Elektryczny może dymić? Czyli o zeroemisyjności podczas mrozów

forum-0436333872.jpg
Zdjęcie ilustracyjne - pierwszy autobus elektryczny w Katowicach Fot.: Arkadiusz Lawrywianiec / Forum

Wymiana taboru autobusowego co do zasady ma być elementem "troski o środowisko". Gdy jednak przychodzi mróz, eko-bajanie musi pogodzić się z trudną rzeczywistością. A w niej elektryczne autobusy... dymią na potęgę. Jak to możliwe?

Serwis Interia opisuje przykład Gniezna, gdzie w 2024 roku tabor został wzmocniony przez tzw. bezemisyjne autobusy. W ciepłe dni pojazdy zdały egzamin, ale gdy przyszła zima, zwiększone zapotrzebowanie na energię pojazdów znacznie skracało ich zasięgi.

I jak się okazało, szybko znaleziono rozwiązanie. Co prawda teraz autobusy elektryczne dymią może i nawet bardziej niż ich kuzyni w dieslu, ale za to jeżdżą. W czym rzecz?

Gnieźnieńskie elektryczne Solarisy wyposażono w... spalinowe agregaty grzewcze. Uruchamiają się one, gdy temperatura spada i zapewniają pasażerom komfortową temperaturę. W zamian akumulatory pozwalają na pokonanie większych odległości bez ładowania.

Jest jeden problem. Ekologiczny. Ogrzewanie pracuje na olej napędowy. I to jeszcze nic takiego, wszak autobusy "na ropę" to normalny widok. Tyle, że emisje z ON spalanego w silnikach wysokoprężnych stosowanych w samochodach obarczone są normami Euro. Spalanie tego samego paliwa w nagrzewnicy, już nie. I tak oto "czysty" autobus pozostawia po sobie kłąb czarnego dymu. Z ogrzewania.

Pasażerowie odczuwają efekt cieplny, miasto deklaruje, że ma efekt ekonomiczny, bo jazda "na prąd" wychodzi taniej. I tylko ów efekt ekologiczny, ta "przyczyna wszystkiego", jakby jakoś zaginął. Ot, elektromoblilność w praktyce.

Źródło: interia.pl

MA

Zróbmy to razem!
Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.
Wybierz kwotę: