Niezależnie od tego, jakiego polityka w Polsce zapytamy, wszyscy są przeciwko ETS2, czyli następnemu etapowi polityki klimatycznej. Może być tak, że naprawdę niezależnie od tego, kto u nas będzie rządził, Polska nie wdroży ETS2 – powiedział w radiowej rozmowie Wojciech Jakóbik, dziennikarz, publicysta, analityk rynku energii.
Polskie magazyny gazowe zostały przed obecną zimą uzupełnione w bardzo znacznym stopniu. Wypełniliśmy wymóg UE dotyczący 90-procentowego wypełnienia zbiorników do listopada poprzedzającego sezon zimowy. W innej sytuacji znajdują się jednak Niemcy czy Francja, które nie zadbały o zapasy. Nasi zachodni sąsiedzi w niektórych landach zgromadzili zaledwie 20 procent potencjału pomimo, że ich potężny przemysł chemiczny pochłania duże ilości tego paliwa.
Wesprzyj nas już teraz!
– Przede wszystkim cała Europa przyjęła przepisy o obowiązkowych zapasach. Były one przestrzegane w Polsce, dlatego mamy dużo większe zapasy niż Niemcy. Miejmy nadzieję, że Komisja Europejska wyciągnie wobec nich teraz konsekwencje, bo to są naczynia połączone. Ich problemy z bezpieczeństwem energetycznym mogą być kiedyś usuwane na przykład dostawami gazu z Polski – ocenił gość Radia Wnet.
Najsilniejsze państwo UE zlekceważyło zobowiązanie argumentując, że gromadzenie aż tak dużych zasobów gazu jest nieopłacalne. Teraz stoi przed perspektywą drogich zakupów.
Chociaż – jak zastrzegł ekspert – wiele zależy od pogody i stanu infrastruktury, to nawet silne mrozy nie powinny przysporzyć Polsce problemów pod tym względem.
– Przy obecnym ataku zimy ceny skoczyły. Nie są tak duże jak w kryzysie energetycznym, ale są dużo wyższe [niż zwykle]. Na tej „górce” Niemcy będą teraz kupować gaz dużo drożej. Dotrze on do nich trochę później, trzeba go będzie sprowadzać jeszcze na zapas, więc zapłacą za ten błąd, który w dodatku był niezgodny z przepisami europejskimi – podkreślał Wojciech Jakóbik.
– To jest gorzka lekcja na przyszły sezon. Warto by też inne państwa członkowskie przypominały sobie o tym, że trzeba jednak gromadzić zapasy. One też powodują, iż sytuacja na rynku jest bardziej stabilna. Gdybyśmy mieli w całej Europie tak duże zapasy jak w Polsce, to ten atak zimy nie wywołałby tak dużego skoku cen. Obawy o ewentualne niedobory byłyby mniejsze, bo giełdą gazu rządzą emocje – zaznaczył.
Czy sytuacja na rynku energii może przyczynić się do rewizji księżycowych założeń tak zwanego zielonego ładu?
– Świat fizyczny przypomniał o sobie. Ograniczenia fizyczne sprawiają, że nie jesteśmy w stanie „jutro” porzucić paliw kopalnych – odpowiedział ekspert. – Na przykład pompy ciepła w Polsce nie zastąpią „jutro” wielkich elektrociepłowni – czy to węglowych, czy gazowych. Bez nich mielibyśmy poważny kryzys dostaw ciepła. Atak zimy pokazał na przykład, że potrzebna jest energetyka pracująca w podstawie, czyli te elektrownie, które są niezależne od pogody; które nam dadzą tyle energii, ile sobie zaplanujemy, bo taki mamy właśnie cel w naszej polityce energetycznej – wyjaśniał Wojciech Jakóbik.
W naszej sytuacji mówimy tu o paliwach kopalnych, które podczas ostatnich największych mrozów dawały w poszczególnych dniach – na przykład – 2/3 energii dla polskiego systemu, podczas gdy niektórzy entuzjaści źródeł odnawialnych fetowali w sprzyjających letnich warunkach okresowy, kilkugodzinny udział OZE w wysokości 50 procent. W ciągu całego roku mamy jednak w dalszym ciągu około 60% udziału węgla, trochę gazu, a w przyszłości musimy z tych samych powodów uruchomić atom.
– Kraje, chciałyby wyłączać energetykę jądrową, mówią, że to byłby największy błąd stulecia, jak premier Belgii. I widać, że zmieniła się całkowicie atmosfera – podkreślił analityk. – Państwa takie jak Polska mogą korygować tę politykę klimatyczną pod warunkiem aktywnej polityki wewnątrz Unii i szerzej też w świecie zachodnim. Mamy również sojuszników czy to w Japonii, czy w Korei Południowej. Tam także ten pragmatyzm w energetyce jest mocno widoczny, więc jest dużo więcej pola do działania – zachęcał.
W jego ocenie taka potęga jak Chiny nie ma swojej całościowej polityki klimatycznej. Na pewno nie opierają się one na OZE. Owszem, realizują pilotażowe programy w tym zakresie, są też potężnym producentem tak zwanych źródeł odnawialnych. W ich agendzie jest eksportowanie ich w cenach nie tyle nawet konkurencyjnych, co bezkonkurencyjnych, aby zdominować światowy rynek.
Według Wojciecha Jakóbika, w tej sytuacji Polska musi poszukać swojej specjalności. Na horyzoncie rysuje się powrót kwestii energetyki jądrowej wraz z nowymi, napędzanymi tanią energią zachodnimi technologiami, których Chińczycy jeszcze nie mają.
– Bardzo ważne jest odzyskanie konkurencyjności naszego przemysłu – szczególnie ciężkiego – ściąganie z niego obciążeń związanych z polityką klimatyczną, związanych z tym, że na przykład polski przemysł ma jedne z najwyższych cen hurtowych energii w Europie. I tu jest pole do działania, nie tylko na poziomie europejskim, ale także krajowym – żeby odzyskać konkurencyjność, móc kiedyś rywalizować czy z Amerykanami, czy z Chińczykami – podkreślał ekspert.
To jednak bardzo odległa perspektywa. Polska energetyka jądrowa ma szanse wystartować po 2035 roku [według dr. inż. Mirosława Gajera z krakowskiej AGH, nawet po 2040 – dop. PCh24.pl].
Niemcy wspierają już setkami miliardów euro własny przemysł by obniżyć mu ceny energii. Stało się to na podstawie uzgodnień z Komisją Europejską.
– My prawdopodobnie to samo będziemy musieli zrobić, bo w inny sposób niż takim nakazem regulacyjnym nie będziemy w stanie zaoferować niższych cen. A ceny energii to jest jeden z kluczowych składników konkurencyjności – zaznaczył.
– Bardziej długofalowo oczywiście potrzebna jest korekta polityki energetyczno-klimatycznej, zastanowienie się nad tym, jak system uprawnień handlu do emisji CO2 powinien działać. To jest szereg postulatów zgłaszanych przez Polaków z różnych stron sporu politycznego. Miejmy nadzieję, że będziemy słuchani, a to czy jesteśmy słuchani, zależy od tego, czy mamy silne sojusze europejskie, czy potrafimy tutaj grać – mówił gość Radia Wnet.
Jak zauważył, przedstawiciele sektora energetycznego w Polsce przyznają, że trudno prowadzi im się rozmowy w Brukseli. Nie są słuchani tak jak powinni, chociaż – jak pokazał to kryzys czy wojna na Ukrainie – w sprawie energetyki mieli rację.
– Natomiast jeżeli te głosy nie będą wysłuchane, to one będą rozsadzać wspólną politykę europejską. Państwa członkowskie będą realizować swoją politykę metodą faktów dokonanych, tak jak Niemcy, którzy nie zebrali zapasów w magazynach, nie dostali za to kary od Komisji Europejskiej i nam się będzie ta wspólnota rozchodzić w szwach – wskazywał.
– Niezależnie od tego, jakiego polityka w Polsce zapytamy, wszyscy są przeciwko ETS2, czyli następnemu etapowi polityki klimatycznej. Może być tak, że naprawdę niezależnie od tego, kto u nas będzie rządził, Polska nie wdroży ETS2, woląc nawet płacić kary za niewdrożenie niż realizując kosztowne zapisy tej reformy – przypuszcza Wojciech Jakóbik.
Źródło: Radio Wnet
RoM