– Do dorosłości dochodzi pokolenie, dla którego dziecko (…) bywa postrzegane jako ograniczenie, a nie spełnienie – powiedział w rozmowie z PAP prof. Piotr Szukalski, demograf. – Dopóki posiadanie dzieci nie będzie czymś społecznie poważanym, ważnym, a nawet modnym, szanse na odwrócenie trendu są niewielkie – ocenił. Tylko w 2025 r. Polska straciła aż 157 tys. mieszkańców.
Liczba ludności w Polsce spada z roku na rok i jak zauważył prof. Piotr Szukalski, trudno jest znaleźć jednoznaczną przyczynę takiego zjawiska. Najwyraźniej jest to efekt nakładania się kilku silnych procesów strukturalnych. – Do rosnącego wieku, w którym najczęściej kobiety decydują się na posiadanie potomstwa, dochodzą coraz mniej liczne roczniki – wskazał prof. Piotr Szukalski, demograf z Uniwersytetu Łódzkiego oraz członek Rady ds. Rodziny i Demografii przy Prezydencie RP. – Jednocześnie do wieku wysokiej umieralności wchodzą pierwsze roczniki powojennego wyżu demograficznego – dodał.
W jego ocenie, trudno jest ocenić skuteczność programów takich jak „800+”, gdyż nie wiemy jak wyglądałaby sytuacja, gdyby takiego wsparcia nie było. – Mówienie o ich nieskuteczności jest nadinterpretacją, bo nie mamy punktu odniesienia – podkreślił.
Wesprzyj nas już teraz!
Demograf zwrócił też uwagę, że ze zjawiskiem spadającej dzietności zmaga się obecnie cała Europa. Niektórzy myśleli, że niska dzietność w latach 2020-2023 spowodowana była niepewnością związaną z pandemią COVID-19 i wojną rosyjsko-ukraińską. – Dziś jednak jedno zagrożenie zniknęło, z drugim społeczeństwo się oswoiło, a mimo to nie widzimy odbicia. To rodzi pytanie o głębsze, strukturalne przyczyny – zauważył rozmówca PAP.
Niestety rzeczywista liczba urodzeń polskich dzieci jest niższa niż oficjalne dane, ponieważ do statystyk wliczane są również dzieci obcokrajowców urodzone w naszym kraju. – W 2024 r. prawie 7 proc. dzieci urodzonych w Polsce miało matki z innym obywatelstwem niż polskie – wskazał prof. Szukalski.
W opinii prezydenckiego doradcy, zamykanie kolejnych porodówek może być czynnikiem dodatkowym spadającej dzietności, ale nie głównym. – Gdyby likwidacja porodówek była decydującym czynnikiem, największy spadek gotowości do posiadania dzieci widzielibyśmy w przyszłości na obszarach wiejskich – zauważył.
Co w takim razie najbardziej wpływa na coraz mniejszą liczbę urodzeń? Zdaniem prof. Szukalskiego, są to głównie czynniki generacyjne i kulturowe. – Pytanie brzmi, na ile bardzo niska dzietność jest rezultatem tego, że do dorosłości dochodzi pokolenie, dla którego dziecko nie jest oznaką sukcesu życiowego – podkreślił.
Podczas gdy dla starszych pokoleń posiadanie dziecka było czymś oczywistym, dziś tendencja się zmieniła. – Dla pokolenia mojej matki małżeństwo i dziecko były oczywistą oznaką dorosłości. Dla mojego – stabilizacji i osiągnięcia czegoś w życiu. (…) Dziś mamy pierwsze masowe pokolenie jedynaków, Piotrusiów Panów, przez których dziecko bywa postrzegane jako ograniczenie, a nie spełnienie – zauważył demograf.
Ekspert podkreślił, że trudność w radzeniu sobie z tym zjawiskiem polega na tym, iż „do końca nie wiemy, jakie czynniki naprawdę decydują o gotowości do posiadania dzieci”. – Żłobki są kluczowe dla młodych, aktywnych zawodowo kobiet w dużych miastach. 800 plus ma większe znaczenie dla osób o niskich dochodach niż dla tych zarabiających 10–12 tys. zł miesięcznie – wyjaśnił prof. Szukalski. – Dopiero zestaw różnych narzędzi może obniżać bariery przed realizacją planów prokreacyjnych – o ile ktoś w ogóle takie plany ma – zaznaczył.
Najważniejszy jest jednak czynnik kulturowy. – Dopóki posiadanie dzieci nie będzie czymś społecznie poważanym, ważnym, a nawet modnym, szanse na odwrócenie trendu są niewielkie – ocenił demograf. – Jeśli sukces życiowy definiujemy w innych kategoriach, dziecko może być postrzegane wręcz jako przeszkoda, a nie jego potwierdzenie – dodał.
Źródło: PAP
AF
Co za rekord! Tylko, że ponury. Ogromny spadek urodzeń, Polska wymiera szybciej niż zakładano