31 marca 2026

Drugie pokolenie migrantów u władzy. „Znaki nowych czasów” we Francji

(Bassi Konaté Źródło: facebook.com/reel/Bassi Konate)

Bassi Konaté, Demba Traoré, Adama Gaye, Bally Bagayoko – to nazwiska kilku nowych burmistrzów podparyskich przedmieść. Zostali merami w Sarcelles (Val-d’Oise), Le Blanc-Mesnil (Seine-Saint-Denis), Mantes-la-Jolie (Yvelines) i Saint Denis. Są przedstawicielami „lokalnych społeczności” i z pewnością „znakiem czasów”. Ich rodzice pochodzą z Mali, Mauretanii, czy Syrii. Są drugim pokoleniem migrantów.

To logiczna konsekwencja przyjmowania przez lata migracji we Francji. Migranci nie roztopili się we francuskim tyglu, ale stworzyli quasi-getta, na ogół w dzielnicach i na przedmieściach dużych miast. Ich mieszkańcy nie są zbyt zintegrowani z resztą Francji, nie przyjmują republiakńskiej edukacji, mają własne kodeksy zachowań, są nastawieni roszczeniowo, w dużej mierze korzystają z socjalnych mieszkań, zasiłków. Dochodzą do tego spore wpływy społeczne ideologii islamizmu, czy przenoszenie na miejsce pobytu zachowań i kultury z krajów pochodzenia. Dochodzi do tego bieda sztukowana handlem narkotykami. Młodzi ludzie z tych przedmieść nie identyfikują się w dużej mierze z Francją, ale bardziej z krajami pochodzenia, czego dowodem jest np. recepcja w takich miejscach meczów piłkarskich o Puchar Afryki. Głównym wrogiem jest tu policja – „znak obecności” Republiki na tych terytoriach, wspierają lewicę, która uważa ich za nową „klasę robotniczą” i szeroko udostępnia „socjal”. Nic dziwnego, że mieszkańcy takich gett przy okazji chętnie przyjmują jako swoją, ideologię opartą na hasłach „nierówności społecznych”, „walki z rasizmem”, czy „wyrównywania rachunków za epokę kolonialną”.

Wygrane merów pochodzących z migracji jest naturalną konsekwencją pojawienie się drugiego, czy trzeciego pokolenia potomków przybyszów, nabywania obywatelstwa Francji po kilku latach pobytu i pewnej prężności demograficznej takich społeczności. W wielu dzielnicach i miastach stanowią już po prostu większość. Większość nowych merów była wspierana przez skrajnie lewicową partię Zbuntowana Francja (LFI), ale tworzyły się też komitety lokalne bez etykiety politycznej.

Wesprzyj nas już teraz!

Obecnie najgłośniej jest o dawnym królewskim mieście Saint-Denis. Wygrał tu kandydat LFI, mający korzenie w Mali – muzułmanin Bally Bagayoko. Obecnie to miasto typowo imigranckie. Przybysze zastąpili w blokowiskach dawnych robotników, a komunistów w merostwie, ich poprawiona wersja – islamo-lewica. Bagayoko nazywany „panem – wszystko za darmo”, obiecywał w swoim programie bezpłatny transport, pokrywane przez miasto ubezpieczenia zdrowotnego dla nielegalnych migrantów, darmowe wypożyczalnie rowerów. Nowy mer obiecał też rozbroić miejską policję i rzeczywiście się za to zabrał. Mówi, że nie chce „poddać się logice opartej wyłącznie na względach bezpieczeństwa” i pozbawił policję na razie tzw. LBD, czyli broni z gumowymi kulami do tłumieni zamieszek. Nowy burmistrz zrezygnował już z zamówień na nowe LBD, broń palną i tasery. Antypolicyjna histeria spowodowała, że na 140 funkcjonariuszy, 90 już poprosiło o przeniesienie. Mer chce też likwidować miejski monitoring, co jest już postulatem licznych tutaj handlarzy narkotyków, a także wyrzuca z pracy w merostwie urzędników z powodów politycznych.

Trochę się jednak pospieszył. Bally Bagayoko został „upomniany” przez rząd, a sam prezydent Emmanuel Macron wyraził zaniepokojenie scenami ataków i przemocy na przegranych merów, które miały miejsce po wygranych kandydatów z partii LFI. W  Creil  (Oise), Vaulx-en-Velin (Rodan), Mantes-la-Jolie (Yvelines) i Le  Blanc-Mesnil  (Seine-Saint-Denis) obrazki wygwizdywania, zaczepiania, a czasem nawet agresji fizycznej wobec ustępujących burmistrzów, wzbudziły przerażenie. Emmanuel Macron zwrócił się do rządu z apelem, by „rządy prawa obowiązywały wszędzie” i dodał, że „w gminach Republiki nie ma możliwości podżegania do buntu”.  Także minister ds. działań publicznych David Amiel, oświadczył, że nie wolno merowi zwalniać żadnego funkcjonariusza z powodów politycznych. Przemoc i odwet na byłych merach słowami – „to absolutnie niedopuszczalne” – skomentował także Laurent Nuñez, minister spraw wewnętrznych.

„Ciekawe” rzeczy dzieją się i w innych gminach. W Sarcelles wygrał mer Bassie Konaté, który był wspierany przez lewicową LFI, ale i sieci islamistycznego Bractwa Muzułmańskiego, a także kilku popularnych raperów. Ta wgrana budzi zaniepokojenie, bo Sarcelles to miasto, w którym żyje duża diaspora żydowska i mówi się o tej gminie, że to „Mała Jerozolima”. Od kilku lat Żydzi są tu jednak w mniejszości, a miasto opanowali imigranci. Miejski targ w Sarcelles, jeden z największych i najtańszych w regionie Île-de-France, przypomina północnoafrykański suk. Sojusze nowego mera i problemy tego miasta w departamencie Val-d’Oise są bardzo dalekie od wyidealizowanego obrazu „harmonijnego współżycia wielokulturowego i zróżnicowanego społeczeństwa” propagowanego przez lewicę. Konate rywalizował o wybór z kandydatem socjalistów. Nie było tu w wyborach list Republikanów, czy Zjednoczenia Narodowego, co sporo mówi o składzie społecznym jednego z dziesięciu najbiedniejszych miast Francji (60 000 mieszkańców i 81 milionów euro długu).

Tegoroczne wybory charakteryzowały się w takich dzielnicach dużą emocjonalnością i skrajnościami. Również w departamencie Val-d’Oise, brat nowego mera miasta Goussainville, trafił do aresztu za dźgnięcie nożem przeciwnika politycznego. Burmistrz Goussainville nazywa się… Abdelaziz Hamida i jest politykiem lewicy. Na szczęście życie ofiary nie jest zagrożone. Abdelaziz Hamida był liderem lewicowej listy w Goussainville i otrzymał 50,4% głosów. Ofiarą ataku była osoba popierająca listę opozycji kierowaną przez Jeana-Charlesa Laville’a. Według informacji ujawnionych przez prokuraturę, podczas przypadkowego spotkania między oskarżonym a ofiarą doszło do sprzeczki. Po wymianie argumentów werbalnie, 42-letni Hosseyne Hamida wyciągnął nóż i dźgnął ofiarę. Warto dodać, że mer Abdelaziz Hamida, w 2020 roku, podczas swojego pierwszego startu na mera miasta był umieszczony w tzw. aktach S (zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa). Wśród osób z jego otoczenia, służby bezpieczeństwa wykryły osoby podejrzewane o „radykalizację i radykalny islamizm”.

Tego typu historie można by kontynuować dalej. Trzeba zauważyć jednak, że na razie sam system mocno scentralizowanego państwa nie pozwoli merom na jakiś wyjątkowy indywidualizm i spektakularne działania. Ostatnie wybory wskazują jednak na coraz większe zakorzenienie polityczne lokalnych układów i postępy islamo-goszymu. Tzw. „strefy bezprawia” zyskują lokalne reprezentacje polityczne, a islamizacja i antyrepublikanizm powoli wkraczają na wyższy „level” już oficjalnych struktur. Wybory samorządowe pokazały, że prawdopodobnie nadciągającego kryzysu społecznego w tym kraju nie uda się już uniknąć.

Bogdan Dobosz    

 

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij

Udostępnij przez

Cel na 2026 rok

Zatrzymaj ideologiczną rewolucję. Twoje wsparcie to głos za Polską chrześcijańską!

mamy: 81 128 zł cel: 500 000 zł
16%
wybierz kwotę:
Wspieram