17 lipca 2012

Europejskie armie rekrutują muzułmanów

(fot. w?odi / commons.wikimedia.org, licencja cc)

Niemiecki minister obrony Thomas de Maizière ogłosił zamiar „zmultikulturyzowania” niemieckiej Bundeswehry. Zamiar uczynienia armii bardziej reprezentatywną pod względem narodowości ogłosił w czerwcu. Prawda jest jednak taka, że coraz mniej Niemców chce służyć w wojsku. Toteż władza zamierza posiłkować się … muzułmanami.


W Niemczech formalnie zniesiono obowiązkową służbę wojskową w dniu 1 lipca 2011 roku, w ramach kompleksowej reformy mającej na celu stworzenie mniejszej i bardziej mobilnej armii, złożonej z około 185 tys. żołnierzy zawodowych. Ale w ciągu pierwszych dwunastu miesięcy obowiązywania ustawy zgłosiło się za mało rekrutów. W rezultacie, w desperackim akcie poszukiwania chętnych do służby wojskowej w Niemczech, urzędnicy postanowili sięgnąć po muzułmanów, głównie tureckiego pochodzenia, których jest w kraju ponad 3,5 mln.

 

Oferuje się im wyjątkowe zachęty. Minister Maizière podczas wizyty w Ankarze przekonywał rząd turecki, by zwolnił z obowiązku wojskowego w Turcji osoby o podwójnym obywatelstwie turecko-niemieckim, które odsłużą co najmniej 15 miesięcy w armii niemieckiej. Maizière uważa, że Turcy woleliby służyć w Niemczech niż w kraju swojego pochodzenia, ale turecki minister obrony Ismet Yilmaz odrzucił ten pomysł, twierdząc, że prawo nie zezwala obywatelom tureckim zastępowania obowiązkowej służby wojskowej w Turcji służbą w innym państwie.

 

Maizière zapowiedział, że nie zgodzi się na służbę w Buneshwerze osób, które nie mają obywatelstwa niemieckiego. – Model niemieckiej Legii Cudzoziemskiej jest wykluczony – mówił minister dziennikarzom w Ankarze. Istnieje jednak silna presja, by armia niemiecka rekrutowała cudzoziemców. Parlamentarny komisarz ds. sił zbrojnych w Bundestagu, Hellmut Königshaus, niedawno stwierdził, że nie-obywatele powinni mieć możliwość wstępu do niemieckiej armii. W ramach zachęty zaproponował, by oferowano imigrantom, którzy zgadzają się zostać żołnierzami, przyspieszone procedury naturalizacji. Königshaus zaznaczył jednak, że rekruci byliby zobowiązani do składania przysięgi wierności państwu i niemieckiej konstytucji w dodatku po niemiecku. Zauważył, że muzułmanów powinno się integrować w armii, tak samo jak czyni się to w drużynie piłkarskiej.

Przykład francuski pokazuje jednak, że istnieje poważny problem z integracją muzułmańskich rekrutów. Muzułmańscy imigranci stanowią obecnie szacunkowo 15 proc. całej francuskiej kadry wojskowej (dokładne dane są niedostępne; francuskie prawo zabrania gromadzenia informacji na temat przynależności religijnej). W ujęciu realnym w armii francuskiej, liczącej 220 tys. żołnierzy, służy około 30 tys. muzułmanów.

 

Wielu ekspertów wojskowych zastanawiało się i wciąż dywaguje nad lojalnością muzułmańskich żołnierzy w przypadku, gdy francuskie wojsko będzie zaangażowane w konflikt zbrojny z krajem muzułmańskim. Kwestia lojalności wojsk po raz pierwszy była głośno podnoszona po wybuchu muzułmańskich zamieszek, które sparaliżowały przedmieścia Paryża i innych miast w październiku 2005 r. Zamieszki objęły 274 francuskich miast i przyniosły ponad 200 mln euro strat. Spalono blisko 9 tys. pojazdów i uszkodzono setki budynków.

 

Żołnierz o imieniu Aicha zapytany o to, jakby się zachował w przypadku hipotetycznego konfliktu zbrojnego między Francją a Algierią, powiedział, że nie wyobraża sobie prowadzenia wojny przeciwko własnemu narodowi. „W mojej głowie jestem Algierczykiem. Nie czuję się Francuzem. Dla mnie służba w armii nie jest służbą w interesie narodu francuskiego, ale miejscem pracy”. Francuski dziennik „Le Monde” opublikował fragmenty tajnego raportu, który został przygotowany dla francuskiego Ministerstwa Obrony na temat „młodych Francuzów pochodzących z Afryki Północnej”. Raport stwierdza m.in., że „muzułmanie 3,5 razy częściej niż rodzimi żołnierze francuscy dopuszczają się dezercji, sześć razy częściej odmawiają posłuszeństwa wykonania rozkazów, sześć razy częściej obrażają zwierzchników, osiem razy częściej popełniają akty niesubordynacji”.

