3 lutego 2017

Na białoruskich portalach społecznościowych trwają zagorzałe dyskusje, których uczestnicy spierają się, kim tak naprawdę są Białorusini. Czy nadal jest to naród uformowany na bazie plemion wschodniosłowiańskich lub bałtyckich a także, czy tradycja i kultura Wielkiego Księstwa Litewskiego wyznaczyły istotę dzisiejszej białoruskości?

 

 

Dysputy dotyczące pochodzenia i tożsamości Białorusinów trwają już od ćwierćwiecza. W okresie sowieckim oczywiście nie mogło być mowy o rewizji obowiązującej koncepcji, według której naród białoruski nigdy nie miał własnej państwowości do momentu, jak został nią obdarowany w 1919 roku przez „najbardziej sprawiedliwy ustrój na świecie” – system komunistyczny. W ramach tej narracji Białorusini byli utożsamiani głównie z najbiedniejszą grupą społeczną – ludem chłopskim, ujarzmionym rzekomo przez „polskich i litewskich feudałów”, a niejako przywilejem tego ludu były powstania podejmowane w imię zjednoczenia się z prawosławną Macierzą – Rosją.

 

Uwolnienie przestrzeni informacyjnej przy końcu istnienia Związku Sowieckiego pogrążyło Białorusinów w informacyjnym chaosie, z którego po latach zaczyna się klarować pewna koncepcja. Większość rodzimych historyków uznaje dzisiaj rolę substratu bałtyckiego w kształtowaniu się narodowej tożsamości.

 

Jeszcze głębszej rewizji zostały poddane postaci reprezentujące sfery wyższe Wielkiego Księstwa Litewskiego – szlachtę i arystokrację. W odróżnieniu od Ukrainy, na dzisiejszej Białorusi tamtejsza inteligencja nie ma awersji w stosunku do dziedzictwa polskiego. Zdarzają się co prawda próby całościowej białorutenizacji pojedynczych osób, ale nie jest to trend dominujący. Zasadniczo spuścizna polska jest określana tam jako polsko-białoruska lub – jeśli mowa o znanych Polakach – używane jest sformułowanie „syn ziemi białoruskiej”.

 

Zmiana nastawienia do spuścizny Wielkiego Księstwa Litewskiego oraz Rzeczypospolitej Obojga Narodów nastąpiła nie tylko w środowisku opozycyjnym, ale i w sferach rządzących. Czołowym przykładem tej zmiany są relacje władz z rodziną Radziwiłłów. Książę Maciej Radziwiłł w imieniu całego familii od lat przyjeżdża na Białoruś i utrzymuje kontakt z tamtejszym Ministerstwem Kultury, które nadal włada rodową posiadłością w Nieświeżu. W 2012 roku, z okazji otwarcia muzeum w nieświeskim pałacu, odbyło się nawet spotkanie księcia Macieja z Aleksandrem Łukaszenką. Prezydent Białorusi zachęcał wówczas, by „książę czuł się jak w domu”, co zabrzmiało niewątpliwie dwuznacznie w świetle wydarzeń z roku 1939. Arystokrata odpowiedział, że „Radziwiłłowie nigdy z własnej woli nie chcieli porzucać Nieświeża, w roku 1939 zostali do tego zmuszeni, ale serce na zawsze pozostało tu”. Historia, w jakimś symbolicznym sensie, zatoczyła koło: „To nie sztuka zabić kruka, ale sztuka całkiem świeża trafić ze Szkłowa (Bezdan) do Nieświeża”.

 

Książę czuje osobistą więź z dziedzictwem Wielkiego Księstwa Litewskiego. Sądzi także, iż Białorusini są głównymi spadkobiercami jego ziem i tradycji. W wywiadzie dla portalu www.tut.by w 2016 roku Maciej Radziwiłł wypowiedział się tak: „Wyróżnia mnie tradycja rodzin, z których pochodzę. Dla mnie są to tradycje Wielkiego Księstwa Litewskiego, centrum którego tworzyła Białoruś. Księcia Albrechta Radziwiłła – właściciela pałacu przed wojną – spytano, kim jest według narodowości, on odpowiedział „tutejszy”.

 

Na tle powrotu do spuścizny Wielkiego Księstwa Litewskiego ciekawym zjawiskiem jest tak zwany litwinizm – ruch społeczny w kierunku powrotu Białorusinów do historycznej samoidentyfikacji jako Litwinów. Ruch ten kiełkował od początku lat 90. XX wieku w kręgach opozycji białoruskiej, ostatnio zaś nabrał pewnej masy krytycznej. Istnieje w różnych odmianach, wśród których wymienić trzeba litwinizm etniczny, cywilizacyjny czy też odwołujący się również do wątków bałtyckich. Wspólnym elementem łączącym wszystkie te odłamy jest krytyczne spojrzenie na „postsowiecką białoruskość” oraz na nazwy „Białoruś” i „Białorusini” jako takie. Piewcy litwinizmu uważają je za wymysł propagandy rosyjskiej, podtrzymany przez historyków sowieckich, natomiast samych siebie uważają za „Litwinów” – spadkobierców tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego. O sile tego ruchu świadczą liczne inicjatywy, odtwarzające duch tamtych czasów. Turnieje rycerskie, bale na cześć księcia Michała Kleofasa Ogińskiego czy Teatr Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła, to tylko niektóre wydarzenia artystyczno-historyczne, które odbywają się regularnie w różnych miejscach Białorusi. W internecie aż się roi od różnego rodzaju stowarzyszeń i grup „litwińskich”: „Krajowe Zrzeszenie Litwinów”, „Liga Monarchistyczna Wielkiego Księstwa Litewskiego”, „Wielkie Księstwo Litewskie”, „Zuchwały Litwin”, „Brest Litovski”, „Litwiny tut!”, „Litwiński Klub” i wiele innych.

 

Na ruch białoruskich Litwinów z niepokojem zwracają uwagę w Rosji. Uważają, iż zagraża on w strategicznej perspektywie przyjaźni między Białorusinami a Rosjanami. Przy czym często eksperci rosyjscy określają zjawisko litwinizmu jako „bękarta” polonizacji lub ogólnie polskiej idei mocarstwowej. Pstrokate tytuły w drugo-, trzeciorzędnych mediach rosyjskich głoszą: „O rusofobicznej istocie litwinizmu na Białorusi”, „Dlaczego Białoruś nie jest Litwą”, „Idiotyczny kołpak litwinizmu”, „Szeregowe bakcyle litwinizmu”, etc.

 

Zarzuty ze strony rosyjskiej wobec litwinizmu są gęsto przemieszane z oskarżeniami wobec Polski. Władysław Gulewicz pisze na stronie Fonda Strategiczeskoj Kultury (www.fondsk.ru ), w artykule „Polaczenie we współczesnej Białorusi”: „Litwinizm to sztucznie utworzona „teoria” sukcesji państwowości białoruskiej od Wielkiego Księstwa Litewskiego. Białorusini w rozumieniu adeptów litwinizmu, to wcale nie Białorusini, tylko Litwini, potomkowie poddanych WKL. Więź narodu białoruskiego z rosyjskim litwiniści negują… Praktycznie wszyscy litwiniści widzą Białoruś w Europie pod ukrytym patronatem Polski, ale w żadnym przypadku w Unii Euroazjatyckiej”. Tyle ze strony rosyjskiej.

 

Na razie trudno powiedzieć, czy ruch Litwinów na Białorusi rzeczywiście przerodzi się w poważne zjawisko społeczne, ale widać gołym okiem, że koncepcja historyczna mówiąca o braterstwie Rosjan i Białorusinów jest mocno nadszarpnięta. Budzenie się z letargu świadomości białoruskiej ma doprowadzić do wzmocnienia państwowości białoruskiej, czego teraz życzy sobie także Aleksander Łukaszenka. Nie może on tego robić otwarcie, ale przyzwala na rewizję poprzedniego podejścia.

 

 

Aleksander Stralcov-Karwacki

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie