Między Wielkim Piątkiem a Niedzielą Zmartwychwstania jest dzień ciszy. Bez cudów, bez znaków, bez odpowiedzi. Wiele momentów naszego życia przypomina właśnie Wielką Sobotę — czas zawieszenia, w którym nie widzimy jeszcze sensu. To przypomnienie, że dojrzała wiara rodzi się nie w spektakularnych uniesieniach, lecz w milczeniu.
Dzień, w którym nic się nie dzieje
Wielki Piątek jest dniem dramatu: tłum, zgiełk, krzyż, śmierć. Niedziela Zmartwychwstania przynosi poranek zwycięstwa. Pomiędzy nimi znajduje się jednak dzień, który wydaje się niemal pusty. Wielka Sobota.
Wesprzyj nas już teraz!
W Wielki Piątek obserwujemy przejmujące sceny. „Zasłona przybytku rozdarła się na dwoje” (Mk 15,38). Trzeciego dnia jesteśmy świadkami Zmartwychwstania. Dokonuje się największy z cudów. To momenty intensywne, pełne emocji. Po ludzku efektowne. Golgota, pusty grób i uwielbione ciało Mistrza. A co dzieje się w sobotę? Cisza. Żałoba. Dezorientacja.
Jezus jest opłakiwany w ukryciu. Leży w grobie. Wszystkie nadzieje zostają pogrzebane. Mistrz nie żyje. Nie ocalał w żaden cudowny sposób. Przed oczami wciąż stoją obrazy męki i ukrzyżowania. Ból i rozpacz. Z ludzkiego punktu widzenia nic się nie wydarza.
Wiemy, że ma nastąpić zmartwychwstanie. Ale czy nastąpi? Pojawiają się wątpliwości, niepewność, smutek. Trwa szabat.
A jednak właśnie wtedy — według starożytnej tradycji Kościoła — Chrystus zstępuje do otchłani, aby ogłosić zbawienie tym, którzy żyli przed Jego przyjściem.
Jak pisze św. Piotr: „Chrystus bowiem również raz umarł za grzechy, sprawiedliwy za niesprawiedliwych, aby was do Boga przyprowadzić. Zabity wprawdzie na ciele, ale powołany do życia Duchem. W nim poszedł ogłosić [zbawienie] nawet duchom zamkniętym w więzieniu” (1 P 3,18–19).
Dla tych, którzy o tym nie wiedzą, wciąż jednak panuje cisza. Nie ma znaków. Nie ma cudów. Nie ma odpowiedzi.
Czas, w którym wiara przestaje być oczywista
Wielka Sobota jest dniem, w którym wiara przestaje być oczywista. W Wielki Piątek patrzymy na krzyż. W Niedzielę Zmartwychwstania pojawia się światło. Ale Wielka Sobota nie daje niczego, co można dostrzec ludzkim wzrokiem. Nie ma już Jezusa nauczającego tłumy. Jest tylko kamień grobu i wspomnienie słów, które w tej chwili wydają się zbyt trudne, by w nie uwierzyć. Dlatego Wielka Sobota tak bardzo przypomina ludzkie doświadczenie wiary. Bo wiara najczęściej nie polega na oglądaniu cudów, lecz na trwaniu wtedy, gdy nic nie widać. Mistyczna tradycja chrześcijańska nazywała takie chwile „nocą wiary”. Święty Jan od Krzyża pisał, że to właśnie w ciemności dusza najgłębiej uczy się zaufania Bogu, który działa nawet wtedy, gdy pozostaje ukryty. Z pozoru wydaje się, że nic się nie dzieje. A jednak właśnie w takich momentach dokonują się najważniejsze przemiany. Tak było również w Wielką Sobotę. Dla uczniów był to dzień porażki i końca. Dla Boga — przeddzień nowego początku.
Wielka Sobota uczniów
Jezus przecież zapowiadał, że trzeciego dnia powstanie z martwych. A jednak uczniowie nie czekają na spełnienie tej obietnicy. Smucą się. Czują się przegrani. Kobiety przygotowują wonności, aby namaścić ciało. Nie spodziewają się pustego grobu. Ta scena mówi coś ważnego o ludzkiej wierze. Nawet ci, którzy słyszeli słowa Jezusa, byli najbliżej, nie potrafią utrzymać nadziei w chwili próby.
Dlaczego tak się dzieje? Jeśli słyszeli zapowiedź zmartwychwstania, dlaczego nie czekają ufnie na jej spełnienie? Nie odczytują znaków. W Ewangelii świętego Łukasza z ust uczniów Jezusa zdążających do Emaus padają słowa: „Niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: Były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje.” Nie ma ufności, jest przerażenie. Zwątpienie i gorycz biorą górę: „A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela.” (Łk 24,21). Cisza Wielkiej Soboty obnaża zatem kruchość naszej wiary – nagle i bezlitośnie.
Kapłani proszą Piłata o straż przy grobie, obawiając się prowokacji i wykradnięcia ciała. Można odnieść wrażenie, że wrogowie Jezusa bardziej obawiali się Jego mocy, niż uczniowie ufali Jego słowom. Lęk wrogów okazuje się silniejszy niż wiara bliskich. Gdyby uczniowie naprawdę spodziewali się zmartwychwstania czy kobiety przygotowywałyby wonności, aby namaścić ciało?
My także często nie ufamy Bożym obietnicom. Chrystus mówi: „Trwajcie w miłości mojej”, a my żyjemy tak, jakby jutro nie miało przynieść zmiany. Dzieje się coś złego, a my nie potrafimy czekać z nadzieją. Jesteśmy bardzo podobni do Apostołów.
Nasze własne Wielkie Soboty
Każdy człowiek przeżywa w życiu swoje Wielkie Soboty. Momenty, w których coś się kończy, a nowe jeszcze się nie zaczęło. Może to być choroba, która trwa miesiącami. Kryzys małżeństwa. Utrata pracy. Długie milczenie Boga w modlitwie. Po wielkim wstrząsie przychodzi cisza. I właśnie wtedy pojawiają się pytania: Gdzie jest Bóg? Dlaczego milczy? Dlaczego nic się nie zmienia?
Między cierpieniem a pocieszeniem jest przestrzeń oczekiwania. Wiemy, że zostały nam dane obietnice, a jednak trudno nam wytrwać z powodu rozgoryczenia.
Nie ma spektakularnych cudów ani nagłych rozwiązań. Jest tylko codzienność, która czasem wydaje się ciężarem. Właśnie wtedy zaczyna się próba naszej ufności. Dobry i owocny czas to nie tylko efektowne wydarzenia. Zanim przyjdzie cud, często potrzebny jest czas przygotowania serca — czas pokory i refleksji.
Droga krzyża jako droga życia
Chrześcijaństwo od początku mówi jasno, że droga do Boga prowadzi przez krzyż. Tę prawdę mocno wyraża Tomasz à Kempis w książce „O naśladowaniu Chrystusa”:
„Ułożysz sobie wszystko i zaplanujesz według własnej woli i chęci, a i tak zawsze, chcesz czy nie chcesz, znajdzie cię cierpienie, zawsze krzyż znajdziesz. Bo albo dotknie cię boleść ciała, albo znieść będziesz musiał udręki ducha.
A tu Bóg cię opuści, a tu bliscy zranią, a co gorsza, staniesz się sam sobie źródłem męki. A znikąd pomocy, znikąd nadziei uwolnienia i ulgi i musisz przejść przez to wszystko, aż Bóg powie ci: dość.”
To właśnie w czasie oczekiwania na Boże „dość” najpełniej niesiemy swój krzyż i najgłębiej łączymy go z Jego Najświętszą Męką.
Modlitwa na godzinę ciemności
Biblia nie ukrywa doświadczenia Bożego milczenia. Psalmista woła:
„Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie, Boże” (Ps 42).
Człowiek wierzący także doświadcza chwil, w których modlitwa wydaje się wracać głuchym echem. Nie oznacza to jednak, że Bóg przestaje być obecny.
W jednej z medytacji Drogi Krzyżowej w Koloseum kardynał Joseph Ratzinger napisał modlitwę, która szczególnie pasuje do ciszy Wielkiej Soboty:
„Panie, zszedłeś w ciemności śmierci. Jednak dobre ręce przejmują Twe ciało i spowijają w czyste płótno (Mt 27, 59). Wiara nie całkiem umarła, słońce nie całkiem zaszło. Ileż razy wydaje się, że śpisz. Jakże łatwo my, ludzie, oddalamy się i mówimy do siebie „Bóg umarł”. Spraw, abyśmy w godzinie ciemności uznali, że Ty jednak tam jesteś. Nie zostawiaj nas samych, gdy zaczynamy tracić ducha. Pomóż nam nie zostawiać Cię samego. Daj nam wierność, która oprze się zagubieniu. Daj miłość, która przyjmie Cię w chwili największej Twej potrzeby, na wzór Twojej Matki, co przyjęła Cię na nowo w swe łono. Pomóż nam, pomóż ubogim i bogatym, prostaczkom i uczonym, widzieć mimo lęków i uprzedzeń. Daj ofiarować Ci nasze możliwości, serca i czas, byśmy w ten sposób przygotowali ogród, w którym wzejdzie zmartwychwstanie.”
Cisza, w której dojrzewa wiara
Wielka Sobota przypomina o czymś bardzo ważnym: wiara dojrzewa nie tylko wśród wielkich znaków. Czasami dojrzewa właśnie w ciszy.
Chrystus chce, abyśmy byli z Nim nie tylko w dniu zwycięstwa, lecz także w czasie męki, śmierci i oczekiwania. Nie dopiero wtedy, gdy wszystko staje się jasne. Chce, abyśmy ufali Mu także, a może przede wszystkim, w czasie, gdy wydaje się, że jest daleko.
Jak pisał kardynał Ratzinger: „Bóg ukryty pozostaje jednak Bogiem żyjącym i bliskim”.
Cisza nie jest końcem historii. Jest przestrzenią, w której Bóg przygotowuje zmartwychwstanie. A tylko miłość do Chrystusa i ufność w to, że może On przemienić nasz los, ukoić ból i podźwignąć człowieka niosącego własny krzyż, pozwala przejść przez czas duchowej pustki.
Anna Dubaniowska