Co jest alternatywą? Powrót do węgla? Wydaje się, że nie. Ceny pelletu jeszcze jakiś czas temu były na poziomie kilkuset złotych. Teraz mamy do czynienia, być może, z jakimiś spekulacjami. Ja to chcę też jasno i wyraźnie powiedzieć – to odpowiedź wiceministra klimatu Mikołaja Dorożały na pytania o olbrzymi wzrost kosztów ogrzewania domów i mieszkań.
„Jak się pan czuje jako człowiek, który odpowiada za te szybujące w nieskończoność ceny pelletu? Tak mówi przynajmniej branża drewna. Tak, to to jest ten człowiek” – pytał wiceministra na antenie radia RMF Piotr Salak.
Mikołaj Dorożała przyznał, że to jego resort odpowiada za podaż drewna. Dodał, iż ta się nie zmieniła względem lat 2022 – 2024. Jednak spotkał się z ripostą: ceny opału pochodzącego z odpadów po wycince drzew, z kilkuset złotych skoczyły do 2,5 – 3 tysięcy za tonę. W dodatku pelletu brakuje. Prawdopodobnie ze względu na zapotrzebowanie ze strony elektrociepłowni, którym rząd zakazał używania drewna pełnowartościowego.
Wesprzyj nas już teraz!
– Problem, który na pewno jest i on jest oczywisty, to jest kwestia tej zimy – mówił polityk Polski 2050. Na uwagę, że „skoro jest zima to musi być zimno”, dodał: – Tylko wie pan, do tego trzeba przygotować całe łańcuchy dostaw. Jeśli łańcuchy dostaw pelletu w ciągu ostatnich 7–8 lat – bo mówimy o tym boomie przed 2020 rokiem – były przygotowane na temperatury, które raczej oscylowały wokół plus 5, a nie minus 15, to ludzie praktycznie wykorzystali te zapasy, które były na koniec stycznia, które normalnie starczały powiedzmy do kwietnia – tłumaczył Dorożała.
Wiceminister przekonywał, że wspomniany zakaz wynikał z oczekiwań przemysłu, w tym branży meblarskiej.
Dziennikarz zwrócił uwagę, że władza w Polsce rozpoczęła energetyczną transformację nie od tego, co powinna. Powstały programy zachęt do kupowania domowych systemów grzewczych opartych o inne paliwa niż węgiel, jednak bez zagwarantowania ich dostępności.
„Proszę bardzo, ludzie kupili, zainwestowali i w tej chwili płaczą, bo nie mogą raz dostać pelletu, a jeżeli już dostaną, to zapłacą straszne pieniądze” – wskazywał dziennikarz.
– My gwarantujemy dostawy na rynek tego drewna, które przychodzą z Lasów Państwowych, łącząc te interesy przyrodnicze, gospodarcze, społeczne. Natomiast to, co się dzieje poza tym, to jest kwestia tego, co się dzieje na wolnym rynku – mówił Dorożała.
– No, przede wszystkim państwo na pewno pomaga w wielu aspektach dotyczących energii. Mamy dobre przykłady tego, co się dzieje dzisiaj na programach unijnych, to co się dzieje w ogóle w inwestowaniu – próbował bronić wiceminister obecnej „transformacji”.
„Gdybym miał pompę ciepła, płakałbym, bo rachunek grozy. Jakbym miał kocioł na pellet, płakałbym, bo nie ma pelletu. W takim razie co zostaje, panie ministrze?” – dociekał Salak.
– Niech pan spojrzy na to, jak wygląda dzisiaj ta narracja mówiąca o tym… Bo co jest alternatywą? Powrót do węgla? Wydaje się, że nie – próbował ironizować ze śmiechem wiceminister. – Ceny pelletu jeszcze jakiś czas temu były na poziomie kilkuset złotych. Teraz mamy do czynienia, być może, z jakimiś spekulacjami. Ja to chcę też jasno i wyraźnie powiedzieć. I oczywiście zresztą rzecznik [rządu] pan Adam Szłapka też się w tej sprawie wypowiadał. I rząd zrobi wszystko, żeby zagwarantować te dostawy dla mieszkańców. I dobrze, że ludzie szukają tych alternatywnych źródeł energii. I pellet jest jakimś rozwiązaniem, oczywiście. Tylko musi być jakaś spójność systemów, w które inwestujemy – mówił Mikołaj Dorożała.
Źródło: RMF24.pl
RoM