Dzisiaj

Bogdan Dobosz: Ciemne okulary i antytrumpizm. To wszystko co pozostało Macronowi?

(fot. Gonzalo Fuentes / Reuters / Forum)

Kiedy mizdrzenie się do prezydenta USA nie przyniosło efektów, a Francji i tak grożą cła na ich sztandarowe produkty w postaci wina i szampana, Macron dzielnie wcielił się w rolę lidera „obozu antytrumpistów”.

Prezydent Francji wrócił do idei „eurocentryzmu” z własną „armią europejską”, zbrojeniami europejskimi z wykluczaniem przemysłu USA. Wysłał na Grenlandię konsula i kilku żołnierzy, umiejętnie połechtał antyamerykanizm rodaków. W sumie takie działania to nic nowego, Macron już kilka lat temu mówił o „mózgowej śmierci NATO”. W odróżnieniu jednak od ostrożniejszych Niemców, Macron ma swój własny „parasol atomowy” i może się w takie gry bawić.

W rzeczywistości poniósł w polityce zagranicznej porażkę. Wcześniej rozścielał czerwone dywany w Wersalu przed Putinem, po agresji na Ukrainę wysyłał dość długo na Kreml sygnały podjęcia się roli mediatora, francuskie firmy zwlekały z wycofaniem się z rynku rosyjskiego, ale Moskwa te awanse odrzuciła, a nawet upokorzyła Paryż.

Wesprzyj nas już teraz!

Kiedy w USA nadeszła druga epoka prezydentury Trumpa, międzynarodowa sytuacja Paryża jeszcze bardziej się pogorszyła. Amerykański prezydent w Davos kpił wprost z Emmanuela Macrona i wyraźnie lekceważy Francję. Jako, że na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą, Francja jest wypychana dość brutalnie ze swoich tradycyjnych stref wpływu, np. w Afryce przez Rosję, Chiny, jak i Amerykanów.

Dawne światowe mocarstwo nie jest już nawet lokalnym mocarstwem, co pokazują trudności relacji choćby z pobliską Algierią. Dochodzą do tego problemy ekonomiczne, spadek poziomu życia i poczucie bezpieczeństwa, masowa imigracja, rosnąca przestępczość, kłopoty i protesty rolników, a taką listę można jeszcze długo ciągnąć. Macronowi na ostatni rok jego rządów pozostały już tylko gesty.

Antyamerykanizm na użytek polityki krajowej
Ratunek w kraju ma mu przynieść „polityka międzynarodowa” i rola lidera koalicji antyamerykańskiej. Na poziomie krajowym wskaźnik poparcia dla Emmanuela Macrona utrzymuje się na niskim poziomie 11-12 proc., ale kiedy zaczął wprost krytykować Trumpa, zaczął odzyskiwać „zaufanie” wśród swoich dawnych zwolenników. Obecnie „ufa mu” 63 proc. członków koalicji prezydenckiej „Ensemble” (partia Horizons, MoDem, Renaissance), co stanowi wzrost o 14 punktów procentowych w ciągu jednego miesiąca. Nic dziwnego, że Emmanuel Macron uważa, że ”stawianie się” polityce Donalda Trumpa po prostu mu się opłaca.

Niektórzy kpią, że ten niewielki wzrost zaufnia na początku roku, to bardziej efekt okularów przeciwsłonecznych, które zaczął nosić Macron, aby ukryć podbite oko. Inni widzą w tym echa wystąpienia prezydenta w Davos i kilku gestów wymierzonych w Trumpa, jak np. francuska…kilkuosobowa „wyprawa wojskowa” na Grenlandię.

Tak, czy inaczej, ogólnokrajowy wskaźnik akceptacji polityki Prezydenta Republiki wzrósł o 4 punkty procentowe, z 12 do 16 proc. Widać w tym tradycyjny antyamerykanizm Francuzów. Dla lewicy to przecież odwieczni „imperialiści”, dla prawicy „globalny konkurent”. Wygląda na to, że Macron będzie kontynuować taką polityczną drogę, ale i wciągać w nię inne kraje UE.

Nie dopuścić do wyboru prezydenta z partii narodowej
Kontekstem są tu jednak przyszłoroczne wybory. Histeria antyamerykańska komplikuje politykę Zjednoczenia Narodowego (RN). Zarówno trzykrotna kandydatka tej partii na prezydenta – Marine Le Pen, jak i ewentualny „kandydat zastępczy” RN – Jordan Bardela (w przypadku sądowego zakazu startu Le Pen), mocno wsparli działania Donalda Trumpa rozprawiające się z różnymi wydumanymi ideologiami lewicy (od klimatyzmu po LGBT-yzm).

Teraz Zjednoczenie Narodowe jest w trudnej sytuacji, ponieważ musi się „odcinać” od wspierania Waszyngtonu, którego przywódca uraził „francuską dumę narodową”. Skomplikuje to przekaz kampanii wyborczej RN, a kandydat narodowy ma po raz pierwszy realną szansę wygrania prezydentury.

Wydaje się, że „elity” już mają gotowy program zatrzymania Le Pen lub Bardelli. Obecnie forsuje się tezę, że najlepszym ratunkiem dla kraju byłby apolitycny kandydat – technokrata, np. z doświadczeniem w prowadzeniu dużej firmy. Sprytne, ale to niemal powtórka z wylansowania w 2017 roku kandydatury Emmanuela Macrona.

Chociaż w przeszłości był mocno zaangażowany w politykę – piastując stanowisko ministra, przed wyborami wycofał się z rządu i udawał niezależnego „finansistę-technokratę z zewnątrz”. Po blamażu socjalisty Hollande’a i utopieniu przez media kandydatury centroprawicowego polityka Francois Fillona, tylko właśnie taki kandydat mógł wygrać z Marine Le Pen.

Sprytny manewr wówczas się udał i zapewnił Macronowi dwie kadencje. Choć polityk kończy swoją karierę w niesławie, specjaliści od socjotechniki już pracują nad kolejnym rozwiązaniem. Rozgrywanie francuskich patriotów antyamerykańskim resentymentem, może ostatecznie przyczynić się do porażki przedstawiciela ZN w starciu z „nową jakością w polityce”. Czy Francuzi ponownie dadzą się nabrać na ten sam numer? Podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, ale są przecież rzeczy, o których nie śniło się filozofom.

Bogdan Dobosz

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(1)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie