Dzisiaj

„I ty, któraś współcierpiała”. Jaką wartość miały cierpienia Maryi?

(Fot. Philippe Lissac / Godong / AKG Images / Forum)

Adorujemy Krzyż. Wpatrujemy się w symbol Męki Chrystusa, zdjąwszy zasłonę, jaka przesłaniała ten tron chwały od V Niedzieli Wielkiego Postu. W Wielki Piątek staramy się oddawać hołd Odkupicielowi dłużej, niż zwykle. A jednak choćbyśmy trwali godzinami przy Grobie Pańskim, jest ktoś, komu nigdy nie dorównamy w czci dla Ukrzyżowanego. To Matka Najświętsza. Maryja towarzyszyła swojemu synowi do samego końca, a widok umęczonego Zbawiciela dotykał ją głębiej, niż kogokolwiek z nas. Czy łzy – smutku i czci – które Maryja wylała na Golgocie, zdobyły jakąś zasługę? A może jej trwanie na Kalwarii nie miało znaczenia?

O roli Matki Bożej w Dziele Odkupienia napisano ostatnio wiele. Mariolodzy przypominali udział Naszej Pani w Męce jej Syna nie raz, komentując opublikowaną pod koniec 2025 roku notę doktrynalną Dykasterii Nauki Wiary „Mater Populi Fidelis”.

W tym kontrowersyjnym dokumencie Watykan wypowiedział się przeciwko używaniu tytułu „Współodkupicielki” w kulcie maryjnym. Wedle przekonania autorów, podobna terminologia mogłaby „przesłonić” zbawczą kompletność i jedyność chrystusowej Pasji.

Wesprzyj nas już teraz!

„Biorąc pod uwagę konieczność wyjaśnienia podporządkowanej roli Maryi wobec Chrystusa w dziele Odkupienia, używanie tytułu Współodkupicielki dla określenia współpracy Maryi jest zawsze niewłaściwe. Tytuł ten grozi bowiem zaciemnieniem jedynego zbawczego pośrednictwa Chrystusa i może w związku z tym prowadzić do zamętu i zachwiania harmonii prawd wiary chrześcijańskiej, ponieważ nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni (Dz 4, 12) (…). W tym przypadku nie przyczynia się to do wywyższenia Maryi jako pierwszej i najważniejszej współpracowniczki dzieła Odkupienia i łaski, gdyż niebezpieczeństwo przesłonięcia wyłącznej roli Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, który stał się człowiekiem dla naszego zbawienia i jako jedyny mógł złożyć Ojcu ofiarę o nieskończonej wartości, nie stanowiłoby prawdziwego zaszczytu dla Matki”, stwierdziła Dykasteria Nauki Wiary.

Wierni z troską i pewnym oburzeniem zareagowali na to wskazanie. Wśród licznych odpowiedzi na dokument Dykasterii najpoważniejszą stanowi krytyczna analiza „Mater Populi Fidelis”, opublikowana przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Maryjne. Na jej kartach teologowie podjęli polemikę z przekonaniami wyrażonymi w Nocie, obszernie wykładając katolickie spojrzenie na rolę Maryi w Dziele Odkupienia. W tym świetle uznali zastrzeżenia wobec tytułu „Współodkupicielki” za bezzasadne. Termin ten oraz bliskoznaczne z nim pojęcie „reparatrix” wykorzystywano nierzadko w Kościele, ale ich rozumienie nigdy nie podważało doskonałości Chrystusowej Ofiary, twierdzili przeciwnicy watykańskiego orzeczenia.  

Niezależnie od dyskusji o zasadności omawianego pojęcia – wizja uczestnictwa Najświętszej Panny w cierpieniach jej Syna od zawsze była obecna w Tradycji. Również nota z końca listopada nie podważyła tej doktryny. Przeciwnie: w dokumencie tym autorzy wspomnieli „podporządkowaną” rolę Maryi w Męce Chrystusa.

Jak dokładnie rozumieć ten udział Matki Bożej? Gdzie miejsce na jej „wkład”, skoro Chrystus złożył z Siebie ofiarę doskonałą – niewymagającą jakichkolwiek uzupełnień? W odpowiedzi na to pytanie tkwi nauka o olbrzymiej wartości dla wszystkich, kontemplujących Mękę Pańską.

Spójrzmy zatem, jak sens uczestnictwa Maryi w Pasji Zbawiciela wyjaśniał św. Pius X w encyklice „Ad Diem Illum Laetissimum”.

„Ale nie tylko chwałą Dziewicy jest to, że dała materię ciała jednorodzonemu Synowi Boga, mającemu narodzić się z członkami ludzkimi (S. Bed. Ven. IV. in Luc. XI) i że tym sposobem przygotowała ofiarę dla zbawienia ludzi, ale i Jej posłannictwem było nadto opiekować się tą ofiarą, wykarmić ją i w dniu przeznaczonym zanieść ją przed ołtarz. Stąd między Maryją a Jezusem bezustanna wspólność życia i cierpienia (…). A gdy nadeszła dla Jezusa ostatnia godzina, widziano Maryję stojącą u stóp krzyża, przejętą z pewnością grozą widoku, a jednak szczęśliwą, że Syn Jej poświęcał się dla zbawienia rodu ludzkiego i zresztą tak uczestniczącą w Jego cierpieniach, że byłoby Jej się wydało nieskończenie lepszym, gdyby mogła wziąć na siebie męki, które przechodził (Św. Bonaw. I. Sent. 48, ad Sitt dub. 4). Wynikiem tej wspólności uczuć i cierpień między Maryją a Jezusem jest to, że Maryja zasłużyła na to, aby stać się Odkupicielką upadłej ludzkości i stąd szafarką wszystkich skarbów, które Jezus nam uzyskał przez Swą śmierć i krew Swoją”.

