Dziś już chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, że Strefy Czystego Transportu to unijny absurd, który należy wypełnić, aby zwiększyć swoje szanse w kolejce po brukselskie pieniądze. Bo nie o klimat, nie o ekologię czy zdrowie tu chodzi. Patrząc na polskie podwórko już teraz wyraźnie widać, że można ów uciążliwy obowiązek wypełnić w sposób, który nie uderzy w mieszkańców. Można też stanąć po stronie klimatycznych zamordystów i ponieść tego konsekwencje… Kraków, Katowice, Szczecin… Trzy miasta i trzy postawy wobec unijnego absurdu.
Kiedy w Krakowie trwały „konsultacje” dotyczące tzw. małopolskiego planu zrównoważonej mobilności (SUMP), wśród mieszkańców pojawił się mężczyzna, który zadeklarował, że przybył na nie z dalekiego zakątka miasta, z rodziną, korzystając z komunikacji miejskiej, żeby udowodnić, że jest to możliwe. Tyle, że sprowadzając dyskusję do takiego poziomu argumentacji, mógłbym – zgodnie z prawdą zresztą – zapewnić, że do urzędu przybyłem tego dnia pieszo, by pokazać, że nie mam możliwości dotarcia do gmachu na placu Wszystkich Świętych samochodem.
Tegoż samego dnia w czasie „konsultacji” zapytałem jednego z urzędników o to, ile z pomysłów zgłoszonych przez mieszkańców na zmianę planu ma szansę się przebić. Usłyszałem, że wszystkie opinie są przyjmowane i brane pod rozwagę, ale… wszystkie wymogi unijne muszą zostać spełnione, byśmy – jako miasto – mogli w dalszej perspektywie ubiegać się o unijne środki na wszelkie modernizacje. To bardzo ładna i dyplomatyczna odpowiedź oznaczająca mniej więcej: „żadne!”
Wesprzyj nas już teraz!
Ten obrazek, dotykający wprawdzie szerszej tematyki SUMP, stanowi jednak doskonały obraz tego jak w rzeczywistości wygląda proces „konsultacji”, wsłuchiwania się w głos obywateli, brania pod rozwagę ich głosu… Nie ma tu miejsca na merytoryczne dysputy, za to chętnie sięga się po ckliwą argumentację, najlepiej z okolic zagrożenia zdrowia dzieci. Bo cel jest jeden – uzyskać dostęp do unijnych środków. A to oznacza realizację konkretnych punktów wymaganych (punktowanych) przez Brukselę.
I jeszcze jeden ważny szczegół. W trakcie sądowej batalii o losy krakowskiej SCT na sali sądowej wybrzmiał głos organizacji proekologicznych. Chodziło o normy stężenia NOx w powietrzu. Dziś wynosi ono 40 mikrogram na metr sześcienny. I takie stężenie owe organizacje pokazują na swoich grafikach zazwyczaj alarmującym, czerwonym kolorem. Powód? UE zmieni w przyszłości normę na 20. Ale i ono malowane jest przez ekologistów na żółto, a nie na zielono. Dlaczego? Bo trzeba iść dalej, gdyż nie ma „bezpiecznego stężenia” (tzn. wynosi ono zero). Przywołuję tę deklarację, gdyż obrazuje ona jasno jaki jest cel działania ekoaktywistów.
Kraków i szkodliwa nadgorliwość
Oczywiście nie jest moim zamiarem stawianie tezy, że dbałość o przyrodę oraz o zdrowie nie jest ważna. Jest, oczywiście. Tyle tylko, że nie można w imię tego celu demolować bezmyślnie życia społecznego i gospodarczego – bo to przyniesie jeszcze gorsze konsekwencje. Widzimy to w Krakowie. Głos mieszkańców nie został wysłuchany, a większa część miasta została obłożona obostrzeniami SCT.
Mieszkańcy mogli liczyć na pewne wyłączenia; ale przecież mówimy o stolicy Małopolski. Jednym ruchem zatem ograniczono „ludziom z zewnątrz” dostęp do edukacji, pracy, urzędów i służby zdrowia. Przy okazji podniesiono ceny biletów komunikacji miejskiej i poszerzono dni i godziny płatnych parkingów.
Skończyło się na awanturze, buncie obywateli, buncie samorządów z krakowskiego „obwarzanka” i inicjatywie referendalnej – mieszkańcy zamierzają odwołać prezydenta Aleksandra Miszalskiego. I są na dobrej drodze.
Dopiero strach przed możliwą utraty wpływów w Krakowie zmusił włodarza miasta do zmiany polityki i częściowego wycofywania się z kolejnych nietrafionych decyzji.
Dlaczego nie słuchano mieszkańców w czasie konsultacji? Dlaczego osoby, które zaangażowały się, jako obywatele miasta, ale i sąsiednich gmin, byli obrażani, a ich głos deprecjonowany? Przecież słyszeliśmy, że może i na konsultacjach przeważał głos przeciwników SCT, ale tylko dlatego, że zwolennicy zmian, których jest przecież większość, na konsultacje nie przyszli (sic!).
Władze Krakowa postanowiły iść na całość i wypełniać unijne wytyczne, do tego z nawiązką. Tak właśnie uczyniono z obowiązkiem wprowadzenia SCT. Ustawa o elektromobilności nie wspomina jak wielki obszar miasta ma być obejmowany strefą. A przypomnę – krakowska pierwsza uchwała mówiła o SCT w granicach administracyjnych miasta. Obecnie to obszar ok. 60 proc. Krakowa. Wciąż o wiele za dużo. I bez potwierdzenia skuteczności ekologicznej takiego ruchu.
A można było wypełnić obowiązek zgoła inaczej, mniej boleśnie – przyjąć dla strefy minimalne wymogi i zawęzić jej obszar do ścisłego centrum. Krakowianie usłyszeli, że to wypaczyłoby ekologiczny sens SCT. Ale zaraz się okazało, że nie wypacza go comiesięczna „stówka” z opłaty wnoszonej za wjazd do SCT autem, które nie spełnia wymyślonych norm…
W Krakowie nie ma więc mowy o żadnym efekcie ekologicznym. Za to zawrzało w małopolskiej społeczności. A ci co muszą załatwiać interesy w Krakowie, przerzucają dodatkowe koszty na mieszkańców. To – obok zastrzyku finansowego z opłat – wymierne efekty działania strefy. Chyba nie o to chodziło…
Katowice nie muszą, ale… muszą
Tak, tak, to nie pomyłka. Sytuacja Katowic jawi się niczym z filmów Barei wyjęta. Stąd też na chwilę z przymrużeniem oka zmieńmy klimat naszej opowieści opisującej sytuację tego śląskiego miasta.
– Towarzyszu, wy tam w Katowicach to normy przekraczacie. Trzeba będzie SCT wprowadzić.
– Ale Panie kochany, my czujnik mamy przy autostradzie A4. W mieście powietrze w normie. No jak wprowadzać, jak mierzy co innego… Może byśmy czujnik przenieśli i wtedy się zobaczy… Od lat apelujemy…
– Ano tak, macie rację. Trzeba przenieść…
W Katowicach powietrze jest niezłe, normy nie są przekroczone, SCT nie jest wymagana… Ale zaraz, zaraz…
– Towarzyszu, wy tam w Katowicach przekraczacie normy. Strefa być już powinna. I co? Nie ma? Miliardy z unijnej kasy wam pod nosem przelecą…
– Ale czujnik, autostrada… Teraz jest dobrze, nie ma przekroczeń… No ustaliliśmy…
– Kochaniutki. Wszystko się zgadza. Ale jest ustawa? Jest! A co mówi? Że w roku poprzedzającym… itd. A jakie pomiary były w 2024? Normy przekroczone były? Były! No to strefa musi być czy nie musi? No chyba się zgodzimy, że nie można działać poza ustawą, hę?!
Tak oto Katowice strefę wprowadzić muszą, choć w rzeczywistości nigdy nie było takiej potrzeby. I tu pojawia się drugi scenariusz postępowania – zgoła odmienny od krakowskiego.
W mieście ogłaszane są konsultacje, a włodarz miasta pokazuje pomysł na SCT. To niewielki obszar Katowic z i tak już obecnie ograniczonym ruchem. Normy? W zasadzie niegroźne. Do tego wyłączenia dla mieszkańców całej metropolii. Strefa ma obowiązywać od 29 czerwca 2026 roku.
Ekologiści biją larum, że takie rozwiązanie to farsa, że to najbardziej „papierowa” strefa w Polsce. A włodarz miasta słusznie podkreśla, że w tak krótkim czasie na inne (bardziej odważne) rozwiązania nie ma miejsca, bo nie może podejmować decyzji, które nie mają akceptacji mieszkańców. Inaczej zagrożony były spokój społeczny (zapewne dobrze wie, co dzieje się u małopolskiego sąsiada).
Szczecin nie musi, ale… chce
Trzecia historia SCT dotyczy Szczecina. Miasto nie notuje przekroczeń obowiązujących norm jakości powietrza, a więc nie jest objęte ustawowym obowiązkiem stworzenia SCT. Znalazła się jednak grupa radnych, którzy wpadli na pomysł, by strefę mimo to wprowadzić.
Powód jest dość prozaiczny. Chodzi o zwiększenie swoich szans na pieniądze z UE, które chcieliby przeznaczyć m.in. na nowy tabor, infrastrukturę pieszą i rowerową, elektromobilność itp. Punkty za działającą SCT mogły by tu mieć znaczenie.
Prace ruszyły, a plany rządzących mówią, że strefa miałaby powstać jeszcze w 2026 roku. Taka pilotażowa, na niezbyt dużym obszarze, ale jednak. Ruszyły konsultacje i… mieszkańcy okazali się bardziej rozsądni od włodarzy. Zdecydowana większość głosów była na „nie”. Obawiają się wykluczenia seniorów, mówią o dostępie do starówki tylko dla droższych pojazdów i o spadku obrotów.
Co ciekawe, przypadek Krakowa i kłopotów prezydenta Miszalskiego jakie sobie zgotował niesłuchaniem mieszkańców, może okazać się pomocny w Szczecinie. Szczególnie, że działa tam już grupa obywateli, którzy nie dają się nabierać na zapewnienia, że strefa nie będzie rozszerzana, że zasady się nie zmienią. Jest przecież oczywistym, że najtrudniejszy jest pierwszy krok…
Potworki legislacyjne wzmocnione złą wolą
Warszawa, która – o czym warto pamiętać – już ma swoją strefę, wprowadzoną na mniejszym obszarze, ale również przy braku akceptacji znaczącej części mieszkańców oraz Kraków, są dwoma polskimi miastami, które poznały już, czym w praktyce jest Strefa Czystego Transportu. Warto sięgać po ich doświadczenia, a przypadek Krakowa traktować jako bardzo poważną przestrogę. To bowiem doskonały obraz tego z jaką pogardą politycy patrzą na „społeczeństwo obywatelskie”, które ma inne zdanie niż „trzeba” i jak daleko są w stanie się posunąć wpatrzeni w obietnice skorzystania z unijnych środków.
Przywołane przykłady mają wspólny mianownik – bezsens obowiązującego w Polsce prawa oraz niewolnicze wręcz spozieranie na UE. Z jakiegoś nieznanego powodu, ludzie znajdujący się w naszym kraju u władzy mają dziką potrzebę udowadniania, że jesteśmy jakimś eko-prymusem. Przykładem niech będzie sama ustawa o elektromobilności, znowelizowana przecież za rządów Zjednoczonej Prawicy. Dziś z ust polityków tej formacji słyszymy opinie, że uczyniono z niej potwora. Skoro tak, to dlaczego wypełniając unijne wymogi nie pokuszono się o wprowadzenie choćby jakiegoś hamulca bezpieczeństwa, powstrzymującego – przecież do przewidzenia – szaloną fantazję niektórych samorządów?
Efekt? Powstają – i powstawać będą – kolejne SCT – absurdalne, bo nieskuteczne ekologicznie, do tego szkodliwe społecznie i właściwie stojące na bakier z konstytucyjnymi prawami. A kto za to ostatecznie zapłaci? Kto odczuje ich niewygodę? Obywatele.
O zmianę złego prawa apeluje do polityków wszystkich frakcji Fundacja Wolność i Własność – słusznie domagając się likwidacji źródła problemu mieszkańców miast, czyli zmiany ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych.
„W Sejmie jest większość skłonna do poparcia zmian w zakresie ograniczenia oddziaływania SCT na polskie miasta. Proszę nie zasłaniać się naciskami z Brukseli, realizacją KPO i innymi wymówkami. Tę ustawę można i trzeba zmienić tak, by szkodliwe Strefy zostały ograniczone choćby do ścisłych centrów miast, a sam wjazd dla nich możliwy dla szerszego grona kierowców niż to obecnie występuje” – czytamy w apelu.
Więcej o działalności Fundacji można przeczytać TUTAJ.
Marcin Austyn