Papież Leon XIV rozpoczął cykl katechez poświęconych II Soborowi Watykańskiemu. To dobra i potrzebna inicjatywa, ale… problem w tym, jak dokładnie zostanie zrealizowana.
II Sobór Watykański zakończył się 8 grudnia 1965 roku. Minęło od tamtej chwili 60 lat. Dziś nie żyje już niemal żaden z uczestników obrad soborowych – zmarli biskupi, zmarli doradcy teologiczni. Można powiedzieć, że recepcja nauczania soborowego może zatem wejść w zupełnie nową fazę, mniej nacechowaną siłą emocji tych, którzy brali udział w tym – niezależnie od oceny – niewątpliwie niezwykle brzemiennym w konsekwencje wydarzeniu.
Refleksja nad nauczaniem II Soboru Watykańskiego jest zatem możliwa w nowym świetle. To potrzebne tym bardziej, że nauczanie Vaticanum II padło ofiarą brutalnej wojny, którą wywołały radykalne środowiska progresywne. Wykorzystywano je do tego, by uzasadniać każdą, nawet najbardziej oderwaną od rzeczywistości reformę. Najważniejszym przykładem jest reforma liturgiczna: Ojcowie Soborowi nie autoryzowali tego, co zrobił papież Paweł VI. Kolejny przykład: dialog ekumeniczny i międzyreligijny. Tak, sobór postawił na nowy język i bardziej koncyliacyjne podejście, ale nie zgodził się na to, by zaciemniać różnice między katolicyzmem a protestantyzmem, chrześcijaństwem a pogaństwem. To zrobili dopiero „interpretatorzy” soboru, czepiając się rzekomego „ducha” tego zgromadzenia – ducha, czyli tak naprawdę swoich własnych oczekiwań i wyobrażeń.
Wesprzyj nas już teraz!
Z drugiej strony w środowisku tradycjonalistycznym, obok zasłużonej krytyki, panuje też dużo nadmiernych uproszczeń. Zbyt łatwo odrzuca się całość wydarzenia Vaticanum II, nie zadając sobie trudu, by oddzielić faktyczną treść nauczania tego zgromadzenia od zmanipulowanych interpretacji posoborowych.
Wreszcie jest faktem, że niektóre dokumenty soborowe są dwuznaczne. Napisano je w duchu kompromisu pomiędzy konserwatystami a progresistami, co prowadzi do poważnych problemów interpretacyjnych.
W sumie – mamy do czynienia z prawdziwym kościelnym węzłem gordyjskim. Katolicy pilnie potrzebują autentycznej i definitywnej wykładni II Soboru Watykańskiego. Tak, by z jednej strony dokumenty soborowe mogły zajaśnieć swoim blaskiem tam, gdzie rzeczywiście jest to możliwe, a z drugiej – by doczekały się interpretacyjnej poprawy tam, gdzie jest to po prostu konieczne gwoli troski o autentyczną doktrynę.
Byłoby dobrze, gdyby sobór przestał być „zakładnikiem” politycznej wojny wywołanej przez radykalnych progresistów. Dlatego papieska katecheza na ten temat to inicjatywa sama w sobie naprawdę potrzebna.
Problem w tym, jak zostanie konkretnie przeprowadzona. Papież Leon XIV urodził się w 1955 roku, miał zatem zaledwie 10 lat, gdy sobór się kończył. Nie jest emocjonalnie związany z tym wydarzeniem. Został jednak uformowany jako kapłan w czasie największego impetu zmian soborowych, w czasie, w którym panowała całkowita dominacja intelektualna, administracyjna i duchowa jego entuzjastycznych orędowników. Leon XIV nie jest ojcem soboru. Jest dzieckiem soboru.
Co jako dziecko soboru powie nam o jego nauczaniu? W swojej pierwszej katechezie wprowadzającej powołał się na św. Jana Pawła II, który mówił o soborze jako o „wielkiej łasce” i „dobrodziejstwie” dla Kościoła XX wieku. Od siebie stwierdził, że w związku z odejściem z tego świata uczestników soboru, chce zapobiec wyciszeniu „proroctwa” soborowego oraz poszukiwać dróg realizacji intuicji Vaticanum II. Odciął się jednak wyraźnie od skupiania się na interpretacjach soboru, wskazując na konieczność rzetelnej refleksji nad treścią samych dokumentów. Tu powołał się wprost na papieża Benedykta XVI, a jak wiadomo Józef Ratzinger jako prefekt Kongregacji Nauki Wiary oraz jako papież należał do grona, które podchodziło do dziedzictwa soborowego z pewną ostrożnością, zwłaszcza w dziedzinie liturgii.
Z drugiej strony, wymieniając dokonania Vaticanum II papież Leon XIV wspomniał jednak o reformie liturgicznej bez żadnej krytyki. Stwierdził, że sobór „zapoczątkował ważną reformę liturgiczną, stawiając w centrum tajemnicę zbawienia oraz czynny i świadomy udział całego Ludu Bożego”. Wymieniał też inne domniemane osiągnięcia soborowe, jak „odkrycie na nowo oblicza Boga jako Ojca, który w Chrystusie wzywa nas, abyśmy byli Jego dziećmi” czy też „spojrzenie na Kościół w świetle Chrystusa, światłości narodów, jako na misterium komunii i jedności między Bogiem a Jego ludem”. Leon XIV stwierdził też – najwyraźniej traktując to bardzo pozytywnie – że sobór pomógł katolikom „otworzyć się na świat i dostrzec zmiany i wyzwania współczesności w dialogu i współodpowiedzialności”. Ojciec Święty stwierdził też, że Kościół katolicki musi „jeszcze pełniej zrealizować reformę kościelną w wymiarze posługi”.
Mamy zatem odcięcie się od „interpretacji” soboru, co wskazuje na dystans względem progresywnych odczytań Vaticanum II. Nie ma jednak refleksji dotyczącej problemów wynikających z niejednoznaczności tekstów soborowych; sobór jest przedstawiany wyłącznie w samych superlatywach. Nie oznacza to, oczywiście, że w katechezach poświęconych konkretnym dokumentom papież Leon XIV nie dokona jakiejś istotnej korekty rozumienia zapisów. Papieże nie krytykują swoich poprzedników – jeżeli wprowadzają jakieś korekty, robią to bez rozgłosu. Być może i obecny następca św. Piotra zdecyduje się na jakieś działania tego rodzaju, choćby w sprawie właściwego rozumienia relacji Kościoła katolickiego do wspólnot protestanckich.
Jeżeliby ktoś miał jednak nadzieję, że Kościół katolicki za tego pontyfikatu odejdzie od skupienia się na Soborze Watykańskim II, niech ją porzuci. Widać wyraźnie, że papież Leon XIV nie chce dokonać jedynie wiążącej interpretacji soboru, tak, by zażegnać spory. Chce czegoś więcej: chce uczynić sobór na nowo żywotnym, nieledwie źródłowym miejscem dla Kościoła. Innymi słowy: według papieża katolicyzm XXI wieku ma być katolicyzmem głęboko soborowym. O ile zależy to od Ojca Świętego, taki też będzie – czy nam się to podoba, czy nie. A to, co Leon XIV powie na temat soboru w kolejnych katechezach, będziemy na bieżąco relacjonować i komentować.
Paweł Chmielewski