 

W „Le Monde” swojego czasu ukazała się wzmianka o buncie na pokładzie francuskiego lotniskowca Foch. Wiadomość została po raz pierwszy podana przez francuskie gazety: „Marsylianka” i „ L’Humanite”. Dodatkowe szczegóły zostały później ujawnione przez inne media. Incydent miał miejsce w trakcie interwencji NATO w byłej Jugosławii w prowincji Kosowo w 1999 roku. W buncie wzięło udział około 60 marynarzy pochodzenia muzułmańskiego. Uwięzili oni swojego przełożonego. Podobno protestowali przeciwko warunkom życia na pokładzie lotniskowca. Dwa dni później służby wojskowe wysłały zespół komandosów, który miał „przywrócić porządek”. Uwolniono oficera i „repatriowano” do Francji buntowników.

Chociaż francuskie Ministerstwo Obrony Narodowej konsekwentnie odmawiało komentarzy na temat prawdziwości doniesień (urzędnicy obrony zakazali francuskim mediom publikować artykuły o tym zdarzeniu), niektóre źródła twierdzą, że prawdziwym powodem buntu było to, że muzułmańscy marynarze byli przeciwni francuskim nalotom na Kosowo, zamieszkiwane w 90 proc. przez wyznawców Mahometa.

 

Niedawno francuski dziennik „Le Figaro” donosił, że niektórzy muzułmańscy żołnierze w armii francuskiej odmówili walki w Afganistanie, powołując się na swoją wiarę. Wojskowy rzecznik wywiadu powiedział gazecie, że żołnierze ci „nie rozumieli sensu ich zaangażowania w walkę po stronie Francji i bronienia jej interesów oraz wartości w każdej chwili i wszędzie”. Oficer dodał: – Trwają postępowania dyscyplinarne, które zajmują się przypadkami odmowy walki, co  najczęściej skutkuje rozwiązaniem umowy.


W marcu ub. roku, podczas debaty w parlamencie, była francuska minister obrony Michele Alliot-Marie ujawniła, że francuska marynarka ma problemy z „samozwańczymi imamami”, którzy prowadzą agitację na pokładach francuskich okrętów. W szczególności problem dotyczył lotniskowca Charles de Gaulle, gdzie wielu muzułmanów stale gromadziło się na wspólną modlitwę. Problem rozwiązano, wynajmując profesjonalnych imamów.

Pierwszym takim muzułmańskim kapelanem został 32-letni Mohamed-Ali Bouharb, mający korzenie tunezyjskie, który jak się później okazało, był szkolny przez Bractwo Muzułmańskie i pozostaje gorącym zwolennikiem głoszonych przez nie idei. Według „Le Figaro”, priorytetem Bouharba jako kapelana było zorganizowanie pielgrzymki do Mekki dla muzułmańskich żołnierzy. Ministerstwo Obrony obiecało dostarczyć dwa rządowe samoloty z 220 miejscami dla żołnierzy.

Chociaż Francja oficjalnie deklaruje się jako kraj świecki, muzułmanie korzystają ze specjalnych uprawnień. Muzułmańscy żołnierze mają prawo do posiłków halal i modlitw w specjalnie tworzonych dla nich miejscach. Muzułmańscy duchowni publikują także magazyn wyłącznie dla muzułmańskich żołnierzy, z błyszczącymi zdjęciami meczetów i receptur posiłków, które nie naruszają Ramadanu.

 

Inne kraje europejskie również mają problemy z muzułmańskimi rekrutami. W Austrii na przykład trzej muzułmańscy żołnierze stacjonujący w koszarach Theresien Maria w dzielnicy Hietzing w Wiedniu, odmówiło złożenia hołdu austriackiej fladze podczas parady (odwrócili głowy), tłumacząc, że jest to niezgodne z ich religią.

 

O sprawie donosił austriacki dziennik „Die Presse”. Gazeta podała, że muzułmańskich żołnierzy nie spotkała z tego powodu żadna kara dyscyplinarna. Wezwano jednak imama, by wydał fatwę (religijne orzeczenie) stwierdzające, że muzułmanie mają prawo do oddawania hołdu austriackim symbolom narodowym. Austriaccy oficerowie skarżyli się także na to, że muzułmańscy poborowi –  stanowiący 3,5 proc. austriackich sił zbrojnych – nie są w stanie wypełniać swoich obowiązków, ponieważ mają prawo aż do pięciu przerw na modlitwę dziennie.

 

W Holandii, gdzie armia postanowiła zintensyfikować rekrutację młodzieży muzułmańskiej w celu obalenia zarzutów o dyskryminację, służby wywiadowcze donoszą, że znaczna część muzułmańskich żołnierzy podejrzanych jest o sympatie z radykalnymi islamistami. W swoim najnowszym raporcie rocznym, MIVD zwraca uwagę na „radykalizację personelu wojskowego”. W ostatnich latach holenderska armia wyrzuciła co najmniej dziesięciu muzułmańskich żołnierzy za „działalność wywrotową”.

 

W Hiszpanii, dowódcy wojskowi rozwiązali umowy z kilkunastoma żołnierzami muzułmańskimi, stacjonującymi w mieście Ceuta, hiszpańskiej enklawie na północnym wybrzeżu Maroka. Hiszpańskie władze są zaniepokojone bezpieczeństwem Ceuty i Melilli, które Al-Kaida zamierza „odzyskać” dla islamu.

 

 

Źródło: Gatestone Institute, AS.

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie