10 września 2021

Francuski dziennik tłumaczy napięcie na linii Warszawa-Bruksela sporem o „chrześcijańskie korzenie” Europy

Dziennik „Le Figaro” wykazuje intencję zrozumienia przyczyn ataków Komisji Europejskiej na nasz kraj. To rzecz o tyle wyjątkowa, że artykuł Isabelle Lasserre – zilustrowany zresztą flagami Polski i UE – stara się wytłumaczyć francuskiemu odbiorcy także nasze racje i zawód krajów Europy Środkowej wobec obecnego kształtu UE.

Isabelle Lasserre stawia tezę, że „pukając do drzwi UE, ‘Europa Wschodnia’ chciała odzyskać swoją tożsamość i dołączyć do wielkiej rodziny chrześcijańsko-demokratycznej”. Tymczasem chadecji, która Unię zakładała, już nie ma. Nie ma też propagowanych przez nią po wojnie wartości. Lassere uważa, że oskarżenia kierowane przez Brukselę pod adresem krajów Europy Środkowo-Wschodniej są słusznie. Wymienia tu m.in. „odstępstwo od wartości Unii Europejskiej oraz łamanie zasad gwarantujących praworządność i demokrację”. Dodaje „hamowanie aborcji, przyjmowanie ustaw zabraniających ‘promowania’ homoseksualizmu wśród nieletnich, zamykanie granic przed migrantami, ustanawianie ‘stref wolnych od LGBT’, ograniczanie wolności mediów i niezależności sądownictwa”. W sumie stały zestaw zarzutów i litania żywcem przepisana z donosów totalnej opozycji w Polsce czy na Węgrzech. Chociaż autorka wydaje się podzielać te oskarżenia i wyjaśnia nimi „ciągły konflikt instytucji Brukseli z Polską i Węgrami – liderami buntu”, to dalej robi się ciekawie. Zauważa, że „krytyka jest wzajemna” i szuka źródeł tej konfrontacji w sporze o „europejskie wartości”, od których Zachód odszedł.

Przytacza opinię „ministra z Europy Wschodniej”, który odwiedzał niedawno Paryż: „Kraje założycielskie krytykują nasze wybory jako społeczeństwa. Ale to oni odeszli od europejskich wartości”. Autorka przypomina, że Europa ojców założycieli opierała się na inspiracji chrześcijańskiej demokracji, zakorzenionej w historycznym doświadczeniu kontynentu i na tożsamości cywilizacji europejskiej, połączonej wspólną historią i przeznaczeniem. „Te odniesienia filozoficzne, kulturowe, religijne i historyczne zostały w instytucjach europejskich odcięte” – wyjaśniał jej dalej minister. Tłumaczy to, dlaczego „w krajach o najsilniejszej tożsamości i najciężej doświadczonych historycznie, jak Polska i Węgry, to odejście (od wartości – przyp. aut.) jest postrzegane najmocniej”. Lasserre dodaje zresztą, że nie tylko te dwa kraje w naszej części kontynentu „sprzeciwiają się wymazywaniu wartości chrześcijańskich i liberalizacji obyczajów w Europie Zachodniej”.

Wesprzyj nas już teraz!

Trafiliśmy do „klubu ’68”

Lassere tłumaczy, opierając się już na opinii „polskiego dyplomaty”, że „nowe wartości” Unii oparte na „równości i walce z dyskryminacją mniejszości, wprowadzanie małżeństw jednopłciowych, surogacji, teorii gender, czy wielokulturowości” nie istniały w pierwotnym projekcie europejskim. Pukając do drzwi UE, „Europa Wschodnia” chciała odzyskać swoją tożsamość i zasilić wielką rodzinę chrześcijańskiej demokracji”. Dalej „Le Figaro” cytuje nawet słowa św. Jana Pawła II o duchowym powołaniu Europy, które odwoływały się do religijnego i chrześcijańskiego dziedzictwa kontynentu. Jednak „zamiast przybyć na chrześcijańską ucztę, dawne kraje wschodnie wpadły do klubu marksistów ‘68” – autorka cytuje dalej ironiczną wypowiedź tym razem francuskiego dyplomaty.

Lasserre widzi jeszcze jeden „grzech pierworodny” obecnych nieporozumień. Dla Zachodu istniało „rozszerzenie” Unii, ale „dla krajów wschodnich był to tylko powrót do źródeł”. Przypomina, że w jeszcze w 1983 roku Milan Kundera mówił o „porwaniu” części Europy przez Związek Sowiecki. „Dla pisarza francusko-czeskiego jedność europejska opierała się na tożsamości kulturowej i jej najwyższych wartościach. Już wtedy ubolewał, że Zachód od tych wartości odchodzi”. Różnice było już, jej zdaniem, widać w ważnym dla ówczesnej Czechosłowacji roku 1968. O ile na Zachodzie ta data oznacza „rewolucję kulturową”, która otworzyła drogę do lewicowych przemian społecznych, to w Pradze symbolizowała „Wiosnę”, która była początkiem „wyzwolenia spod jarzma sowieckiego”.

Bez stereotypów się nie da

Autorka nie unika jednak kursujących na Zachodzie stereotypów. W krajach naszej części Europy widzi „nacjonalizm”, chociaż stara się go jakoś tłumaczyć: „Po 1945 roku Europa Zachodnia uczyniła nacjonalizm ucieleśnieniem absolutnego zła. Z drugiej strony Wschód postrzegał ją a posteriori jako bastion obronny przeciwko komunizmowi”. Idea mocno przerysowana i zrównująca patriotyzm, miłość do własnej Ojczyzny z ideą, która w teorii zakłada wyższość jakiegoś narodu nad innym. Na łamach „Le Figaro” pada też pytanie, „czy wartości bronione przez Europę Zachodnią są lepsze od wartości wschodnioeuropejskich?” I tutaj widać pewne poczucie francuskiej wyższości i przekonanie o „drodze historycznego postępu” dziejów, na której Zachód wspiął się wyżej.

Tym razem autorka cytuje „byłego urzędnika UE”, który mówi: „Możemy zrozumieć, że to, co w naszym kraju stało się już fundamentem, jest problemem dla tych krajów. Z pewnością tematy homoseksualizmu i aborcji muszą osiągnąć postęp na Wschodzie. Ale czy powinniśmy uważać, że wartości LGBT muszą być stosowane wszędzie? Nie jestem pewien”. To ciekawa konstatacja, która pokazuje, że przy pewnej determinacji społecznej i konsekwentnej obronie prawdziwych wartości, jest światełko nawet w unijnym tunelu. Unijny urzędnik, z trudem, bo z trudem, wydaje się godzić na to, że nie można „wartości LGBT” narzucać wszystkim.

Chociaż artykuł w mainstreamowym „Le Figaro” prezentuje francuski punkt widzenia i powiela te same co zawsze stereotypowe oceny naszej części Europy, przynajmniej stara się zrozumieć nasz punkt widzenia i udostępnić go Francuzom. To nowość i być może nawet pewien punkt zwrotny w narastającym konflikcie Brukseli z Polską czy z Węgrami. Może są gotowi przydzielić nam niemal jakąś „autonomię” i „tolerować” nasze odwoływanie się do chrześcijańskiej tożsamości i trwanie przy konserwatywnych zasadach? A może to tylko „jaskółka, która wiosny nie czyni”?

Gotowi stworzyć nam „skansen”?

Jest też jeszcze inne możliwe wytłumaczenie bardziej wyważonej oceny sporu. Coraz częściej okazuje się, że zachodnie społeczeństwa po latach ideologicznej obróbki budzą się, a niektórzy dostrzegają w oporze naszej części Europy pewną nadzieję. Ten przykład może być zaraźliwy. Tematy dotyczące np. tożsamości, dziedzictwa historycznego, czy fundamentów cywilizacji europejskiej padają w dyskursie politycznym Francji (i nie tylko) coraz częściej. To, co wydaje się wschodnim „zacofaniem”, może być źródłem inspiracji dla Zachodu. Czy chodzi więc o to, by zamiast podsycania konfliktu, którego wynik wcale nie jest pewny, wygasić go i pozwolić na pewien rodzaj istnienia na obrzeżu UE tolerowanego „skansenu wartości chrześcijańskich”?

Isabelle Lasserre jest zastępcą szefa działu zagranicznego „Le Figaro”, specjalistką od spraw dyplomatycznych, geopolityki, obronności i bezpieczeństwa strategicznego. Zajęcie się tematem podziałów ideowych w UE, sugeruje, że „przypadków nie ma”…

Bogdan Dobosz

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Komentarze(2)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie