9 kwietnia 2021

Czym jest – i czym NIE jest – Boże Miłosierdzie? Wyjaśnia ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr

Promocja przymiotu miłosierdzia Bożego w Kościele i w świecie jest wielką zasługą Polaków. To jest rodzaj pewnego dziedzictwa, które nas jako naród uszlachetnia, ale jednocześnie ogromnie zobowiązuje – mówi w rozmowie z Pawłem Chmielewskim ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr.

 

Niedziela Bożego Miłosierdzia to uroczystość ustanowiona w roku 2000 przez św. Jana Pawła II. Ku czego w istocie jest czci; innymi słowy – czym jest, Księże Profesorze, Boże Miłosierdzie?

Istotnie Niedziela Miłosierdzia Bożego została ustanowiona przez św. Jana Pawła II w roku 2000, a zatem w jakimś stopniu zamykała doświadczenia wieku XX, otwierając nas na przyszłość nowego tysiąclecia. Wspominam o tym dlatego, że spojrzenie na tajemnicę Bożego Miłosierdzia to spojrzenie z jednej strony na jego treść teologiczną, a z drugiej strony to spojrzenie na kontekst historyczny. Istotą tej uroczystości jest odsłonięcie niezwykle ważnego przymiotu Boga, przymiotu, który wskazuje w sposób dramatyczny a zarazem wzruszający determinację Boga koncentrującego się na ocaleniu godności człowieka. Miłosierdzie Boga to nieustanna otwartość Stwórcy i Zbawcy na nawrócenie człowieka, to pragnienie powrotu, przywoływanie go po to, aby dać mu przebaczenie. To jakby kwintesencja miłości Boga, która jest cierpliwa, przebacza, nie szuka swego, nie unosi się gniewem.

 

Ale właśnie ten przymiot miłosierdzia zostaje objawiony w bardzo szczególnym kontekście czasowym. W swojej książce „Pamięć i tożsamość” św. Jan Paweł II wskazuje bardzo dobitnie na wiek XX jako misterium iniquitatis, misterium nieprawości. To czas dwóch totalitaryzmów, które występując w imię śmierci Boga dokonały uśmiercenia człowieka i człowieczeństwa. Wciąż musimy uzmysławiać sobie siłę tych totalitaryzmów i ich charakter niemal absolutny. Ale właśnie kluczowym jest to słowo „niemal”, ponieważ św. Jan Paweł II opisując te totalitaryzmy stwierdza, że  „jest miara wyznaczona złu:. Właśnie w owym stwierdzeniu „jest miara wyznaczona złu” kryje się tajemnica odkupienia i tajemnica miłosierdzia.

 

Dzisiaj wielu katolików wydaje się żywić bardzo fałszywy obraz Bożego miłosierdzia – całkowicie oderwany od Bożej sprawiedliwości. Jednym z grzechów przeciwko Duchowi Świętemu jest tymczasem zuchwałe grzeszenie, licząc na Boże miłosierdzie. Czy nie za często sądzimy, iż wszystko nam wolno?

Istotnie wokół relacji miłości i sprawiedliwości istnieje mnóstwo nieporozumień. Jednym z nich jest choćby opozycja ukazująca obraz Boga Starego Testamentu jako Boga sprawiedliwości, a obraz Boga Nowego Testamentu jako Boga miłosierdzia. Ta opozycja zdaje się nie tylko pokazywać specyficzną zmianę w istocie samego Boga, ale także zdaje się sugerować, że wraz z nowotestamentalnym Bogiem miłosierdzia zniknęła całkowicie potrzeba sprawiedliwości. Wydaje się czasem, że dla nas, katolików, miłosierdzie jest tożsame z przyzwoleniem na permisywizm moralny. Inaczej mówiąc, wygląda to tak, jakby słowa „Jezu ufam Tobie” zyskiwały swoiste rozszerzenie „Jezu ufam Tobie i dlatego wszystko mi wolno”. Otóż oczywiście trzeba bardzo wyraźnie powiedzieć, że to jest straszliwe i bluźniercze wręcz banalizowanie miłosierdzia. Miłosierdzie Boga jest wezwaniem do nawrócenia człowieka. Miłosierdzie Boga jest działaniem na rzecz przywrócenia najbardziej fundamentalnej sprawiedliwości, która jest naruszona przez grzech każdego z nas, a która została przywrócona przez dzieło zbawcze Chrystusa. Dlatego przecież mówimy „dla Jego bolesnej Męki miej miłosierdzie dla nas i świata całego”. Trzeba pamiętać o tej cenie miłosierdzia, która wyraża się w słowach „dla Jego bolesnej Męki”. Te słowa uzmysławiają nam tajemnice krzyża i męki Chrystusa, która staje się ogromnym wyzwaniem dla nas, w imię tego, co pisał św. Paweł: „miłość Chrystusa przynagla nas”. Miłosierdzie nie może być zatem traktowane jako przyzwolenie na bylejakość życia, relatywizm i permisywizm moralny. Miłosierdzie jest apelem, który domaga się odpowiedzi z naszej strony poprzez zmianę stylu życia, poprzez nawrócenie.


Niestety, nie brakuje także księży i biskupów, którzy umacniają wiernych w takim fałszywym przekonaniu o charakterze miłosierdzia Boga. W krajach Europy, zwłaszcza niemieckojęzycznych, ale nie tylko, w Ameryce – wielu mówi katolikom „róbta co chceta”, godzi się na homoseksualizm czy antykoncepcję. Czy tym samym część pasterzy Kościoła nie prowadzi owiec właśnie ku zuchwałości w grzechu?

To bardzo bolesny temat, bo dramatem jest rzeczywistość, w której pasterze prowadzą powierzony sobie lud na manowce. Przykładów takiej banalizacji miłosierdzia mamy w ostatnich latach bardzo wiele. Przypomnę, że bardzo dramatycznie przeżywaliśmy i przeżywamy to, co dokonało się wokół dyskusji o komunii świętej dla osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Dokument papieża Franciszka Amoris laetitia został zinterpretowany przez wielu biskupów jako wyraźna sugestia mówiąca o przyzwoleniu na udzielanie komunii świętej osobom żyjącym w takich związkach.

 

Kardynał Walter Kasper, jeden z głównych architektów synodu i zapewne posynodalnej adhortacji papieskiej, na osławionym konsystorzu przed ogłoszeniem synodu mówił bardzo dramatycznie o tym, że w imię świętości chleba eucharystycznego skazujemy ludzi żyjących w związkach niesakramentalnych na śmierć z głodu. Apelował zatem o miłosierdzie dla tych ludzi. Zapominając wszakże o tym, że pozbawieni chleba eucharystycznego mocą własnych, niewątpliwie często bardzo dramatycznych decyzji, ludzie żyjący w związkach niesakramentalnych, nie są skazani na śmierć duchową z głodu. Pozostaje im mimo wszystko bogaty pokarm modlitwy, dzieł miłosierdzia, zaangażowania w dzieła misyjne, wychowania katolickiego dzieci.

 

Potem mieliśmy bardzo specyficznie używane hasło „miłosierdzia” do promowania przyzwolenia na przyjmowanie nachodźców, zagrażających tożsamości kulturowej naszych społeczeństw. Także i w tym przypadku zignorowano słowa św. Jana Pawła II z adhortacji Ecclesia in Europa, kiedy mówiąc o kulturze otwartości, mówił jednocześnie o limitowaniu przyjęć imigrantów wedle kryterium dobra wspólnego własnych narodów.

 

Od ponad 50 lat mamy demagogiczne więc posługiwanie się hasłem „miłosierdzia” dla przyzwalania na antykoncepcję. Używam słowa „demagogiczne” w odniesieniu do takich wypowiedzi, które sugerują, że – albo przyzwolenie na antykoncepcję, albo skazanie na śmierć kobiety przy porodzie.

 

I wreszcie sprawa homoseksualizmu, a dokładniej mówiąc przyzwolenia na roszczenia związane z żądaniem uznania par homoseksualnych za małżeństwa, wraz z przyznaniem im prawa do posiadania dzieci. Egoistyczne, wyrastające z zaburzeń tożsamości seksualnej, naznaczone zaspokojeniem przyjemności seksualnej dążenia i roszczenia, są traktowane jako przejaw miłosierdzia.

 

W takiej perspektywie pseudo-teologii i pseudo-pobożności, a raczej karykatury teologii i pobożności, można nie dziwić się postulatom, które przed kilku laty wysuwał jeden z pastorów ewangelickich w Niemczech, domagający się umożliwienia korzystania z usług prostytutek niemieckich przez uchodźców arabskich. A motywem tego przyzwolenia miało być właśnie miłosierdzie. Tyle tylko, że „Bóg nie pozwoli z siebie szydzić”…


Z drugiej strony w Boże miłosierdzie można też zwątpić – i również to jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu. Kiedy takie zwątpienie może nas niesłusznie ogarniać?

Nasza epoka jest pod wieloma względami bardzo intrygująca. Z jednej strony stawiamy sobie roszczenia, które sytuują nas w pozycji Boga. Widać to choćby w całym współczesnym trendzie odrzucającym Boga Stwórcę, przypisując człowiekowi moc stwarzania własnej, skądinąd płynnej, niestabilnej i rozchwianej tożsamości czy też orientacji. Z drugiej strony wpadamy w stan kompletnego zwątpienia, inercji duchowej, błądzącego niepokoju ducha. Stan rozpaczy, pokrewny mu stan depresji, to dzisiaj także znamię naszej epoki. Często człowiek spoglądając na swoją niemoc, na swoje życie dotknięte wieloma, niekiedy wręcz niezliczonymi wyborami zła, albo wyborem fundamentalnym, który miał znamię zła i który zaważył na ludzkim życiu; zdaje się mówić – „już nic ze mną nie może się zadziać”, „już nic dobrego w moim życiu nie może się wydarzyć”.