Zaraz Ojciec Święty dodawał: „Nie można bez wątpienia powiedzieć, aby szafowanie tymi skarbami nie było właściwym i wyłącznym prawem Jezusa Chrystusa, gdyż one są wyłącznym owocem Jego śmierci, On sam zaś z natury Swej jest Pośrednikiem między Bogiem a ludźmi (…). Jesteśmy zatem bardzo dalecy od przypisywania Matce Bożej sprawczej przyczyny łaski – mocy, która należy do Samego Boga. Wszelako, ponieważ Maryja wzniosła się nad wszystkich w świętości i łączności z Jezusem Chrystusem i uczestniczyła przez Jezusa Chrystusa w Dziele Odkupienia, zasługuje de congruo, jak mówią teologowie, jak zasłużył się Jezus Chrystus de condigno i jest najwyższą szafarką łask”.

Te łacińskie formuły mogą być obce wielu czytelnikom, ale właśnie dzięki nim św. Pius X zwięźle porządkuje dyskusję, potwierdzając kompletność ofiary Chrystusa oraz godząc z tą prawdą udział Matki Najświętszej w dziele zbawienia.

Pojęcie zasługi de condigno (pol. ze sprawiedliwości), zgodnie z objaśnieniem ks. dr. Sieniatyckiego, dotyczy uczynku, którego wartość jest równa łasce otrzymanej z jego tytułu. „Jest ona wtedy, gdy zachodzi równość między nagrodą a wartością czynu”, tłumaczył autor przedwojennych podręczników dogmatycznych. Tymczasem „zasługa de congruo (pol. z odpowiedniości) jest wtedy, gdy między nagrodą a wartością czynu zasługującego nie ma równości, nagroda jest wyższa, niż wartość uczynku”.

W tym świetle Męka Pańska jawi się jako jedyna wystarczająca zapłata, zdolna wyjednać u Boga miłosierdzie dla grzesznej ludzkości. Wartość płynąca z ofiary Syna Bożego sama sprowadza nam przystęp do nadprzyrodzonego życia, stając się jego „przyczyną sprawczą”. Ofiara Maryi nie ma podobnej rangi. Nie oznacza to jednak, że jest bezowocna. Boża sprawiedliwość sprawia, że dobrowolne cierpienia Syna Bożego, ofiarowane za nas, przynoszą nam odkupienie. Boża miłość zaś, że mimo tej wystarczającej zasługi, pokorne łzy Matki nie są bez znaczenia.

Z tego powodu część dóbr, które w ogóle mogą przypaść nam w udziale dzięki krzyżowi Chrystusa, wypraszają nam boleści Najświętszej Panny, okazując się pełnymi łask dla ludu wiernego. Dla adorujących chrystusowy Krzyż, w tym boskim uznaniu dla cierpień Maryi tkwi obraz prawdy o doniosłym znaczeniu.

Jeśli trwanie Najświętszej Panny na Golgocie okazało się zasługujące, to my również możemy nie tylko uwielbiać ofiarę krzyżową – ale i realnie przyłożyć rękę do zwycięstwa Zbawiciela. Oczywiście, Bóg wysłużył nam łaskę bez naszej zasługi. A jednak – kazał nam też podjąć Jego drogę. Wezwał nas, byśmy „naśladowali Go, biorąc swój krzyż i zapierając się siebie samych”, w ten sposób umożliwiając nam współpracę z Jego Dziełem.  

Chrystus oczekuje przecież od nas pomocy braciom. Powierzył swoim uczniom zadanie szerzenia wiary w Niego, by wielu mogło się zbawić. Kazał nam nawzajem pomagać sobie wytrwać w łasce. Mało tego! Kapłanom dał władzę odpuszczania grzechów oraz sprowadzania na świat owoców Jego Męki przez Mszę świętą. Jedynym źródłem tych dóbr jest Jego zbawcze Dzieło. Mimo to, sami czerpiąc z niego owoce, mamy dzielić się nimi z braćmi.

Maryja, która „współcierpiała”, to zatem nasza poprzedniczka – w adoracji Odkupiciela oraz w udziale w przejmującym zwycięstwie Wielkiego Piątku. Będąc dla nas przykładem, pozostaje mimo wszystko niedościgniona, a jej uczestnictwo wyraźnie inne.

Historia zbawienia zna tylko dwie osoby, które nie miały żadnych win do odpokutowania. Obok Chrystusa to właśnie Matka Boża. Oboje cierpieli w życiu ogromnie – choć taka chłosta nie była im potrzebna. Śmierć i ból to dziedzictwo grzechu, ciągnące się od pierwszych ludzi. Niepokalana była bez zmazy. Jeśli więc cierpiała, to na podobieństwo Syna – z naszego powodu. Podczas, gdy Ewa podała mężowi zakazany owoc i zjednoczyła się z nim w nieprawości, Matka Boża do końca trwała z cierpiącym Chrystusem, którego przyniosła na świat, gdy Zbawiciel zgładził grzech pierworodny. Wobec tego podobieństwa trudno wątpić o jej współpracy w Odkupieniu.

Filip Adamus

Wesprzyj nas!

Będziemy mogli trwać w naszej walce o Prawdę wyłącznie wtedy, jeśli Państwo – nasi widzowie i Darczyńcy – będą tego chcieli. Dlatego oddając w Państwa ręce nasze publikacje, prosimy o wsparcie misji naszych mediów.

Udostępnij
Komentarze(0)

Dodaj komentarz

Anuluj pisanie