnego w Krakowie.
Poza tym z ust ordynariusza padła zapowiedź wyraźnego nacisku na kwestię klimatyczną. Kardynał Ryś przyznał, że z olbrzymim entuzjazmem czytał Franciszkową encyklikę Laudato si…
Mimo tego ze spotkania przedsynodalnego można było wyjść zbudowanym. Katolicy zatroskani o ortodoksję i ceniący doktrynalną jasność ponad „ambitne” programy duszpasterskie dali znać o swojej obecności, wcale nie marginalnej. Jeśli kardynałowie ubolewali, że świeccy to „śpiący lew” Kościoła, to w tym wypadku zwierz wydał z siebie wreszcie jakiś pomruk. Kto wie – być może okaże się, że stać go i na więcej?
Filip Adamus