5 maja 2021

„Hamiltonowski moment”, czyli jak Fundusz Odbudowy po cichu daje władzę eurokratom

Zgoda parlamentów wszystkich krajów członkowskich o zwiększaniu zasobów własnych UE w związku z Funduszem Odbudowy de facto będzie oznaczała przekazanie znacznych uprawnień Brukseli. Brytyjski „The Economist” podkreśla, że pod rządami Ursuli von der Leyen „Komisja Europejska staje się po cichu coraz silniejsza”.

Duncan Robinson, felietonista magazynu „Charlemagne” skomentował sprawę Funduszu Odbudowy na Twitterze, pisząc „Obecne kierownictwo Komisji jest krytykowane jako słabe lub nieudolne. Jednak stało się ono proto-ministerstwem skarbu państwa, częściowo ministerstwem zdrowia, a w ramach „Zielonego Ładu” ma 30-letni projekt, który dokona gruntownej przebudowy rynków i branż, tak jak zrobił to jednolity rynek.”

Autor przypomina, że w zamian za granty i gwarancje potrzebne dla zaciągnięcia długu, rządy UE muszą dokonać przeglądu swoich gospodarek, zgodnie z wytycznymi zatwierdzonymi przez Brukselę.

Zaznacza, że tym razem – w odróżnieniu od akcji ratunkowej w strefie euro po kryzysie w 2008 r. – Bruksela zyskała wpływ nie tylko na państwa strefy euro, które generują problemy finansowe, ale także na inne kraje takie, jak: Niemcy i Holandia oraz państwa spoza strefy euro, jak: Szwecja czy Dania.

„Kraje, które doświadczyły takiego programu, dokładnie wiedziały, co robić. Wysiłki Hiszpanii i Grecji, obu weteranów programów ratunkowych, zostały wysoko ocenione. Wstępne propozycje zaproponowane przez niemiecki rząd, który jest bardziej przyzwyczajony do przepisywania leków ekonomicznych niż do ich przyjmowania, zostały początkowo odrzucone ” – czytamy.

Holandia nie wydaje się przesadnie zainteresowana pomocą unijną i jako jedyne państwo członkowskie UE nie przedłożyła „planu odbudowy”, który jest warunkiem wstępnym otrzymania gotówki z Brukseli. W przypadku Holandii chodzi o kwotę 6 mld euro. Plan ma być przedłożony dopiero po zakończeniu negocjacji partyjnych w sprawie powołania rządu koalicyjnego.

„The Economist” podkreśla, że pomoc udzielana w ramach Funduszu Odbudowy teoretycznie ma charakter nadzwyczajny, ale dodaje, że należy się spodziewać, iż ta „tymczasowość” systemu finansowania przerodzi się w „stały” mechanizm, jak to już było w innych sprawach w UE.

„Komisarze tacy jak Paolo Gentiloni, Włoch nadzorujący program, sugerują, że mechanizm mógłby zostać ponownie wykorzystany. Środki tymczasowe mogą łatwo stać się stałymi (…) i w takiej sytuacji unijny proto-skarbiec stanie się rzeczywistym ministerstwem skarbu” – zauważa magazyn.

Belgijskie pismo „Knack” zwraca uwagę na biurokrację związaną z wypłatą środków pieniężnych z unijnego Funduszu Odbudowy. „[Państwa członkowskie UE] muszą przedyskutować z Komisją Europejską, jak „zielony” jest [projekt]. Aby to zrobić, istnieją tylko trzy kategorie: zero, czterdzieści lub sto procent… Dla każdego projektu należy przedstawić kamienie milowe i cele, które są monitorowane oraz raportowane. Na przykład liczba kilometrów ścieżek rowerowych lub liczba metrów kwadratowych wyremontowanych dachów” – czytamy.

Belgijskie pismo przypomina także, że utworzenie Funduszu Odbudowy zapewniło przekształcenie „Europejskiego semestru,” czyli ram koordynacji polityki gospodarczej w UE – w dużej mierze niewiążący unijny proces, mający na celu koordynację krajowej polityki gospodarczej i budżetowej – w mechanizm wiążący, ponieważ „państwa członkowskie muszą przyjąć niewiążące zalecenia europejskiego semestru 2019–2020, aby otrzymać zielone światło” w celu pozyskania unijnej gotówki.

„Europejski semestr” służy Brukseli nie tylko jako narzędzie do promocji odpowiedzialnej polityki budżetowej – jak początkowo go przedstawiano – ale jego zalecenia wykraczają dalej i obejmują konkretne wytyczne dla np. niemieckich zakładów ubezpieczeń na życie, by utrzymały wystarczające bufory kapitałowe, zalecenia dla Hiszpanii w sprawie naprawy upadającego systemu bankowego, sugestie dla Włoch w sprawie reformy systemu pracy oraz zachęty do większej liczby prywatnych i publicznych inwestycji w Niemczech, krytykowanych za wysoką nadwyżkę na rachunku obrotów bieżących, niezależnie od tego, że ma to związek z utrzymywaniem przez EBC sztucznie słabego euro.

Do tej pory kraje w większości ignorowały zalecenia wydawane w ramach mechanizmu „Europejskiego semestru”, ale teraz KE może – w razie sprzeciwu dostosowania się do narzuconej polityki gospodarczej – wstrzymać wypłatę gotówki z unijnego Funduszu Odbudowy.

Tym samym pewna niewybieralna grupa eurokratów będzie de facto miała wpływ na wrażliwe decyzje polityczne, co powinno pozostać domeną debaty wewnątrz danego kraju.

Co istotne, ważną rolę w kwestii wypłaty pieniędzy przyznaje się „Komitetowi Ekonomiczno-Finansowemu” Rady UE, który jest organem doradczym i składa się z wyższych urzędników administracji krajowych oraz banków centralnych UE, pod przewodnictwem przewodniczącego „Grupy Roboczej Eurogrupy,” obecnie fińskiego urzędnika służby cywilnej Tuomasa Saarenheimo.

Jeśli biurokraci EFC nie będą mogli dojść do porozumienia, czy uzgodnione warunki otrzymania pieniędzy są spełnione, przywódcy UE muszą podjąć decyzję, czy danemu krajowi wypłacić środki. To daleko idąca ingerencja w sprawy wewnętrzne innych państw, a przyznane kompetencje wybiegają daleko poza międzynarodowe porozumienie.

W Brukseli będzie się ważyć, czy emeryci w Polsce albo w innym kraju powinni znacznie dłużej pracować, niż jest to obecnie. Przykładowo Belgia, już musi włączyć sprawę reformy emerytalnej do swojego Planu Odbudowy, ponieważ od dawna eurokraci żądali – w ramach mechanizmu „Europejskiego semestru” – reformy emerytalnej.

Jak się okazuje, na razie żadne porozumienie w tej sprawie nie zostało jeszcze uzgodnione w rządzie premiera De Croo, ale ta kwestia musi być włączona do Programu Odbudowy, bo inaczej Belgia może nie dostać grantów wskutek „hamulca bezpieczeństwa” zaciągniętego przez inne kraje UE.

Co istotne, posłowie z niższej Izby parlamentu i zgromadzenia regionalne nie mają żadnego wpływu na to, co się znajdzie w belgijskim Planie Odbudowy, podobnie jak posłowie w innych państwach. Wyłącznie rządy je przygotowują, uwzględniając reformy wymagane przez Brukselę. Zatwierdzone Plany Odbudowy przez KE są trudne do zmiany, więc to, co w nich jest zawarte, na lata określi strategie rządów, pozbawiając wpływu na nie całe społeczeństwa.

Wymóg stosowania się przez rządy do zaleceń „Europejskiego semestru” w celu otrzymania gotówki, drastycznie ograniczył możliwości manewru. Owszem, można zakwestionować sensowność zaleceń i próbować zmienić plan, ale wtedy trzeba się liczyć z brakiem wypłaty środków, a jednocześnie z obowiązkiem spłaty „uwspólnionego” długu.

Ten „hamiltonowski moment” – jak się opisuje obecną sytuację w UE, gdzie najpierw stosowano zabójczą politykę lockdownów pod pretekstem pandemii, by zacisnąć pętlę na szyi państw członkowskich i zmusić je do wyrażenia zgody na  uwspólnotowienie długu w celu budowania superpaństwa – z premedytacją jest wykorzystywany do pozbawiania krajów resztek suwerenności i usankcjonowania władzy pozbawionej legitymacji ze strony społeczeństwa.

Tym samym UE po raz kolejny łamie traktaty i wykracza poza to, co powinno być jej głównym przedmiotem działalności, czyli znoszenie barier handlowych. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Bruksela będzie narzucać demoralizację całych społeczeństw poprzez nachalną promocję ideologii gender i permisywną edukację seksualną.

Źródło: brusselsreport.eu

AS

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(1)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie