Dzisiaj

Pamiętam smutną twarz mojej córki, kiedy powiedziałem jej, że okres Bożego Narodzenia kiedyś się skończy. I choć pewnie jej myśli objawiały wówczas dziecięcą tęsknotą za choinką, prezentami, Świętym Mikołajem i całym świątecznym sztafażem, miałem głębokie przekonanie, że to raptem czteroletnie dziecko wchodzi w okres żałoby. Poczucia straty czegoś tak pięknego i radosnego, czego raz doświadczywszy nie chce się wypuścić z rąk.

Mała dziewczynka musiała pogodzić się z myślą, że wkrótce zniknie stajenka, żłóbek i Dzieciątko Jezus. Choinka nie będzie już rozświetlać zimowych wieczorów, a kolędy i pastorałki – słyszane w naszym domu niemal codziennie – w końcu ustąpią bardziej „świeckiej” muzyce.

Z tego wszystkiego sam zacząłem zastanawiać się nad źródłem tego powszechnego, bo wcale nie zarezerwowanego wyłącznie dla dzieci zjawiska. Co sprawia, że tak ciężko rozstać się z Bożym Narodzeniem? Dlaczego w Polsce śpiewamy kolędy do 2 lutego, mimo że bożonarodzeniowy okres liturgiczny kończy się już Niedzielą Chrztu Pańskiego?

Wesprzyj nas już teraz!

Niestety, zwyczajowe wyjaśnienia – „polska tradycja”, „spotkania w gronie rodzinnym”, „atmosfera życzliwości”, „magia świąt”…nie próbują wytłumaczyć dlaczego tak kochamy ten okres. Nawet uzasadnienia natury duchowej – radość z narodzenia Zbawiciela, który przyszedł „wyrwać nas z królestwa śmierci” – choć oczywiście prawdziwe, nie dawały pełni satysfakcji. Przecież w innych krajach chrześcijańskich również celebruje się Boże Narodzenie, ale nigdzie nie smakuje ono tak jak tutaj.

Zakazane święta

Taki, dajmy na to, amerykański katolik, 24 grudnia wraca do domu, zjada skromną wieczerzę wigilijną i kładzie się spać w oczekiwaniu na św. Mikołaja. Następnego dnia świętuje Boże Narodzenie, ale niezbyt hucznie, gdyż następnego dnia trzeba wstawać do pracy. Potem jeszcze tylko Sylwester i to w zasadzie koniec atrakcji. Na początku nowego roku podjazdy przed domami straszą kikutami choinek, a świąteczna magia momentalnie rozbija się w zderzeniu z koniecznością dalszego „robienia pieniędzy”.

Chyba, że akurat trafimy na dom Polaków; przystrojony jeszcze jakiś czas będzie odróżniał się od innych. To właśnie w tym czasie emigranci najbardziej tęsknią za Pasterką, Jasełkami, świętem Trzech Króli, czy kolędami i pastorałkami, których w naszym kraju mamy prawdziwe bogactwo.

Tak drastycznej różnicy nie da się jednak wytłumaczyć wyłącznie kulturą konsumpcyjną czy statystykami spadających praktyk religijnych. Nie można oprzeć się wrażeniu, że chodzi tu o znacznie głębszy proces, mający swoje źródło w stopniowej utracie sensu i właściwego rozumienia tych dni. Bardzo ciekawą perspektywę zarysowuje historyk Kościoła, ks. prof. Józef Naumowicz, ujawniając w jakim stopniu do degradacji obchodów Bożego Narodzenia przyczyniła się w przeszłości rewolucja protestancka.

Autor książki „Narodziny Bożego Narodzenia” przypomina, że w XVI wieku pojawiały się zakazy obchodów świąt Bożego Narodzenia, wydawane szczególnie przez radykalne wyznania protestanckie: najpierw przez hugenotów, a później przez purytan, którzy zdobyli większość w parlamencie angielskim i wprowadzili państwowy zakaz obchodów Bożego Narodzenia. Analogiczna sytuacja miała miejsce w Stanach Zjednoczonych oraz w Szkocji za sprawą prezbiterian. Radykalni protestanci uważali, że nie jest to święto biblijne, a zatem musi mieć korzenie… pogańskie.

Dopiero przybycie w XIX w. do USA większej liczby Polaków, Słowaków czy Irlandczyków, a więc katolików, zmieniło postrzeganie Bożego Narodzenia w oczach protestantów. Wówczas przekonali się, że to święto spełnia bardzo ważną rolę rodzinną i społeczną. W wyniku kontaktu z pogardliwie określanymi „papistami”, w protestantyzmie w połowie XIX wieku powstał nurt świąt domowych, czyli domowego celebrowania świąt – wówczas uznano, że Boże Narodzenie, które świętuje się wspólnie, wnosi do życia społecznego pokój i pojednanie.

Hymn na cześć radości

W Kościele katolickim wręcz przeciwnie; zasada „wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie!” (1 Tes 5, 1) doprowadziła do inkulturacji wielu elementów świata pogańskiego, nadając dotychczasowym symbolom nowe, właściwe znaczenie. Odnajdując w niektórych rytuałach pierwotny sens, którego nieochrzczone ludy nie były w stanie w pełni zrozumieć, Kościół w swojej mądrości wykorzystywał je do głoszenia nauk Chrystusa zrozumiałym kodem kulturowym.

Stąd np. umiejscowienie obchodów Bożego Narodzenia w okolicach przesilenia zimowego, celebrowanego w starożytności jako zwycięstwo życia nad śmiercią i symbol niegasnącej nadziei w okresie najciemniejszego mroku. To również przyjęcie choinki – pogańskiego Drzewa Życia i osi świata (axis mundi), które w chrześcijaństwie nawiązuje do historii zbawienia rodzaju ludzkiego. Grzech popełniony pod rajskim drzewem, został odkupiony ofiarą na Drzewie Krzyża. Również same kolędy mają rodowód pogański. Śpiewane w Rzymie jako calendae, wyrażały radość z okazji nadejścia Nowego Roku, kiedy to składano życzenia i wręczano sobie prezenty.

Dzisiejszą atmosferę pełną ciepła, troski i wrażliwości, nadał Bożemu Narodzeniu już św. Franciszek. Biedaczyna z Asyżu dla lepszego przeżycia tajemnicy Wcielenia, zapoczątkował tradycję bożonarodzeniowych szopek oraz wystawiania jasełek. Dla św. Franciszka Boże Narodzenie było świętem nad świętami, bo wtedy Bóg stawszy się dziecięciem zawisł u piersi ludzkich. Chciał, by w tym dniu bogaci karmili ubogich, zwierzęta miały więcej obroku niż zwykle i nie obowiązywał post od pokarmów mięsnych. Wszystko po to, by ludzie jeszcze mocniej odczuli radość z faktu, że Bóg w swej nieskończonej dobroci stał się człowiekiem, by odkupić z grzechu całą ludzkość.

Ale dla Franciszka nie chodziło wyłącznie o wspomnienie tych wspaniałych wydarzeń. Nie mniej istotny pozostawał eucharystyczny charakter Bożego Narodzenia, przez który tajemnica Wcielenia stawała się faktem, uobecniającym się każdego dnia na ołtarzu. Nie bez powodu na fresku w Greccio, gdzie po raz pierwszy w historii wystawiono jasełka, widzimy Dzieciątko Jezus w żłóbku, a powyżej kielich na ołtarzu. Ten kluczowy element wiary, z pełną świadomością „wycięła” trzy wieki później rewolucja protestancka, już wtedy powodując odarcie Bożego Narodzenia z jego pierwotnego sensu.

Tymczasem radość z jaką św. Franciszek celebrował narodziny Zbawiciela udziela się również nam, żyjącym osiem wieków później. Nic więc dziwnego, że tam gdzie trwał Kościół, z nabożnością świętowano Boże Narodzenie, chcąc przedłużać ten cudowny czas niemal w nieskończoność. Bo gdy ludzie prawdziwie łączą się z Chrystusem, tam – parafrazując św. Jana – radość Jego jest w nas i radość nasza jest pełna.

Piotr Relich

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie