Dzisiaj

Dekonstrukcja po katolicku: „Z archiwum X”, czyli pytanie o Boga i… 7 cm folii aluminiowej na głowie

O niskich lotów, ale wciągającej książce mówimy, że to czytadło. Tak też serial Z archiwum X – który z wypiekami na twarzy oglądaliśmy w telewizji – to typowe „oglądadło”. Świetne, jedyne w swoim rodzaju, kultowe – ale jednak oglądadło. Przynajmniej tak myślałem przez całe życie… Obejrzałem jednak na świeżo nakręcone po latach sezony 10. i 11. i pytam: CZY SIĘ NIE MYLIŁEM?

Myślę, że „Z archiwum X” jest bardzo najntisowe, bo wszystko pozostaje w niepewności. Nie ma zamknięcia, nie ma odpowiedzi… Oczywiście, serial odwołuje się do czegoś, czego pragnie naród. Myślę, że ma to związek z pobudkami religijnymi – swego rodzaju New Age’owe wołanie za alternatywną rzeczywistością i poszukiwanie jakiegoś pozazmysłowego bóstwa. Połącz to z pojonym cynizmem, frustracją i bezsilnością wobec gwałtu poczuciem, że rząd nas okłamuje, a otrzymasz całkiem potężną kombinację jak na serial telewizyjny. W innym wypadku trzeba by stwierdzić, że stacja Fox ma po prostu niesamowity dział marketingu – powiedział odtwórca głównej roli męskiej, David Duchovny.

Po tych słowach zdawałoby się, że nie ma o czym mówić. New Age, postmoderna, synkretyzm, poznawczy subiektywizm, a do tego zwykłe bajki o UFO i wilkołakach dla amerykańskich naiwniaków. Tak kojarzy nam się Z archiwum X i to skojarzenie bynajmniej nie kłóci się z miłym wspomnieniem dreszczyku emocji, który odczuwaliśmy, gdy w latach 90. i na początku 2000. śledziliśmy losy agentów Foxa Muldera i Dane’y Scully (w głównej roli kobiecej oczywiście niezastąpiona Gillian Anderson).

Wesprzyj nas już teraz!

Faktycznie, Z archiwum X to dzieło dziwne. Pełne tulp, doppelgangerów, gulów, hipnagogii, światów równoległych, reinkarnacji, rematonii, zmienionych stanów świadomości, telepatii i voodoo. Szczytem synkretyzmu i de facto bluźnierstwem jest sugestia, że wszelkie życie pochodzi spoza ziemi, a „słowo Boga” zostało spisane na korpusie statku kosmicznego w postaci cytatów z Biblii, Koranu i pogańskich tekstów religijnych. Jakby tego było mało, wzory układają się w ludzkie DNA, co wydaje się zahaczać o jakieś scjentystyczne szaleństwo.

ALE – pomiędzy tymi wszystkimi motywami pojawiają się momenty i słowa kierujące naszą uwagę w kierunku intuicji, że może jest „coś więcej”, inne wyjaśnienie. I mowa tu nie tylko o odcinkach, w których pojawia się motyw opętania demonicznego, ale przede wszystkim o tych, w których pojawiają się pytania o to, co (kto) stoi ponad tymi wszystkimi tajemnicami i o to, jaki jest sens życia. A odpowiedź bywa zaskakująca.

Już w 9. sezonie Scully mówi do syna, że „prawda istnieje” i upomina się o nią, twierdząc, że jest złożona w naszym sercu (to może kierować nas do zdolności rozumu do obiektywnego poznania), zaś – jak stwierdza Dana Scully – „najprawdziwsze z prawd trzymają nas razem lub też boleśnie dzielą”. W innym odcinku, gdy Mulder zostaje porwany i poddany działaniu eksperymentu, który wymyka się nauce i nieuchronnie prowadzi go do śmierci, Scully sięga po ostateczne i skuteczne rozwiązanie… klęka i modli się.

Innym razem mamy modny dziś motyw domniemanej śmierci mózgowej, gdy agentka Reyes leży w szpitalu, a lekarze chcą odpiąć ją od aparatury podtrzymującej życie. Ona jednak zachowuje świadomość, co ukazane jest w obrazie alternatywnej rzeczywistości i stanowi nie tylko wyzwanie rzucone teorii śmierci mózgowej, ale wskazanie, że skoro po ustaniu aktywności mózgu pozostaje świadomość, to jednak coś jest w klasycznej antropologii wskazującej, że źródłem myśli jest umysł (zbiór funkcji rozumnych władz duszy), nie zaś mózg jako organ cielesny.

Te momenty pojawiają się ni stąd ni zowąd, a czasem jako puenta odcinka bądź kilku. One stanowią moim zdaniem o głębszym przesłaniu serialu, który ukazywał się w latach 1993-2002, a potem 2016-2018.

7 cm folii aluminiowej

Czemu akurat siedem? Bo jest grubo, proszę Państwa i foliowa czapeczka Mela Gibsona ze Znaków to nic przy tym, co serwują nam Mulder i Scully w nowej odsłonie. Dodatkowe odcinki Z archiwum X pojawiły się po latach niczym Twin Peaks: The Return – w czasie, gdy przeminęła nie tylko najntisowa dobra passa mówienia odważnie i niepoprawnie politycznie, ale w pewnym sensie skończyła się także sama sztuka filmowa, przynajmniej taka, jaką znaliśmy (o tej śmierci pisałem w tekście Słodki sen liberalizmu i epoka żywych trupów).

Motyw rządowego spisku był obecny w oryginalnych dziewięciu sezonach i wybrzmiał również w wersji pełnometrażowej z 1998 roku (Pokonać przyszłość), ale w roku 2016, wraz z sezonem dziesiątym, akcent przeniósł się już całkowicie na wrogą wobec ludzkości działalność władz USA. Mamy zresztą nie tylko spisek decydentów, ale i rozpylanie podejrzanych substancji z samolotów, modyfikacje genetyczne przez szczepionki – i to wszystko bynajmniej nie w formie prześmiewczej, tylko w formie… Z archiwum X. Co to znaczy, tego widzom z lat 90. nie potrzeba tłumaczyć…

Wydaje się, że serial został wznowiony, by wysłać w kierunku widzów czytelne ostrzeżenie. Uświadamiamy sobie, że Fox i Dana są tak naprawdę tłem wyjętym z lat 90, na którym pojawiają się dzisiejsze problemy (nie tylko kontroli cyfrowej, ale również tego, co nasze dzieci oglądają w telewizji, jak związują się emocjonalnie z postaciami z brzydkich i głupich bajek). Przede wszystkim widać, jak potężne narzędzie wpływu trzyma w swych rękach władza, która dysponuje cyfrowym, scentralizowanym systemem, który już nie tylko zbiera dane na temat obywateli, ale wprost wpływa na ich decyzje zdrowotne. Ktoś zapyta: Co w tym złego, w którym wszystko jest centralnie zorganizowane, dzięki czemu jest łatwiej, bezpieczniej i wygodniej? No cóż…

Wyobraźcie sobie, jaką władzę ma rząd, który kontroluje umysły obywateli. Wystarczy rozpylić truciznę – słyszymy w pewnym momencie. Oni chcą, żebyście się śmiali z teorii spiskowych, bo wtedy nie dostrzegacie prawdziwych spisków – mówi jedna z epizodycznych postaci. Żyjemy w epoce post-spiskowej – dodaje… doktor Oni.

W sezonie 11. twórcy uraczyli nas odcinkiem, w którym nie wiemy o co chodzi, ale widzimy system totalnej kontroli elektronicznej na wzór chiński. Nasi bohaterowie nagle znajdują w spełnionej technologicznej dystopii. Nie mają broni, a kulminacją jest scena, jak próbują pozbyć się telefonów i wszystkiego, co da się namierzyć, po czym zaczyna ścigać ich robot, a gdy są już zapędzeni w kozi róg, robot sięga po wyrzucony telefon, by go „oddać”. Odcinek się kończy i przychodzi następny – bez żadnego związku z poprzednim. To odważny zabieg, podobnie jak w przypadku trzeciego sezonu Twin Peaks, pokazujący, że w świecie zdegradowanym do postmodernistycznej papki nie da się zachować linearnego sensu opowieści.

Zresztą, wszystkie udane powroty po latach – również do opowieści z cyklu Karate Kid w serialu Cobra Kai (o nim pisałem tu) – stają się zwierciadłem, które przeleżało na strychu, nie tracąc nic ze swej wartości, ale to, co ukazują po latach nie może być już jednorodne, bo nie ma już tamtego świata, tamtych więzów społecznych, wspólnoty jako tako jeszcze zakorzenionej we wspólnej kulturze, w pewnym sensie nie ma już… nas. Dlatego w ostatnich dwóch sezonach Z archiwum X pojawia się tyle motywów niepoważnych, idiotycznych, prześmiewczych i głupkowatych. Mulder i Scully wciąż chcą wierzyć, ale kto to traktuje poważnie w dobie mediów społecznościowych…?

Na końcu zostaje miłość

Mamy potężnych wrogów, ale równie potężna jest moja determinacja – mówi Scully. Determinacja do czego? Żeby być razem, kochać, wychowywać dziecko. Mamy więc do czynienia z siłą woli i miłością rozumiana jako czynienie dobrze dla innych oraz (co rzadkie w popkulturze) z podkreśleniem wartości prokreacji i odpowiedzialności za dzieci (choć pamiętajmy, że dzieje się to poza ramami małżeństwa, a więc tylko w pewnym odruchu naturalnym, pomijającym nie tylko sakrament, ale i kontekst społecznej legitymizacji związku).

Fox i Dana żyją jak małżeństwo w separacji spowodowanej jakąś przyczyną zewnętrzną. Są zgodni podczas rozłąki i tak samo – kiedy są razem. Ale ich drogi rozchodzą się, gdy on jest zmuszony do życia w ukryciu. Fox pojawia się jednak, gdy Scully trafia do szpitala, jakby nie było między nimi przepaści rozłąki i cierpienia. Bo nie ma. Choć trudno określić na ile siłą tego związku jest cnota, a na ile dobre dopasowanie na poziomie natury oraz wspólnota celu i specyficznie rozumianej wiary.

Co się stanie, kiedy się zestarzejemy? – pyta w pewnym momencie Dana, odnosząc się do faktu, iż zbliża się moment, w którym nie będzie już mogła zajść w ciążę. W dwóch ostatnich sezonach tego typu wątki pojawiają się wyraźnie, jakby bohaterowie serialu czynili ukłon w kierunku widza, przełamując pierwotną konwencję, wprowadzając element przemijania, słabości, obaw. Ich syn zaginął, nie mają wnuków. Mają tylko karierę. W każdym razie – nie zdradzając zakończenia i poszczególnych wątków – obserwujemy, jak akcja zmierza właśnie do tego ostatecznego wniosku, że najważniejsza jest miłość.

Chcę wierzyć…

I want to believe – głosi kultowy plakat z latającym spodkiem UFO, wiszący w biurze Muldera. Przez wszystkie jedenaście sezonów bohaterowie szukają odpowiedzi na pytania metafizyczne dręczące ludzkość. Pominę tutaj fakt, że na te pytania już dawno odpowiedział (częściowo i niedoskonale) Arystoteles, wskazując, że Bóg jest źródłem bytu, a kontemplacja Jego istoty ostatecznym celem człowieka, a potem (w pełni i doskonale) rozwinęła tę wiedzę teologia oparta na Bożym objawieniu. To byłaby zbyt prosta odpowiedź. I nic niewnosząca w refleksję inspirowaną dziełem zagubionego ludzkiego umysłu, który – nie chcąc przyjąć tej wiedzy i tej wiary – osiąga czasem imponujące, a przynajmniej ciekawe, wyniki swoich twórczych poszukiwań.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że protagonistka, Dana Scully, jest katoliczką. W jednym odcinku mówi, że zmawia Różaniec (choć nie robi tego, by spełnić prośbę Matki Bożej albo oddać bezinteresownie cześć Bogu, lecz bardziej na zasadzie „jak trwoga, to do Boga”), a w innym przystępuje nawet do Komunii (choć w sposób świętokradczy, pod dwiema postaciami, gdzie Krew Pańska podawana jest… w plastikowych kubeczkach). Pracuje w katolickim szpitalu i dyskutuje z księdzem na temat tego, że czasem należy pozostawić sprawy w rękach Boga i dać pacjentowi godnie umrzeć. W każdym razie widać, że tematu wiary i spraw przekraczających ramy natury nie da się ująć bez kontekstu katolickiego. Pojawiają się też wspomniane już wątki demoniczne. – Uciekajmy z tego miasteczka. – Z niego nie da się uciec. Nie w dzisiejszych czasach. Taki dialog słyszmy w pewnym momencie, jakby wskazanie, że panowania diabła nad dzisiejszym światem jest już daleko ukonstytuowane.

Są wreszcie momenty kulminacyjne, jak zakończenie odcinka 9. w sezonie 11., gdy Mulder i Scully zastanawiają się, czy nad tymi wszystkimi zjawiskami jest Pan Bóg, czyli intuicja ewidentnie transcendentna wobec tego wszystkiego, co jest traktowane jako „paranormalne” i w czym bohaterowie szukają odpowiedzi. W tym samym odcinku mamy scenę rozmowy nad świecami ofiarnymi w kościele. Świeca gaśnie, a Scully mówi: To chyba znak. Nie będzie więcej cudów. Zawróć, poddaj się i zaakceptuj swoje miejsce w odwiecznym porządku rzeczy. Mulder odpowiada, że zapali jej świeczkę i dołączy do jej swą modlitwę. Ona mówi, że on przecież jest niewierzący, a on: Wierzę za to w ciebie, więc mówię do Niego za twoim pośrednictwem. Relacja równoważności: skoro A = B, a B=C, to A=C. Łączymy rozsądek i wiarą. Dlatego tak nam dobrze razem. Na co ona: Nie jestem już czterolatką modlącą się o cud. Chcę się rzucić w otchłań wiary i chcę zrobić to z tobą.

W pewnym sensie możemy powiedzieć, że wszystkie te lata, wszystkie intrygi, wszystkie tajemnice, które oglądaliśmy jeszcze w kwadratowych telewizorach, a które wróciły po latach na Disney+, były po to, żeby wyrazić nadzieję, że ponad tym wszystkim jest jeszcze Ktoś i że w tym wszystkim chodziło o miłość i o syna.

Na tej podstawie stwierdzam – mając świadomość, jak ze wszech miar kontrowersyjna jest ta opinia – że Z archiwum X to w pewnym sensie najbardziej katolickie dzieło współczesnej postmodernistycznej amerykańskiej popkultury, ponieważ nie boi się powiedzieć, że może być „coś ponad”, nie boi się dotknąć transcendencji, a przecież ją właśnie chcieli wyrugować nieprzyjaciele Boga i Kościoła. Ale to już inna historia, mniej ekranowa, choć równie pełna tajemnic…

Filip Obara

Zobacz także:

Kulturowe zombie i toksyczne wampiry. Dlaczego w XXI wieku nie powstają już arcydzieła?

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(1)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie