Dzisiaj

Genderyzm – ludzie, nauka czy ideologia? Korzenie genderowej rewolucji seksualnej #1

(stock.adobe.com)

Współcześnie można mówić o trzeciej rewolucji seksualnej, określanej mianem rewolucji genderowej. W jej ramach dokonuje się redefinicji dotychczasowego rozumienia płci oraz tożsamości psychoseksualnej; podkreśla się znaczenie płci kulturowej (gender), a także lansuje ideę „płynnej seksualności” oraz swobodnej zmiany płci. Cykl prezentowanych esejów podejmuje analizę podstawowych tez doktryny genderowej, w szczególności w kontekście ustalenia, w jakim stopniu rewolucyjne w swoim charakterze twierdzenia genderowe znajdują oparcie w nauce, a na ile wynikają z przyjętych założeń o charakterze ideologicznym. Ze względu na eseistyczną formę rozważania te mają charakter selektywny i odnoszą się do wybranych zagadnień.

 *****

Kilka lat temu miały miejsce głośne spory zogniskowane wokół stwierdzenia, że „LGBT to ideologia, a nie ludzie”. Ówczesny poseł Jacek Żalek posłużył się tym wyrażeniem w TVN-ie, co spowodowało gwałtowną reakcję prowadzącej program red. Katarzyny Kolendy-Zaleskiej. Niedługo potem, w gruncie rzeczy, powtórzył to stwierdzenie prezydent Andrzej Duda. Wypowiedzi posła i prezydenta wywołały falę krytyki ze strony środowisk homofilnych. Swoje oburzenie mocno wyraziły znane postacie, takie jak Robert Biedroń, Maja Ostaszewska, Martyna Wojciechowska oraz liczni inni komentatorzy. Z ich strony lansowano sformułowany przez Roberta Biedronia przekaz: „Nie ma czegoś takiego jak ideologia LGBT. LGBT to ludzie.” Czy takie twierdzenie jest prawdziwe i powinno zamknąć dyskusję? Na oba pytania odpowiedź musi być negatywna.

Wesprzyj nas już teraz!

Jak trafnie wykazał na swoim wideoblogu Logika codzienna  filozof Jacek Pruś, akronimu LGBT nie należy rozumieć jako grupy ludzi o konkretnych preferencjach seksualnych, ponieważ jest to definicja krzyżująca – zarazem zbyt wąska i zbyt szeroka. Odniesienie do ludzi stanowi zły „genus definicyjny” (rodzaj definicyjny), ponieważ stosowanie akronimu LGBT odnosi się raczej do ruchu społecznego (LGBT movement), zgodnie zresztą z autodefinicjami zamieszczanymi przez te środowiska na ich własnych portalach internetowych. Gdy mowa o osobach, używa się określenia „ludzie LGBT” (LGBT people) – tak kształtuje się ogólna praktyka społeczna i językowa.

Kwintesencja  ideologii

A jeśli mówimy o ruchu społecznym, to tym samym możemy analizować jego postulaty. Jest zatem rzeczą uprawnioną badać, czy mają one charakter ideologiczny, czy też nie. W tym miejscu należy zastanowić się, co stanowi o istocie ideologii oraz czym ideologia różni się od nauki.

Według definicji słownikowych ideologia to „zespół ściśle określonych założeń i poglądów politycznych, etycznych i filozoficznych, często bezdyskusyjnie przyjmowanych i wcielanych w życie przez określoną grupę ludzi”. Zatem to, co stanowi o sednie ideologii, to przekonanie, iż posiada się „prawdziwą” wiedzę o świecie, z której wynikają określone postulaty zmian w życiu społeczno-politycznym. Na ogół towarzyszy temu chęć wprowadzania owych zmian i narzucania społeczeństwu własnych przekonań. Ideologia może mieć charakter całościowy, pełniąc rolę światopoglądu, ale może również obejmować węższy zakres tematyczny. Jak zauważa  Jacek Bartyzel, istotnym elementem każdej ideologii jest dążenie do zmieniania rzeczywistości zgodnie z wyznawanymi przekonaniami, co odzwierciedla słynna teza Karola Marksa: „Filozofowie dotąd jedynie objaśniali świat, lecz idzie o to, aby go zmienić.” O ile nauka stara się w sposób obiektywny i niezależny od poglądów badacza wyjaśniać, jak działa świat, o tyle ideologia wartościuje rzeczywistość i formułuje sądy o tym, jak świat „powinien” wyglądać. Nierzadko próbuje również podporządkować sobie naukę – wystarczy wspomnieć chociażby słynny łysenkizm w czasach dominacji marksizmu-leninizmu. Ideologia nie dąży do odkrycia prawdy, lecz do zmieniania świata zgodnie z przyjętą doktryną.

Zatem przez ideologię rozumie się zazwyczaj zbiór poglądów czy sądów (odnoszących się do nauki,  filozofii  czy  religii – by wymienić tylko najważniejsze), które w przekonaniu danej grupy społecznej wyrażają jej interesy. Są one akceptowane w ramach danej ideologii o tyle, o ile pozostają w zgodzie z subiektywnym poczuciem interesu tej grupy. Jako takie nie mogą być oceniane w kategoriach teoretycznych – a więc przede wszystkim z perspektywy prawdy. Nie można  zasadnie twierdzić, że jakaś ideologia jest „prawdziwa” lub „fałszywa”. Ideologie ocenia się raczej z perspektywy skuteczności realizacji celów czy przekonywalności proponowanych rozwiązań.

Prawdy teoretyczne, zaczerpnięte z filozofii lub innych dyscyplin poznania teoretycznego, podobnie jak wszelkie inne twierdzenia wykorzystywane przez ideologie, służą jedynie jako narzędzia uzasadniania celów określonych przez interesy danej grupy. W tym momencie można postawić pytanie: czy w przypadku postulatów ruchu LGBT mamy do czynienia z określoną ideologią? Odpowiedź musi być twierdząca.

Ruch LGBT proponuje określoną wizję człowieka – wypowiada się na temat jego natury, orientacji seksualnej, możliwości jej zmiany, przyczyn nierówności społecznych itd. Z tych przekonań rodzą się określone żądania zmian społecznych, na czele z postulatem równości, swobodnego manifestowania preferencji seksualnych, zawierania małżeństw jednopłciowych czy adopcji dzieci. Tym roszczeniom towarzyszą działania nastawione na zmianę postaw społecznych. Póki co nie są one wprowadzane przy pomocy karabinu Kałasznikowa, lecz metodami „miękkimi”, wskazanymi przez Gramsciego – poprzez odgórne posunięcia związane z przejmowaniem instytucji państwowych, uniwersytetów, kultury, a nade wszystko poprzez lansowanie ideologii politycznej poprawności, odpowiadającej interesom tych środowisk. Przytoczone postulaty społecznej ewolucji są niewątpliwie podzielane przez wszystkie osoby spod parasola LGBT+. Ale uwaga – zamierzam wykazać, iż ideologia LGBT nie jest jednolita. W rzeczywistości, w spojrzeniu na naturę człowieka i kształtowanie się orientacji seksualnej, mamy tu do czynienia z dwiema wzajemnie sprzecznymi narracjami: genderową i homofilną.

Ideologiczne genderowe credo

W krótkim artykule nie sposób rozwinąć wszystkich tez w sposób pogłębiony, robię to w innych miejscach. Jak pokazuję do podstawowych założeń ideologicznych genderyzmu zaliczyć można następujące przekonania:

1. Pomiędzy kobietami a mężczyznami istnieją jedynie różnice w zakresie pierwszorzędowych, drugorzędowych i trzeciorzędowych cech płciowych.

2. Nie ma zasadniczych różnic między kobietami a mężczyznami w budowie i funkcjonowaniu mózgu, poziomie inteligencji, zdolnościach, uczuciach czy zainteresowaniach.

3. Wszelkie obserwowalne kontrasty pomiędzy płciami są skutkiem patriarchalnego społeczeństwa oraz opresyjnego traktowania kobiet, które od najmłodszych lat wychowywane są do pełnienia ról podrzędnych.

4. Dyskryminacyjne różnice międzypłciowe mogą zaniknąć dzięki programom równościowej edukacji, realizowanym zarówno w codziennym życiu społecznym (kultura, media, zmiany prawne), jak i poprzez wychowywanie „nowego człowieka” — pozbawionego tożsamości płciowej — już od poziomu przedszkola i szkoły.

5. Zmiana płci jest możliwa i odwracalna, a wybór płci powinien należeć wyłącznie do jednostki.

Innymi słowy, antropologiczna koncepcja człowieka przyjmowana przez feminizm i genderyzm opiera się na skrajnym determinizmie środowiskowym. Człowiek — wedle tej koncepcji — w niewielkim stopniu jest określany przez biologię; o tym, kim jesteśmy, decyduje przede wszystkim wychowanie w określonej kulturze. Zdaniem autorów i — w przeważającej mierze — autorek reprezentujących nurt genderowy, przez wiele tysiącleci społeczeństwa miały, z nielicznymi wyjątkami, charakter patriarchalny, co znalazło odbicie w kulturze opresyjnie traktującej kobiety. W takim świecie jedynie mężczyzna może być w pełni szczęśliwy, podczas gdy kobiety — druga połowa społeczeństwa — pozostają biernymi ofiarami, skazanymi na nieszczęśliwą wegetację u boku mężczyzny. Aby świat stał się sprawiedliwszy, ten porządek należy zburzyć — począwszy od zniewalającego kobiety przymusu rodzenia dzieci. Tylko wtedy, gdy kobiety będą miały całkowitą swobodę w decydowania, kiedy i z kim chcą mieć dzieci – świat stanie się lepszy. Czyli aborcja, banki spermy, inseminacja i in vitro – na każde życzenie kobiety. Wszelkie zakazy w tej materii są z natury patriarchalne, mizoginistyczne, opresyjne i – a jakże – „faszystowskie”. Taki właśnie przekaz odnajdujemy u czołowych feministek, takich jak Margaret Sanger, Simone de Beauvoir czy Ann Oakley, a współcześnie rozwijany jest on przede wszystkim przez Judith Butler — uznawaną za ikonę genderyzmu.

Przyjęcie tezy, że między płciami nie istnieją zasadnicze różnice, pociąga za sobą daleko idące konsekwencje. Skoro kobiety i mężczyźni są identyczni pod względem zdolności, predyspozycji czy emocjonalności — to dlaczego kobiety mają być kierowane do podejmowania gorszych prac? Dlaczego mają być „zmuszane” do rodzenia dzieci? Jeżeli, jak twierdzi Judith Butler, wszelka tożsamość (także płciowa) jest jedynie iluzją, to wszystko — łącznie z płcią — powinno być przedmiotem całkowicie swobodnego wyboru. Wszelkie ustalenia naukowe wskazujące na neurobiologiczne różnice między kobietami a mężczyznami są przez Butler i genderystki konsekwentnie negowane – rzekomy brak owych różnic to twierdzenie stanowiące jądro genderowej teorii, o wyraźnych cechach ideologicznej doktryny. W zasadzie nie można się dziwić głośnym negacjom, albowiem zaakceptowanie tezy, iż istnieją biologiczne uwarunkowania płci i że w sposób istotny mają one różnicujący psychofizyczny charakter, zagraża spójności całej koncepcji, grozi efektem domina, który przewróci wszystkie społeczne genderowe postulaty. Bo jeśli rzeczywiście istnieją naturalne, neurobiologiczne i psychologiczne różnice pomiędzy płciami, to może należałoby — jak przez wieki — przygotowywać chłopców do ról przyszłych narzeczonych, mężów, ojców, obrońców, a dziewczynki do ról przyszłych żon, matek, opiekunek… Takie cele wychowawcze są jednak nie do przyjęcia dla autorek i autorów reprezentujących nurt genderowo-queerowy, gdyż pozostają w rażącej sprzeczności z resztą ich ideologicznych założeń. Akceptacja różnic biologicznych, choćby częściowa, podważyłaby ideę, że to społeczeństwo „tworzy płeć” i że płeć to wyłącznie konstrukt kulturowy, dowolnie wybierany i kształtowany.

Ideologiczne homofilne credo

Tymczasem w dominującym dyskursie homofilnym pojawia się odmienna koncepcja człowieka. Autorzy tego nurtu podkreślają biologiczne podłoże orientacji psychoseksualnej, głosząc, że homoseksualizm jest wrodzony i niezmienny, a wszelkie próby jego zmiany — np. poprzez psychoterapię — są opresyjne i powinny być prawnie zakazane. Znaczna część autorów i aktywistów homofilnych przyjmuje założenie, że homoseksualizm ma charakter wrodzony, co prowadzi do postulatu całkowitego zakazu terapii konwersyjnych. Z ich punktu widzenia wszelka ingerencja w kierunku zmiany orientacji jest nie tylko nieskuteczna, ale również etycznie niedopuszczalna.

Podstawowe założenia ideologiczne narracji homofilnej:

1. Homoseksualizm jest wrodzony – stanowi jedną z trzech głównych orientacji seksualnych, obok heteroseksualizmu i biseksualizmu.

2. Orientacja seksualna jest niezmienna – przejście z homoseksualizmu na heteroseksualizm nie jest możliwe, dlatego wszelkie formy terapii mające na celu „zmianę orientacji” powinny być zakazane.

3. Homoseksualiści stanowią 5%–10% populacji – te odsetki wynikają z zafałszowanych szacunków Kinseya, nie mają potwierdzenia we współczesnych badaniach, ale są powszechnie powtarzane w przestrzeni publicznej.

4. Homoseksualiści są systemowo represjonowani – stanowią ofiary uprzedzeń i dyskryminacji ze strony heteroseksualnej większości.

5. Rodziny jednopłciowe są równoważne z heteronormatywnymi – dzieci wychowywane przez homoseksualne pary rozwijają się równie dobrze, jak dzieci w tradycyjnych rodzinach heteroseksualnych.

Ideologiczne credo środowisk homoseksualnych różni się zasadniczo od narracji genderowych. O ile genderyzm i teoria queer postulują plastyczność i zmienność tożsamości, o tyle homofilia opiera się na koncepcji tożsamości jako wrodzonej i niezmiennej. Genderowe podejście relatywizuje biologię, kładąc nacisk na wpływ kultury i środowiska społecznego, natomiast autorzy prohomoseksualni często przeceniają rolę biologii, akcentując wrodzony i niezmienny charakter orientacji seksualnej. Przy wszystkich różnicach obie koncepcje łączy  wizja człowieka jako istoty pozbawionej wolnej woli, zdeterminowanej jednostronnie – przez kulturę (genderyzm) lub przez biologię (narracja homofilna). W obu przypadkach marginalizowana jest rola świadomości, wolnych wyborów, odpowiedzialności moralnej. Obydwie koncepcje mają jeszcze jedną wspólną cechę, swoim  radykalizmami  i redukcjonizmami (choć odmiennymi)  zaprzeczają zasadom poprawnej naukowej metodologii. 

Geny i środowisko

Te skrajne ujęcia stoją w sprzeczności ze współczesną wiedzą na temat rozwoju człowieka. Dawne spory dotyczące prymatu natury lub wychowania zasadniczo wygasły. Zdecydowana większość współczesnych badaczy genetyki zachowania, różnic indywidualnych, temperamentu czy osobowości ujmuje rozwój jako wypadkową wzajemnego oddziaływania genów i środowiska. Jak każda reguła, również i ta ma swoje wyjątki, do których zaliczyć można tzw. choroby jednogenowe (lub wynikające z działania małych zespołów genów), takie jak pląsawica Huntingtona, zespół Retta, daltonizm czy hemofilia. Są to jednak, po pierwsze – zaburzenia bardzo rzadkie; po drugie – ich obraz kliniczny jest wyraźny i jednoznaczny; po trzecie – w niektórych przypadkach, jak np. fenyloketonuria, istnieją skuteczne środki zaradcze w postaci odpowiedniej diety, a więc interwencji środowiskowych. W przypadku bardziej złożonych aspektów rozwoju człowieka trudno dziś spotkać badaczy, którzy opowiadaliby się wyłącznie za jednym czynnikiem – czy to biologicznym, czy środowiskowym.

Ideologia a nauka

Nauka to systematyczne i obiektywne badanie rzeczywistości, oparte na obserwacji, eksperymentach oraz logicznym wnioskowaniu. Jej celem jest wyjaśnianie zjawisk przyrodniczych, społecznych i kulturowych – w sposób niezależny od przekonań czy emocji. W naukach ścisłych, przyrodniczych i społecznych, które w dużym stopniu opierają się na metodach empirycznych, dąży się – z jednej strony – do precyzyjnego języka, a z drugiej – do stosowania powszechnie akceptowanych, maksymalnie zobiektywizowanych metod i narzędzi badawczych. Istotnym wymiarem działalności naukowej jest gotowość do weryfikacji wyników – czy to poprzez udostępnienie własnych rezultatów innym badaczom, czy poprzez dokładny i szczegółowy opis badania lub eksperymentu w recenzowanych czasopismach naukowych. Takie podejście umożliwia ich powtórzenie w innym miejscu na świecie. Nauka stara się być aksjologicznie neutralna – choć w praktyce bywa, że naukowcy mają własne przekonania i wartości, które mogą wpływać na interpretację wyników (np. w doborze tematów badań czy analizie statystyk). Celem pracy naukowo-badawczej jest dążenie do opisu rzeczywistości, a w tradycyjnym ujęciu – do poznania prawdy o rzeczywistości. W klasycznym rozumieniu prawdy oznacza to zgodność sądów z rzeczywistością. Filozofia – jako szczególna dyscyplina teoretyczna – odróżnia się od ideologii tym, że stanowi próbę przedstawienia rzeczywistości takiej, jaka się jawi jako przedmiot poznania teoretycznego, niezależnie od tego, czy wypracowany w jej ramach obraz pojęciowy odpowiada czyimkolwiek interesom.

W naukach społecznych, takich jak psychologia, socjologia czy pedagogika, podstawowy model badawczy polega na przeglądzie literatury dotyczącej danego zagadnienia, następnie na sformułowaniu problemu badawczego oraz postawieniu pytań i hipotez. Kolejnym krokiem jest dobór odpowiednich narzędzi umożliwiających ich weryfikację – najczęściej są to ankiety, kwestionariusze lub testy psychologiczne. Gdy badacz wie, kogo i co chce badać oraz jakimi narzędziami się posłuży, przystępuje do przeprowadzenia badań na odpowiednio dobranych grupach – zazwyczaj zgodnie ze schematem: grupa badana (kliniczna) kontra grupa porównawcza (kontrolna). Pomijam tu szczegóły dotyczące reprezentatywności grup, losowego doboru czy liczebności – to kwestie metodologicznie istotne, choć nie kluczowe w kontekście tego wywodu. Chodzi o samo podejście do analizy wyników. Nierzadko zdarza się, że uzyskane rezultaty nie potwierdzają przyjętych hipotez. Czy oznacza to, że całe badanie nie ma wartości naukowej i nadaje się do wyrzucenia? Absolutnie nie. Może się tak zdarzyć z wielu powodów: badana materia jest słabo poznana, bądź społeczeństwo – jako żywy, dynamiczny byt – szybko się zmienia, zwłaszcza we współczesnych czasach. Często powtarzam moim studentom, że niepotwierdzone hipotezy bywają najciekawsze. Uczciwe podejście naukowe, przy prawidłowo dobranej metodologii, wymaga otwartości na wszystkie uzyskane wyniki. Dopiero wtedy otwiera się przestrzeń do twórczej interpretacji, do dyskusji, a w dalszej kolejności – do wskazania nowych kierunków badawczych i postawienia kolejnych pytań. To w pewnym sensie niekończący się cykl refleksji i poszukiwań badawczych.

Filozof Ryszard Legutko twierdzi, że genderyzm nie jest nauką, ponieważ w swej istocie nie zajmuje się badaniem, lecz walką. Jak zauważa, autorzy reprezentujący nurt genderowy posługują się zasadniczo dwoma rodzajami wypowiedzi: postulatami oraz sądami o sądach. Pierwsze z nich zawierają wezwania w stylu: „nie należy zniechęcać dziewcząt do matematyki”, „trzeba rozbijać kategorię tożsamości płci ustaloną dualistycznie”, „trzeba przestać być cieleśnie schowanym”. Drugi rodzaj to sądy o wypowiedziach innych ludzi, często polegające na tropieniu i piętnowaniu błędów – głównie językowych. Przykładowo: zdanie „jajeczko czeka na zapłodnienie przez plemnik” uznawane jest za politycznie niepoprawne, ponieważ sugeruje, że element męski jest aktywny (czyli domyślnie „lepszy”), a żeński bierny („gorszy”). Takie zdanie zostaje zinterpretowane jako seksistowskie, maczystowskie itp. Genderyzm przede wszystkim walczy o równouprawnienie kobiet, przywileje dla mniejszości i inne postulaty polityczne. Tymczasem walka i formułowanie postulatów nie są elementami pracy naukowej. Po drugie – jak zauważa Legutko – „genderyzm nie jest nauką, bo wyniki jego są już znane, zanim badania się rozpoczną. Już przecież zanim genderowiec rozpocznie swoją pracę badawczą, wie, co musi się okazać na końcu. A na końcu musi się okazać, że istnieje równość, a wszelkie nierówności to dyskryminacja narzucona przez czynnik męski.” Musi się więc okazać, że między kobietami a mężczyznami nie ma żadnych istotnych różnic neurobiologicznych – zgodnie z jądrem genderowej doktryny. A jeśli jakieś się pojawiają, to z pewnością są rezultatem opresywnego, patriarchalnego i heteronormatywnego społeczeństwa, fallogocentrycznej ekonomii (Butler) czy „neuroseksizmu” badaczy (Fine).

W następnych tekstach będę się starał odsłaniać bardziej szczegółowo kolejne warstwy genderowej doktryny.

Dr Andrzej Margasiński – psycholog, wykładowca Uniwersytetu Jana Długosza w Częstochowie. Więcej informacji: andrzejmargasinski.com. W lutym br. ukazała się książka Autora Genderyzm – między ideologią a nauką, prezentowane eseje są rozwijane w rozdziałach tej monografii.

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie