„Dlaczego europejscy monarchowie odwracają się od chrześcijaństwa?” – takie pytanie zadaje sobie Rafael Pinto Borges, założyciel i prezes Nova Portugalidade, lizbońskiego, konserwatywnego think tanku. Politolog i historyk często publikujący w krajowych i międzynarodowych pismach skomentował na łamach „The European Conservative” ostatnie orędzia monarchów Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Belgii.
Borges zauważa, że „dziesiątki lat temu świąteczne przemówienia [władców] były pełne uczuć chrześcijańskich, a także patriotycznej miłości; nic więc dziwnego, że stanowiły centralny element życia narodowego w okresie Bożego Narodzenia, a rodziny dopasowywały obiady i uroczystości, aby móc z nabożnym szacunkiem zasiąść przed telewizorem, zanim monarcha będzie gotowy na wygłoszenie długo oczekiwanego przemówienia”.
Wszyscy, zarówno rodzice, jak i dzieci słuchali orędzia „w pełnym podziwu milczeniu”, darząc szacunkiem władców „w czasach nie mniej burzliwych, gorączkowych i zafascynowanych technologią niż nasze”.
Wesprzyj nas już teraz!
Jednak, sporo się zmieniło od tamtego czasu, a zdaniem Borgesa obecnie królowie i królowe Europy „coraz częściej przemawiają jako regionalni menedżerowie postnarodowej organizacji pozarządowej, doprowadzając koncepcję suwerena Fryderyka Wielkiego jako „pierwszego obywatela państwa” do jej zdecydowanie materialistycznego, pustego i niezadowalającego – choć być może przewidywalnego – paroksyzmu”.
Politolog odniósł się do orędzi bożonarodzeniowych króla Karola III, króla Hiszpanii Filipa VI i króla Belgów Filipa. Ci trzej władcy unikali w tak ważnych przemowach odniesień do chrześcijaństwa i samego Chrystusa Króla, „który swoją koroną cierniową ukształtował złote korony ziemskich monarchów, zalegalizował ich trony, uświęcił ich urzędy i jest centrum oraz sednem Bożego Narodzenia”.
„Książe Felipe, przemawiając bez szopki bożonarodzeniowej, wyzuty z wszelkich śladów chrześcijańskiej symboliki, zaatakował „ekstremizm”, nie mając wątpliwości co do tego, jakich „ekstremistów” miał na myśli – biorąc pod uwagę bliskie rekordu poparcie Santiago Abascala w sondażach VOX i dotkliwą porażkę socjalistów w Estremadurze, które poważnie podważają polityczną długowieczność skompromitowanego premiera Pedra Sáncheza”.
„Przemówienie samego Karola III było równie godne ubolewania”, chociaż król słynie przecież z „intelektualnego wyrobienia”, „kulturowej ciekawości”, „z entuzjazmem” rozprawiając o ochronie ekosystemów, odrodzeniu architektury klasycznej i wernakularnej w swoim kraju i na całym świecie. Monarchę, którego „pociąga ochrona rzek i kościołów, lasów i miast Wielkiej Brytanii, wydaje się nie być tak bardzo zainteresowany ochroną rodzimej ludności Wielkiej Brytanii” – wskazuje publicysta. Dodał, że Karol często wygłaszał mowy na wiele innych tematów, a tymczasem bożonarodzeniowe orędzie „przypominało raczej miszmasz banałów pokolenia wyżu demograficznego o „ogromnej różnorodności naszych społeczności”, z której Wielka Brytania ma czerpać siłę, lub o tym, że dzień obchodów narodzin Chrystusa ma być „spotkaniem ludzi różnych wyznań”.
Zdaniem Borgesa, równie dobrze można by podstawić w jego miejsce Sekretarza Generalnego ONZ lub prezesa korporacji i prawie nie zauważono by różnicy. A to dlatego, że znikła transcendencja, którą zastąpił „terapeutyczny moralizm”. „Chrześcijaństwo – pisze – jest ignorowane i podważane (…) przepakowane w formę święta mglistej dobroci. Boże Narodzenie, przedstawione w tych przemówieniach, wcale nie było Bożym Narodzeniem – zostało brutalnie przekształcone w święto obywatelskie (…).
A nie o to chodzi w monarchii chrześcijańskiej. Zgodnie z nauczaniem św. Tomasza z Akwinu, „królowanie oznaczało coś więcej niż ziemską administrację. Monarcha pełnił moralną i nadprzyrodzoną rolę: ukierunkowywał państwo na dobro, ucieleśniał cnotę, rządził nie tylko za pomocą prawa, ale i przykładu. Król nie był neutralnym arbitrem konkurujących stylów życia; był żywym symbolem porządku – obrazem boskich rządów”, przypomina hiszpański historyk.
Władza królewska po prostu była zawsze postrzegana jako boska w swej istocie i to „nie z tego powodu, że władcy rządzili „z łaski Bożej”, ale dlatego, że ich funkcja była święta”. Borges opisał symbolikę rytuałów związanych z namszczeniem władców i wskazał za Marciem Blochem, iż „wierzono, że władcy Francji i Anglii mieli nadprzyrodzone moce oraz zdolność leczenia chorób dotykiem”. Monarchia po prostu „zawsze była religijna” i pozbawienie jej tej „specyficznej charyzmy oraz hierarchicznego wymiaru” sprawia, że „niewiele z tego, co wartościowe, pozostaje”.
Jest to szczególnie dojmujące w czasach, gdy wielu młodych ludzi w Europie „na nowo odkrywa swoje korzenie i demonstruje odnowione pragnienie tradycji i tożsamości”. Tymczasem, tego próbuje się ich pozbawić.
Współcześni monarchowie europejscy podjęli niemożliwą do zrealizowania próbę „zrównoważenia” monarchii z egalitaryzmem, chcąc pogodzić „mistykę, ciągłość i szacunek instytucji przeddemokratycznej z egalitarnymi i relatywistycznymi założeniami późnego liberalizmu”.
Tymczasem chrześcijaństwo jest konstytutywną cechą monarchii. „Obrzędy koronacyjne, przysięgi, insygnia, moralne oczekiwania wobec władcy – wszystko to jest niezrozumiałe bez chrześcijaństwa. Europejska idea monarchii jest w swej istocie chrześcijańska i nie może istnieć bez swoich chrześcijańskich korzeni. Porzucając to, co cesarz Franciszek Józef Austriacki powiedział Teddy’emu Rooseveltowi, a co było jego słynnym zadaniem – ochronę swoich poddanych przed politykami – i przekształcając się w zwykłych urzędników państwowych, podległych żądaniom i narracjom panujących, ojkofobicznych reżimów, europejscy władcy niszczą swoje fundamenty. Pozbawiają się racji bytu” – podkreśla historyk.
Przypominając, czym kończy się zdrada ideałów, autor komentarza przestrzega przed niekończącą się lewicową rewolucją, która ostatecznie zmiecie z tego świata monarchie – „nieznośny relikt europejskiej przeszłości”.
O czym zatem mówili w swoich orędziach monarchowie, że tak oburzyli Borgesa?
Król Karol III wspominał o oficjalnej wizycie złożonej przez niego wraz z małżonką w Watykanie, gdzie „modlili się z papieżem Leonem XIV w historycznym momencie duchowej jedności”. – Wspólnie świętowaliśmy jubileuszowe przesłanie: „Pielgrzymi Nadziei”. Pielgrzymka to słowo rzadziej używane dzisiaj, ale ma ono szczególne znaczenie dla naszego współczesnego świata, a zwłaszcza w okresie Bożego Narodzenia. Chodzi o podróż do przodu, w przyszłość, a jednocześnie o podróż wstecz, aby pamiętać o przeszłości i wyciągać z niej wnioski. Zrobiliśmy to latem, świętując 80. rocznicę Dnia Zwycięstwa w Europie i Dzień Zwycięstwa nad Japonią – wskazał brytyjski monarcha.
Dodał, że „z biegiem lat coraz mniej z nas pamięta koniec II wojny światowej”. Tymczasem „odwaga i poświęcenie naszych żołnierzy oraz sposób, w jaki społeczności zjednoczyły się w obliczu tak wielkiego wyzwania, niosą ponadczasowe przesłanie dla nas wszystkich”. – To właśnie te wartości ukształtowały nasz kraj i Wspólnotę Narodów. Słysząc o podziałach, zarówno w kraju, jak i za granicą, nigdy nie możemy stracić ich z oczu – podkreślił.
Karol III wspominał młodych ludzi poległych podczas II wojny światowej. Następnie nawiązał do motywu podróżowania – z tym kojarzy mu się Boże Narodzenie. – Święta Rodzina udała się do Betlejem i przybyła tam bezdomna, bez odpowiedniego schronienia. Mędrcy odbyli pielgrzymkę ze Wschodu, aby oddać cześć Chrystusowi w żłóbku; Pasterze wędrowali z pola (…) w poszukiwaniu Jezusa, Zbawiciela świata. W każdym przypadku podróżowali z innymi i polegali na ich towarzystwie i życzliwości. W obliczu wyzwań fizycznych i psychicznych odnaleźli wewnętrzną siłę. Do dziś, w czasach niepewności, te sposoby życia są cenione przez wszystkie wielkie religie i dają nam głębokie pokłady nadziei: odporność w obliczu przeciwności; pokój poprzez przebaczenie; po prostu poznajemy sąsiadów i, okazując sobie nawzajem szacunek, tworzymy nowe przyjaźnie – kontynuował Brytyjczyk.
Król wezwał do „wyciszenia umysłów” i „pozwolenia naszym duszom się odnowić”. – W tym, przy ogromnej różnorodności naszych społeczności, możemy znaleźć siłę, by zapewnić zwycięstwo dobra nad złem. Wydaje mi się, że musimy pielęgnować wartości współczucia i pojednania; sposób, w jaki nasz Pan żył i umarł – mówił.
Wspomniał, że jest poruszony przykładami odwagi weteranów, pracowników humanitarnych w najniebezpieczniejszych strefach konfliktów, a nad wszystko pragnieniem ludzi różnych wyznań, którzy chcą pokoju i okazują „głęboki szacunek dla wszelkiego życia”. To nad tym powinniśmy się pochylić i sprawić, by przyszłość była „bardziej pełna nadziei”.
– Oczywiście, największą pielgrzymką ze wszystkich jest podróż, którą dziś świętujemy – historia Tego, który „zstąpił na Ziemię z Nieba”, „którego schronieniem była stajnia” i który dzielił swoje życie z „biednymi i pokornymi”. „Była to pielgrzymka z celem, zwiastowana przez anioły, aby na Ziemi zapanował pokój. Ta modlitwa o pokój i pojednanie – o „czynienie innym tego, co chcielibyśmy, aby nam czyniono” – która rozbrzmiewała na polach w pobliżu Betlejem ponad dwa tysiące lat temu, wciąż rozbrzmiewa tam i na całym świecie. To modlitwa za nasze czasy, a także za nasze społeczności, w naszej wędrówce przez życie. Dlatego, tymi słowami i z całego serca życzę Wam wszystkim najspokojniejszych i najszczęśliwszych Świąt Bożego Narodzenia – puentował.
Z kolei król Hiszpanii Filip VI swoje tradycyjne orędzie bożonarodzeniowe w 2025 r. zaczął od nawiązania do podpisania przed czterdziestoma latami w Sali Kolumnowej Pałacu Królewskiego w Madrycie traktu, który wprowadził Hiszpanię do Wspólnot Europejskich. – Mija również 50 lat od początku naszej transformacji w kierunku demokracji. Te rocznice skłaniają mnie do rozmowy z Państwem w tę Wigilię o spójności; naszej demokratycznej spójności, poprzez pamięć o tym, jak doszliśmy do tego punktu, oraz o naszej pewności siebie w teraźniejszości i przyszłości – wskazywał.
Monarcha skupił się na transformacji, która miała być „aktem zbiorowej odpowiedzialności” i „zrodziła się ze wspólnej woli budowania przyszłości wolności opartej na dialogu”. – Ostatecznie ci, którzy zapoczątkowali ten proces, umożliwili całemu narodowi Hiszpanii bycie prawdziwymi protagonistami swojej przyszłości i osiągnięcie pełnej suwerenności. Pomimo różnic i niepewności, byli w stanie rozwiązać swoje spory i przekształcić zmieniającą się sytuację w solidny punkt wyjścia, choć nie mogli być pewni osiągnięcia swoich celów. Ich odwaga – odwaga, by iść naprzód bez gwarancji, ale razem – jest jedną z najcenniejszych lekcji, jakich nas nauczyli – mówił.
Król nawiązał do konstytucji z 1978 roku, jako „zbioru wspólnych idei, które stanowią fundament naszej teraźniejszości i sposobu, w jaki żyjemy razem, ram wystarczająco szerokich, by zapewnić miejsce nam wszystkim, w całej naszej różnorodności”.
Chwalił proces integracji europejskiej, który „był kolejnym decydującym, inspirującym i motywującym krokiem naprzód”. – Było to również wynikiem zbiorowego zaangażowania: kraju pragnącego zakończyć epokę naznaczoną długotrwałym oddaleniem od Europy, z którą dzielimy zasady i wartości oraz wspólny projekt na przyszłość. Europa przyniosła nie tylko modernizację oraz postęp gospodarczy i społeczny: wzmocniła nasze wolności demokratyczne. Ta historyczna perspektywa pokazuje nam, że Hiszpania przeszła bezprecedensową transformację w ciągu ostatnich pięciu dekad, umożliwiając nam konsolidację wolności demokratycznych, pluralizm polityczny, decentralizację, otwartość na świat zewnętrzny i dobrobyt – przekonywał monarcha.
Sporo nawiązywał do „demokracji”, „wolności” i transformacji oraz przyszłości. Jednocześnie przyznał, że ta transformacja nie do końca jest udana, bo wielu ludziom żyje się po prostu źle. – Wielu obywateli uważa, że rosnące koszty utrzymania ograniczają ich możliwości rozwoju; że dostęp do mieszkań stanowi przeszkodę dla projektów zbyt wielu młodych ludzi; że tempo postępu technologicznego prowadzi do niepewności zatrudnienia; i że ekstremalne zjawiska klimatyczne stanowią coraz poważniejszy, a czasem tragiczny czynnik w naszym życiu. Stoimy przed wieloma wyzwaniami… Obywatele odczuwają również, że napięcia w debacie politycznej prowadzą do znużenia, rozczarowania i braku zaangażowania. To wszystko są realne sytuacje, których nie da się rozwiązać jedynie retoryką czy siłą woli – mówił.
Niemniej zaapelował o mobilizację obywateli, aby ponownie – jak robili to wielokrotnie w przeszłości – stawili czoła „wyzwaniom wewnętrznym i zewnętrznym”. Apelował o jedność i spójność. – Hiszpania poczyniła postępy, gdy udało nam się znaleźć wspólne cele. A podstawą każdego wspólnego projektu zawsze musi być spójność. Mówiłem o tym już przy innych okazjach, ale jest to fundament naszego demokratycznego życia. Ci, którzy byli przed nami, potrafili ją budować nawet w tak trudnych okolicznościach, jak te sprzed 50 lat. Ale spójność nie jest wiecznym dziedzictwem. Nie wystarczy je przyjąć: to krucha konstrukcja. Dlatego wszyscy musimy uczynić dbanie o spójność częścią naszej codziennej pracy. A do tego potrzebne jest zaufanie.
Król mówił o „niespokojnym świecie”, zagrożeniu dla „multilateralizmu i porządku światowego”, „kryzysie zaufania” i negatywnych nastrojach społecznych. Nie omieszkał potępić „ekstremizm”, „radykalizm” i „populizm”. – Ekstremizm, radykalizm i populizm żywią się tym brakiem zaufania, dezinformacją, nierównościami, rozczarowaniem teraźniejszością i niepewnością co do przyszłości – podkreślił.
– Nie wystarczy pamiętać, że już przez to przeszliśmy, że znamy ten rozdział historii i że jego konsekwencje były katastrofalne. Od nas wszystkich zależy, czy zachowamy zaufanie do naszej demokratycznej spójności. Powinniśmy zadać sobie pytanie, nie wskazując na nikogo palcem ani nie zrzucając winy na innych: co każdy z nas może zrobić, aby wzmocnić tę spójność? Jakich czerwonych linii nie wolno nam przekraczać?- kontynuował.
Dodał, że trzeba skoncentrować się na dialogu, że potrzebne jest „zaangażowanie, odpowiedzialność i poświęcenie” wszystkich, szacunek w języku, którego używa się, słuchanie opinii innych, „wzorowe zachowanie w sprawowaniu wszelkich uprawnień publicznych”, empatia i stawianie „godności człowieka, zwłaszcza najsłabszych, w centrum naszego dyskursu i całej naszej polityki”.
– Pamiętajmy w tę Wigilię, że w demokracji nasze własne idee nigdy nie powinny być dogmatami, a idee innych nigdy zagrożeniami; że postęp to coś, co robimy krok po kroku, z porozumieniem i wyrozumiałością, ale zawsze w tym samym kierunku, a nie posuwając się naprzód w oparciu o poniżanie kogoś innego; i że Hiszpania to przede wszystkim wspólny projekt: sposób na zjednoczenie — i realizację — indywidualnych interesów i aspiracji wokół tej samej idei dobra wspólnego, tłumaczył hiszpański monarcha.
– Jesteśmy wspaniałym krajem. Hiszpania jest pełna inicjatywy i talentu, i wierzę, że bardziej niż kiedykolwiek świat potrzebuje naszego punktu widzenia, naszej kreatywności i naszej zdolności do ciężkiej pracy, naszego poczucia sprawiedliwości i równości oraz naszego silnego zaangażowania w Europę, jej zasady i wartości (…). W przekonaniu, że razem będziemy mogli iść naprzód w tym kierunku, składam Wam wszystkim najserdeczniejsze życzenia na nadchodzący sezon i Nowy Rok, podobnie jak Królowa i nasze córki, księżniczka Leonora i księżniczka Sofia – puentował.
Belgijski władca, król Filip zaczął orędzie bożonarodzeniowe od słów: – Żyjemy w czasach, w których zadajemy sobie wiele pytań o stan naszego świata. Martwimy się o przyszłość. Dlatego chciałbym dziś porozmawiać z Państwem o dobru wspólnym.
Wyjaśnił, że „dobro wspólne należy do nas wszystkich. Pozwala nam żyć razem w godności i bezpieczeństwie, w zdrowym i sprawiedliwym świecie. Musi być w centrum naszych działań, nawet jeśli wymaga to podejmowania trudnych decyzji. Jest to tym ważniejsze, że jest ono obecnie regularnie spychane na dalszy plan, a nawet negowane na rzecz osobistych interesów”.
I dalej kontynuował: – W skali globalnej ochrona dobra wspólnego zaczyna się od ochrony naszej planety. Niedawna konferencja klimatyczna w Belém z pewnością nie spełniła wszystkich oczekiwań. Społeczność międzynarodowa pozostaje jednak w pełni zaangażowana w ochronę klimatu. Wysiłki ostatnich dziesięciu lat zaczynają przynosić owoce. Podjęto kolejny ważny krok: lasy tropikalne zostały uznane za globalne dobro wspólne, kluczowe dla walki ze zmianami klimatu i zachowania różnorodności biologicznej. Społeczność międzynarodowa zobowiązała się do podjęcia konkretnych działań w celu ochrony tych lasów, takich jak te w Kotlinie Konga.
Kongo to była kolonia belgijska. Następnie monarcha nawiązał do II wojny światowej i powojennego pokojowego „projektu europejskiego”, który miał przynieść dobrobyt.
Król uważa, że obecnie pokój i dobrobyt są zagrożone z powodu „brutalnych dążeń do władzy, szczególnie na Ukrainie”. – Nasz kraj nadal zdecydowanie wspiera naród ukraiński. Nasze stanowisko w sprawie rosyjskich aktywów w żaden sposób tego nie zmienia. Nadszedł czas, abyśmy wszyscy w Unii Europejskiej działali solidarnie. Nie możemy pozwolić sobie na podziały. Razem nasze demokracje są o wiele silniejsze, niż mogłoby się wydawać – zapewnił.
Następnie odniósł się do bieżącej polityki. – W naszym kraju rząd federalny zakończył trudne negocjacje budżetowe. Przyjęte środki mają na celu konsolidację finansów publicznych przy jednoczesnym zachowaniu naszego modelu społecznego i dobrobytu. Zrozumiałe jest, że tak złożone przedsięwzięcie, które dotyka istoty naszego wspólnego dobra, wywołuje debaty i napięcia. Nie ma jednego, prostego rozwiązania tego problemu – wskazał, odnosząc się do projektu budżetu i polityki ograniczającej deficyt finansowy.
Wreszcie nawiązał do spotkań z wieloma osobami oddanymi dobru wspólnemu, dając za przykład pracowników służby zdrowia, policjantów, pracowników publicznych służb sanitarnych, którzy z oddaniem , a nawet „wręcz heroicznie” wykonują swoją pracę. Przyznał jednak, że są oni zniechęceni i rozczarowani obecną sytuacją i zmęczeni „nieracjonalnie długim czasem potrzebnym na utworzenie rządu w Brukseli”.
Od wyborów w czerwcu 2024 r. partie polityczne nie zdołały dojść do porozumienia w sprawie koalicji. Władzę sprawuje rząd tymczasowy o ograniczonych uprawnieniach.
Król wezwał więc negocjatorów do „ostatecznego osiągnięcia porozumienia w sprawie programu, który służy dobru wspólnemu”.
Nie wspomniał o Bożym Narodzeniu, a jedynie wskazał, że „w okresie świątecznym pod koniec roku świętujemy z naszymi bliskimi więzi, które nas łączą” i wezwał do „troski o dobro wspólne” w „trudnych czasach”. Zaapelował o jedność.
Na koniec złożył życzenia od siebie, żony i dzieci: „Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku”.
Źródło: europeanconservative.com, walesonline.co.uk, surinenglish.com, gertsroyals.blogspot.com
AS