18 kwietnia 2021

Blisko 70 zakładów fryzjerskich skontrolowała zaledwie w ciągu jednego dnia białostocka policja. Funkcjonariusze nie szukali tam uczestników narkotykowej szajki czy też siatki handlu ludźmi. Dzisiaj przestępstwem, którego ściganie jest dla państwa priorytetowe, okazuje się… strzyżenie.

 

Zamknięcie branży fryzjerskiej oraz tak zwanych salonów piękności nastąpiło 27 marca. Jak zazwyczaj w takich przypadkach, „na 2 tygodnie”. Zgodnie jednak z przyjętym schematem, restrykcje zostały ostatnio przedłużone, zresztą już po raz drugi. „Mistrzowie grzebienia” wciąż wypatrują daty, od której będą mogli legalnie wrócić do pracy.

„Obiecywano im tarczę kryzysową, a pozostali bez pomocy. Mają do opłacenia rachunki, rodziny na utrzymaniu, opłaty za wynajem lokali. Niektórzy z nich podjęli walkę. Wrócili do pracy” – pisze białostocki „Kurier Poranny”.

Fryzjerka, z którą rozmawiała reporterka gazety, wskazuje, że pomimo upływu trzech tygodni od zamknięcia branży, próżno szukać informacji na temat rządowego „wsparcia” w rodzaju tarcz, które w zeszłym roku pozwalały zachować nadzieję na utrzymanie biznesu.

Nikt nie wie, czy dostaniemy pomoc czy nie. Jako właścicielka salonu jestem przerażona i nie wiem, co będzie dalej. Boję się, że będę zmuszona zamknąć działalność, a moje pracownice stracą pracę – mówi.

Według relacji gazety, opartej na danych białostockiej policji, funkcjonariusze skontrolowali, czy pomimo zakazu na pewno zakłady pozostają zamknięte. W ciągu tylko jednego dnia odwiedzili aż 67 salonów.

Wiem, że ludzie się strzygą. Część pokupowała maszynki i się strzygą, żona męża, dziewczyna chłopaka, syn ojca, ojciec syna itd. Gdzieś tam się spotykają na zapleczach sklepów, komisów samochodowych, hurtowni, ale też po domach – powiedział gazecie fryzjer, który nie chce ryzykować grzywny i nie zszedł do usługowego „podziemia”.

„Wszystko jest dobrze zorganizowane. Jedni jeżdżą do domów klientów. Wybierają tych najbardziej zaufanych. Kontakt odbywa się telefonicznie, niektórzy zagadują bezpośrednio pracowników na prywatnych komunikatorach: Facebook, Telegram, Instagram. W mediach społecznościowych istnieją zamknięte grupy, do których trudno się dostać. Tam też ludzie z branży pozyskują klientów. Niektórzy używają aplikacji SeniorApp z reguły służącej do pomocy osobom starszym. Za pomocą tej aplikacji można zamówić usługi do domu, wśród nich jest fryzjer i kosmetyczka. Płatność odbywa się gotówką, karta kredytowa zostawia ślad, który mógłby naprowadzić służby” – pisze gazeta.

Pozostawili nas bez środków do życia i chcą żebyśmy się podporządkowali. Jedna osoba w gabinecie powoduje zarazę, a już tłumy w sklepach jak Biedronka czy Lidl to brak zagrożenia. To wszystko to jakaś paranoja. Brak słów – skomentowała właścicielka jednego z salonów.

W minionym tygodniu profesor Miłosz Parczewski, członek rady medycznej podpowiadającej premierowi wprowadzanie obostrzeń, przyznał, że zamknięcie opisywanej branży nie było poparte wiarygodnymi przesłankami naukowymi.

– Otwarcie salonów fryzjerskich jest dyskutowane w różny sposób i wiele krajów nigdy ich nie zamknęło. Tak naprawdę nie ma dobrych danych, że ta decyzja była dobra – powiedział.

 

Źródła: Poranny.pl, RMF24.pl, PCh24.pl

RoM

 

 

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(25)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie
Więcej komentarzy