 

I chociaż mówiąc „rozpacz” mamy na myśli zazwyczaj pewien stan duszy, w jaki się „popada” wbrew własnej woli, to jednak faktycznie – rozpacz w sensie filozoficznym i teologicznym jest decyzją woli, a nie nastrojem. Zatem to nie jest to, w co się popada, lecz czego się dokonuje – powinienem zatem stwierdzić „dokonuję aktu rozpaczy”. A w takiej perspektywie – rozpacz jest grzechem, który naznaczony jest dosadnością i zwiększoną aktywnością w złu. Jakkolwiek rozpacz nie jest obiektywnie najcięższym grzechem, to jest ona grzechem najniebezpieczniejszym – zagraża w samym centrum człowieczeństwa samounicestwieniem człowiek. Św. Jan Chryzostom stwierdził: „Nie tak bowiem gubi grzech, jak rozpacz”.

 

W takiej sytuacji trzeba – choć jest to niezwykle trudne i zazwyczaj wymaga pomocy drugiego człowieka–  mieć odwagę zwrócić się ku Bogu. Trzeba odkryć potęgę Bożego Miłosierdzia. Trzeba dostrzec, że w akcie miłosierdzia zawarte jest bezgraniczne zaufanie Boga człowiekowi. Bóg nigdy nie przestaje w nas wierzyć, nawet jeżeli my przestaliśmy wierzyć w Niego i siebie samych. Ale to zaufanie Boga, ta Jego wiara w człowieka domaga się znowu odpowiedzi życiowej. Domaga się czynu nawrócenia, od którego rozpoczyna się budowanie nadziei życia.

 

W naszym kontekście społecznym trzeba zadać pytanie, czy na Boże miłosierdzie mogą liczyć ci, którzy angażują się w aborcję czy popieranie zabijania dzieci nienarodzonych. Czy można wejść do nieba z przypinką „Strajku kobiet”?

Aborcja jest czynem wewnętrznie złym, to znaczy takim, który nie znajduje usprawiedliwienia jakąkolwiek okolicznością, jakimkolwiek kontekstem. To jest czyn radykalnie, bezwzględnie zły. Mówimy tutaj o zabiciu niewinnego człowieka, mówimy o totalitarnym wręcz unicestwieniu najsłabszego, pozbawionego nawet możliwości krzyku czy nawet płaczu sprzeciwu wobec zła, które go dotyczy. Ale zarazem to jest czyn, który godzi w Boga Stwórcę, Jego miłość obdarzającą człowieka darem życia. Dlatego właśnie czynienie aborcji, promowanie jej, wspieranie, także w sferze medialnej, sferze politycznej, w sferze rozmów w kręgach rodzinnych czy środowiskowych, ma swój ciężar zła. Istnieją przykłady ludzi, choćby lekarzy ginekologów, którzy dokonywali dziesiątki, setki, a nawet tysiące aborcji, a którzy mocą Bożego Miłosierdzia, otwarci na działanie Boga potrafili wyrwać się z tego piekielnego kręgu. Ale każdy z tych przykładów pokazuje skalę tego dramatu, pokazuje też zaangażowanie Boga i potrzebę choćby minimalnej otwartości człowieka, jego dobrej woli. Wspominam o tym dlatego, by pokazać, że ludzie nawet proceduralnie uwikłani w aborcje, mogą dostąpić Bożego Miłosierdzia.

 

Ale nigdy nie dokona się to bez przyzwolenia człowieka. Skala perwersyjnego i zapiekłego w nienawiści ataku na Boga i życie, które dokonywało się w minionych miesiącach w naszej ojczyźnie, zdaje się stanowić wręcz zaprzeczenie takiego, choćby szczelinowego otwarcia się na Boga. Dlatego tak bardzo mocno wybrzmiały słowa księdza profesora Jerzego Szymika, który będąc obserwatorem zdarzeń w Katowicach w październiku minionego roku apelował przejmująco dramatycznie zwracając się do uczestniczek i uczestników tamtych strajków – „nawróćcie się!”. To słowo brzmi jak szansa, ale może też stać się aktem oskarżenia, jeżeli zostanie zignorowany. Chciałbym bardzo gorąco bardzo serdecznie przyłączyć się do tego ewangelicznego apelu prosząc, błagając o nawrócenie się tych, którzy podjęli tą walkę z Bogiem i z życiem. „Nawróćcie się!”.

