Były szef Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA), David Petraeus ostrzegł, że potencjalne ataki administracji Trumpa wymierzone w Iran „niestety nie doprowadzą do zmiany reżimu”. Stany Zjednoczone zgromadziły już na Bliskim Wschodzie największe siły od czasu inwazji na Irak w 2003 roku.
Emerytowany generał w audycji radiowej „Cats Roundtable”, wyemitowanej w niedzielę, w rozmowie z prowadzącym Johnem Catsimatidisem w WABC 770 AM stwierdził, że Chamenei jest „tak ideologiczny, tak nieugięty, że wydaje się, iż nie ustąpi w kwestiach, które naprawdę mają znaczenie”.
– Słuchajcie, szczerze mówiąc, jestem jak najbardziej za dalszym ograniczaniem programu rakietowego lub [wyrządzaniem] szkód siłom bezpieczeństwa, ale powinniśmy być bardzo trzeźwi. Niestety, to nie doprowadzi do zmiany reżimu – komentował.
Wesprzyj nas już teraz!
Zdaniem Petraeusa, najwyższy przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei nie jest w stanie „poważnie negocjować” w sprawie programu nuklearnego kraju. W Genewie wciąż trwają rozmowy między amerykańskimi i irańskimi dyplomatami w sprawie porozumienia ograniczającego zdolności nuklearne i rakietowe Irańczyków.
Były szef CIA przekonuje, że irański potencjał nuklearny „stanowi ogromne zagrożenie dla naszych partnerów i sojuszników w regionie, w tym dla Izraela, oraz dla wsparcia, jakiego [Iran] udziela tym morderczym sojusznikom, takim jak Hezbollah, Hamas, Huti i szyickie milicje w Iraku”.
– Więc jeśli nie wykaże się pewną elastycznością, myślę, że staną się oni obiektem bardzo, bardzo znaczącej demonstracji amerykańskiej siły militarnej – straszył.
Petraeus przypomniał, że Waszyngton postawił Teheranowi ultimatum w postaci 10-dniowego terminu na zawarcie porozumienia i poczynienie „poważnych ustępstw, do których wcześniej nie był skłonny”. Ultimatum przypomina to z czerwca ub. roku, po upływie którego amerykańskie bombowce stealth przeprowadziły atak na trzy irańskie zakłady wzbogacania uranu w ramach operacji Midnight Hammer.
Miały one spowodować poważne szkody w irańskim programie nuklearnym. Irańskie władze zaprzeczyły, by tak było, a sami Amerykanie później również zaczęli wątpić w siłę swojego uderzenia. Tym bardziej, że Irańczycy zaczęli wcześniej przenosić instalacje w bezpieczniejsze miejsca ukryte głęboko pod ziemią.
W piątek prezydent Trump zagroził przeprowadzeniem ograniczonego ataku na Iran. Na Bliski Wschód wysłano dwa lotniskowce oraz dziesiątki amerykańskich myśliwców i tankowców.
Ro Khanna, demokrata z Kalifornii i Thomas Massie, republikanin z Kentucky obiecali wymusić jeszcze w tym tygodniu głosowanie w Izbie Reprezentantów nad rezolucją o uprawnieniach wojennych, która nakłada na Trumpa obowiązek uzyskania zgody kongresu przed ewentualnym atakiem.
„Urzędnicy Trumpa twierdzą, że istnieje 90 proc. prawdopodobieństwo ataku na Iran. Nie mogą tego zrobić bez zgody Kongresu” – napisał Khanna w środę w poście na platformie społecznościowej X. Reprezentanci Mike Lawler, republikanin z Nowego Jorku i Josh Gottheimer, demokrata z New Jersey oświadczyli w piątek, że sprzeciwiają się rezolucji o uprawnieniach wojennych.
„Szanujemy i bronimy konstytucyjnej roli kongresu w sprawach wojny” – napisali we wspólnym oświadczeniu. „Nadzór i debata są absolutnie niezbędne. Jednak ta rezolucja ograniczyłaby elastyczność niezbędną do reagowania na realne i zmieniające się zagrożenia, groziłaby okazaniem słabości w niebezpiecznym momencie”, dodali.
Brytyjski „Daily Mail” donosi, że prezydent Donald Trump „rozważa zabójstwo syna najwyższego przywódcy Iranu”. Chodzi o 55-letniego Modżtaba Chameneiego, który jest typowany na następcę ojca ze względu na bliskie powiązania z Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), potężnej formacji sił zbrojnych uznanej przez Stany Zjednoczone za organizację terrorystyczną.
W Teheranie w minioną sobotę odbyły się kolejne protesty z udziałem studentów Uniwersytetu Technologicznego Sharif, którzy skandowali: „Śmierć Chameneiemu” i „Bezwstydny, bezwstydny”.
Protesty z większymi lub mniejszymi przerwami utrzymują się od grudnia ub. roku. Ludzie wyszli na ulice z powodu rosnących kosztów życia. Demonstracje jednak brutalnie tłumiono. Siły bezpieczeństwa miały zabić nawet do 30 tys. demonstrantów.
Amerykańska agencja Human Rights Activists News Agency szacuje, że zabitych może być co najmniej 6876 osób a 50 tys. uczestników protestów aresztowano. Jeśli negocjacje w sprawie nowego porozumienia jądrowego zakończą się fiaskiem, Trump ma rozważać zamach na Mojtabę Chameneiego i jego ojca. Miałoby to doprowadzić do zmiany władzy w Iranie.
Iran chce zachować prawo do wzbogacania uranu, który jest najczęściej wykorzystywanym paliwem w energetyce jądrowej. Indyjska ambasada w Teheranie, idąc za przykładem placówek dyplomatycznych innych krajów poleciła swoim obywatelom, by natychmiast opuścili Iran za pomocą wszelkich dostępnych środków transportu, w związku z eskalacją napięcia i rosnącymi obawami przed możliwym atakiem wojskowym USA.
Analitycy wojskowi ostrzegają, że ewentualna konfrontacja będzie się znacznie różnić od wcześniejszych ataków odwetowych, ze względu na skalę sił rozmieszczonych w Zatoce Perskiej i możliwość jednoczesnych ataków na wiele instalacji.
Teheran oświadczył, że jest przygotowany na eskalacja konfliktu i, że nie zamierza podać się przymusowi. Opowiada się za utrzymaniem negocjacji dyplomatycznych. Szef irańskiej dyplomacji Abbas Araghchi uważa nawet, że istnieje „duża szansa” na dyplomatyczne rozwiązanie kwestii nuklearnej. Propozycja ustępstw ze strony irańskiej ma być gotowa w ciągu kilku najbliższych dni.
Indyjskie media dodają, że potencjalny atak Trumpa na Iran stwarza pewne ryzyko, ale i szanse dla Rosji. Atak mógłby zmienić układ sił geopolitycznych nie tylko na Bliskim Wschodzie, ale także na całym świecie.
„Wojna prezydenta USA Donalda Trumpa z Iranem będzie miała poważny wpływ na Rosję, biorąc pod uwagę, że Teheran od dawna jest ważnym sojusznikiem Kremla, również w dziedzinie obronności. Kraje te współpracowały technologicznie, prowadziły produkcję pocisków rakietowych Shahed, ćwiczenia morskie i zawarły umowę o strategicznym partnerstwie. Republikanin Don Ritter stwierdził niedawno wprost: „Upadek reżimu islamistycznego w Iranie byłby ogromną porażką Putina”– zauważa theweek.in.
Medium dodaje, że „Rosja może jednak wykorzystać tę sytuację na swoją korzyść”. Zważywszy na to, że Chiny kupują 90 proc. irańskiej ropy i ograniczają zakupy rosyjskiego paliwa, to w przypadku ewentualnego ataku, pojawiłyby się nowe możliwości ekonomiczne dla Moskwy, konkurującej z Teheranem. Rosja ma się obawiać ewentualnego porozumienia z Iranem i odblokowania sankcji, a co za tym idzie zalania rynku tanią ropą z Iranu.
Ewentualna eskalacja konfliktu mogłaby doprowadzić do blokady chińskich tankowców i zatapiania przez Huti amerykańskich krążowników, co spowoduje bardzo szybki wzrost cen ropy, na czym miałaby skorzystać Moskwa. Jednak, porażka Teheranu może także przyczynić się do osłabienia pozycji negocjacyjnej bloku antyzachodniego, mniejszych zasobów i mniejszego pola manewru.
Źródło: thehill.com, dailymail.co.uk, theweek.in
AS