W Ewangelii Chrystus polecił nam upominać grzeszącego brata, a jak naucza Kościół, zaniedbanie tego obowiązku może stanowić tzw. grzech cudzy. Należy jednak pamiętać, że najpierw powinniśmy zająć się „belką we własnym oku” niż „drzazgą w oku drugiego”. U niektórych osób upominanie innych wynika bowiem z własnej pychy – piętnowanie cudzych błędów daje im poczucie samozadowolenia, że sami takich błędów nie popełniają. Istnieją zatem sytuacje, w których nie tylko nie mamy obowiązku upominać bliźniego, lecz wręcz nie powinniśmy tego czynić. Kiedy zatem należy zwrócić mu uwagę na błąd, a kiedy lepiej powstrzymać się od reakcji?
Czasami dostrzegamy grzech bliźniego i zastanawiamy się, czy powinniśmy zwrócić mu uwagę. Niektórzy wolą dla „świętego spokoju” nic nie mówić, uznając, że to nie ich sprawa. Z drugiej strony zdarzają się osoby, które wręcz delektują się wytykaniem cudzych błędów i tylko czekają na potknięcia innych, choć same popełniają grzechy jeszcze poważniejsze. Podjęcie właściwej decyzji o tym, kiedy i w jaki sposób upomnieć bliźniego, wymaga więc cnoty roztropności, która rozwija się w nas na dwa sposoby. Po pierwsze – uczymy się jej, zdobywając doświadczenie, napotykając różne sytuacje i wyciągając wnioski z własnych, często błędnych decyzji. Po drugie – roztropność może wzrastać dzięki łasce Bożej, dlatego niezwykle ważne jest, by się o nią modlić.
Kiedy mówimy o upominaniu innych, należy najpierw wprowadzić bardzo ważne rozróżnienie na upomnienie z obowiązku i upomnienie z miłości do bliźniego. Niektórzy są bowiem zobowiązani do upominania innych na mocy konkretnego prawa lub pełnionej funkcji. I tak rodzice muszą zadbać o wychowanie i formację swoich niepełnoletnich dzieci, pracodawcy – o rzetelne wykonywanie obowiązków służbowych przez pracowników, a duszpasterze – o formację sumień wiernych, przede wszystkim przez kazania i nauki w konfesjonale. Takich przykładów można by oczywiście podać jeszcze więcej. We wszystkich tych sytuacjach upominanie wynika z odpowiedzialności, jaką niesie pełniona rola. Co więcej, upominający powinien egzekwować posłuszeństwo, a w przypadku jego braku – wymierzyć odpowiednią karę.
Wesprzyj nas już teraz!
Takiego rodzaju korekty nie należy zaniechać z obawy, że osoba poprawiana dozna niepokoju – zarówno dlatego, że jeśli nie chce ona sama z siebie zmienić postępowania, powinna zostać powstrzymana od grzechu przez karę, jak i dlatego, że jeśli jest niepoprawna, w ten sposób zabezpiecza się dobro wspólne: zostaje zachowany porządek sprawiedliwości, a inni są odstraszani przez przykład ukarania jednej osoby. Dlatego sędzia nie powstrzymuje się od wydania wyroku skazującego na grzesznika z obawy, że zaniepokoi jego samego lub jego przyjaciół – wyjaśnia św. Tomasz z Akwinu (ST II-II q. 33 a. 6 c.).
Kiedy żadne prawo nie nakłada na nas obowiązku upominania bliźniego, wtedy możemy znaleźć się jednak w sytuacji, gdy zwrócenie mu uwagi jest konieczne, by uchronić go od splamienia jego sumienia. W takim przypadku mówimy o upomnieniu z miłości do bliźniego, ponieważ konieczność ta wynika właśnie z przykazania miłości. Dotyczy to upominania naszych krewnych, znajomych, a nawet przełożonych. Zaniechanie reakcji może stać się dla nas grzechem cudzym, ponieważ być może Pan Bóg chce się nami posłużyć jako narzędziem do nawrócenia danej osoby, a my taką okazję zatracamy.
Polecenie upominania bliźnich zostawił nam sam Chrystus, co relacjonuje Ewangelista św. Mateusz: Gdy brat twój zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik (Mt 18,15-17).
Zbawiciel podał nam zatem konkretne kroki, które mamy podjąć: wpierw upomnienie na osobności, następnie wobec kilku osób, a wreszcie – zgłoszenie wspólnocie.
Można by zatem pomyśleć, że sprawa jest prosta. Widzimy grzech innych – mówimy mu o tym. Nic bardziej mylnego! Zwracając uwagę innym, trzeba kierować się cnotą roztropności, czyli wziąć pod uwagę różne okoliczności, takie jak np. stosowne miejsce, czas, czy sposób, w jaki zwrócimy drugiemu uwagę – tak, aby nasze działanie przyniosło zamierzony skutek. Są zatem sytuacje, w których upomnienia bliźniego należy zaniechać, co opisuje to m.in. św. Augustyn:
Jeśli ktoś powstrzymuje się od strofowania i ganienia czyniących zło dlatego, że oczekuje stosownego czasu, by to uczynić, albo dlatego, że obawia się, iż gdyby to zrobił, staliby się gorsi, bądź przeszkodziliby, uciskali lub odciągnęli od wiary innych, którzy są słabi i potrzebują pouczenia w życiu dobrym i cnotliwym – nie wydaje się to wynikać z chciwości, lecz być podyktowane miłością (De Civitate Dei I, 9).
Podobnie sprawę przedstawia św. Tomasz z Akwinu, który podkreśla, że upomnienie braterskie – podobnie jak każdy inny akt cnoty – powinno być „dokonane tam, gdzie trzeba, wtedy, kiedy trzeba, i w taki sposób, w jaki trzeba” (ST II-II q. 33 a. 2 c.). Akwinata zaznacza wyraźnie, że celem upomnienia braterskiego jest poprawa bliźniego. Nie chodzi więc o zwrócenie drugiemu uwagi, by samemu poczuć się lepiej, lecz po to, aby ocalić jego duszę. Chęć upomnienia drugiego musi więc wynikać z miłości do niego.
Kiedy więc winniśmy upomnieć bliźniego, a kiedy tego zaniechać? Choć sprawa wydaje się skomplikowana, wystarczy zadać sobie jedno pytanie: czy moje słowa rzeczywiście mogą pomóc drugiemu w poprawie? Jeśli tak, wtedy winniśmy podjąć działanie. Jeśli jednak wiemy, że ktoś nie posłucha naszej rady, a upomnienie tylko go rozjuszy, wtedy lepiej powstrzymać się od interwencji. Silne emocje, gniew czy zatwardziałość mogą bowiem sprawić, że nasze słowa zostaną odebrane jako atak, a nasza relacja z tą osobą się pogorszy. W takich sytuacjach bardziej owocne jest dawanie przykładu własnym życiem i budowanie dobrej relacji, co często skutkuje większą zmianą niż wymuszona uwaga. Nie oznacza to bynajmniej przyzwolenia dla grzechu, a jedynie świadome powstrzymanie się od upominania ze względu na brak szansy na powodzenie. Czasem większą cnotą niż korekta jest po prostu cierpliwość.
Dlatego gdy uznaje się za prawdopodobne, że grzesznik nie przyjmie napomnienia i stanie się jeszcze gorszy, należy zaniechać takiego upomnienia braterskiego, ponieważ środki powinny być dostosowane do wymagań celu – wyjaśnia Doktor Anielski (ST II-II q. 33 a. 6 c.).
Zdarzają się jednak ludzie, którzy wręcz delektują się upominaniem innych. Ich motywem nie jest chęć pomocy bliźniemu, lecz własna pycha, ponieważ upominając innych, czują się lepsi, bo ktoś wydaje się gorszy od nich. Warto zastanowić się więc nad kierującym nami motywem – czy naprawdę pragnę dobra tej osoby, czy tylko chcę pokazać swoją wyższość? Nie powinniśmy być jak faryzeusz z Ewangelii, który mówił Bogu: „Dziękuję Ci, że nie jestem jak ten celnik”, mimo że sam popełniał inne, być może poważniejsze grzechy. Chrystus naucza nas jasno: Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka [tkwi] w twoim oku? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata (Mt 7,3-5).
Św. Tomasz dodaje, że od upominania winnych powinni powstrzymać się ci, którzy sami gorszą innych popełniając publiczne grzechy, a także osoby będące w stanie grzechu śmiertelnego. Ci winni wpierw zająć się własnym nawróceniem, a dopiero potem zwracać uwagę innym.
Należy też pamiętać, że nie każda wada bliźniego jest od razu grzechem. Upomnienie powinno mieć na celu odciągnięcie drugiego od drogi prowadzącej do zła, a nie dostosowanie zachowania innej osoby do naszych własnych upodobań. Św. Augustyn porównał upomnienie braterskie do ostrzeżenia o niebezpieczeństwie, jakie dalibyśmy osobie ślepej stojącej nad przepaścią. Nie powiedzielibyśmy mu o tym, gdyby stał bezpiecznie w innym miejscu. Dlatego mamy upominać tych, którzy grzeszą, a nie tych, którzy czynią coś, co nam się nie podoba. Oczywiście, jeśli czyjeś zachowanie nam doskwiera, możemy delikatnie poprosić o drobną zmianę, ale nie podpada to pod kategorię upomnienia braterskiego.
Zwracanie uwagi wymaga taktu i delikatności. Ważne jest, aby druga osoba nam zaufała – nie możemy więc patrzeć na nią „z góry” ani zawstydzać jej przy innych. Osoba upominana może wówczas poczuć się osądzana, a to najprawdopodobniej zamknie jej drogę do poprawy. Kluczowe jest też wybranie odpowiedniego czasu i miejsca – najlepiej na osobności i wtedy, gdy dana osoba nie jest pod wpływem gniewu ani innych negatywnych emocji.
Kluczowy jest także odpowiedni język i ton głosu. Upomnienie powinno odbywać się z życzliwością, a nie w formie roszczeń – w końcu nie jesteśmy przełożonymi tej osoby. Nie wolno też stosować żadnego przymusu, a uwagę należy odnieść do konkretnego grzechu, powstrzymując się od krytyki całej osoby. Św. Paweł Apostoł pisze: Bracia, a gdyby komu przydarzył się jaki upadek, wy, którzy pozostajecie pod działaniem Ducha, w duchu łagodności sprowadźcie takiego na właściwą drogę (Ga 6,1).
Chrystus w Ewangelii nauczał, że jeśli rozmowa „w cztery oczy” nie przyniesie skutku, należy zwrócić się do tej osoby w obecności kilku innych. Św. Tomasz z Akwinu zaznacza jednak, że taki krok należy podejmować dopiero wtedy, gdy prywatna rozmowa rzeczywiście zawiodła. Jeśli jednak przypuszczamy, że można odbyć kolejną rozmowę na osobności, która może przynieść efekt, to warto najpierw spróbować jeszcze raz porozmawiać w cztery oczy, zanim włączymy inne osoby.
Gdy tajne napomnienie zostało udzielone raz lub kilkakrotnie, tak długo jak istnieje prawdopodobna nadzieja jego poprawy, należy kontynuować napominanie go w prywatności; lecz gdy jesteśmy w stanie z jakimkolwiek prawdopodobieństwem stwierdzić, że tajne napomnienie jest nieskuteczne, należy podjąć dalsze kroki – nawet jeśli grzech jest całkowicie ukryty – i wezwać świadków, chyba że można uznać za prawdopodobne, iż nie przyczyni się to do poprawy brata, a on stanie się jeszcze gorszy. W takim przypadku należy całkowicie powstrzymać się od korekty – czytamy w „Summie Teologicznej” (ST II-II q. 33 a. 8 ad. 1).
Ostatnim wreszcie krokiem powinno być poinformowanie przełożonych, którzy mają prawo zastosować wobec danej osoby odpowiednie środki, w tym przymus czy karę. Św. Tomasz z Akwinu dodaje też, że jeśli grzech został popełniony publicznie, potępienie złego czynu – ale nie samej osoby (!) – również musi mieć charakter publiczny. W przypadku grzechów publicznych potrzebne jest lekarstwo nie tylko dla samego grzesznika, aby się poprawił, lecz także dla innych, którzy wiedzą o jego grzechu, aby nie doznali zgorszenia – wyjaśnia Akwinata (ST II-II q. 33 a. 7 c.).
Na koniec warto zaznaczyć, że upomnienie braterskie może dotyczyć także osób znajdujących się w hierarchii ponad nami – na przykład rodziców, przełożonych czy duszpasterzy. W takich przypadkach taktowny język jest szczególnie istotny, aby nasza uwaga nie została odebrana jako akt buntu. Należy zachować ducha posłuszeństwa, a osoba podwładna nie może przymuszać przełożonego ani wymierzać mu kary. Jednakże upomnienie braterskie, które jest aktem miłości, leży w kompetencji każdego wobec każdej osoby, względem której jest zobowiązany miłością – pod warunkiem, że u tej osoby istnieje coś, co wymaga skorygowania – dodaje Akwinata (ST II-II q. 33 a. 4 c.).
Adrian Fyda