 

I nie chcę już nawet spekulować, co może się stać w sytuacji odmowy odpowiedzi na to wezwanie.

 
I na koniec, Księże Profesorze, pytanie o rolę Polaków w upowszechnianiu kultu Bożego Miłosierdzia. Czego brakowałoby Kościołowi i światu, gdyby nie święci Faustyna i Jan Paweł II z ich rozpoznaniem Bożego miłosierdzia?

To bardzo ważny i bardzo intrygujący wręcz temat. Być może trzeba na niego spoglądać przez doświadczenie kontekstu historycznego. Polska i Polacy, jak żadne inne państwo i żaden inny naród, doświadczyli w minionych wiekach okropnego zła. Jego wyrazem były lata niewoli, unicestwienia bytu państwowego i walki o przetrwanie bytu narodowego. To przetrwanie, jak powszechnie wiemy, dokonało się za sprawą głównie wiary w Boga i nadziei w Nim pokładanej. Wiek XX, czas życia świętej siostry Faustyny i świętego Jana Pawła II, to czas doświadczenia dwóch totalitaryzmów, które znowu dotknęły Polskę w sposób bezwzględnie wyjątkowy.

 

Trzy lata temu spotkałem na jednym z uniwersytetów amerykańskich pewnego Polaka pracującego w ochronie kampusu uniwersyteckiego. Ten człowiek, pan Zbigniew Czapek przesłał mi swoje opracowanie dotyczące porównań dat i zdarzeń, które mogą budzić zaciekawienie. Pozwolę sobie przywołać fragment tego opracowania dotyczący daty objawienia tekstu koronki do miłosierdzia Bożego:

 

„Nie da się racjonalnie wytłumaczyć dlaczego to najskuteczniejsze nabożeństwo (obietnica Pana Jezusa uproszenia tą drogą wszelkich łask), modlitwa podyktowana przez Boga samego, została objawiona akurat w tym konkretnym czasie, 13 i 14 września. Ale już to co stało się dzień później, tj.  15 września 1935 roku sprawia, iż Boża interwencja staje się zrozumiała. Właśnie tego dnia niemiecki Reichstag przyjął pakiet ustaw, zwanych „Ustawami Norymberskimi”. […]  Jak stwierdził prof. Michał Leśniewski z IH UW: „Ustawy norymberskie były krokiem do eliminacji  Żydów ze społeczeństwa niemieckiego, a także początkiem ich tragedii, zakończonej Holokaustem.” Dokładnie w tym samym czasie tj. od 12 do 17 września 1935 roku, w ZSRR, na poligonie pod Kijowem, trwały zakrojone na szeroką skalę manewry Kijowskiego Okręgu Wojskowego. […]  Cała ta operacja (desant oraz przerzut) trwała niecałe dwie godziny, było to szokującym doświadczeniem dla obecnych na ćwiczeniach obserwatorów z państw zachodnich, ponieważ na miejscu mogli się przekonać o sile Armii Czerwonej, jej mobilności, a także uświadomić sobie własną bezbronność. W opinii historyków, manewry te były jednym z milowych kamieni w przygotowaniach Stalina do podboju Europy”.

 

Mój rozmówca ten fragment swojej refleksji zamknął słowami: „Nie sposób w tym miejscu nie przypomnieć słów św. Pawła z Listu do Rzymian „Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska, aby jak grzech zaznaczył swoje królowanie śmiercią, tak łaska przejawiła swe królowanie przez sprawiedliwość wiodącą do życia wiecznego przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego.” (Rz. 5,20-21)

 

Święta siostra Faustyna, sekretarka miłosierdzia Bożego przekazała słowa Chrystusa i Jego orędzie dotyczące miłosierdzia. Trzeba może na marginesie zauważyć, że to właśnie ta polska zakonnica, prosta i niewykształcona, jest bezwzględnie najbardziej poczytną polską autorką, publikowaną na całym świecie, w nakładach wręcz niewyobrażalnych. Za jej sprawą dokonuje się w sposób bardzo swoisty promocja kultury polskiej, naznaczonej tym znakiem miłosierdzia. Św. Jan Paweł II z kolei jako mistyk i intelektualista, dokonał przełożenia tego orędzia na język zarówno spekulatywnej teologii, jak i praktyki duszpasterskiej. Można zatem mówić, że promocja przymiotu miłosierdzia Bożego w Kościele i w świecie jest wielką zasługą Polaków. Nie zamyka się ona zresztą wyłącznie we wspomnianych dwóch postaciach. To jest rodzaj pewnego dziedzictwa, które nas jako naród uszlachetnia, ale jednocześnie ogromnie zobowiązuje.

 

Rozmawiał Paweł Chmielewski

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(4)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie